Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alverde. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alverde. Pokaż wszystkie posty

środa, 8 kwietnia 2015

Marcowy projekt denko.

    Obiecałam sobie, że postaram się zużywać tyle samo kosmetyków - ile ich kupuję w rzeczywistości. Cóż, obietnica ta raczej nie zostanie spełniona. Przynajmniej nie w przypadku kosmetyków pielęgnacyjnych, których ilość rozrasta mi się w ekstremalnie szybkim tempie. Za to kolorówka powoli znika z moich półek. Uff :)

     W marcu udało mi się zużyć dość sporą ilość kosmetyków - z każdej dziedziny. O dziwo, wykończyłam też trzy kosmetyki kolorowe. Z czego jestem bardzo zadowolona. Jednak nie przedłużam i zapraszam Was na co miesięczny projekt denko!


1. Aktywny tonik nawilżający z serii Mezo Power marki Bielenda. - Kosmetyk ten znalazł się w ostatnich ulubieńcach. Dobrze oczyszczał i odświeżał skórę. Łagodził uczucie ściągnięcia oraz delikatnie niwelował podrażnienia znajdujące się na twarzy. Był dość wydajny, a jego cena zapewne będzie przystępna dla większości z nas.

2. Aktywny krem nawilżający z serii Mezo Power marki Bielenda. - Jego recenzja znajduje się tu.



3. Płyn micelarny marki Delia. - Pokochałam ten kosmetyk z całego serducha! Niesamowicie dobrze i zarazem delikatnie usuwa makijaż z całej twarzy. Nadaje się również do demakijażu oczu - w ekspresowym tempie pozbywa się tuszu i cieni do powiek. Nie wywołuje podrażnień czy też łzawienia oczu. Dodatkowo, jest bardzo wydajny i dostępny w przystępnej cenie. Sama zakupiłam go w Drogerii Natura za ok. 7 zł, bodajże.

4. Matujący żel do mycia twarzy z Beauty Formulas. - Przeciętny kosmetyk do pielęgnacji twarzy, ot co. Niby dość dobrze ją oczyszczał, ale przy okazji wysuszał, powodował uczucie ściągnięcia. Dodatkowo, posiadał zbyt rzadką konsystencję co powodowało, iż był słabo wydajny. 



5. Arganowa maska do włosów 8 w 1 marki Eveline Cosmetics. - Jej recenzja znajduje się tu.

6. Mgiełka podnosząca włosy u nasady "Extra Volume" marki Sessio. - Jej recenzja znajduje się tu.

7. Nabłyszczający szampon marki Alverde. - Skusiłam się na niego podczas styczniowej wizyty w niemieckim DM-ie. Wątpię bym zrobiła to ponownie, ponieważ nie wywarł on na mnie jakiegoś spektakularnego wrażenia. Szampon jak szampon. Dobrze oczyszczał włosy, może delikatnie je nabłyszczał. Nic więcej. Jak dla mnie - w polskich sklepach można znaleźć sporo kosmetyków tego typu o podobnym działaniu :)


8. Żel pod prysznic o niebiańskim zapachu z Isany. - Cóż, każdy ma inne wyobrażenie nieba. Dla mnie ten kosmetyk na pewno nie pachnie niebiańsko ;) Za to kojarzy mi się z jakimiś damskimi, intensywnie ( może nawet dusząco ) pachnącymi perfumami. Mi średnio przypadł mi do gustu. Nie licząc zapachu - produkt nie wysuszał skóry, był dość wydajny. Jak to żel z Isany ;)

9. Peeling do ciała z serii "Let's Celebrate" w wersji "Mojito" od Farmony. - Przyznam, iż pod względem zapachowym przypomina drinka Mojito. Jednak nie takiego wykonanego na bazie rumu, a tego tak zwanego "gotowca" zamkniętego w szklanej buteleczce ( Sobieski ma takie drinki ;) ). Co do działania - kosmetyk dość dobrze masował skórę, wygładzał ją, lecz nie podrażniał. Jednak bardziej przypadła mi do gustu wersja z pomarańczą, która posiadała o wiele ostrzejsze drobinki ścierające.

10. Żel pod prysznic "White Passion" od Balea. - Kolejny, przyjemny żel marki Balea. Posiadał kwiatowy, dość delikatny zapach, nie wysuszał skóry. Jego cena również jest przystępna - sama kupiłam go w niemieckim DM-ie, ale w sklepikach z chemią niemiecką można go dostać nawet za 5 zł.


11. Żel do golenia "Blueberry Love" marki Balea. - Jego zapach był identyczny jak płynu do kąpieli marki Luksja ;) Jego działanie było w porządku, lecz na pewno nie idealne. Niby ułatwiał poślizg maszynkom do golenia, ale zdarzało się, iż po goleniu i tak moja skóra była podrażniona i lekko poraniona. Nie zawsze, ale jednak. Jego wydajność również określiłabym jako przeciętną, niestety.

12. Sól do kąpieli "Dzika orchidea i jedwab" marki Verona. - Kosmetyk ten posiadał przyjemny, kwiatowy zapach, którzy utrzymywał się w łazience jeszcze kilka godzin po kąpieli. Sól była wydajna, dość szybko rozpuszczała się w wodzie. Jej cena również nie jest wygórowana - można ją dostać już za około 4 - 5 zł.

13. Płyn do kąpieli "Blueberry Muffin" marki Luksja. - Jest to nie pierwszy i nie ostatni płyn owej marki, jaki zagości w mojej łazience. Duża butla tego kosmetyku wystarcza na 2 - 3 tygodnie codziennego stosowania. Dodatkowo, produkt posiada przyjemny zapach - jakby połączyć ciasteczka z dżemem jagodowym.


14. Kule do kąpieli marki Yves Rocher. - Jak dla mnie - dość drogi bubel. Jedna kulka kosztowała mniej więcej 1,50 zł - 2 zł, a nic ciekawego nie dawała. Ani przyjemnie nie pachniała, ani olejek w niej zawarty nie nawilżał skóry. Nie polecam ich zakupu, ot co.


15. Dezodorant z serii "Anarchy" od Axe. - Przyznam szczerze, iż produkt ten działał lepiej niż niejeden antyperspirant! Dobrze chronił przed potem, nie brudził ubrań, miał przyjemny, dość ciężki zapach. Był również wydajny, co miło mnie zaskoczyło. Tylko szkoda, iż tak trudno go dostać w stacjonarnym sklepie...

16. Mus do ciała "Czerwone owoce" marki L'arisse. - Jedno z ciekawszych mazideł, jakie używałam w ostatnim czasie. Dobrze nawilżało skórę, łagodziło podrażnienia, szybko wchłaniało się w skórę. Do tego miało przyjemny, cukierkowy zapach, który długo utrzymywał się na skórze.


17. Krem do rąk z masłem mango z Be Beauty. - Jest to chyba moja największe rozczarowanie ostatniego miesiąca! Jedyną zaletą tego kosmetyku był jego zapach. Krem w ogóle nie nawilżał i nie odżywiał skóry, był niewydajny, a jego pompka nie działała już po 2 - 3 zastosowaniach. Szkoda, bo tubka mająca pojemność 30 ml kosztowała ok. 7,50 zł. Dość dużo jak na tak małą pojemność i tak kiepskie działanie...

18. Nawilżający krem do rąk i paznokci marki Lirene. - Kosmetyk niby nawilżał skórę, ale na krótki okres czasu. Po około 20 - 30 minutach byłam zmuszona ponownie go zastosować. Takie błędne koło... Niby dobrze wchłaniał się w skórę i miał przyjemny zapach, ale jego kiepskie działanie oraz wydajność - na dobre zniechęciły mnie do niego.


19. Chusteczki nawilżane Dada. - Tanie i dobre jakościowo chusteczki. Zużyłam je głównie w podróży oraz w domu - do przecierania kurzu, resztek kosmetyków z dłoni.

20. Maska do twarzy w płacie z ekstraktem z jagód marki Foodaholic. - Uwielbiam maski owej marki! Są wygodne w użyciu, nie zsuwają się z twarzy. Dodatkowo ( i co najważniejsze! ), dobrze zmiękczają i nawilżają skórę. Trzymam je na twarzy około 20 - 30 minut - wtedy potrafią zdziałać cuda ;)

21. Maseczka oczyszczająco - wygładzająca marki Ava Laboratorium. - Jest to jeden z niewielu kosmetyków owej marki, jaki miałam i jaki przypadł mi do gustu. Maska dobrze oczyszczała skórę, delikatnie ją matowała. Nie podrażniała skóry ani nie zapychała porów. Niestety, dość szybko wysychała w opakowaniu. Szkoda...

22. Maska czekoladowa zakupiona w DM-ie. - Kosmetyk o przyjemnym zapachu, aczkolwiek nie działający w jakiś sensowny sposób na skórę. Oczyszczała skórę w sposób delikatny, za to w ogóle jej nie nawilżała. Jedyne co zauważyłam po jej zastosowaniu to zmiękczenie skóry. Nic więcej.


23. Pogrubiający tusz do rzęs marki Eveline Cosmetics. - Jakoś nie mogłam przekonać się do tego kosmetyku. Prawdopodobnie było to spowodowane jego grubą, standardową szczoteczką, którą dość trudno malowało mi się rzęsy. Jeśli chodzi o efekt, jaki dawał ten tusz - rzęsy były dość dobrze pogrubione, lekko wydłużone, ale jednocześnie potrafiły być posklejane. Z tego też względu rzadko kiedy nakładałam na nie dwie warstwy tego produktu. Lubię tusze do rzęs marki Eveline Cosmetics, ale tylko te z silikonową szczoteczką. Niestety.

24. Szminka L'oreal z serii "Rouge Caresse". - Jej recenzja znajduje się tu.

25. Podkład "Affinitone" marki Maybelline. - Na jego temat możecie poczytać w tym poście.



A jak prezentuje się Wasze marcowe denko?


Buziaki, Wasza A.

piątek, 23 stycznia 2015

Wycieczka do Görlitz. Mały mix zdjęć i zakupy w DM-ie.

   Na początku stycznia zaczął się mój zaległy urlop - którego nie wykorzystałam w zeszłym roku. Dzięki dziewięciu dni bez pracy mogłam nareszcie odpocząć i zregenerować siły na kolejne tygodnie. Skoro miałam wolne to postanowiłam wybrać się w miejsce, które miałam ochotę zobaczyć już dawno temu. A mowa tutaj o...


... Görlitz, miasta położonego tuż za niemiecką granicą. Rzekłabym, iż jest ono przedłużeniem polskiego miasta, Zgorzelca, które zlokalizowane jest na Dolnym Śląsku. Do tamtej pory nie byłam w ani jednym, w ani drugim miejscu, więc nie mogłam doczekać się tej wycieczki.

    Na nasze małe nieszczęście - pogoda w Görlitz była typowo zimowa. Śnieg, mróz, niska temperatura, Warunki te nie były sprzyjające do jakichkolwiek spacerów czy zwiedzania. Z tego też względu w mieście spędziliśmy maksymalnie 6 godzin. Dużo nie zobaczyłam, aczkolwiek nie przejęłam się tym za bardzo. Do Görlitz mam około 2 godziny jazdy autem, więc zapewne jeszcze nie raz tam zawitam ;)





    Naszym głównym celem okazał się być Rynek, gdzie spędziliśmy większość czasu. Zdziwiło mnie to, że większość barów czy też restauracji albo była zamknięta, albo świeciły w nich pustki. Czyżby nikt nie chodził do takich miejsc o godzinie 15 - 16? ;)

     Nie byłabym również sobą, gdybym nie zawitała do chyba jednego z najbardziej znanych sklepów, a dokładnie drogerii, czyli do DM-u. W Görlitz znajdują się dwa miejsca tego typu i do obydwu z nich zawitałam ;)


    Na początku - obawiałam się nieco wizyty w tym sklepie. A dokładnie tego, iż... zbankrutuję ;) Na moje szczęście, kupiłam wyłącznie to, co chciałam. No, nie liczę paru produktów do kąpieli ;) Mimo wszystko, mam wrażenie, że wyszło tego dość dużo. Jak na kosmetykoholiczkę przystało ;)





    Część powyższych kosmetyków obecnie używam - z jednych jestem zadowolona, z innych już niekoniecznie. O niektórych na pewno pojawi się osobna notka, ale to dopiero za jakiś czas ;) Jedyne czego żałuję to fakt, iż w polskich drogeriach nie ma kosmetyków p2. A ich rozświetlacz jest po prostu cudowny!

    Była to moja pierwsza i na pewno nie ostatnia wizyta w Niemczech. Chciałabym w najbliższym czasie pojechać do Berlina, jeśli uda mi się załatwić nieco dłuższe wolne w pracy. Ale! Na razie nic nie planuję - zobaczymy jak to będzie :)



Byłyście kiedyś w Görlitz?


Buziaki, Wasza A.

niedziela, 6 kwietnia 2014

Marcowe denko.

     Tak jak obiecałam w piątek - na dzisiaj przygotowałam dla Was post denkowy. Nie bójcie się, od nowego tygodnia powracam do Was z typowymi notkami, tj. z recenzjami kosmetyków ;)



     W marcu postawiłam na wykończenie produktów do pielęgnacji włosów. Miałam ich zbyt dużo i tylko niepotrzebnie zajmowały miejsce na półce kosmetycznej. Żałuję tylko, że zużyłam tak mało produktów z działu "kolorówka". Wydajność takich kosmetyków zawsze zaskakuje mnie na plus, oczywiście ;)



1. Dwufazowa odżywka w spray'u marki Alverde. - Jej recenzja znajduje się tu. / Wymiana na spotkaniu blogerek.

2. Odżywka do włosów "Piwo i pszenica". - Jej recenzję możecie przeczytać tu. / Pudełeczko PinkJoy.

3. Odżywka zwiększająca objętość włosów "Volume" marki Chantal. - Jej recenzja znajduje się w tym poście. / Otrzymane w ramach współpracy z marką Chantal.

4. Szampon zwiększający objętość włosów "Volume" marki Chantal. - Jego recenzja znajduje się w tym poście. / Otrzymane w ramach współpracy z marką Chantal.

5. Szampon przeciwpłuwieżowy z serii Fructis marki Garnier. - Mam co do niego mieszane uczucia. Produkt dobrze oczyszczał skórę głowy i w jakimś stopniu załagodził łupież, który pojawił się podczas stosowania kosmetyku marki Dove. Z drugiej strony, szampon marki Garnier wysuszał nieco moje włosy i sprawiał, że stawały się one nieco szorstkie w dotyku.  / Cena - w promocji ok. 9 zł

6. Szampon wygładzający włosy z Yves Rocher. - Kosmetyk ten spisywał się u mnie dobrze może tylko przez pierwszy tydzień jego użytkowania. Niestety, potem zaczął dość mocno obciążać moje włosy i zwiększać tempo ich przetłuszczania się. Wątpię bym kiedyś skusiła się na tą samą wersję szamponu z YR. / Dołączony jako gratis do zakupów.



7. Krem - żel matujący "Control Shine" marki Nivea. - Kolejny produkt, z którego jestem zadowolona tylko częściowo. Kosmetyk bardzo dobrze matowi skórę i to na dość długi okres czasu. Dodatkowo, był niesamowicie wydajny i bardzo szybko wchłaniał się w skórę. Jednakże zauważyłam, że nieco przesuszał moją twarz. / Cena - ok. 10 zł

8. Mleczko do demakijażu twarzy marki Lirene. - Nie, nie i jeszcze raz nie! Jest to jeden z gorszych produktów do demakijażu, jakie stosowałam w swoim życiu. Mleczko z Lirene kiepsko usuwało makijaż z twarzy, nie wspominając już o makijażu oczu... Dodatkowo, niesamowicie podrażniał oczy, powodował ich pieczenie, ból. Nie polecam jego zakupu... / Cena - w promocji ok. 9 - 10 zł

9. Pianko - żel do mycia twarzy "Teebaum". - Jego recenzja znajduje się tu. / Z pudełeczka PinkJoy.

10. Maska do twarzy ze 100% olejem winogronowym. - Jej recenzja znajduje się tu. / Otrzymana w ramach współpracy z marką BingoSpa.

11. Ogórkowa maseczka typu peel - off z Beauty Formulas. - Uwielbiam wszelkie maseczki typu peel - off. Jednak co do tej mam małe "ale". Jej usuwanie z twarzy było wręcz bolesne! Kosmetyk bardzo mocno przyklejał się do skóry i wręcz nie chciał z niej schodzić. Omijając to - maseczka dobrze oczyszczała twarz, zmiękczała naskórek. / Cena - ok. 3 - 4 zł



12. Żel pod prysznic "Bali" marki Be Beauty. - Nazwałabym go żelem peelingującym, ponieważ w swojej objętości zawierał dość dużo małych drobinek peelingujących. Kosmetyk miał przyjemny zapach, który długo utrzymywał się na skórze. Dobry produkt za przystępną cenę :) / Cena - ok. 4 - 5 zł

13. Peeling do ciała o zapachu zielonego jabłuszka marki Joanna. - Kosmetyk ten został ulubieńcem ostatniego miesiąca, co już chyba mówi samo za siebie ;) Uwielbiam ten produkt za jego działanie i za cudowny, owocowy zapach, który długo utrzymywał się na skórze. W przyszłości na pewno zakupię inną wersję zapachową owego kosmetyku :) / Cena - ok. 7 zł

14. Peeling z żurawiną marki Joanna. - Nie jest to pierwszy i również nie ostatni mini peeling z Joanny, który zakupiłam. Są tanie, dobrze masują ciało, mają przyjemne zapachy. Jestem na tak! :) / Cena - w promocji 3,50 zł

15. Pianka do golenia w wersji żurawinowej marki Venus. - Jestem zawiedziona z działania owej pianki. Moim zdaniem nie nadaje się ona do golenia nóg. Nie daje tak zwanego "poślizgu", nieco podrażnia skórę, jest niewydajna. / Otrzymana na spotkaniu blogerek.



16. Krem do rąk "Wanilia i indyjskie daktyle" marki Farmona. - Jego recenzja znajduje się tu. / Cena w zestawie z peelingiem i balsamem do ciała - ok. 22 - 23 zł

17. Antyperspirant "Energy Fresh" marki Nivea. - Jestem bardzo zawiedziona owym produktem... Brudził ciało i ubrania na biało, a do tego kiepsko chronił przed potem. Tym bardziej w te cieplejsze dni. / Cena - w promocji ok. 8 zł



18 i 19. Chusteczki zwilżane. - Obydwie wersje bardzo dobrze się u mnie spisywały - do zmywania podkładu z dłoni czy wycierania kurzu ;) / Cena - do 4,50 zł



20. Puder matujący "All Matt" z Catrice. - Jego recenzję znajdziecie tu. / Cena - ok. 15 zł



21. Nazienie kozieradki. - Za miesiąc powinna pojawić się recenzja tego produktu :) / Cena - 2 zł za saszetkę

22. Próbki, próbeczki. - Większość z nich zużyłam do... nawilżania ciała ;) Nie licząc próbki kremu "Go Cranberry" i Białego Jelenia.


*****

Koniec denka i czas wziąć się za odwiedzanie Waszych blogów! ;)


Miałyście któryś z powyższych kosmetyków? Co o nich sądzicie?

Wasza A.

czwartek, 26 września 2013

Co nieco o 2 - fazowej odżywce do włosów marki Alverde.

Hej!

   Na czerwcowym Spotkaniu Wrocławskich Blogerek udało mi się zgarnąć mój pierwszy kosmetyk marki Alverde. Oczywiście, produkt ten 'otrzymałam' w ramach tak zwanej wymianki ;) I tak oto, od 3 miesięcy, jestem posiadaczką dwufazowej odżywki do włosów z aloesem i hibiskusem.


OPAKOWANIE I KONSYSTENCJA:

   Odżywka znajduje się w plastikowym, rozszerzającym się ku dołowi, opakowaniu o pojemności 150 ml. Wszystkie informacje na temat działania i sposobu użycia tego produktu znajdują się na tylnej stronie buteleczki i ( niestety! ) są napisane tylko w języku niemieckim. Nie licząc składu, oczywiście :)

   Kosmetyk ten jest 2 - fazowy. Jego dolna część jest przezroczysta, a górna - lekko perłowa i oleista. Wiadomo - aby użyć tę odżywkę należy na początku wstrząsnąć opakowaniem ;) Buteleczka ma wbudowany atomizer, który ułatwia aplikację odżywki na włosy. Jakiś plus :)


SKŁAD:



ZAPACH:

   Odżywka ma bardzo ładny, słodki zapach. Wyczuwam w nim delikatną nutę kwiatową - czyżby hibiskusa? ;) 


DZIAŁANIE:

   Odżywkę Alverde stosuję prawie codziennie. Wyjątkami są dni, kiedy używam masek, bądź balsamów do włosów. Wtedy nie odczuwam potrzeby dodatkowego aplikowania powyższego kosmetyku :)

   Produkt aplikuję na moje włosy, kiedy są one wilgotne, ale nie suche. Po kilkunastu, kilkudziesięciu minutach rozczesuję moje kłaczki, co przychodzi mi z łatwością. Oczywiście, jest to zasługa tego kosmetyku. 


   Dzięki odżywce Alverde moje włosy ( po wysuszeniu ) są gładziutkie i miękkie w dotyku. Nie puszą się i mogłabym nawet stwierdzić, iż są lekko dociążone. Jednakże uważałabym z aplikacją owego produktu. Już nie raz zdarzyło mi się, iż nałożyłam ją w zbyt dużej ilości przy nasadzie włosów. A rano obudziłam się z "cudownie" przylizanymi włosami ;) Z tego też względu - stosuję ją głównie od połowy długości moich włosów.

WYDAJNOŚĆ:

   Odżywki używam od mniej więcej połowy lipca, czyli od ponad 2 miesięcy. W buteleczce zostało mi nieco mniej niż połowa kosmetyku. Fakt faktem, nie używam jej codziennie, ale myślę, iż jej wydajność zasługuje na uznanie :)

CENA I DOSTĘPNOŚĆ:

   Niestety, nie wiem ile wynosi jej cena w niemieckim czy czeskim DM-ie. Z tego co "wygooglowałam", jej koszt wynosi ok. 3 - 5 euro. Oczywiście, można ją znaleźć w polskich drogeriach internetowych albo na różnego rodzaju stoiskach, np. na halach targowych. Wtedy jej cena osiąga niekiedy więcej niż 20 zł.

*****

   Kosmetyk ten sprawdzi się głównie u dziewczyn, które są posiadaczkami włosów suchych albo zniszczonych. Moje kłaczki są dość specyficzne - są suche na końcach, lecz przetłuszczają się przy ich nasadzie. Dlatego też odżywkę tę nie stosowałam na całą długość włosów.

Używałyście kiedyś tego produktu? A może polecacie jakieś inne odżywki marki Alverde? :)

Wasza A.