Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dobre bo polskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dobre bo polskie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 20 kwietnia 2014

Dobre, bo polskie. Część III.

     Na samym początku chciałabym życzyć każdej z Was wesołych, zdrowych i spokojnych Świąt! Smacznego jajka i mokrego dyngusa :)


     Dzisiaj przychodzę do Was z postem z serii "Dobre, bo polskie". Jego tematem przewodnim będą produkty do pielęgnacji twarzy. O większości kosmetyków albo napisałam osobną notkę, albo wspominałam w ulubieńcach danego miesiąca. Jednak nie zaszkodzi napisać o nich raz jeszcze ;)
 


     Pierwszym produktem jest płyn micelarny marki Lirene, którego recenzja ukazała się w zeszłym roku. Kosmetyk ten wywarł na mnie duże wrażenie już przy pierwszym zastosowaniu. Bardzo dobrze usuwał makijaż - nie tylko z twarzy, ale również z oczu. Nie podrażniał skóry, nie wywoływał pieczenia. Czego chcieć więcej? ;) 

     Jego jedyną wadą był fakt, iż pozostawiał na skórze lepką warstwę. Jeżeli jednak ktoś, tak jak ja, po zastosowaniu płynu do demakijażu używa jeszcze żelu - nie powinien mieć z tym problemu :)



     Zapewne większość z Was miała możliwość używania kosmetyków marki Tołpa. Ich produkty są znane - niekiedy lubiane, a niekiedy wręcz odwrotnie. Ja zaliczam się do fanek ich nawilżającego kremu do twarzy z serii Hydrativ. Kosmetyk ten był dla mnie wybawieniem w lutym, kiedy to ogrzewanie spowodowało wysuszenie mojej skóry.

     Krem ten niesamowicie nawilżył moją skórę i złagodził wszelakie podrażnienia, które się na niej znajdywały. Dodatkowo, nie zapychał porów skórnych i nie powodował, by moja twarz świeciła się jak żarówka ;) Jest to polski produkt, który jest wart wypróbowania.



     Toniki marki Ziaja są znane i lubiane. Chyba najbardziej popularnym z nich jest tonik ogórkowy. Z tego co kojarzę - był to mój pierwszy w życiu tonik, do którego powracałam nieraz ;) Kosmetyk dostępny jest w przystępnej cenie i chyba w każdej możliwej drogerii czy też sklepie. 

     Produkt bardzo dobrze odświeża twarz i delikatnie ją nawilża. Nie pozostawia na skórze tłustej warstwy, rzekłabym, że wysycha w mgnieniu oka. Dodatkowo, kosmetyk łagodzi podrażnienia i sprawia, iż skóra staje się mięciutka w dotyku. Prawie jak pupa niemowlęcia ;)



     Jak może pamiętacie - jestem uzależniona od maseczek do twarzy ;) A ta, marki Perfecta, jest jedną z lepszych dostępnych w polskich sklepach. Jej cena jest przystępna, a wydajność - zadowalająca. Jak na saszetkę, oczywiście ;)

     Produkt wyraźnie zmiękcza naskórek i powoduje, że twarz staje się gładka i miękka w dotyku. Oprócz tego, jest ona również delikatnie zmatowiona - przez co idealnie nadaje się do zastosowania przed wykonaniem makijażu. Nie zauważyłam, aby kosmetyk zatykał moje pory skórne, a używałam jej nie raz ;)



     A teraz przedstawię Wam kosmetyk z BingoSpa. Firmy, o której zrobiło się dość głośno w blogosferze i to w negatywnym tego słowa znaczeniu. Lecz nie chciałabym tu i teraz oceniać firmy - ważniejsze jest to, że ich średni peeling błotny jest produktem dobrym pod względem jakościowym.

     Na pewno nie jest to dobry produkt dla osób z cerą wrażliwą, bo może ją podrażnić lub wywołać pieczenie. W moim przypadku - spisywał się doskonale!

     Kosmetyk ten bardzo dobrze oczyszcza i wygładza skórę. Nie straszne mu są zaskórniki czy resztka makijażu, która pozostała po niedokładnym demakijażu. Nie wysusza skóry, ale też jej nie nawilża. Jest to typowy zdzierak :) Jego cena również jest przystępna, a wydajność - zadowalająca. Chyba widać, że polubiłam owy peeling do twarzy :)



A może znacie inne polskie i dobre produkty do pielęgnacji twarzy?

Dobrej nocy, Wasza A.

piątek, 14 marca 2014

Dobre, bo polskie - część 2.

     Dzisiaj zapraszam Was na kolejny post z cyklu "Dobre, bo polskie". Postanowiłam przedstawić Wam pięć kosmetyków, które umilą kąpiel czy też prysznic niejednej z Was :) Są to produkty, które w większości opisywałam już na swoim blogu. Mimo to - umieściłam je w dzisiejszej notce :)



     Jest to jeden z żeli, który nie zachwyca owocowym czy też "jedzeniowym" zapachem. Jednak w żaden sposób nie podrażnia ani nie wysusza on skóry i nie wywołuje na niej żadnej alergii. Jest dla niej delikatny, a po jego zastosowaniu moje ciało było gładkie i miłe w dotyku. 

     Produkt ten nie zawiera alergenów, silikonów oraz sztucznych barwników, co jest jego kolejną zaletą. Jest również wydajny. Myślę, że jest to idealny kosmetyk dla dziewczyn o wrażliwej skórze oraz dla tych, które pragną małego odpoczynku od intensywnie pachnących żeli pod prysznic :) Więcej na jego temat możecie poczytać tutaj.



     Teraz przedstawię Wam peeling, który pokocha każda z Was lubiąca... arbuzy :) Zapach tego produktu jest zniewalający! Słodki, owocowy, orzeźwiający. Idealnie nadaje się na letnie, upalne wieczory. Na opakowaniu widnieje napis, iż jest to "żel peelingujący". Moim zdaniem, produkt ten lepiej zdziera martwy naskórek i intensywniej masuje skórę niż niejeden peeling! I pozostawia nasze ciałko gładkie i miękkie w dotyku :) A notkę na jego temat możecie znaleźć tu



     Następnym peelingiem, również firmy Joanna, który znalazł się w dzisiejszym zestawieniu jest wygładzający peeling do ciała z ekstraktem z oliwek. Nie musicie się martwić - kosmetyk ten nie pachnie jak typowe oliwki ;) Przyznam, iż nawet jest mi trudno określić jego zapach. Jest intensywny i przypomina mi nieco jakieś perfumy... Co tam zapach - ważniejsze jest jego działanie! A w tym przypadku, spisuje się doskonale. Dobrze masuje skórę, a przy tym ani trochę jej nie podrażnia. Zaliczyłabym go do grupy "silnych zdzieraków", a jak wiadomo - ja takie uwielbiam :) Osobna notka na jego temat znajduje się tutaj



     Te małe, poręczne peelingi zapewne zna każda z Was. Dostępne są w 4 wariantach zapachowych, więc każda z Was znajdzie zapach idealny dla siebie. Ja uwielbiam wersję "Figi i daktyle" oraz "Wiśnia i porzeczka".

      Opakowanie tych produktów może wyglądać niepozornie... Nic bardziej mylnego! Kosmetyki te należą do mocniejszych zdzieraków i bardzo mocno masują ciało. Jeżeli któraś z Was posiada skórę wrażliwą - odradzam stosowanie tego peelingu. A oto i notka na jego temat.



     Ostatnim dobrym i polskim kosmetykiem jest pierniczkowy peeling cukrowy do ciała z serii Sweet Secret firmy Farmona. Kosmetyk ten pachnie identycznie jak pierniczki, które można upiec w domowym zaciszu. Jego to idealne połączenie nut korzennych i słodkiego lukru. Mniam! ;)

     Jego działanie również jest zachwycające. Kosmetyk dobrze masuje i wygładza skórę. Pozostawia na ciele lepką warstwę, która nie każdej z Was może przypaść do gustu. Ja jestem skłonna wybaczyć to temu peelingowi - za jego wygładzanie i cudowny, świąteczny zapach :)


*****

Stosowałyście któryś z powyższych produktów? A może znacie inne polskie, a dobre produkty do kąpieli / pod prysznic?

Miłego weekendu, Wasza A.

niedziela, 23 lutego 2014

Dobre, bo polskie - część 1.

     W ramach małego urozmaicenia - postanowiłam wprowadzić na moim blogu cykl postów "Dobre, bo polskie". Jak zapewne pamiętacie, jakiś czas temu 'modny' był TAG o tym samym tytule. Ja postanowiłam zrobić z tego serię notek. Myślę, że wiele polskich firm posiada dużo perełek w swoim asortymencie. A ja mam zamiar je wyszukać ;)

     W każdym poście z tej serii będę przedstawiać Wam po 5 kosmetyków ( czy to tych z kolorówki, czy tych z pielęgnacji ), które zachwyciły mnie swoim działaniem. We wrześniu zeszłego roku przedstawiłam już 5 firm kosmetycznych oraz ich produkty, które sprawdziły się u mnie. Jeżeli jesteście ciekawe tych kosmetyków - notka znajduje się tutaj :)

     Dzisiaj przedstawię Wam 5 polskich kosmetyków z działu "kolorówka", które przypadły mi do gustu pod różnymi względami :)

     Podkład ten dokładnie zrecenzowałam w tym poście. Kosmetyk marki Bell idealnie sprawdził się na mojej mieszanej skórze. Matowił ją, lecz nie podkreślał suchych skórek, które się na niej znajdowały. Nie tworzył efektu maski, długo się na niej utrzymywał. Jego cena również zachęca do przetestowania. Za 8 - 10 zł dostaniemy podkład o dobrej jakości :)


     Bazę pod cienie marki Hean zapewne zna prawie każda z nas :) W małym słoiczku znajduje się kosmetyk, który przedłuża trwałość cieni oraz podbija ich pigmentację. Dzięki niej cienie utrzymują się na powiece cały dzień, a ich odcień jest o wiele bardziej intensywny. Baza jest tania i wydajna. Warto się na nią skusić :)



     Do grona moich ulubionych, polskich kosmetyków zalicza się również lakier piaskowy marki Lovely. Posiada on cudowny, intensywny odcień czerwieni, w którym zatopione są brokatowe drobinki. Produkt ten bardzo ładnie prezentuje się na paznokciach - nawet tych krótkich :) Jego cena również jest przystępna, a sam lakier można dostać w różnych wariantach kolorystycznych.



     Na sam koniec przedstawię Wam dwa tusze marki Lovely, które zawładnęły moim serduchem. Kosmetyk "Spectacular Me" dokładnie zrecenzowałam Wam w tym poście. Jak dla mnie - jest to tusz idealny! Ładnie wydłuża i pogrubia rzęsy, wyraźnie je podkręca. Dodatkowo, nie skleja rzęs i nie osypuje się w ciągu dnia. I to za cenę nie większą niż 10 zł ;)



     Drugi tusz marki Lovely, "Volume Booster", również stał się moim ulubieńcem. Tak jak jego poprzednik - bardzo ładnie podkreślał rzęsy. Dzięki niemu były one wydłużone i podkręcone - wyglądały o niebo lepiej niż bez niego! Jeżeli jesteście ciekawe jak tusz prezentuje się na rzęsach - zapraszam Was do tej notki :)

*****

     Jestem ciekawa - co myślicie o tego typu serii postów? Jakie są Wasze ulubione polskie kosmetyki? Podzielcie się swoją opinią :)

Buziaki, Wasza A.