Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Corine de Farme. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Corine de Farme. Pokaż wszystkie posty

środa, 6 lutego 2013

Recenzja: Krem rozświetlający długotrwale nawilżający Corine de Farme

Hej dziewczyny! :)

     Dzisiaj skupię się nieco na pielęgnacji skóry mojej twarzy, a dokładnie na kremie, którego używam od jakiegoś czasu. Mam cerę mieszaną z tendencją do przetłuszczania się i nadmiernego błyszczenia się w strefie T. Jednakże zimą, przy dość szybko zmieniającej się pogodzie i temperaturze, moja skóra zaczyna "kaprysić". Czym to się objawia? Jest nieco przesuszona, poszarzała i uwydatniają się na niej wszelakie oznaki zmęczenia. 
     Z tego też powodu postanowiłam zmienić nieco pielęgnację mojej skóry. Jak wiecie w styczniu skończył mi się krem do twarzy antyoksydacyjny z AA Eco. Jego zastępcą okazał się krem "Świetlista Cera" firmy Corine de Farme. Otrzymałam go w zeszłym roku w akcji "Testowanie z Poradnikiem Domowym", poużywałam go trochę i schowałam na sam koniec półki z kosmetykami. Wtedy nie doceniłam jego dobroczynnego działania na moją skórę, a teraz - jestem nim zachwycona :)


     Kosmetyk znajduje się w intensywnie zielonej buteleczce o pojemności 50 ml. Jestem zachwycona tym opakowaniem, ponieważ ma ono wbudowaną pompkę z tłokiem. Pozwala to na całkowite zużycie kremu i jego bardziej higieniczną aplikację. 
     Krem zawiera w sobie aż 95 % składników naturalnych, a tylko 5 % składników syntetycznych - by zapewnić mu odpowiednią konsystencję.


     Krem ma delikatną, mleczną konsystencję, a jego zapach tylko umila mi codzienną pielęgnację. Kosmetyk bardzo łatwo rozprowadza się po skórze i szybko się wchłania. Mam taki zwyczaj, że zawsze wmasowuję krem w twarz. Podobno kuliste ruchy pobudzają krążenie krwi i składniki aktywne lepiej wchłaniają się w skórę ;)


     Kremu Corine de Farme używam od miesiąca i jestem zachwycona jego działaniem! Aby uprościć nieco zapiski - wypunktuję Wam dobroczynne działanie owego kosmetyku na moją twarz :)

+ bardzo dobrze nawilża i odżywia moją skórę,
+ rozświetla ją, dzięki czemu redukuje oznaki zmęczenia,
+ nie zapycha moich porów,
+ nie powoduje świecenia się skóry,
+ nie podrażnia mojej skóry.



     Myślę, że pięć powyższych zalet jest już wystarczająca by móc rozejrzeć się za nim na półkach sklepowych :) Jego cena, jak na wysoki poziom składników naturalnych, jest niska - wynosi mniej więcej 15 - 20 zł. Oczywiście, cena zależna jest od miejsca, w którym go znajdziecie :)

     Miałyście kiedyś do czynienia z tym kremem? A może znacie inne, rozświetlające kremy do twarzy?

Pozdrawiam i życzę miłego dnia! :)

sobota, 2 lutego 2013

Ulubieńcy stycznia 2013!

Witajcie Moje Drogie! :)

     Długo zastanawiałam się czy pisać dzisiejszy post - wczoraj poszalałam na Balu Inżyniera i jestem padnięta! Zabawa była fajna, choć parę razy miałam ochotę potrząsnąć niektórymi dziewczynami, które pić nie umieją a piją bez umiaru. A potem, takie istotki, zajmowały ubikacje na pół godziny, a kolejka do toalety robiła się coraz dłuższa i dłuższa... Kto by się nie poirytował? Ale! Mniejsza z tym! :) Przychodzę dzisiaj do Was z ulubieńcami stycznia!

     Ulubieńców jest więcej niż w zeszłym miesiącu, ponieważ miałam możliwość testowania wielu nowych produktów. Jednakże to właśnie powyższa 10 zawładnęła moim sercem.


     Ulubieńcami z działu 'Pielęgnacja ciała' okazało się szarlotkowe masło do ciała z Farmony, o którym pisałam TU, oraz żel peelingujący o zapachu arbuza, którego recenzję możecie znaleźć TU.
     W masełku nie mogłam się nie zakochać! Ma przepiękny zapach, który idealnie rozbudzał mnie w zimowe wieczory. Bardzo dobrze nawilżał i odżywiał moją dość przesuszoną skórę, a jego zapach utrzymywał się dość długo na ciele. Niestety - już mi się skończył i musiałam pozbyć się jego opakowania :(
     Żel peelingujący arbuzowy zachwycił mnie nie tylko swoim zapachem, ale możliwością stosowania go jako zwyczajny żel ( przy delikatniejszym masowaniu ciała ) oraz jako peeling. Jest w miarę dobrym zdzierakiem, polecam! :)


     W styczniowych ulubieńcach nie mogło zabraknąć maseczek z Ziaji. Każda z nich idealnie nadaje się do cery mieszanej, której jestem posiadaczką. Maseczki dobrze nawilżają, odżywiają i matują moją skórę. Uwielbiam je!
     Od stycznia zaczęłam używać kremu do twarzy Corine de Farme, który już przy pierwszym zastosowaniu podbił moje serce. Kosmetyk ma delikatną konsystencję, a jego zapach jest przepiękny! Oczywiście - jego działanie również mnie zadowala :) Dzięki niemu moja skóra jest idealnie nawilżona i bardziej promienna.


     Zmywacz w żelu o zapachu mango oraz pilnik szklany firmy Donegal również podbiły moje serca. Zmywacz bardzo dobrze zmywa lakiery ( nawet te najciemniejsze ) i nie wysusza płytki paznokcia. A jego zapach umila nam dość częste zmywanie lakierów ;)
     O pilniku szklanym pisałam TU. Bardzo dobrze wpłynął na kondycję moich paznokci i na pewno na długo zagości w mojej kosmetyczce :)


     Czas na ostatnich ulubieńców stycznia - tym razem z działu 'Kolorówka'. W styczniu najbardziej sprawdziła mi się baza pod cienie firmy Kobo oraz pomadka Anti - Age firmy Eveline Cosmetics o bardzo intensywnym, różowym kolorze.
     Baza pod cienie z Kobo jest moim pierwszym kosmetykiem tego typu, więc trudno jest mi ją porównać do innej. Jednakże bardzo dobrze utrzymuje cienie na powiece, które nie rolują się w załamaniach. Za jakiś czas mam zamiar napisać pełną recenzję tego kosmetyku :)
     Pomadkę Eveline wygrałam w jednym z konkursów internetowych. Na początku byłam przerażona jej intensywnym kolorem. Jednakże po jej pierwszym użyciu - miło mnie zaskoczyła. Pomadka bardzo długo utrzymuje się na ustach ( nawet podczas jedzenia i picia ), nie podkreśla suchych skórek, nie roluje się. Jedna z lepszych pomadek, z którymi miałam do czynienia :)

     Miałyście może któryś z powyższych kosmetyków? Co o nich sądzicie? A jacy są Wasi ulubieńcy stycznia? :)

Pozdrawiam i życzę miłego dnia! :)