Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maybelline. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maybelline. Pokaż wszystkie posty

środa, 8 kwietnia 2015

Marcowy projekt denko.

    Obiecałam sobie, że postaram się zużywać tyle samo kosmetyków - ile ich kupuję w rzeczywistości. Cóż, obietnica ta raczej nie zostanie spełniona. Przynajmniej nie w przypadku kosmetyków pielęgnacyjnych, których ilość rozrasta mi się w ekstremalnie szybkim tempie. Za to kolorówka powoli znika z moich półek. Uff :)

     W marcu udało mi się zużyć dość sporą ilość kosmetyków - z każdej dziedziny. O dziwo, wykończyłam też trzy kosmetyki kolorowe. Z czego jestem bardzo zadowolona. Jednak nie przedłużam i zapraszam Was na co miesięczny projekt denko!


1. Aktywny tonik nawilżający z serii Mezo Power marki Bielenda. - Kosmetyk ten znalazł się w ostatnich ulubieńcach. Dobrze oczyszczał i odświeżał skórę. Łagodził uczucie ściągnięcia oraz delikatnie niwelował podrażnienia znajdujące się na twarzy. Był dość wydajny, a jego cena zapewne będzie przystępna dla większości z nas.

2. Aktywny krem nawilżający z serii Mezo Power marki Bielenda. - Jego recenzja znajduje się tu.



3. Płyn micelarny marki Delia. - Pokochałam ten kosmetyk z całego serducha! Niesamowicie dobrze i zarazem delikatnie usuwa makijaż z całej twarzy. Nadaje się również do demakijażu oczu - w ekspresowym tempie pozbywa się tuszu i cieni do powiek. Nie wywołuje podrażnień czy też łzawienia oczu. Dodatkowo, jest bardzo wydajny i dostępny w przystępnej cenie. Sama zakupiłam go w Drogerii Natura za ok. 7 zł, bodajże.

4. Matujący żel do mycia twarzy z Beauty Formulas. - Przeciętny kosmetyk do pielęgnacji twarzy, ot co. Niby dość dobrze ją oczyszczał, ale przy okazji wysuszał, powodował uczucie ściągnięcia. Dodatkowo, posiadał zbyt rzadką konsystencję co powodowało, iż był słabo wydajny. 



5. Arganowa maska do włosów 8 w 1 marki Eveline Cosmetics. - Jej recenzja znajduje się tu.

6. Mgiełka podnosząca włosy u nasady "Extra Volume" marki Sessio. - Jej recenzja znajduje się tu.

7. Nabłyszczający szampon marki Alverde. - Skusiłam się na niego podczas styczniowej wizyty w niemieckim DM-ie. Wątpię bym zrobiła to ponownie, ponieważ nie wywarł on na mnie jakiegoś spektakularnego wrażenia. Szampon jak szampon. Dobrze oczyszczał włosy, może delikatnie je nabłyszczał. Nic więcej. Jak dla mnie - w polskich sklepach można znaleźć sporo kosmetyków tego typu o podobnym działaniu :)


8. Żel pod prysznic o niebiańskim zapachu z Isany. - Cóż, każdy ma inne wyobrażenie nieba. Dla mnie ten kosmetyk na pewno nie pachnie niebiańsko ;) Za to kojarzy mi się z jakimiś damskimi, intensywnie ( może nawet dusząco ) pachnącymi perfumami. Mi średnio przypadł mi do gustu. Nie licząc zapachu - produkt nie wysuszał skóry, był dość wydajny. Jak to żel z Isany ;)

9. Peeling do ciała z serii "Let's Celebrate" w wersji "Mojito" od Farmony. - Przyznam, iż pod względem zapachowym przypomina drinka Mojito. Jednak nie takiego wykonanego na bazie rumu, a tego tak zwanego "gotowca" zamkniętego w szklanej buteleczce ( Sobieski ma takie drinki ;) ). Co do działania - kosmetyk dość dobrze masował skórę, wygładzał ją, lecz nie podrażniał. Jednak bardziej przypadła mi do gustu wersja z pomarańczą, która posiadała o wiele ostrzejsze drobinki ścierające.

10. Żel pod prysznic "White Passion" od Balea. - Kolejny, przyjemny żel marki Balea. Posiadał kwiatowy, dość delikatny zapach, nie wysuszał skóry. Jego cena również jest przystępna - sama kupiłam go w niemieckim DM-ie, ale w sklepikach z chemią niemiecką można go dostać nawet za 5 zł.


11. Żel do golenia "Blueberry Love" marki Balea. - Jego zapach był identyczny jak płynu do kąpieli marki Luksja ;) Jego działanie było w porządku, lecz na pewno nie idealne. Niby ułatwiał poślizg maszynkom do golenia, ale zdarzało się, iż po goleniu i tak moja skóra była podrażniona i lekko poraniona. Nie zawsze, ale jednak. Jego wydajność również określiłabym jako przeciętną, niestety.

12. Sól do kąpieli "Dzika orchidea i jedwab" marki Verona. - Kosmetyk ten posiadał przyjemny, kwiatowy zapach, którzy utrzymywał się w łazience jeszcze kilka godzin po kąpieli. Sól była wydajna, dość szybko rozpuszczała się w wodzie. Jej cena również nie jest wygórowana - można ją dostać już za około 4 - 5 zł.

13. Płyn do kąpieli "Blueberry Muffin" marki Luksja. - Jest to nie pierwszy i nie ostatni płyn owej marki, jaki zagości w mojej łazience. Duża butla tego kosmetyku wystarcza na 2 - 3 tygodnie codziennego stosowania. Dodatkowo, produkt posiada przyjemny zapach - jakby połączyć ciasteczka z dżemem jagodowym.


14. Kule do kąpieli marki Yves Rocher. - Jak dla mnie - dość drogi bubel. Jedna kulka kosztowała mniej więcej 1,50 zł - 2 zł, a nic ciekawego nie dawała. Ani przyjemnie nie pachniała, ani olejek w niej zawarty nie nawilżał skóry. Nie polecam ich zakupu, ot co.


15. Dezodorant z serii "Anarchy" od Axe. - Przyznam szczerze, iż produkt ten działał lepiej niż niejeden antyperspirant! Dobrze chronił przed potem, nie brudził ubrań, miał przyjemny, dość ciężki zapach. Był również wydajny, co miło mnie zaskoczyło. Tylko szkoda, iż tak trudno go dostać w stacjonarnym sklepie...

16. Mus do ciała "Czerwone owoce" marki L'arisse. - Jedno z ciekawszych mazideł, jakie używałam w ostatnim czasie. Dobrze nawilżało skórę, łagodziło podrażnienia, szybko wchłaniało się w skórę. Do tego miało przyjemny, cukierkowy zapach, który długo utrzymywał się na skórze.


17. Krem do rąk z masłem mango z Be Beauty. - Jest to chyba moja największe rozczarowanie ostatniego miesiąca! Jedyną zaletą tego kosmetyku był jego zapach. Krem w ogóle nie nawilżał i nie odżywiał skóry, był niewydajny, a jego pompka nie działała już po 2 - 3 zastosowaniach. Szkoda, bo tubka mająca pojemność 30 ml kosztowała ok. 7,50 zł. Dość dużo jak na tak małą pojemność i tak kiepskie działanie...

18. Nawilżający krem do rąk i paznokci marki Lirene. - Kosmetyk niby nawilżał skórę, ale na krótki okres czasu. Po około 20 - 30 minutach byłam zmuszona ponownie go zastosować. Takie błędne koło... Niby dobrze wchłaniał się w skórę i miał przyjemny zapach, ale jego kiepskie działanie oraz wydajność - na dobre zniechęciły mnie do niego.


19. Chusteczki nawilżane Dada. - Tanie i dobre jakościowo chusteczki. Zużyłam je głównie w podróży oraz w domu - do przecierania kurzu, resztek kosmetyków z dłoni.

20. Maska do twarzy w płacie z ekstraktem z jagód marki Foodaholic. - Uwielbiam maski owej marki! Są wygodne w użyciu, nie zsuwają się z twarzy. Dodatkowo ( i co najważniejsze! ), dobrze zmiękczają i nawilżają skórę. Trzymam je na twarzy około 20 - 30 minut - wtedy potrafią zdziałać cuda ;)

21. Maseczka oczyszczająco - wygładzająca marki Ava Laboratorium. - Jest to jeden z niewielu kosmetyków owej marki, jaki miałam i jaki przypadł mi do gustu. Maska dobrze oczyszczała skórę, delikatnie ją matowała. Nie podrażniała skóry ani nie zapychała porów. Niestety, dość szybko wysychała w opakowaniu. Szkoda...

22. Maska czekoladowa zakupiona w DM-ie. - Kosmetyk o przyjemnym zapachu, aczkolwiek nie działający w jakiś sensowny sposób na skórę. Oczyszczała skórę w sposób delikatny, za to w ogóle jej nie nawilżała. Jedyne co zauważyłam po jej zastosowaniu to zmiękczenie skóry. Nic więcej.


23. Pogrubiający tusz do rzęs marki Eveline Cosmetics. - Jakoś nie mogłam przekonać się do tego kosmetyku. Prawdopodobnie było to spowodowane jego grubą, standardową szczoteczką, którą dość trudno malowało mi się rzęsy. Jeśli chodzi o efekt, jaki dawał ten tusz - rzęsy były dość dobrze pogrubione, lekko wydłużone, ale jednocześnie potrafiły być posklejane. Z tego też względu rzadko kiedy nakładałam na nie dwie warstwy tego produktu. Lubię tusze do rzęs marki Eveline Cosmetics, ale tylko te z silikonową szczoteczką. Niestety.

24. Szminka L'oreal z serii "Rouge Caresse". - Jej recenzja znajduje się tu.

25. Podkład "Affinitone" marki Maybelline. - Na jego temat możecie poczytać w tym poście.



A jak prezentuje się Wasze marcowe denko?


Buziaki, Wasza A.

wtorek, 13 stycznia 2015

Zdenkowani - grudzień 2014.

    Grudzień minął mi w zastraszającym tempie. Ciągłe przesiadywanie w pracy, kupowanie prezentów - zajęły większość mojego wolnego czasu. A potem były już Święta i impreza sylwestrowa... I już mamy połowę stycznia! :) Czas leci, a w denkowej torbie znajduje się coraz więcej pustych opakowań :)

    W poprzednim miesiącu udało mi się zużyć dość sporą ilość produktów do kąpieli. Od kiedy przeprowadziłam się do mieszkania z wanną zamiast prysznica - spędzam tam dość dużo czasu wieczorem ;) Jakimś cudem - zdenkowałam też trzy produkty kolorowe. Jestem z siebie dumna ;)


1. Żel pod prysznic "Festa do Brasil" marki Isana. - Jest to tani, przyjemnie pachnący kosmetyk, który umilał mi codzienną kąpiel. Nie wysuszał skóry, dobrze mył. Jak wiecie - lubię żele Isana i często do nich wracam ;)

2. Kremowe mydło arganowe marki Ziaja. - Myślałam, że nigdy nie zużyję tego produktu ;) Był mega wydajny, nie wysuszał skóry. Mydełko posiadało dość ciężki, intensywny zapach, który idealnie wkomponował się w zimową aurę.

3. Peeling do ciała gruboziarnisty "Olejek arganowy" z Joanny. - Kosmetyk dość dobrze masował skórę, aczkolwiek nie tak mocno jak produkty z serii Tutti Frutti marki Farmona. Miał dość mdlący i słodki zapach, który krótko utrzymywał się na skórze. Był średnio wydajny, ale u mnie wszystkie peelingi kończą się dość szybko ;)


4. Cukrowy peeling "Brzoskwinia & Mango" z serii Tutti Frutti marki Farmona. - Uwielbiam ten peeling! Cudownie, intensywnie masuje ciało, pozostawiając je miłe i gładkie w dotyku. Do tego ma uzależniający, owocowy zapach, który długo utrzymuje się na skórze. Polubiłam go na tyle, że znalazł się  w ulubieńcach wczesno zimowych ;)

5. Płyn do kąpieli z lawendą i wanilią marki Isana. - Kosmetyk ten posiadał dość intensywny, aczkolwiek otulający zapach, który idealnie nadawał się na zimowe wieczory. Po kąpieli z tym produktem czułam się wypoczęta, zrelaksowana i uspokojona ;)

6. Płyn do kąpieli "Cookies" z Be Beauty. - Niestety, płyn ten nie przypadł mi do gustu. Miał przyjemny, słodki, typowo ciasteczkowy zapach, ale tylko w opakowaniu. Po dodaniu go do wody - jego aromat zanikał. A szkoda :( Jedyny jego plus - wytwarzał dość dużą ilość piany.


7. Żel oczyszczający z serii "Czysta skóra" marki Garnier. - Jego recenzja znajduje się tu.

8. Odświeżający płyn micelarny do cery tłustej i mieszanej marki Soraya. - Cóż, określiłabym go jako przeciętniaka. Niby dość dobrze usuwał podkład czy puder. Jednak nie za dobrze radził sobie z demakijażem oczu. Do zmycia eyelinera musiałam zużyć około 3 - 4 płatków, koszmar ;O Na szczęście - kosmetyk nie podrażniał skóry, nie wysuszał jej, nie uczulał.

9. Peeling do mycia twarzy marki Synergen. - Kolejny przeciętniak z denkowej torby. Miał dość gęstą konsystencję, w której zatopiona była bardzo mała ilość ostrych, dość dużych drobinek. Jak dla mnie kiepsko oczyszczał skórę, co najwyżej ją podrażniał. Dość trudno zmywało się go z twarzy, a do tego pozostawiał na niej specyficzną, nieprzyjemną warstwę. Na pewno do niego nie powrócę.


10. Serum "Sebo Vegetal" z Yves Rocher. - Jego recenzja znajduje się tu.

11. Żel pod oczy marki Anatomicals. - Delikatny, aczkolwiek dość dobrze nawilżający żel pod oczy. Nie podrażniał, nie wywołał alergii. Jedyny jego minus - pozostawiał na skórze dość nieprzyjemną, lepką warstwę. Myślę, że będzie to odpowiedni kosmetyk pod oczy dla młodych dziewczyn ;) I nie - nie zlikwidował cieni pod oczami.

12. Olejek arganowy. - Jego recenzja znajduje się tu.


13. Super Power Mezo Maska z Bielendy. - Jest to kosmetyk w formie płatu tkaniny nasączonego dobroczynnymi substancjami. Przyznam, iż nawet byłam zadowolona z tej maski. Po jej zastosowaniu moja twarz była miękka i przyjemna w dotyku. Jednak jakiegoś efektu "wow" - nie zauważyłam ;)

14. Maska ogórkowa zamówiona na stronie E-bay. - Z tych masek jestem zadowolona o wiele bardziej. Dobrze nawilżają i wygładzają skórę. Dodatkowo, dają przyjemne uczucie chłodu i delikatnego mrowienia ;) Można je kupić w pakiecie ( 3 sztuki ) za około 6 - 8 zł. Myślę, że jest to opłacalna oferta :)


15. Szminka Hydra Renew od Rimmel. - Jej recenzja znajduje się tu.

16. Korektor w płynie z serii "Affinitone" marki Maybelline. - Jego recenzję znajdziecie w tym poście.

17. Lakier do paznokci z serii "Nude Glam" od Essence. - Rzadko kiedy zużywam lakiery, ponieważ od paru miesięcy prawie w ogóle nie maluję paznokci. W tym przypadku - pozostała mi jego niewielka ilość na dnie, którą w ogóle nie mogłam wydobyć. A co do samego produktu - miał ładny, delikatny kolor, który idealnie pasował do stosowania na co dzień. Dość szybko wysychał, ale jego trwałość była raczej przeciętna. Produkt utrzymywał się na moich paznokciach około 2 - 3 dni. Jednak za cenę 6 - 7 zł - nie ma co narzekać ;)


18. Próbki, próbeczki.



Miałyście któryś z powyższych kosmetyków? Co o nim / o nich sądzicie?


Miłego wieczoru, A.

niedziela, 11 stycznia 2015

Mój podkładowy ulubieniec - "Affinitone" od Maybelline.

    Zapewne nie jestem jedyną osobą, która skusiła się na jedną z rossmannowskich promocji "1 + 1", czyli kup jeden kosmetyk kolory - a drugi w tej samej cenie lub tańszy dostaniesz gratis. Aby kupić to, co chciałam, musiałam zawitać do kilku drogerii. Tym trudno dostępnym produktem okazał się być podkład "Affinitone" marki Maybelline w odcieniu nr 14 Creamy Beige. I to właśnie o nim będzie dzisiejsza notka :)


    Podkład znajduje się w standardowej, plastikowej tubce o pojemności 30 ml. Na jej przodzie znajduje się przezroczysty prostokącik o dość sporych rozmiarach, który pozwala nam zobaczyć jak prezentuje się dany odcień. Za to na tylnej stronie opakowania, standardowo, znajdziemy krótki opis kosmetyku oraz jego skład.

    Niestety, produkt nie posiada pompki - co jest dość sporym utrudnieniem. A to wszystko przez jego bardzo rzadką konsystencję, która lubi spływać z dłoni podczas aplikacji. Sama staram się od razu nakładać podkład na twarz w postaci kropek / ciapek ( jak zwał, tak zwał ;) ) i rozsmarowywać go dłońmi. Taka forma aplikacji sprawdza się u mnie najlepiej - przynajmniej w przypadku kosmetyku Maybelline.


    Tak jak wspomniałam na początku postu - zdecydowałam się na zakup odcienia nr 14 "Creamy Beige". Jest to typowy beż i, moim zdaniem, raczej ciepły. Nie ma tonów różowych, na moje szczęście ;)

    Według producenta podkład "Affinitone" przeznaczony jest dla każdego rodzaju cery. Niby powinien długotrwale nawilżać naszą skórę, nie tworzyć efektu maski. A jak sprawdził się w rzeczywistości?


Może zacznijmy od jego wad, bo... są tylko dwie ;)

1. Podkład nie nawilża skóry. Raz zdarzyło mi się nałożyć go na nie nakremowaną skórę. Skutkowało to tym, iż czułam dość nieprzyjemne uczucie ściągnięcia.

2. Jak już wcześniej wspomniałam - ma zbyt rzadką konsystencję, która utrudnia jego aplikację na twarz.


Na szczęście, produkt ten posiada o wiele więcej zalet. I oto i one!

1. Kosmetyk bardzo dobrze matuje skórę i to na długi okres czasu. 

2. Bardzo dobrze dopasowuje się do koloru skóry, przez co nie tworzy na niej efektu maski. Chociaż muszę stwierdzić, iż odcień nr 14 jest bardzo zbliżony do mojego naturalnego odcienia :)

3. Produkt nie podkreśla suchych skórek. Chociaż i tak radziłabym użyć pod niego nawilżającego kremu. 

4. Podkład długo utrzymuje się na skórze. Tym bardziej jak nałożę na niego sypki puder marki It's Skin. Jak dla mnie - kosmetyki te tworzą duet idealny! :)


5. Nie zapycha porów. A jest to dla mnie duży plus. Tym bardziej, że moja skóra na twarzy ma na mnie ostatnio "focha" i "odwdzięcza" mi się wysypem podskórnych, irytujących krostek -_-'

6. Poziom krycia ma raczej średni, ale dla mnie - zadowalający. Jedyne czego u mnie nie zakrywa to cieni pod oczami. Jednak do tego służy mi korektor w płynie ;)

7. Jest bardzo wydajny. Jego rzadka konsystencja, w tym przypadku, jest zaletą. Już niewielka jego ilość wystarcza na pokrycie całej twarzy z uzyskaniem dość dobrego krycia.

8. Dostępny jest aż w 8 wariantach kolorystycznych, dzięki czemu mamy większe pole co do wyboru odpowiedniego odcienia kosmetyku dla siebie.

9. Ma przystępną cenę. I bardzo często można dostać go w promocji - zazwyczaj za ok. 16 zł :)

****

   Podkład spisał się u mnie bardzo dobrze i jestem z niego niesamowicie zadowolona. Jednak podkreślam - jestem posiadaczką cery mieszanej ( w stronę suchej ). Prawdopodobnie w przypadku osób z cerą suchą, wrażliwą - mógłby nieco wysuszać skórę. Wiadomo - u każdej z nas dany kosmetyk sprawdza się inaczej :)


A jakie jest Wasze zdanie o tym produkcie?


Buziaki, Wasza A.

środa, 7 stycznia 2015

Ulubieńcy wczesnozimowi 2014.

   Już od jakiegoś czasu trudno jest mi zebrać się w sobie i pisać notkę o ulubieńcach kosmetycznych raz na miesiąc. Tym bardziej, że bywa i tak, iż polubię tylko dwa czy trzy produkty. A wtedy chyba nie ma sensu ich przedstawiać ;) Z tego też względu postanowiłam publikować tego typu post raz na dwa miesiące. W takim okresie na pewno uda mi się zebrać dość sporą ilość kosmetyków, które moim zdaniem są warte zakupu :) 


   Jestem wielką fanką gorących i aromatycznych kąpieli - tym bardziej w okresie zimowym. Z tego też względu co chwilę zakupuję wszelkiego rodzaju płyny do kąpieli. I to właśnie jeden z nich stał się moim ulubieńcem. A mowa tutaj o płynie do kąpieli "Migdał i kokos" marki Apart. Produkt ten wytwarza niesamowicie dużą ilość kremowej i przyjemnej w dotyku piany. A jego zapach jest wręcz oszałamiający! Jak dla mnie - kojarzy się on nieco z migdałowymi ciasteczkami. Mniam! ;) Jest słodki, otulający, wręcz idealny na zimę. Cena kosmetyku również jest przystępna - ja znalazłam go w Rossmannie za 6, 29 zł w promocji.

   Kolejnym ulubieńcem jest pianka do golenia w wersji "Sensitive" marki Isana. Jest to pierwszy produkt tego typu owej marki, jaki zakupiłam. Kosmetyk ten posiada bardzo ładny zapach, który umila konieczność dość częstego golenia się ;) Samo jego działanie również jest zadowalające. Produkt daje dobry poślizg golarce, dzięki czemu nie musimy martwić się o jakiekolwiek podrażnienia czy powstanie ranek. Pianka nie wysusza skóry, nie wywołuje alergii, a do tego ma przystępną cenę. W kolejce czeka na mnie jej wersja jabłkowa ;)

   Chyba nikogo nie zdziwi, że pokochałam również jeden z peelingów z serii Tutti Frutti marki Farmona. W moim przypadku jest to wariant "Brzoskwinia & Mango". Bodajże rok ( a może dwa lata temu? ) miałam mus do ciała z tej samej serii i również przypadł mi on do gustu. Co do samego peelingu - jest to kosmetyk cukrowy, o mocnej sile masowania ciała. Po jego zastosowaniu moja skóra jest przyjemnie miękka w dotyku, a do tego cudownie pachnąca. Jego zapach długo się utrzymuje i, o dziwo, przesięka nim również moja pidżama ;)


   Tak, tak - polubiłam również masło do ciała "Papaya" z The Body Shop. Dokładną notkę na jego temat znajdziecie w tym poście. A w skrócie - kosmetyk bardzo dobrze nawilża i odżywia ciało. Nie pozostawia na niej tłustej i nieprzyjemnej warstwy, nie podrażnia, nie wywołuje alergii. Jest wydajne, aczkolwiek jego standardowa cena jest dość porażająca. Myślę, że nie wydałabym 69 zł za mazidło do ciała ;)

   Jakoś do pewnego czasu nie byłam przekonana do masek w formie płatu tkaniny. Myślałam, że będzie ona zsuwała się z mojej skóry, a większość substancji pozostanie na materiale a nie na skórze. No cóż, po zastosowaniu maseczki ogórkowej ( zamówionej na stronie E-bay ) - jestem pozytywnie zaskoczona! Kosmetyk ten nie tylko dobrze nawilżył moją skórę, ale dodatkowo ją zmiękczył. Nie spowodował wysypu krostek na mojej twarzy, nie uczulił mnie. Do tego dostępny jest w przystępnej cenie ( 6 - 8 zł ) za 3 maski w pakiecie. Jestem ciekawa innych wariantów tego produktu :)

   Do moich ulubieńców zaliczam również żel pod oczy ze świetlikiem i herbatą marki Flos-lek. Jego recenzję znajdziecie w tym poście. Kosmetyk ten dobrze nawilża skórę, nie powoduje pieczenia oczu, nie wywołuje alergii. Myślę, że jest to dobry kosmetyk dla dziewczyn, które chcą zacząć swoją przygodę z produktami pod oczy :)


   Czas na ulubieńców z działu kolorówka. A wśród nich nie mogło zabraknąć podkładu "Affinitone" marki Maybelline w odcieniu nr 14 "Creamy Beige". Już od dłuższego czasu zastanawiałam się nad jego kupnem, aż wreszcie wylądował w zakupowym koszyku podczas promocji "1 + 1" w Rossmannie. Kosmetyk ten, o dziwo, dobrze matuje moją skórę, lecz nie podkreśla przy tym suchych skórek. Nie tworzy na twarzy efektu maski, wręcz bardzo dobrze dopasowuje się do naturalnego koloru mojej skóry. Może i ma lejącą konsystencję, która nieco utrudnia jego aplikację, ale i tak go lubię ;)

   Puder marki It's Skin nie należy do ideałów. Ba! Rzekłabym, iż jest nawet przeciętny. Jednakże w połączeniu z poprzednim kosmetykiem - działa cuda! Po pierwsze, niesamowicie matuje skórę. I to na wiele, wiele godzin. Nie raz dziewczyny pytały się mnie jakiego pudru używam, że moja skóra jest tak matowa. Wiadomo - nie każdemu ten efekt może się spodobać ;) Po drugie, bardzo dobrze utrwala podkład. I to nie tylko ten marki Maybelline. Nie podkreśla również suchych skórek, nie zapycha porów. Szkoda tylko, że tak dobrze spisuje się tylko z podkładem "Affinitone"...

   Kolejnym ulubieńcem jest brązowa kredka z Eveline Cosmetics. Mam ją już od kilkunastu miesięcy i chyba powinnam ją wyrzucić ;) Ale! Idealnie sprawdza się do... podkreślania brwi! Ma ładny, brązowy odcień, bez rudych tonów. Dzięki temu nie wygląda sztucznie. Łatwo aplikuje  i zmywa się ją z brwi. Co najdziwniejsze - pierwotnie, według producenta, kredka powinna być stosowana jako produkt do oczu, czyli głównie do wykonywania kresek czy też podkreślania linii wodnej. Cóż, w tej kwestii jej nie polecam ;)

   Ostatnim ulubieńcem jest róż marki Astor. Jest to mój pierwszy kosmetyk owej firmy, jaki zakupiłam. Jest dobrze napigmentowany, przez co trzeba nieco uważać podczas jego aplikacji na skórę. Może robić plamy, ale tylko przy jego nieumiejętnym nakładaniu. Róż bardzo ładnie podkreśla kości policzkowe i długo się na nich utrzymuje ( ok. 6 - 8 godzin ). Nie zapycha porów skórnych, nie uczula. Jego cena może i być dla niektórych dość wysoka ( prawie 38 zł ), ale jest to wydajny kosmetyk i myślę, że raz na jakiś czas można się na niego skusić ;)



A jak prezentują się Wasi zimowi ulubieńcy?


Buziaki, A.

środa, 3 grudnia 2014

Ile warta jest moja twarz?

    Jakiś czas temu zostałam zaproszona do TAG-u "Ile warta jest moja twarz?" przez Lilę z bloga Kobieca Strefa. Już od jakiegoś czasu zastanawiałam się nad zrobieniem takiego postu u siebie, a Lila przyspieszyła wdrożenie tego pomysłu w życie. Dziękuję! ;) ;**


    Celem tego TAG-u jest przedstawienie kosmetyków kolorowych, jakie stosujemy u siebie. Zauważyłam, że dość sporo dziewczyn pokazuje wszystkie produkty kolorowe, jakie używała w ostatnim czasie. Ja jednak postanowiłam nieco ograniczyć ich ilość i przedstawię Wam tylko te, jakie stosuję najczęściej. Czyli codziennie lub prawie codziennie ;)



    Makijaż twarzy rozpoczynam od nałożenia bazy. Oczywiście, nie stosuję jej codziennie. Po pierwsze, na co dzień nie potrzebuję maksymalnego utrwalenia makijażu. Po drugie, bałabym się, że mogłaby ona zapchać moją skórę. Chwilowo stosuję bazę marki Jane Iredale ( 195 zł ), o której napisałam oddzielną notkę ( klik ). Następnie na twarz nakładam podkład. Od 10 listopada non stop stosuję ten marki Maybelline - "Affinitone" ( 27 zł ). Może i ma rzadką konsystencję, ale dość dobrze kryje drobne niedoskonałości, matuje skórę, lecz jej nie wysusza.

    Do tuszowania niedoskonałości stosuję dwa produkty - podkład Dermacol ( 15 zł ) oraz korektor "Under Eye Brightener" marki Missha ( ok. 25 zł ). Oba te kosmetyki recenzowałam, więc więcej na ich temat możecie poczytać w podlinkowanych przeze mnie notkach :) W skrócie - pierwszy z nich stosuję głównie jako korektor na niedoskonałości. Jego krycie jest bardzo dobre ( potrafi ukryć nawet pieprzyki na twarzy ). Jednakże stosowany na całą twarz potrafi stworzyć efekt maski. Korektor marki Missha stosuję tylko pod oczy. Maskuje on cienie na dobrym poziomie, długo utrzymuje się na skórze, nie wysusza jej. 

    Do utrwalenia makijażu stosuję puder "Babyface powder" od It's Skin ( ok. 30 zł ). Na początku nie byłam zadowolona z owego produktu. Jakoś nie potrafił współpracować z podkładami, jakie używałam w październiku czy na początku listopada. Jednak sytuacja zmieniła się, gdy zakupiłam kosmetyk marki Maybelline. Razem z pudrem It's Skin stworzyły zgrany duet! Makijaż jest dobrze utrwalony, skóra zmatowiona. Czego chcieć więcej? ;)

     Muszę stwierdzić, iż chyba mam szczęście do kupowanych przeze mnie róży. Większość z nich dobrze się u mnie spisywała, dzięki czemu mogły one znaleźć się w ulubieńcach danego miesiąca. Zapewne kosmetyk marki Astor również się tam znajdzie ;) Róż z serii "Skin Match" ( 38 zł ) zakupiłam podczas ostatniej promocji w Rossmannie i już jestem z niego bardzo zadowolona. Pięknie podkreśla kości policzkowe, jest dobrze napigmentowany i długo utrzymuje się na skórze. Tworzy bardzo udany duet z rozświetlaczem marki Technic - "High Lights" ( 10 zł ). 



    Mój makijaż oczu wygląda codziennie prawie tak samo. Zapewne dla większości z Was okaże się on nudny czy zwyczajny, ale ja nie lubię malować się zbyt wyzywająco do pracy ;) 


    Od kilku miesięcy męczę dwie palety cieni - marki MUA ( 20 zł ) oraz Lovely ( 12 zł ). Jak możecie zauważyć - przez prawie półtora roku udało mi się wykorzystać dość sporą ilość kosmetyków. Na całą powiekę nakładam zazwyczaj beże lub jasną szarość, a w zewnętrzny kącik ciemne brązy lub rzadziej czerń. Myślę, że cienie z obu paletek są dobrze napigmentowane, bez problemowo blendują się ze sobą i z bazą długo utrzymują się na powiekach.



    Do podkreślenia linii rzęs stosuję czarną kredkę marki Lovely ( 7 zł ). Mimo niskiej ceny - nie jest taka zła. Jest miękka, nie rani skóry, dość długo się na niej utrzymuje. Jednak nie jest wodoodporna - uprzedzam ;) Jeśli chodzi o bazę na powieki - chwilowo jest nią dla mnie mleczna kredka marki NYX ( ok. 20 zł ). Jeżeli pamiętacie - jakiś czas temu znalazła się ona w moich ulubieńcach. Dalej ją lubię i zastanawiam się nad kupnem innych jej odcieni :)



    Obecnie moim ulubionych, a do tego tanim, tuszem do rzęs jest "Magnet Look" z Eveline Cosmetics ( 12 zł ). Jego pierwsze opakowanie nie zrobiło na mnie zbyt dużego wrażenia. Jednak przy drugim - zakochałam się w nim! Ładnie wydłuża i podkręca rzęsy, lekko je pogrubia, nie osypuje się, nie podrażnia oczu. Cudo! :)

     Do podkreślenia brwi stosuję... kredkę do oczu, również z Eveline Cosmetics ( 11 zł ). Według producenta - powinna ona nadawać się do rysowania kresek na powiekach. Jednak w tym przypadku nie spisuje się ona dobrze. Co innego jak użyję ją do podkreślenia brwi ;) Uzyskany efekt wygląda naturalnie i nie nachalnie, czyli tak jak lubię.


    Czas na ostatni etap w makijażu dziennym, czyli malowanie ust. Jest to jedyny dział, gdzie nie umiałam wybrać tylko jednego produktu ;) Wśród "wybrańców" znalazł się tint w odcieniu nr 1 marki Bell ( 11 zł ), szminka w kolorze J62 marki Joko Cosmetics ( 20 zł ) oraz szminka z serii Rouge Caresse w odcieniu "Dating Coral" marki L'oreal ( 43 zł ). Na dole przedstawiłam jak ich kolory prezentują się na dłoni ( kolejność taka sama jak je wymieniałam ;) ).



Podsumowując - ile warta jest moja twarz?

469 zł


    Czy to dużo, czy mało - oceńcie same ;) Większa część tej kwoty to cena bazy Jane Iredale, którą stosuję kilka razy w tygodniu. Reszta produktów należy do średniej i niskiej półki cenowej. Nie zawsze tanie znaczy złe :)


A do TAG-u zapraszam :






Ile warta jest Wasza twarz? ;))

niedziela, 30 listopada 2014

"Skromne" zakupy listopadowe.

    Już za 2 godziny ( po opublikowaniu notki - zapewne będzie to z 1,5 godziny ;) ) minie kolejny miesiąc, listopad. Czy tylko ja myślę, że czas mknie nie ubłagalnie? Mam wrażenie jakby jeszcze niedawno było 1 listopada. A to już prawie 1 grudnia...

    W listopadzie raczej nie poszalałam z zakupami. Przynajmniej jeśli chodzi o strefę kosmetyczną ;) Oczywiście, skusiłam się na promocję w Rossmannie, zamówiłam co nieco na E-bay. Miesiąc jak co miesiąc ;)



    Zakupy w ramach promocji "1 + 1" w Rossmannie podzieliłam na dwie raty. A to tylko z tego względu, iż miałam problem ze zdobyciem podkładu Affinitone marki Maybelline w odcieniu nr 14. Poszczęściło mi się w sklepie nieco oddalonym od wszelakich Galerii czy Pasażów. Do pary dobrałam jeden z tuszy do rzęs marki Rimmel ( para za 27,29 zł ), a co. Dodatkowo, w koszyczku wylądował płyn micelarny marki Soraya ( 11,49 zł ) oraz aloesowy tonik firmy Ziaja ( 5,19 zł ). Co do tego pierwszego produktu - jestem bardzo zawiedziona jego wydajnością. Kosmetyk ten mam już na wykończeniu!



    Przy ponownej wizycie w Rossmannie, tym razem w Arkadach, dokupiłam wypatrzony wcześniej róż oraz puder z serii "Skin Match" marki Astor ( para za 37,99 zł ). Jako, że jeden z żeli do golenia miałam już na wykończeniu, to skusiłam się również na piankę do depilacji marki Isana ( ok. 4 zł w promocji ).

     Po peeling do ciała musiałam wybrać się aż do Super - Pharmu ( do którego w ogóle mi nie po drodze ), ponieważ w Rossmannie ( jak dla mnie ) mają ich zbyt mały wybór. Tym razem skusiłam się na kosmetyk marki Joanna z serii Sensual ( ok. 6 - 7 zł ).



    W listopadzie na stronie ebay zamówiłam zestaw trzech maseczek z ekstraktem z ogórka. Paczuszka wyniosła mnie nie całe 13 zł. Oczywiście, nie płaciłam za koszty przesyłki :) Chwilowo użyłam jedną z maseczek i przyznam, że jestem zadowolona z efektu, jaki dała. Po jej zastosowaniu moja skóra była miękka w dotyku oraz dobrze nawilżona.

    W ramach tej serii są dostępne maseczki z m. in. ekstraktem z oliwek, pomidora czy... ziemniaka! ;)



    Na sam koniec ponownie "poszalałam" w Rossmannie ( tak, jestem uzależniona od tego sklepu ;) ). Jedyną moją zachcianką okazały się być patyczki zapachowe w wersji jabłkowej ( 4,99 zł ). Chwilowo czekają na swoją kolej w użytkowaniu, jednak jestem bardzo ciekawa ich zapachu! Z konieczności ( tja, tja ;) ) zakupiłam również szampon do włosów "Volume Sensation" marki Nivea ( 8,49 zł ), odżywkę w spray'u marki Shauma ( 7,99 zł ) oraz płyn do kąpieli o zapachu migdału i kokosu z Apartu( 6,49 zł ).


    I to by było na tyle! W tym miesiącu nie poszalałam na zakupach kosmetycznych. Jednak wiem, że to była cisza przed burzą. Zbliża się grudzień, a w nim m. in. Dzień Darmowej Dostawy ;)


A na co Wy skusiłyście się w ostatnim czasie?


Miłej nocki, Wasza A.

piątek, 3 października 2014

Projekt denko - wrzesień '14.

    Czas na co miesięczny projekt denko! Mam wrażenie, że we wrześniu zużyłam dość małą ilość produktów. Choć może tylko mi się tak wydaje ;) Zdenkowałam głównie produkty "kąpielowe". Korzystam z obecności wanny, ot co ;)


1. Hialuronowy płyn micelarny firmy Świt - pharma. - Jak zapewne kojarzycie - produkt ten znalazł się w moich ulubieńcach. Dobrze usuwał makijaż z twarzy, również z okolic oczu. Nie podrażniał skóry, nie wysuszał jej i nie pozostawiał na niej tłustej warstwy. Cudo :)

2. Tonik oczyszczająco - ściągający marki Kolastyna. - Przyznam, że byłam nawet zadowolona z owego produktu. Lekko matowił skórę, odświeżał ją i w ogóle jej nie przesuszał. Dodatkowo, jest dostępny w przystępnej cenie oraz jest wydajny. Niestety, nie zauważyłam żeby usuwał zaskórniki czy też zwężał pory.



3. Mus do ciała "Arbuzowe orzeźwienie" marki Apis. - Mam mieszane uczucia co do owego produktu. Niby posiada on przyjemny, lekko cukierkowaty zapach, nie pozostawia na skórze tłustej i nieprzyjemnej warstwy oraz jest wydajny. Jednak z drugiej strony, dość długo wchłania się w skórę, a nawilżenie jakie daje jest dość przeciętne...

4. Krem Nagoya Arganowy. - Kosmetyk ten musiałam wyrzucić, bo mi się przeterminował. Zużyłam prawie 2/3 opakowania - głównie jako mazidło do dłoni. Jednak nie byłam z niego zadowolona. Dawał uczucie złudnego nawilżania, dość długo wchłaniał się w skórę. Jedynie co mi się podobało to jego zapach ;)

5. Krem do rąk i paznokci z aloesem firmy Świt - Pharma. - Zaliczam go do grona przeciętniaków. Kosmetyk dość szybko wchłaniał się w skórę, nie pozostawiał na niej tłustej warstwy, ale nawilżenie, jakie dawał, było krótkotrwałe i trwało max. 2 - 3 godziny. Potem moje skóra na dłoniach ponownie była sucha.



6. Żel pod prysznic "Carambola" z Original Source. - Jest to moje pierwsze podejście do żeli owej marki i, niestety, chwilowo nie jestem do nich przekonana. Kosmetyk posiadał zbyt glutowatą konsystencję, słabo się pienił, a jego zapach był zbyt cukierkowaty i mdły. Spodziewałam się po nich czegoś lepszego.

7. Żel pod prysznic "Carambola Lambada" marki Balea. - Uwielbiam ten kosmetyk! W porównaniu do swojego poprzednika - jego zapach był przyjemny dla mojego zmysłu węchu - lekko słodki, owocowy. Żel dobrze się pienił, nie wysuszał skóry i umilał mi codzienną kąpiel.

8. Płyn do kąpieli "Golden Desire" marki Luksja. - Zapach tego produktu kojarzy mi się z jakimiś perfumami, które dość często wyczuwałam u kogoś z mojej rodziny w czasach dzieciństwa. Jest on dość intensywny, ale nie dusi podczas brania kąpieli. Płyn przy kontakcie z wodą tworzy dość dużą ilość piany, z czego jestem zadowolona. W przyszłości zapewne skuszę się na inny wariant tego produktu :)

9. Żel do mycia ciała i włosów dla dzieci marki Ziaja - Zakupiłam go, bo myślałam, że będzie odpowiedni dla mojej ( ostatnio bardzo wrażliwej ) skóry na głowie. Niestety, trycholog odradził mi go do stosowania w ramach mycia włosów. Z tego też względu zużyłam go jako... płyn do kąpieli :) Kosmetyk tworzył dość dużą ilość piany, miał łagodny zapach i nie wysuszał skóry.

10. Cukrowy peeling do ciała "Jagodowa muffinka" z Perfecty. - Bardzo polubiłam owy produkt - głównie za jego apetyczny zapach, który długo utrzymywał się na skórze! Jego działanie peelingujące określiłabym jako przeciętne - nie jest ani za słabe, ani za mocne. Można rzec, iż prawie w sam raz ;)

11. 100% naturalne mydło z borowiną i bursztynem maki MK Natural Cosmetics. - Jego opinia znajduje się tu.



12. Babeczki do kąpieli z Biedronki. - Na temat tych produktów powstanie osobna notka, więc nie będę się tu rozpisywać. Każda z nich ma podobne działanie, ale pod względem zapachowych polubiłam tylko jedną - truskawkową :)



13. Hipoalergiczny szampon do włosów marki Biały Jeleń. - Jego recenzja znajduje się tu.



14. Antyperspirant "Biorythm" marki Rexona. - Jest to tani i dobry jakościowo kosmetyk. Przyzwoicie chroni przed potem, nie brudzi ubrań czy też ciała. Dość często sięgam po produkty owej marki, co widać w moich denkach ;)



15. Wodoodporna maskara "Lash Color" marki IsaDora. - Jej recenzja znajduje się w tym poście.

16. Puder do twarzy "Affinitone" marki Maybelline. - Polubiłam owy kosmetyk. Dobrze utrwalał makijaż, matował skórę, nie podkreślał suchych skórek. Szkoda tylko, że był tak słabo wydajny. 

17. Nawilżająco - rozświetlający krem CC 8 w 1 marki Eveline Cosmetics. - Jego recenzja znajduje się tu.


18. Nawilżający krem arnikowy SPF 15 z serii "Arnica" marki Flos-lek. - Do tej pory zużyłam mnóstwo próbek owego kremu, więc mogę się o nim wypowiedzieć. Kosmetyk dobrze nawilża i odżywia skórę. Po jego zastosowaniu jest ona mięciutka w dotyku. Dodatkowo, produkt ten nie pozostawia na skórze tłustej warstwy, nie zapycha porów skórnych. Jego jedynym małym minusem jest fakt, że nie matuje on skóry. Ale nie można mieć wszystkiego ;)



Miałyście któryś z powyższych produktów? Jeśli tak to co o nim sądzicie?

Buziaki, Wasza A.


wtorek, 8 kwietnia 2014

Walka z maskowaniem cieni pod oczami! Pod lupą - korektor "Affinitone" marki Maybelline.

     Matka Natura obdarzyła mnie, niestety, dość ciemnymi i widocznymi cieniami pod oczami. Nie pomaga wysypianie się, stosowania okładów z rumianku. Taka już moja natura. Dlatego też staram się walczyć z cieniami na inne sposoby. A mianowicie - chowam je przed światem przy pomocy korektorów w płynie. 

     Nie każdy z korektorów radzi sobie dobrze z moimi cieniami. Niektóre kosmetyki jedynie rozświetlają te okolice, a inne delikatnie maskują. I nic więcej. A ja oczekuję od produktów tego typu jak największego krycia...

     Moim małym "wybawieniem" okazał się być korektor w płynie "Affinitone" marki Maybelline. Udało mi się go zakupić na promocji -40 % w Rossmannie w zeszłym roku i mam go aż do dziś :)



OPAKOWANIE:

     Korektor znajduje się w wąskim, plastikowym i drobnym opakowaniu o pojemności 7,5 ml. Posiada wbudowany aplikator w postaci gąbeczki, którym niesamowicie miło aplikuje się kosmetyk na skórę.


KONSYSTENCJA:

     Produkt posiada doś rzadką konsystencję o lekko beżowym zabarwieniu. Warto tutaj wspomnieć, iż mój korektor ma odcień 01 "Nude Beige". Jest to chyba najjaśniejszy kolor z całej gamy.



APLIKACJA:

     Jak już wcześniej wspomniałam - aplikacja tego kosmetyku jest niesamowicie miła i przyjemna. Gąbeczką nakładam korektor w okolice pod oczami i delikatnie wklepuję go w nią palcami. Następnie, utrwalam go odrobiną pudru.


WYDAJNOŚĆ:

     Produkt marki Maybelline używam od listopada zeszłego roku. Przyznam, że nie stosowałam go codziennie. Niekiedy pod moimi oczami nakładałam kosmetyk marki Lovely, który ( niestety! ) nie sprawdził się w ramach maskowania moich cieni pod oczami...

     A wracając do wydajności owego produktu ;) Korektor stosuję od 5 miesięcy, nie codziennie. Jednak wystarczająco często, by móc stwierdzić, iż jest to wydajny kosmetyk ;)




DZIAŁANIE:

     Jak zapewne pamiętacie - korektor ten, jakiś czas temu, był moim ulubieńcem. I to nie bez powodu ;) Uwielbiam go za jego działanie, wydajność i przystępną cenę. 

     Kosmetyk bardzo dobrze kryje cienie pod oczami, jednak nie tworzy przy tym efektu maski. Nie zbiera się w załamaniach skóry, a przede wszystkim -  w żaden sposób jej nie wysusza. Oczywiście, mówię to ja - osoba stosująca codziennie, pod makijaż, krem pod oczy. Nie wiem jakby to wyglądało w przypadku dziewczyn, które nie stosują owego produktu.

     W zależności od efektu, jaki chcemy uzyskać - możemy budować krycie owym korektorem. Jedna, cieniutka warstwa zapewni nam średnie krycie i lekkie rozjaśnienie skóry. Za to większa ilość produktu powinna zakryć nam cienie pod oczami - przynajmniej te dość ciemne ;)


     Powyżej przedstawiłam Wam efekt, jaki daje pod oczami mała ilość korektora "Affinitone". Skóra pod oczami jest lekko rozjaśniona, a pęknięta żyłka - zakryta. Im więcej produktu nałożymy, tym efekt będzie mocniejszy.


CENA:

20 zł


MOJA OCENA:

5 / 5


     Chwilowo korektor marki Maybelline jest moim faworytem wśród produktów tego typu. Oczywiście, mam zamiar testować też inne kosmetyki, które mają na celu zakrycie niedoskonałości znajdujących się na mojej twarzy. Przyznam, że jestem zaintrygowana korektorem "Pro Longwear" firmy MAC. Może któraś z Was go miała i może napisać - jak sprawdza się w okolicach pod oczami?


Życzę miłego dnia, Wasza A. :)

piątek, 4 kwietnia 2014

Marcowe, dość skromne, szaleństwo zakupowe.

     W pierwszy weekend kwietnia "pomęczę" Was postami na temat nowości kosmetycznych, które u mnie zagościły w ostatnim czasie, oraz zdenkowanymi produktami, które udało mi się zużyć. Mam nadzieję, że dzielnie to wytrzymacie ;)


     Już od jakiegoś czasu staram się kupować tylko te kosmetyki, które albo są na wykończeniu, albo wylądowały już w denkowej torebce. I przyznam, że dość dobrze trzymam się tego postanowienia ;) 



     Pierwsze zakupy poczyniłam w Rossmannie już na początku miesiąca. Mój puder z Catrice sięgał dna, więc musiałam znaleźć dla niego godnego zastępcę. Skusiłam się na produkt marki Maybelline ( ok. 16 zł ), a dodatkowo wrzuciłam do koszyczka antyperspirant Nivea ( ok. 8 zł ), szampon z Alterry ( ok. 6 zł ) oraz chusteczki nawilżane z Babydream ( ok. 5 zł ).



     Z okazji Dnia Kobiet skusiłam się na małe zamówienie w sklepie Lady Make Up. Głównym tego powodem był fakt, że w swojej kosmetyczce pozostały mi tylko 2 kremy BB i zero jakiegokolwiek podkładu... I tak oto w moje ręce wpadł kosmetyk "Satin Look" marki Vipera ( ok. 12 zł ), sławny już podkład "Make Up Cover" marki Dermacol ( 15 zł ) oraz pędzelek do cieni firmy La Rosa ( 12 zł ). 



     Przyznam, iż rzadko kiedy kupuję produkty marki Dove. Ich szampony podrażniają moją skórę na głowie, a większość żeli pod prysznic posiada mało wyróżniające się zapachy. I dlaczego nagle zmieniłam zdanie i zakupiłam aż 2 produkty owej marki? Po pierwsze, udało mi się znaleźć je w promocyjnej cenie. Żel kosztował bodajże 8 - 9 zł, a dezodorant 8 zł. A po drugie, urzekły mnie zapachy owych produktów. Jak jeszcze antyperspirant nieraz widziałam na sklepowych półkach, to żel był nowością dla moich oczu. I to cudownie pachnącą nowością ;)



     Jakiś czas temu, na moim profilu na facebook'u, poprosiłam Was byście zaproponowały mi jakąś ciekawą i dobrze spisującą się odżywkę do włosów w spray'u. Wiele z Was poleciło mi kosmetyki Gliss Kur. Nic chyba dziwnego, że to właśnie jedna z tych odżywek ( ok. 10 zł ) wylądowała w moim koszyku podczas zakupów w Hebe ;) Dodatkowo, już z czystej, kobiecej ciekawości, skusiłam się na suchy szampon z Batiste ( ok. 15 zł ) oraz maskę do włosów "Latte" ( ok. 5 zł ).



    A oto i moja wygrana z konkursu organizowanego przez Agę z bloga http://kobiecylajfstajl.blogspot.com/ . Kochana, jeszcze raz dziękuję za wszystkie kosmetyczne dobrocie i za cudowny liścik, który do nich dołączyłaś :* :)



     A na sam koniec zostawiłam pudełeczko PinkJoy, które doszło do mnie na początku tego tygodnia. Stwierdziłam, że nie zrobię osobnej notki na jego temat - już wiele dziewczyn co nieco o nim napisały :) Jeśli chodzi o mnie - mam trochę mieszane uczucia co do zawartości boxa. Żel pod prysznic, jak i dość spora próbka kremu do twarzy ujęły mnie za serducho. Jednak nie wiem co uczynię z eyelinerem z pędzelkiem oraz wysuszaczem. Używam wyłącznie eyelinery w pisaku, a o wysuszaczach po prostu zapominam przy malowaniu paznokci ;) No, ale - zobaczymy.


A jak prezentują się Wasze marcowe nowości?

Miłego weekendu, Wasza A.