Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ingrid. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ingrid. Pokaż wszystkie posty

piątek, 13 lutego 2015

Ingrid Cosmetics i ich tania, a dobra baza pod cienie.

    Dobra baza to podstawa makijażu oczu. Przynajmniej tak jest w moim przypadku. Bez niej większość cieni albo zbiera mi się w załamaniach, albo ściera się w zastraszającym tempie. Cóż, moje powieki nie lubią jak "obcy", tj. cienie, znajdują się na ich powierzchni ;)

   Jakiś czas temu w Tesco zakupiłam bazę pod cienie marki Ingrid Cosmetics. Była tania, bo nie przekraczała bodajże 12 - 13 zł. Jednakże jej jakość zaskoczyła mnie. I to pozytywnie.

   Kosmetyk znajduje się w małym i zgrabnym opakowaniu o wadze 6,5 g. Dodatkowo, zapakowany jest w kartonowe pudełeczko. Na jego przodzie znajduje się rysunek dwóch róż , a na tylnej stronie - skład produktu. Sama nie przepadam za tego typu opakowaniami baz do cieni. Mam dość długie paznokcie, więc dość trudno wydobywa mi się ją z wnętrza słoiczka. 


    Baza ma kremową i przyjemną w dotyku konsystencję. Łatwo rozprowadza się ją na skórze i w ogóle jej na niej nie widać. Zapewne jest to spowodowane tym, iż kosmetyk posiada beżową barwę, zbliżoną do naturalnego koloru mojej skóry. 

     Kosmetyk nie klei się i nie zbiera się w załamaniach. Już po kilkunastu ( jak ktoś woli to kilkudziesięciu ) sekundach od jej nałożenia - możemy aplikować cienie na swoją powiekę. 


   Baza ta spisuje się u mnie tak samo dobrze jak produkt tego typu marki Hean czy też ten z Kobo. Utrwala cienie na moich powiekach, dzięki czemu trzymają się ona na skórze 10 - 12 godzin. I to nawet podczas 10 godzinnej zmiany w pracy czy też na imprezie. Dodatkowo, dzięki jej zastosowaniu, cienie nie zbierają się w załamaniach powieki, a brokat ( jeżeli występuje w jakiś kosmetykach ) nie osypuje się na policzki.

   Zauważyłam również, iż baza podbija nieco kolor cieni. Może nie jest to efekt "Wow!", ale jak dla mnie jest on zadowalający. W moim przypadku - produkt tego typu powinien przede wszystkim zwiększać trwałość cieni, ot co. A ten to robi :)


    Jest to kosmetyk tani i jednocześnie dobry jakościowo. Na jego wydajność również nie mogę narzekać. Stosuję go codziennie od około dwóch miesięcy i ledwo co widać w nim jakikolwiek ubytek. Cóż, mam wrażenie, że produkt ten posłuży mi jeszcze wiele długich miesięcy ;)

    Hm, jedyną wadą tej bazy może być jej trudna dostępność. Nie licząc Tesco i sklepów internetowych - nie widziałam jej nigdzie indziej. Może łatwiej ją dostać w mniej "popularnych" drogeriach?


A jaka jest Wasza ulubiona baza pod cienie?


Buziaki, Wasza A.

środa, 17 grudnia 2014

Nowości grudniowe - część 1.

   Grudzień to kiepski miesiąc dla mojego portfela i konta bankowego. Nie wiem czemu, ale zawsze pod koniec roku większość moich kosmetyków jest na wyczerpaniu. Dodatkowo, nagle zaczynam mieć kosmetyczne zachcianki. A moim usprawiedliwieniem są święta - toż to będą prezenty dla mnie ;)


    Będąc w Biedronce skusiłam się na jeden z zestawów marki Be Beauty. Wybrałam ten, który niby miał pachnieć ciasteczkami. Cóż, chwilowo używam dwa z powyższych kosmetyków i z tym aromatem różnie bywa... Jego największą zaletą jest chyba cena - zestaw kosztował mnie 15 zł.




    Po raz pierwszy w swoim życiu wybrałam się również do sklepu Inglot. Oczywiście, moim celem były cienie do powiek ;) Tyle dobrego naczytałam się na ich temat, że po prostu musiałam je mieć! Tak, to moja typowa zachcianka ;) Skusiłam się na paletkę 5 cieni. Mają one wykończenie albo "Shine", albo "Pearl". Jakoś nie przepadam za typowymi matami :) Wybrałam cienie o numerach: 109, 142, 393, 395 i 397.



    W sklepie Tk Maxx udało mi się zakupić podkład matujący marki Rituals za cenę 24,99 zł. Podobno ich standardowa kwota to ponad 100 zł. Troszkę trudno mi w to uwierzyć. W USA jego cena to ok. 20 - 25 dolarów, czyli i tak mniej niż widnieje na opakowaniu produktu. Jednak jego cena mało mnie interesuje. Nigdy nie miałam produktów owej marki i jestem ciekawa jak spisze się powyższy podkład :)



   Nie byłabym sobą, gdybym nie wybrała się na zakupy do Rossmanna ;) Jednak tym razem zakupiłam tylko na te produkty, które miałam już na wykończeniu. I tak do mojego koszyka zakupowego wpadł żel pod prysznic z uroczym pingwinkiem marki Isana ( 2,99 zł ), płyn micelarny do cery naczynkowej z Lirene ( ok. 11 - 12 zł ), peeling do ciała z serii Tutti Frutti marki Farmona ( 9,99 zł ), pianka do golenia o zapachu jabłkowym ( 3,49 zł ) oraz spiralka do rzęs ( ok. 5 zł ), która będzie służyła mi do wyczesywania nadmiaru kosmetyków z brwi ;)



    Jakiś czas temu zauważyłam, że kredka Jumbo marki NYX dość dziwnie zachowuje się, gdy zaaplikuję na nią cienie jasne - matowe czy też perłowe. Miejscami widać prześwity, co nie wygląda zbyt estetycznie. Z tego też względu zakupiłam bazę pod cienie z Ingrid Cosmetics za ok. 11 - 12 zł. O dziwo, znalazłam ją... w Tesco ;)




    Zestaw kosmetyków marki Bielenda jest jedynym, którego nie zakupiłam, a dostałam w ramach wygranego konkursu w pracy. Przyznam, że rzadko kiedy kupuję produkty owej marki, więc cieszę się, że będę mogła poznać je "bliżej". A kubek termiczny - zimą zawsze się przyda ;)






    Zestawy Axe "Anarchy for her" oraz "Jeżyna i malina" z serii Tutti Frutti marki Farmona również zakupiłam w sklepie Rossmann. Za pierwszy z nich zapłaciłam nie całe 35 zł, a za drugi - 18,49 zł. Oczywiście, również są to moje kosmetyczne zachcianki ;) Jednak tłumaczę to sobie tak - dezodorantów, peelingów i produktów do kąpieli nigdy za wiele :D


    Co najgorsze dla mojego portfela - nie jest to koniec moich grudniowych zakupów. Do odbioru mam zamówienie ze sklepu Merlin, jutro wybieram się do Mydlarni Wrocławskiej po nową porcję wosków... Istne szaleństwo! ;)



Czy Wy również szalejecie z zakupami w tym miesiącu?


Miłego dnia, Wasza A.

poniedziałek, 3 listopada 2014

Projekt denko - październik 2014.

   Nawet nie wiem kiedy minął mi październik... Większość czasu spędziłam w pracy, a w dni wolne - w rozjazdach rodzinnych. W międzyczasie starałam się nie szaleć na zakupach i zużywać kosmetyki, jakie posiadam w swoim zbiorze ;) Aby nie przedłużać - zapraszam Was na październikowy "Projekt denko"!


1. Peeling pod prysznic o zapachu kwiatu jabłoni i limonki marki Isana. - Jego recenzja znajduje się tu.

2. Pianka do golenia z ekstraktem z melona i grejpftuta marki Venus. - Jak dla mnie jest to typowy przeciętniak. Produkt posiadał przeciętny zapach, był średnio wydajny i nie dawał zbyt dobrego poślizgu podczas depilacji. Mimo jego zastosowania - moja skóra była lekko podrażniona, niekiedy nawet mnie piekła. Nie powrócę już do tej pianki.

3. Żel pod prysznic "Melon Tango" marki Balea. - Kosmetyk posiadał bardzo przyjemny, owocowy zapach, który kojarzył mi się z aromatem gum owocowych ;) Nie wysuszał skóry, dobrze ją mył. Chociaż nie podbił on mojego serca jak jego kolega z serii o zapachu karamboli.


4. Szampon przeciwłupieżowy Farmed. - W ramach mycia włosów użyłam go tylko raz. Jednak jak zobaczyłam, ile kłaków mi po nim wypadło, a te na głowie przypominają siano - odstawiłam go. Zużyłam go do mycia pędzli oraz jako "wytwórca" piany w wannie podczas kąpieli.

5. Leczniczy szampon przeciwpłupieżowy marki Nizoral. - Drogi, niewielki pod względem ilości, aczkolwiek w miarę dobrze działający produkt. Niestety, nie do końca pomógł mi w walce z łupieżem. Szkoda.

6. Szampon pielęgnacyjny marki Hipp. - Jest to kosmetyk, który na pewno znajdzie się w moich ulubieńcach. Skutecznie i zarazem delikatnie oczyszcza skórę na głowie oraz włosy. Nie wysusza, nie plącze kłaczków. Rzekłabym, iż po zastosowaniu tego szamponu moje włosy są gładkie w dotyku oraz błyszczące. Polecam!

7. Szampon Babydream. - Niestety, ale nie polubiłam tego produktu. Niesamowicie plątał i wysuszał moje włosy. Z tego też względu zużyłam go głównie do mycia pędzli. A w tej roli spisał się bardzo dobrze :)


8. Żel do mycia twarzy z serii Aqua Effect do cery mieszanej i tłustej marki Nivea. - Nie jest to moje pierwsze i na pewno nie ostatnie opakowanie owego kosmetyku. Jak dla mnie - jest to jeden z lepszych oraz tańszych żeli do mycia twarzy, które są dostępne w polskich drogeriach. Produkt dobrze oczyszcza skórę, delikatnie ją matuje i w ogóle jej nie wysusza. Jest średnio wydajny, ale wybaczam mu to ;)


9. Antyperspirant "Floral Protect - Orchid & Viola" z Fa. - Wiecie, że często sięgam po produkty owej marki. Dobrze chronią przed potem i nie brudzą ubrań. Dodatkowo, ten kosmetyk posiadał przyjemny, kwiatowy aromat. Tani i dobry produkt :)

10. Krem do rąk i paznokci o zapachu słodkich migdałów marki Laura Conti. - Kolejny przeciętniaczek w październikowym denku. Krem nawilżał skórę, ale krótkotrwale. Po pół godzinie znowu musiałam zaaplikować produkt na dłonie, bo moja skóra była sucha. Jego zapach był nijaki, wydajność przeciętna. Jedyny plus - szybko wchłaniał się w skórę.


11. Glinka Rhassoul. - Jej recenzja znajduje się tu.

12. Czarne mydło. - Jego recenzja znajduje się w tym poście.

13. Maseczka oczyszczająca pory "Magnesium Pack" z serii Medi Medi marki Holika Holika. - Jej recenzja znajduje się tu.

14. Złote płatki pod oczy z kwasem hialuronowym marki Prestige Cosmetics. - Tak, tak - kolejny przeciętny produkt. Płatki trzymałam pod oczami przez około 30 minut. I jedyne co zauważyłam - skóra była delikatnie nawilżona. Nic więcej.


15. Pomadka ochronna do ust z Alterry. - Kosmetyk ten używam jako... odżywkę do rzęs ;) I w tym przypadku - bardzo dobrze się spisuje. Wzmacnia rzęsy, przyspiesza ich wzrost. Mam już kolejne opakowanie owego produktu :)

16. Tusz do rzęs "Sexy Pulp" z Yves Rocher. - A tu znajduje się moja opinia na jego temat.

17. Podkład "Ideal Face" marki Ingrid Cosmetics. - Jego recenzja znajduje się tu.

18. Pomadka do ust "Glam & Sexy" marki Bell. - Jej recenzja znajduje się tu.

19. Puder bambusowy matująco - wygładzający z Marizy. - Jego recenzja znajduje się w tym poście.


20. Chusteczki nawilżane Linteo Baby. - Chusteczki były dobrze nasiąknięte płynem, dzięki czemu bez problemu usuwały podkład z dłoni, pędzla czy też... kurz z szafek ;)

21. Nawilżane chusteczki odświeżające "Fresh Ice" marki Tami. - Idealnie nadawały się w czasie podróży do wycierania rąk. Małe, poręczne, dobrze nawilżone.

22. Próbki, próbeczki. 


*****

     Jak można zauważyć - staram się zużywać jak najwięcej próbek. Mam jedno pudełko nimi wypełnione - nawet nie wiem skąd ja tyle tego mam?! ;) A wiadomo, nie chcę by którekolwiek z nich mi się przeterminowało. Czyżby szykowała się akcja "Zużywanie próbek"? ;)


A jak prezentują się Wasze październikowe zużycia?

 Miłej nocki, A.

niedziela, 6 lipca 2014

Czerwcowy projekt denko.

     Post denkowy miał ukazać się jeszcze przed moją przeprowadzką. Nie chciałam przenosić pustych opakowań z jednego mieszkania do drugiego. Niestety, zapomniałam o zrobieniu im zdjęć i pod koniec czerwca zapakowałam je w osobną torebkę i przetransportowałam do nowego lokum ;)


1. Ziołowy żel do mycia twarzy marki Fitomed. - Niestety, kosmetyk ten nie przypadł mi do gustu. Posiadał zbyt rzadką konsystencję, miałam wrażenie, iż niedokładnie oczyszcza moją skórę, a do tego - przesuszał ją! A niby jest to wersja dla cery wrażliwej...

2. Lekki krem brzozowy marki Sylveco. - Jego recenzja znajduje się tutaj.

3. Łagodzące mleczko oczyszczające marki L'oreal. - Przyznam, że nie jestem zwolenniczką mleczek do demakijażu. Jednak powyższy produkt na tyle przypadł mi do gustu, iż znalazł się nawet w ulubieńcach kosmetycznych miesiąca. Kosmetyk ten bardzo dobrze usuwał makijaż z twarzy, przy czym w żaden sposób jej nie podrażniał. I, co było dla mnie miłym zaskoczeniem, nie pozostawiał na twarzy aż tak bardzo tłustej i nieprzyjemnej warstwy. Ciekawe mleczko, ot co :)

4. Krem - korektor do twarzy z rosyjskiej edycji pudełeczka PinkJoy. - Bardzo żałuję, że wykończyłam ten kosmetyk... Krem bardzo dobrze nawilżał i jednocześnie matował moją skórę, dzięki czemu idealnie nadawał się do stosowania rano, pod makijaż. Nie zapychał porów skórnych, nie wywołał u mnie alergii. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się go znaleźć w jakimś sklepie internetowym :)



5. Intensywnie nawilżający krem do rąk firmy Świt Pharma.- Jest to krem raczej przeciętny. Nie sprawdzi się w przypadku osób, które posiadają bardzo suchą skórę na dłoniach. Daje dość złudne uczucie nawilżenia, które znika po pierwszym kontakcie z wodą. Jakie są jego plusy? Dość szybko wchłania się w dłonie, nie pozostawia na nich lepkiej warstwy. I tyle.

6. Żel do mycia ciała o zapachu melona z Marizy. - Żel jak żel. Miał przyjemny, owocowy zapach, który nawet dość długo utrzymywał się na ciele. Nie wysuszał skóry, lecz też jej nie nawilżał. Taki "zwyklaczek" ;)

7. Peeling do ciała w wersji arbuzowej z Bielendy. - Mój ulubieniec! Wiem, że posiada parafinę wysoko w składzie, ale i tak go uwielbiam. Za zapach, za przyjemne masowanie ciała, za cenę. Szkoda tylko, że jest tak słabo wydajny.

8. Masło do ciała z olejem arganowym, masłem shea i witaminą E ze Starej Mydlarni. - Jeżeli czytałyście mój poprzedni post to wiecie, iż uwielbiam ten kosmetyk ;) W następnej notce napiszę o nim nieco więcej - bądźcie cierpliwe! ;))

9 i 10. Peelingi do ciała z serii Bania Agafii - "Odżywczy" oraz "Masujący". - Za jakiś czas na moim blogu ukaże się recenzja porównawcza obu produktów. Na dzień dzisiejszy zdradzę Wam tylko tyle, iż o wiele bardziej wolę wersję "Masującą" niż "Odżywczą" ;)






11. Tajemnicza odżywka do włosów z testów od serwisu Wizaż.pl - Moim zdaniem 100 ml to za mało by móc ocenić czy dany produkt drastycznie poprawi wygląd naszych włosów. Pomijając to - nie byłam zadowolona z tego kosmetyku. Po jego zastosowaniu moje włosy były obciążone, szybciej się przetłuszczały i nie wyglądały na bardziej "zdrowe"..

12. Szampon do włosów "Czarna kąpiel Agafii". - Przyznam, że polubiłam owy kosmetyk. Dobrze oczyszczał i odświeżał włosy, nie obciążał ich, nie zwiększał ich tempa przetłuszczania się. Może trochę plątał moje kłaki, ale po użyciu odżywki - wszystko wracało do normy :)

13. Odżywka do włosów jasnych marki Pilomax. - Ten produkt z serii spisał się u mnie lepiej niż szampon. Po jego zastosowaniu moje włosy rozczesywały się z łatwością, a do tego były przyjemnie gładkie i błyszczące.

14. Maska stymulująca wzrost włosów z serii Bania Agafii. - Kosmetyk ładnie nabłyszczał i wygładzał moje włosy, nie obciążał ich w żaden sposób. Jednakże nie zauważyłam, aby przyspieszył porost moich włosów czy też żeby na mojej głowie pojawiły się jakieś "baby hair". Szkoda ;)





15. Mgiełka do ciała "Pink Chiffon" z Bath&Body Works. - Kosmetyk ten namiętnie stosowałam w okresie jesienno - zimowym. Mgiełka niby posiada słodki zapach, ale jest on dość intensywny i mocno wyczuwalny. Nie raz usłyszałam od koleżanek pytanie "Czym tak ładnie pachniesz?". Tak, wyczuwały powyższą mgiełkę do ciała :)

16. Antyperspirant marki Dove. - Do produktów owej marki powracam bardzo często. Mają przyjemne zapachy, nie brudzą ubrań i dobrze chronią przed potem. Czego chcieć więcej? ;)





17. Róż do policzków marki Catrice. - Jego recenzję znajdziecie w tej notce.

18. Puder do twarzy "Idealist" marki Ingrid Cosmetics. - Jego recenzję możecie przeczytać w tym poście.



19. Nasienie kozieradki. - Niestety, nie jestem zbyt systematyczna w wcieraniu wywaru z kozieradki. Przez jakiś czas widziałam efekty po jej zastosowaniu. Na mojej głowie pojawiła się dość spora ilość "baby hair", włosy wypadały mi w mniejszej ilości. Jednak wystarczyło kilkudniowe jej odstawienie, a moje kłaki znowu zaczęły lecieć jak szalone...




 20. Krem matujący z serii "Anti Acne" marki Flos-lek. - W zeszłym miesiącu zużyłam 8 saszetek owego produktu,z z czego każda z nich wystarczyła mi na mniej więcej 3 zastosowania. Po 24 dniach stosowania chyba mogę co nieco napisać o tym produkcie ;) Przyznam, że polubiłam go. I to nawet bardzo. Krem ten idealnie nadaje się do stosowania pod makijaż. Dobrze matuje skórę, nie wysusza jej, nie zapycha porów skórnych. W planach mam zakup pełnowymiarowego opakowania tego produktu :)





21. Próbka kremu CC "Live Aura" z TonyMoly. - Zużyłam tę próbkę na 2 razy i nie jestem zadowolona, z efektu jaki dawał ten produkt na twarzy. Podkreślał wszystkie możliwe skórki i pory, nie potrafił dobrze dopasować się do koloru mojej skóry. Jestem na nie.


I to by było na tyle :) Jestem ciekawa jak prezentowały się Wasze projekty denka i czy miałyście któryś z powyższych produktów? ;)

Buziaki, Wasza A.


środa, 21 maja 2014

W roli głównej - puder w kamieniu "Idealist" marki Ingrid Cosmetics.

     Jakiś czas temu na moim blogu ukazała się recenzja podkładu marki Ingrid Cosmetics. Dzisiaj chciałabym pokazać Wam jego kolegę - puder "Idealist". Jeżeli jesteście ciekawe czy spełnił moje wymagania co do matowienia skóry oraz trwałości - zapraszam na recenzję :)


OPAKOWANIE:

   Puder znajduje się plastikowym, czarnym i zwyczajnie wyglądającym opakowaniu. Możemy w nim znaleźć i lusterko o dobrej jakości ( czyli takie, które nie pokazuje naszej twarzy jak w krzywym zwierciadle ;) ), i puszek do nakładania produktu. Moim zdaniem jest to bardzo dobre rozwiązanie dla osób, które noszą tego typu kosmetyki ze sobą na uczelnię czy też do pracy. W takim przypadku nie istnieje potrzeba zabierania ze sobą dodatkowego lusterka czy też pędzla :)

   W czarnym pudełeczku znajduje się 10 gram produktu. Warto również wspomnieć, iż puder posiada wytłoczenia na swojej powierzchni, co wygląda ciekawie :)


KONSYSTENCJA I ZAPACH:


    Przyznam, że na początku byłam nieco zdziwiona konsystencją owego produktu. Puder jest niby kremowy, niby to zbyt delikatnie zmielony... I, o zgrozo, masakrycznie się kruszy i pyli.

   A jeśli któraś z Was była ciekawa jak pachnie owy kosmetyk -jest to zapach podobny do kremu Nivea ;)



APLIKACJA:


   Standardowa jak przy pudrach - na puszek lub pędzel nabieramy odrobinę kosmetyku i nakładamy go na twarz. Chociaż w przypadku tego produktu trzeba nieco uważać - zbyt mocne przyciśnięcie pędzla do pudru powoduje jego kruszenie się.


WYDAJNOŚĆ:

   Cóż, pozostawia ona wiele do życzenia. Jako że puder bardzo mocno się kruszy, to i jego wydajność jest kiepska. Po prawie miesiącu stosowania zobaczyłam już... denko! A co jest najgorsze - nie używałam go codziennie...



DZIAŁANIE:

    Jako osoba posiadająca cerę mieszaną - w przypadku pudrów zwracam uwagę na efekt matujący, jaki dają, oraz na ich trwałość. Pod tym względem kosmetyk marki Ingrid Cosmetics spisuje się raczej średnio. Niby matuje skórę, ale efekt ten nie utrzymuje się dłużej niż 3 - 4 godziny. Jego trwałość jest nieco lepsza - produkt znika mi z twarzy mniej więcej po 6 godzinach. W przypadku wyjścia na miasto, zakupów czy odwiedzenia na chwilę uczelni - jest jak najbardziej w porządku. Jednak nie polecałabym go do zastosowania przed jakąkolwiek imprezą.


     Puder nie jest widoczny na skórze, nie podkreśla suchych skórek oraz nie wysusza skóry. Fakt faktem, po 6 godzinach znika z niej, ale jest to efekt równomierny. Nie musimy martwić się, że na naszej twarzy pozostaną nieestetyczne plamy ;)


SKŁAD:




CENA:

ok. 7 - 10 zł


MOJA OCENA:

4 / 5


   Jak za taką cenę - nie spodziewałam się cudów. Produkt ładnie dopasowuje się do koloru skóry, choć w opakowaniu jego odcień może wydawać się dość ciemny. Dodatkowo, nie podkreśla suchych skórek, a jego trwałość jest nawet dobra. Szkoda tylko, że nie matuje tak, jak tego oczekuję od tego typu produktów, a do tego jest niewydajny...


Może któraś z Was miała owy produkt? Jeśli tak - to co o nim sądzicie?

Buziaki, Wasza A.

środa, 14 maja 2014

Podkład "Ideal Face" marki Ingrid Cosmetics. Czy naprawdę jest tak idealny jak obiecuje producent?

   Jestem osobą, która posiada dość duże wymagania co do podkładu. Najlepiej jakby produkt tego typu nie tworzył na mej twarzy maski, dobrze ją matował ( lecz nie wysuszał! ), krył drobne niedoskonałości i by jego trwałość była zadowalająca. Znalezienie tak idealnego kosmetyku graniczy z cudem! 

   Kiedy w moje ręce wpadł podkład "Ideal Face" marki Ingrid Cosmetics - miałam co do niego mieszane uczucia. Producent obiecuje nam, że kosmetyk będzie utrzymywał się na skórze przez cały dzień, a do tego zapewni nam jej idealny wygląd. Obietnice - obietnicami, a jak było naprawdę?


OPAKOWANIE:

   Produkt zapakowany jest w czarne, plastikowe opakowanie o pojemności 35 ml. Jest to opakowanie typu "air less", które pozwala nam na wydobycie produktu do samego końca. Zauważyłam, iż dozownik raz na parę użyć - zacina się. Możliwe, iż jest to wada fabryczna.

   Dodatkowo, kosmetyk był zapakowany w kartonowe pudełeczko, na którym znajdowały się wszelakie informacje na jego temat - sposób użycia, opis produktu oraz jego skład.


KONSYSTENCJA I ZAPACH:

   Podkład, który posiadam, ma odcień nr 16, czyli brzoskwiniowy. Ja określiłabym go jako ciemny beż. I, niestety, jestem zmuszona mieszać go z jaśniejszym podkładem. Inaczej wyglądałabym tak jakbym nałożyła na twarz zbyt dużą ilość samoopalacza ;)


    Konsystencja kosmetyku jest średnio gęsta, a jego zapach - kremowy, ledwo wyczuwalny.


APLIKACJA:

   Aplikacja produktu jest raczej bezproblemowa. Nie licząc tych przypadków, gdy dozownik się zacina i trzeba sporo razy go nacisnąć, by podkład w ogóle wydobył się na dłoń / pędzel.


WYDAJNOŚĆ:

   Myślę, że kosmetyk ten wystarczy mi na wiele długich miesięcy. I to głównie z tego powodu, że mieszam go z innymi produktami tego typu ;) Trudno mi powiedzieć co by było, gdyby któraś z Was używała go solo.

Kolor podkładu jest w rzeczywistości ciemniejszy niż na zdjęciu.

DZIAŁANIE:

   Podkład "Ideal Face" nie jest tak idealny jak obiecuje producent. Jednak warto tutaj podkreślić, że spisuje się tak na skórze mieszanej, jaką posiadam. Trudno mi ocenić jego wygląd, trwałość czy działanie na innym rodzaju cery.


Może zacznę od plusów tego produktu. 

Po pierwsze, dość dobrze matuje skórę. Efekt ten utrzymuje się mniej więcej przez 3 - 4 godziny. Potem wypadałoby bym zastosowała bibułki matujące. 

Po drugie, kosmetyk nie zapycha porów skórnych.

Po trzecie, nie podkreśla suchych skórek. Jest to dla mnie bardzo ważne, bo w okolicach nosa mam ich dość sporo.

Po czwarte, podkład nie ciemnieje na buzi. Choć trzeba przyznać, iż odcień który posiadam i tak jest dla mnie za ciemny ;)

Po piąte, kosmetyk dostępny jest w przystępnej cenie. Niekiedy w sklepach internetowych można go dostać za ok. 10 - 12 zł



Kosmetyk ten posiada również wiele wad...

1. Podkład jest widoczny na twarzy, co nie wygląda zbyt estetycznie. Próbowałam nakładać go na twarz w mniejszej ilości - efekt był ten sam.

2. Kosmetyk niby jest widoczny na twarzy, ale jego stopień krycia jest minimalny. Jeżeli ktoś posiada na skórze bardziej widoczne niedoskonałości - radzę dodatkowo zastosować korektor.

3. Produkt niesamowicie smuży podczas aplikacji. Trzeba go wręcz wklepać palcami, by dokładniej połączył się ze skórą.

4. Jego trwałość określiłabym jako kiepską. Po 3 - 4 godzinach kosmetyk zaczyna znikać z twarzy. Na szczęście - nie robi przy tym żadnych plam...

5. Kosmetyk dostępny jest bodajże w 4 wariantach kolorystycznych. Ja posiadam kolor drugi w kolejności i, moim zdaniem, jest on idealny dla osób albo z bardzo ciemną karnacją, albo dla tych dziewczyn, które są opalone. Aż jestem ciekawa jak prezentuje się odcień nr 15 - naturalny, czyli niby najjaśniejszy z całej gamy... 


SKŁAD:



CENA:

ok. 16 zł


MOJA OCENA:

3 / 5


   Jak mogłyście zauważyć - podkład ten nie wywarł na mnie zbyt dobrego wrażenia. Posiada on tyle samo zalet co wad, dlatego dość trudno było mi go ocenić. Możliwe, iż na cerze normalnej czy też suchej spisałby się o wiele inaczej niż u mnie. I może o wiele lepiej?


Miałyście owy podkład? Co o nim sądzicie?

Buziaki, Wasza A.

sobota, 8 marca 2014

Konkurs z okazji Dnia Kobiet :)

     Moje Kochane Kobietki! Na samym początku chciałam każdej z Was złożyć najserdeczniejsze życzenia z okazji naszego dzisiejszego święta! Aby radość i szczęście nigdy Was nie opuszczało, a na Waszych twarzach - zawsze gościł uśmiech :)

     Z okazji Dnia Kobiet przygotowałam dla Was małe rozdanie. Zasady są proste - wystarczy być obserwatorem mego bloga i podać swój adres e-mail. I tylko to ;) 

A co możecie wygrać?


- Olejek łopianowy ze skrzypem polnym z Green Pharmacy,
- Krem na noc oraz krem na dzień z komórkami macierzystymi marki Ingrid Cosmetics,
- Pomadkę ochronną Bebe 'Young Care',
- Orzewiający żel pod prysznic z limonkowo - cytrusowym koktajlem egzotycznym marki Ziaja,
- Lakier do paznokci świecący pod lampą UV marki Lovely - nr 02,
- Mydło glicerynowe ręcznie robione ' Lavender & Magnolia',
- Parafinową maskę do rąk z Eveline Cosmetics oraz peeling i maskę do stóp z Efektimy.


A oto zasady rozdania:

1. Musisz być obserwatorem mego bloga.
2. Podać swój adres e-mail.
3. Dodatkowo, jeżeli chcesz zdobyć dodatkowy los, dodaj baner w panel boczny na swym blogu lub w osobnym poście.


Poniżej znajdziecie baner konkursowy:



Przykładowy wzór zgłoszenia:

1. Obserwuję jako:
2. Umieściłam baner w panelu bocznym / w osobnym poście: Tak / Nie ( podaj link ;) )
3. Mój adres e-mail:


     Konkurs z okazji Dnia Kobiet będzie trafił równy miesiąc: od 8 marca do 8 kwietnia. Mam nadzieję, że jego zasady są dla Was jasne i przejrzyste :) Każdej z Was, która weźmie udział w konkursie, życzę powodzenia! 

Regulamin:

1. Organizatorem konkursu jestem Ja, czyli autorka bloga www.alicja-w-krainie-kosmetykow.blogspot.com .
2. Sponsorem nagród jestem Ja ( zostały one przeze mnie kupione, bądź wygrane ).
3. Czas trwania konkursu  08.03. - 08.04.2014 roku.
4. Wyniki konkursu zostaną ogłoszone maksymalnie 7 dni od daty jego zakończenia.
5. Osoay, która wygra konkurs, dostanie ode mnie wiadomość na konto e-mail. Jeżeli w ciągu 3 dni nie odpisze na niego - wybieram następną zwyciężczynię.
6. Warunkiem udziału w konkursie jest bycie obserwatorem mojego bloga oraz podanie swojego adresu e-mail. Dodatkowo można dodać baner w panel boczny bloga lub w osobnym poście, dzięki czemu można otrzymać dodatkowy los.
7. Biorący udział w konkursie musi spełniać wszystkie podane powyżej warunki.
8. Nagrody zostaną wysłane zwycięzcom, w przeciągu 5 dni od otrzymania ich danych osobowych.


POWODZENIA! :)

sobota, 15 lutego 2014

Szaleństwo zakupowe - luty '14.

     Minęła dopiero połowa miesiąca, a ja wzbogaciłam się o dość sporą ilość kosmetyków ( i nie tylko :) ). Żeby znowu nie zanudzić Was zbyt długim postem zakupowym, który ukazałby się pod koniec lutego, postanowiłam podzielić go na dwie części.


     W dzisiejszym poście pokażę Wam co nowego udało mi się zakupić w ostatnim czasie, jak wygląda moje zamówienie ze strony E-bay oraz co udało mi się wygrać. Ciekawych - zapraszam na dalszą część postu :)

Zdjęcie zapożyczone ze strony: http://allegro.pl/ShowItem2.php/itemNotFound/?item=3687627895&title=e1-studio-foto-namiot-bezcieniowy-lampy-tla-statyw

     Na początku miesiąca doszedł do mnie mały prezent od mojego W., a mianowicie - namiot bezcieniowy z 2 lampami, statywem. Będzie to dla mnie idealne miejsce do robienia zdjęć - tym bardziej w szaro - burą pogodę :)






     W lutym zawitałam również do Super-pharmu. Skusiłam się na duży szampon marki Garnier oraz nowy tusz do rzęs marki Rimmel, który zdobyłam za... 1 grosz ;)



     W nagrodę za zdanie pierwszego egzaminu - wybrałam się na małe zakupy do Mydlarni Wrocławskiej. Standardowo, skusiłam się na woski - Yankee Candle, Wood Wick oraz Kringle Candle :)



     Dotarło do mnie zamówienie ze strony Ebay. Tym razem zakupiłam maseczkę oczyszczającą Medi-Medi marki Holika Holika. Dodatkowo, dostałam 3 próbki.



     Kiedy zobaczyłam  powyższe smaki herbat Lipton - musiałam je zakupić! Kto nie lubi truskawkowych babeczek czy jagodowych muffinek? ;) Każda z nich kosztowała niewiele ponad 5 zł.




     Udało mi się wygrać w jednym z konkursów na stronie Styl.pl . Nagrodą było 10 kosmetyków, które brały udział w plebiscycie na Stylowy Kosmetyk 2013. Zaskoczyła mnie ilość kremów w paczce, więc zapewne część z nich powędruje do którejś z Was :)



     Wczoraj dotarło do mnie pudełko Pink Joy. Jego zawartość jest częściowo podobna do poprzedniego boxa - głównie z tego powodu, by więcej dziewczyn mogło zapoznać się z rosyjskimi dobrociami :) Jeśli chodzi o mnie - jestem bardzo zadowolona z produktów, jakie tam znalazłam. 

     A w pudełeczku znajdowały się takie kosmetyki jak:
* morelowy peeling do twarzy,
* odżywka do włosów "Pszenica i piwo",
* oczyszczający pianko - żel do twarzy,
* krem - korektor do twarzy,
* próbka nawilżającego kremu do twarzy.

*****

Może któraś z Was skusiła się na pudełko Pink Joy? Co nim sądzicie?

Wasza A.