Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MIYO. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MIYO. Pokaż wszystkie posty

piątek, 5 września 2014

Niebieski jak... morze, bratek, niebo? Lakier z MIYO.

     Kiedy jeszcze uczęszczałam na studia - moje paznokcie były długie i pomalowane w różnorakie kolory. Nie przeszkadzały mi one w zajęciach laboratoryjnych czy w namiętnym pisaniu pracy magisterskiej ;) Sytuacja nieco zmieniła się, gdy poszłam do pracy. Już po pierwszym dniu dwa paznokcie złamały mi się, a lakier odprysł z prawie każdego z nich. Z tego też względu postanowiłam je skrócić i nakładać na nie wyłącznie odżywkę.

     Poniższe zdjęcia są z czasów, kiedy moje paznokcie były w lepszej formie. Jednak opinia produktu - do tej pory nie zmieniła mi się :)


     Moja przygoda z lakierami z MIYO rozpoczęła się, bodajże, na III roku studiów. To właśnie wtedy zakupiłam trzy sztuki w drogerii Super-pharm. Polubiłam je za jakość, dużą gamę kolorystyczną i, oczywiście, cenę.

     Powyższy produkt udało mi się zakupić w... Netto! Sama byłam zdziwiona, gdy ujrzałam go w standardowym supermarkecie ;) I to za jeszcze niższą kwotę niż w standardowych drogeriach.



     Kolor, jaki posiadam, to nr 128 - "Aqua". Jednak mi kojarzy się on z niektórymi rodzajami bratków, z niebem w ciepłe i słoneczne dni oraz, oczywiście, z morzem, które lubię podziwiać za każdym razem, gdy jestem w jego okolicach.

     Gdy dobrze przyjrzycie się paznokciom czy też buteleczce - zauważycie, że kosmetyk posiada dość sporo małych, delikatnych i srebrnych drobinek. Nie są one nachalne i nie wybijają się za bardzo na płytce paznokcia. Sam kolor produktu jest intensywny, aczkolwiek miły dla mego oka.



       Lakiery MIYO dostępne są w małych, zgrabnych buteleczkach o pojemności 7 ml. Na samej górze posiadają czarną nakrętkę, która zakończona jest wąskim pędzelkiem. Mi to jak najbardziej odpowiada! Posiadam raczej wąskie paznokcie i łatwiej aplikuje mi się produkt właśnie takim aplikatorem, jaki posiada owy kosmetyk.

     Jego zapach jest typowy dla produktów tego typu - dość duszący, nieprzyjemny. Na szczęście, szybko zanika i nie grozi nam śmierć przez uduszenie ;)



    Trwałość tego lakieru mogę uznać za zadowalającą. Utrzymuje się on na moich paznokciach około 3 - 4 dni. A jeżeli nałożę na niego dodatkowo utwardzacz - to nawet 5 dni. Kosmetyk dość szybko wysycha na płytce paznokcia. Jednakże radzę nakładać dwie jego warstwy, by móc cieszyć się głębokim kolorem bez prześwitów :)

     Posiadam jeszcze parę lakierów z owej serii, jednakże chwilowo ich nie używam. Cóż, pozostaje mi poszaleć z nimi dopiero w czasie dłuższego wolnego od pracy ;)


A może któraś z Was ma lub miała lakiery z owej serii? Co o nich sądzicie?


Buziaki, Wasza A.

niedziela, 1 września 2013

Nowości sierpniowe.

Hej dziewczyny!

   Mamy dzisiaj pierwszy dzień września, więc wypadałoby podsumować co ciekawego zakupiłam w sierpniu. Jak wiecie - 2 tygodnie spędziłam w Londynie. Nie poszalałam tam zbyt bardzo na zakupach, bo miałam ograniczoną ilość miejsca w bagażu podręcznym. Sam bagaż nie mógł ważyć więcej niż 10 kg, a płynów mogłam mieć najwyżej 1 litr, w tym każdy z nich musiał być umieszczony w opakowaniach po 100 ml. Szkoda...


   Na samym początku wybrałam się do tak zwanego "Funciaka", gdzie każda rzecz ( czy to kosmetyk, czy to zestaw pysznych babeczek ) kosztował tylko 1 funta. Z tego też względu zakupiłam sobie zestaw grzebieni, szampon z Dove, który okazał się niezłym bublem, deo z Fa o przepięknym zapachu, żel "Free Time" marki Nivea, maszynki do golenia, szczoteczki i waciki. Dwie z powyższych rzeczy zużyłam w Anglii, o czym opowiem Wam w poście denkowym :)


   Drugiego dnia również zawitałam w "Funciaku" - standardowo zapomniałam zakupić paru rzeczy za pierwszym razem ;) Co do odżywki Gliss Kur miałam mieszane uczucia - niby wygładzała moje włosy, ale dodatkowo je obciążała. Pinceta z zestawu okazała się mało poręczna, a zmywacz z Morrisona - dobrze zmywał lakiery, nawet te najciemniejsze.


   Kolejna wizyta w "Funciaku" i znowu przybyło mi parę kosmetyków ;) Tym razem skusiłam się na zestaw 3 masełek do ust oraz cienie marki Rimmel. Chwilowo używałam wyłącznie różowego balsamu do ust - dość dobrze nawilża usta i bajecznie pachnie / smakuje ;)


   Nie byłabym sobą, gdybym nie kupiła paru kosmetyków marki Make-Up Academy. Skusiłam się na róż do policzków, puder oraz paletę cieni w przepięknych brązowych odcieniach. Jak jeszcze pierwsze dwa kosmetyki znalazłam w pierwszym Superdragu, do którego weszłam, to paletkę szukałam przez długi okres czasu. Dowiedziałam się od ekspedientki, że palety te przez jakiś czas W OGÓLE nie będą dostępne w drogeriach. Z jakiego powodu - nie wiem. Ja wypatrzyłam ostatnią, która posiada mały ubytek jednego z cieni ( cień w lewym, dolnym rogu ). Nie zniechęciło mnie to i zakupiłam ową paletkę :)


   Czas na moje "polskie" nabytki ;) Jakiś czas temu dowiedziałam się, iż w Netto można znaleźć lakiery MIYO. Po powrocie do Polski od razu pobiegłam do tego sklepu i zakupiłam sobie dwa te kosmetyki - w odcieniu Heaven oraz Aqua. Dodatkowo skusiłam się na zmywacz do paznokci z gąbeczką. Ciekawe jak się sprawdzi :)


   Przez okres, jaki byłam w Anglii, wszystkie paczuszki przychodziły do domu moich rodziców. I tak w moje ręce wpadła maska głęboko odbudowująca z serii Fructis marki Garnier. Otrzymałam ją w ramach akcji "Letnie testowanie z Garnierem".


   Dotarła również do mnie przesyłka z Premium Rosa. Miałam ją otrzymać na lipcowym spotkaniu blogerek, ale niestety paczuszki nie mogły z pewnych powodów do nas dotrzeć. Ja się cieszę, iż w ogóle mogę przetestować produkty tej marki :)


   Ostatnią sierpniową nowością jest zapewne znany ( z widzenia czy też z używania ) tusz "Mega effects" marki Avon. Kosmetyk ten wygrałam w konkursie organizowanym przez ową firmę. Jeszcze go nie używałam, ale jestem ciekawa czy dam radę obsługiwać się jego śmieszną szczoteczką ;)

*****

   I to by było na tyle! Cieszę się, że w tym miesiącu nie poszalałam aż tak bardzo z zakupami. Postanowiłam sobie, iż najpierw będę wykańczać wszystkie kosmetyki jakie mam, a potem dopiero kupować nowe. Jednakże wiadomo jak to jest - można sobie cały czas to obiecywać, a jak zobaczymy jakąś ciekawą promocję to od razu pędzimy do sklepu ;)

*****

   I na sam koniec chciałabym przypomnieć Wam o pewnej promocji z okazji Dnia Blogera! Jak może wiecie - firma FlosLek przygotowała dla nas, blogerek, małą niespodziankę. Już tylko do północy możecie zamawiać kosmetyki z 30% rabatem! Poniżej szczegóły promocji :)


*****

A jak wyglądały Wasze sierpniowe zakupy? Skusiłyście się na promocję w sklepie Flos-lek?

Buziaki, A.

niedziela, 2 czerwca 2013

Projekt denko - maj 2013.

Hej dziewczyny!

     Dzisiaj przychodzę do Was z co miesięcznym projektem denko. Tym razem zużyłam nieco mniej kosmetyków. Dlaczego? Zaczęłam zmuszać się do używania ciągle tego samego kosmetyku, a nie otwierania kolejnych buteleczek. I nawet nieźle mi z tym poszło ;)


     W tym miesiącu nie zużyłam żadnego szamponu - cały czas stosuję lawendowy szampon z Ziaji. I mam nadzieję, że szybko mi się skończy, bo to co robi z moimi włosami w ogóle mnie nie zadowala :( W projekcie denko nie ujrzycie też żadnego pustego opakowania po kremie do rąk. Aż wstyd się przyznać, ale mam otwarte aż 4 tubki kremów i jakoś nie mogę ich zużyć ;) Ale do rzeczy!


1. Peeling do ciała "Liczi i rambutan" firmy Farmona. - Kosmetyk ten spisał się u mnie lepiej niż jego kolega "Kiwi i karambola". Miał ostrzejsze drobinki peelingujące, a jego konsystencja była bardziej gęsta. Jedynie jego zapach zaczął mnie męczyć pod koniec jest "życia". / Cena - w promocji ok. 8 zł

2. Scrub - masaż pod prysznic z serii "Slim Extreme 3D" firmy Eveline Cosmetics. - Dobrze wygładzał skórę, nic poza tym. Odsyłam Was do jego recenzji - TU. / Cena - ok. 13 zł

3. Peeling do ciała o zapachu borówkowym Be Beauty. - Uwielbiałam jego zapach i jego ostre drobinki peelingujące. Ostatnio skusiłam się na jego brata o zapachu winogronowym :) A recenzję kosmetyku znajdziecie TU. / Cena - 8 zł

4. Bioenergetyzujący balsam do ciała z Eveline Cosmetics. - Był moim kwietniowym ulubieńcem. Idealnie nawilżał moją przesuszoną skórę, pozostawiając ją delikatną i gładką w dotyku. Miał delikatny, przyjemny zapach, który umilał codzienną pielęgnację. Kiedyś jeszcze do niego powrócę :) / Wygrana w konkursie.

5. Mydełko jabłkowe z The Secret Soap Store. - Jedno z gorszych mydełek tej marki, które miałam szansę testować. Kosmetyk w ogóle nie posiadał jabłkowego zapachu, a do tego przesuszał moje dłonie. Jestem na nie! A recenzję mydełek znajdziecie TU. / Otrzymane w ramach współpracy.

6. Żel pod prysznic o zapachu kwiatu lotosu z Yves Rocher. - Cóż, jestem nieco rozczarowana tym kosmetykiem. Jego zapach był przyjemniejszy w buteleczce niż na ciele. A do tego był mało wydajny. Posiadam jeszcze jeden żel z tej serii - o zapachu kawy. Mam nadzieję, że on spisze się lepiej. / Cena - ok. 8 zł


7. Płyn micelarny do demakijażu z witaminą C marki Lirene. - Chwilowo jest moim ulubieńcem w kwestii zmywania makijażu! Nie podrażnia, nie uczula, nie szczypie w oczy. Więcej informacji na jego temat znajdziecie Tu. / Cena - ok. 10 zł

8. Normalizujący tonik matujący marki Tołpa. - Bardzo dobrze radził sobie z moją mieszaną cerę - oczyszczał ją, matował, nie podrażniał. A szczegółową recenzję znajdziecie Tu. / Otrzymane w ramach współpracy z Klubem Kejt.

9. Hipoalergiczny żel do mycia twarzy marki Biały Jeleń. - Mam co do niego mieszane odczucia. Niby dobrze oczyszczał twarz z wszelakich zanieczyszczeń, ale powodował jej nadmierne przesuszanie się. Recenzja - TU. / Otrzymane w ramach współpracy z Klubem Kejt.

10. Regenerujący krem korygujący marki Tołpa. - Dobrze nawilżał i odżywiał moją skórę. Niestety, nie współgrał z serum nawilżającym, który stosowałam, i niemiłosiernie się na nim ważył. Recenzja - tu. / Otrzymane w ramach współpracy z Klubem Kejt.

11. Chusteczki do demakijażu z Bourjois. - Nie, nie i jeszcze raz nie! Nie nazwałabym ich w ogóle chusteczkami do demakijażu, ponieważ ledwo co usuwały makijaż. A co robiły z tuszem do rzęs - to już istna masakra. Zamiast go zmywać - rozmazywały go i wyglądałam jak Panda ;) / Wygrana w konkursie.


12. Naturalny dezodorant w spray'u "Fizzy Energy" z Adidasa. - Uwielbiam słodkie zapachy, więc i ten przypadł mi do gustu. Dłużej utrzymywał się na ubraniach, a nie na ciele. Wybaczam mu to, bo kosztował tylko 14 zł ;) Recenzja - tu. / Cena - ok. 14 zł

13. Dezodorant "Fresh Jasmine" z Fa. - Dobrze chronił przed potem, nie brudził ubrań i nie tworzył duszącej mgiełki podczas jego aplikacji. A jego zapach był delikatnie kwiatowy i przyjemny dla mojego nosa ;) Na pewno jeszcze nie raz do niego powrócę. / Cena - 7 zł


14. Krem BB od Anny Lotan. - Mam co do niego mieszane odczucia. Niby nie tworzył efektu maski i nie podkreślał suchych skórek. Ale przy okazji powodował nadmierne świecenie się skóry. No i jego cena... Recenzja - Tu. / Otrzymane w ramach współpracy.

15. Lakier do paznokci "Violet delight" firmy Donegal. - Kolejny produkt, który nie do końca mnie zadowolił. Miał ładny, fioletowy odcień i szybko wysychał. Jednakże tworzył nieestetyczne smugi i odpryskiwał po 2, 3 dniach. Recenzja - tu. / Otrzymane w ramach współpracy z Klubem Kejt.

16. Pomadka ochronna z Under Twenty. - Otrzymałam ją jakiś czas temu jako gratis do peelingu 3 w 1 tej samej marki. O dziwo, kosmetyk nawet nieźle się spisywał. Dobrze nawilżał i nabłyszczał moje usta. Niestety, raczej nie jest dostępny w sklepach. / Gratis do kosmetyku.

17. Błyszczyk do ust w kolorze "Romance" z Miyo. - Ten błyszczyk ma już tyle miesięcy, że musiałam go zużyć do końca. Produkt miał śliczny zapach - jak malinowa Mamba. Ładnie prezentował się na ustach, ale niestety - tylko przez krótki czas. Recenzja - tu. / Cena - ok. 7 zł

18. Tusz do rzęs "Lift Lash XXL Volume" z Wibo. - Jeden z gorszych tuszy, jakie używałam dotychczas. Sklejał rzęsy, po kilku godzinach się osypywał, dzięki czemu wyglądałam jak Panda. Jestem na NIE! Recenzja - tu. / Otrzymane w ramach współpracy z Klubem Kejt.


19. Odżywka do włosów "Long Repair" firmy Nivea. - Jestem zawiedziona tym kosmetykiem. Oprócz ułatwienia rozczesywania włosów, nie zrobił nic pożytecznego. Miałam nawet wrażenie, że bardziej przesusza mi końcówki włosów :( / Cena - 8 zł

20. Chusteczki zwilżane z Kauflanda. - Miały to być chusteczki do higieny intymnej, ale zużyłam je do wycierania dłoni, np. z podkładu. / Cena - ok. 2 zł

21. Duuuuużo maseczek - z Perfecty i Ziaji. - Tutaj nie będę się rozpisywać, bo nie ma sensu ;) Tylko jedna z tych maseczek mnie rozczarowała - koktajlowa maseczka S.O.S. z Perfecty. Strasznie długo wchłaniała się w skórę. A do tego dzięki niej miałam całą złotą twarz. Dosłownie ;) / Ceny - ok. 1,50 zł każda

***

Uff, to już koniec ;) Puste opakowania wylądowały już w koszu, a ja mogę zużywać kolejne kosmetyki. Tym razem muszę większą uwagę przykuć do zużywania kremów do rąk - co za dużo to nie zdrowo ;)

A jak wyglądał Wasz projekt denko? ;)

Buziaki, A. :)

poniedziałek, 1 października 2012

Błyszczyk "Kiss Me lipgloss" MIYO

Kosmetyki firmy Pierre Rene bardzo trudno jest znaleźć w większych drogeriach. Ani Rossmann, ani Drogeria Natura nie zajmują się sprzedażą produktów tej firmy. Mi udało się znaleźć ich szafę w małej drogerii na skraju wrocławskiego Rynku. I tak oto kupiłam błyszczyk "Kiss Me" MIYO.

Błyszczyki są dostępne w 18 kolorach - róże, beże, czerwienie - na co tylko mamy ochotę :) Mi przypadł do gustu kolor dość słodki, różowy - Romance.
Kosmetyk ma pojemność 7 ml i w całości wypełniony jest delikatnym i pachnącym, jak Mamba malinowa, błyszczykiem. Kosmetyk nakłada się aplikatorem z gąbeczką na samym końcu. Dzięki niemu bardzo prosto nakłada się błyszczyk na ustach i nie tworzy się smug. Warto też wspomnień, że na samym szczycie opakowania jest małe zwężenie, które zapobiega nadmiernemu wyciąganiu kosmetyku z opakowania. Bardzo poręczne opakowanie :)
Błyszczyk nie uczula i " nie waży " się na ustach. Dobrze je nawilża oraz odżywia. Jego jedynym minusem jest jego trwałość. Niestety, jeżeli liczymy na to, że nasze usta będą pięknie błyszczeć przez cały wieczór czy wyjście na miasto / uczelnię / zakupy - będziemy zawiedzione. Kosmetyk utrzymuje się na ustach dopóki czegoś nie zjemy lub nie wypijemy. Dlatego warto mieć go ze sobą w torebce.
Mimo wszystko błyszczyk MIYO opłaca się kupić. Kosztuje niecałe 7 zł i jest dość wydajny, starcza na długo.
A jak błyszczyk prezentuje się na ustach?

Dziękuję za uwagę i do napisania! :)

czwartek, 27 września 2012

Lakiery MIYO Mini Drops firmy Pierre Rene


Na pierwszy rzut idą lakiery znanej firmy - Pierre Rene.

Lakiery MIYO Mini Drops posiadają szeroką gamę kolorystyczną - beże, róże, fiolety, zieleń - każda z nas, kobiet, znajdzie taki kolor na jaki będzie miała ochotę. Kosmetyki znajdują się w małych i przezroczystych  buteleczkach o pojemności 8 ml. Opakowanie jest na tyle małe i zgrabne, że można włożyć je do każdej kosmetyczki i nie martwić się, że zajmie dużo miejsca.
Stosując lakiery Mini Drops należy pamiętać by nakładać go dwie warstwy by uzyskać wybrany efekt. Jedynie ciemniejsze kolory zapewniają pełne pokrycie płytki paznokcia już po pierwszym malowaniu. Dzięki dwukrotnemu pokryciu lakier utrzymuje się dłużej, mniej więcej 4 - 5 dni. Jest to dość duża zaleta, bo spotkałam się z lakierami, które nie wytrzymywały na paznokciach nawet 2 dni.
Oprócz tego lakiery bardzo szybko wysychają na naszych paznokciach, co głównie tyczy się lakierów ciemniejszych i nakładaniu na paznokcie jednej warstwy. Możemy umalować je godzinę przed ważnym wyjściem i nie martwić się, że podczas robienia reszty makijażu i ubierania się jakaś jego część się zmaże :)
Jego niska cena czyni go jeszcze bardziej atrakcyjnym produktem. Powyższe cztery lakiery udało mi się upolować w małej drogerii za niecałe 4 złote za sztukę.

A jak lakiery prezentują się na paznokciach?




Mam nadzieję, że powyższa notka Wam się spodobała. Zapraszam do komentowania :)