Nie licząc mojej pierwszej wizycie w niemieckim DM-ie i poczynionych w nim zakupach - skusiłam się na jeszcze parę innych produktów w naszych polskich drogeriach. Hm, czyżbym była uzależniona od wizyt w tego typu sklepach? ;)
Po raz pierwszy od bodajże pół roku zawitałam do Drogerii Natura. Zapewne gdybym nie pojechała do mojego rodzinnego miasta to w ogóle bym się w niej nie pojawiła. Cóż, tutaj, we Wrocławiu, mam dość daleko do tego sklepu. Jednak gdy już tam zaszłam to skusiłam się na peeling do ciała o zapachu owoców egzotycznych marki Paloma ( za ok. 10 zł ) oraz płyn micelarny z Delii ( ok. 5,50 zł ).
Nie byłabym sobą, gdybym nie zakupiła najnowszych żeli pod prysznic marki Isana ( 2,99 zł / sztuka ). Cóż, ten drugi ( umieszczony po środku zdjęcia ) bardziej przypadł mi do gustu. Jak dla mnie pachnie jak... wiśniowe delicje! ;) Dodatkowo, skusiłam się na kolejny płyn do kąpieli tej samej marki ( 4,29 zł ).
A oto moje kolejne zamówienie na stronie E-bay - zestaw 4 pędzelków do malowania oczu. Służą one albo do podkreślania załamania powieki, albo do rozcierania granic między cieniami. Mają mięciutkie włosie, nie podrażniają skóry. A do tego były przeraźliwie tanie. Zestaw kosztował mnie ok. 5 - 6 zł.
Na sam koniec miesiąca zakupiłam malinowy peeling do ciała z Joanny ( ok. 8 zł ) oraz ziołowy szampon przeciw wypadaniu włosów Bioxsine ( ok. 37 zł ). Co do tego drugiego produktu mam duże nadzieje... No cóż, zobaczymy jak spisze się na dłuższą metę.
I oto koniec styczniowych zakupów. Nie licząc wizyty w DM-ie - nie wydałam aż tak dużo pieniędzy na kosmetyki ;) Jednak zamiast mi ich ubywać - ponownie wzrosła ich ilość.
Miałyście któryś z powyższych kosmetyków? Co o nim / o nich sądzicie?
Buziaki, Wasza A.



