Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ulubieńcy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ulubieńcy. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 5 marca 2015

Zimowy ulubieńcy kosmetyczny.

    W ostatnim czasie poznałam wiele nowych kosmetyków, jednakże mało który z nich zrobił na mnie na tyle pozytywne wrażenie, bym umieściła go w ulubieńcach kosmetycznych. Do większości testowanych przeze mnie produktów miałam jakieś "ale". Jednak, jakimś cudem, udało mi się zebrać dość skromną gromadkę, która zapewne nie raz zagości w moich kosmetycznych zbiorach.


    Jakiś czas temu, bodajże w grudniu, otrzymałam w pracy dość sporą paczkę kosmetyków marki Bielenda. Wśród nich znalazło się, m. in. serum i tonik z serii nawilżającej, którzy zostali moimi ulubieńcami. Pierwszy z kosmetyków - bardzo dobrze nawilżał skórę, łagodził podrażnienia, a dodatkowo delikatnie ją matował. Po jego zastosowaniu moja twarz była miękka w dotyku, a do tego dobrze odżywiona. Szkoda tylko, że serum to było tak słabo wydajne...

    Moja skóra polubiła również tonik z tej samej serii. Kosmetyk ten odświeżał i zmniejszał uczucie ściągnięcia skóry, jakie mam po zastosowaniu większości żeli do mycia twarzy. Może nie zauważyłam, aby produkt ten jakoś niesamowicie nawilżał skórę, ale na pewno jej nie podrażniał, nie uczulał i był wydajny.


    Wśród moich ulubieńców nie mogło zabraknąć duetu marki Farmona z serii Tutti Frutti. A mowa tutaj o wariancie "Jeżyna i malina". Oba te produkty mają zabójczy zapach. A pachną jak... malinowa mamba! Cudo! Zapach ten długo utrzymuje się na ciele, dzięki czemu przez parę godzin pachniemy słodko i przyjemnie ;)

    Dodatkowo, masło do ciała dobrze nawilża i wygładza skórę, która po jego zastosowaniu jest miękka i przyjemna w dotyku. Za to olejek wytwarza niesamowicie dużą ilość piany i rozprzestrzenia swój cudowny aromat po całej łazience. Nie ma to jak aromatyczna kąpiel z tym produktem :)


    Przypadła mi do gustu również pianka do golenia o zapachu jabłkowym marka Isana. Jak może kojarzycie - w ostatnich ulubieńcach wymieniłam również ten sam produkt, ale w wersji "Sensitive". Ten kosmetyk spisuje się tak samo dobrze jak jego poprzednik. Daje dobry poślizg maszynkom do golenia, łagodzi wszelakie podrażnienia. A do tego ma cudowny, jabłuszkowy zapach.

    Któż nie zna żelu pod prysznic z Isany, który na swoim opakowaniu ma postać uroczego pingwinka? ;) Ja zakochałam się w jego zapachu. Jest typowo zimowy, otulający. Lekko ciężki, ale nie duszący. Może nie jest to typowa wanilia, jak obiecuje nam producent, ale i tak przypadł mi on do gustu ;) Oczywiście, kosmetyk nie wysusza i nie podrażnia skóry.



    Czas na ostatniego ulubieńca, tym razem z kolorówki. W styczniu zawitałam do jednego z niemieckich miast - Goerlitz, gdzie wstąpiłam do znanej wszystkim drogerii DM. I tam oto, m. in. zakupiłam rozświetlacz w kulkach od P2. Niby jest to mały, niepozorny kosmetyk, a niesamowicie rozświetla skórę! Nie jest to "chamski", brokatowy błysk. Określiłabym go jako subtelny, perłowy połysk, który bardzo ładnie podkreśla szczyty kości policzkowych czy obszar nad łukiem brwiowym. Za jakiś czas na pewno napiszę o nim nieco więcej, obiecuję :)


A jak prezentują się Wasi ulubieńcy?


Buziaki, Wasza A.

poniedziałek, 22 września 2014

Kosmetyczni ulubieńcy wakacji '14.

     Chociaż wakacje już dawno minęły - ja jeszcze na chwilę do nich powrócę. A mianowicie - przedstawię Wam moich kosmetycznych ulubieńców, czyli produkty, które polubiłam i stosowałam bardzo często w okresie wakacyjnym.


    Chyba nikogo nie zdziwi, że wśród ulubieńców znalazł się produkt wręcz idealny do stosowania w okresie letnim - przyspieszacz do opalania marki Soraya. Stosowałam go za każdym razem, gdy wybierałam się nad jezioro czy też morze. Posiada przyjemny zapach, szybko wchłania się w skórę i, rzeczywiście, przyspiesza proces brązowienia się skóry.

     Przypadł mi do gustu również żel pod prysznic marki Balea z edycji letniej, limitowanej - "Carambola Lambada". Przede wszystkim polubiłam go za jego niesamowicie intensywny i owocowy zapach, który umilał mi codzienne kąpiele. Produkt nie wysuszał mojej skóry, był dość wydajny. Jego cena również jest przystępna. Szkoda tylko, że kosmetyki owej marki są dość trudno dostępne w Polsce :(

     Jeszcze jakiś czas temu nie rozumiałam fenomenu olejków do kąpieli z serii "Tutti Frutti" marki Farmona. A teraz? Sama pokochałam jeden z nich! ;) Urzekł mnie jego intensywny, brzoskwiniowy zapach, który wypełnia całą łazienkę w kilka sekund. Dzięki temu produktowi w mojej wannie powstaje naprawdę duża ilość pianki, której jestem miłośniczką :) Kosmetyk nie wysusza skóry, aczkolwiek nadaje jej bardzo przyjemny oraz owocowy zapach.




     W te wakacje polubiłam również serum do twarzy marki Yves Rocher. O tym kosmetyku powstanie osobna notka. Mimo to - napiszę o nim tutaj parę słów :) Produkt ten idealnie spisywał się w ciepłe, lipcowe oraz sierpniowe dni. Matował skórę, wygładzał ją, lecz jej nie wysuszał. Bardzo szybko wchłaniał się i nie pozostawiał na twarzy lepkiej warstwy. Stosuję go aż do dzisiejszego dnia i nie zdziwię się jak w przyszłości ponownie po niego sięgnę :)

     Hialuronowy płyn micelarny marki Świt - Pharma otrzymałam na Wrocławskim Spotkaniu Blogerek. Zaczęłam go stosować dopiero w okresie wakacyjnym i... żałuję, że nie sięgnęłam po niego wcześniej! Kosmetyk bardzo dobrze usuwa makijaż z twarzy oraz z okolic oczu. Nie podrażnia skóry, nie wysusza jej i nie pozostawia na niej lepkiej, nieprzyjemnej warstwy. Po mniej więcej 3 wacikach możemy cieszyć się czystą twarzą bez makijażu :)




     Przez ostatnie 3 miesiące namiętnie stosowałam jedną ze szminek marki Bell - "Glam & Sexy". Jest to kosmetyk o dość ciemnym kolorze. Jednakże bardzo ładnie i nie nachalnie nabłyszcza on usta, co bardzo mi się w nim podoba. Pomadka może i nie utrzymuje się zbyt długo na moich wargach, ale ładnie się na nich prezentowała - a to jest chyba najważniejsze :)

     W te wakacje zaczęłam stosować drugie opakowanie tuszu do rzęs "Magnetic Look" marki Eveline Cosmetic. I, o dziwo, dopiero teraz zakochałam się w tym kosmetyku ;) Po jego zastosowaniu moje rzęsy są wydłużone, dość dobrze pogrubione oraz podkręcony. Co najważniejsze, produkt nie skleja rzęs oraz nie osypuje się w ciągu dnia. Jestem z niego bardzo zadowolona i może za jakiś czas skuszę się na jego trzecie opakowanie :)

     Ostatnim ulubieńcem z kolorówki jest paleta cieni "Undress Me Too" marki MUA, do której powróciłam w okresie letnim. W jej opakowaniu znajdziemy 10 cieni w odcieniach beżowych, miedzianych czy też brązowych. Można z nich wyczarować nie tylko makijaż dzienny, ale również wieczorowy. Są to cienie dobrze napigmentowane, które dobrze utrzymują się na bazie. Ich cena również jest przystępna - za paletkę zapłacimy ok. 20 zł.




     I oto mój ostatni ulubieniec wakacji - perfumy "Heat Rush" od Beyonce. Jest to zapach typowo owocowy, słodki, idealnie pasujący do letniej aury. Długo utrzymuje się na mojej skórze, a jeszcze dłużej na ubraniach ;) Jest to już moja druga buteleczka owego kosmetyku. To chyba potwierdza jak bardzo lubię owy zapach :)


A jacy są Wasi wakacyjni ulubieńcy?


Buziaki, Wasza A.

środa, 4 czerwca 2014

Ulubieńcy maja '14.

    Maj minął mi w zastraszającym tempie. Chorowita majówka, częste wyjazdy w rodzinne strony, pisanie pracy magisterskiej, zajęcia na uczelni - tak mogłabym w skrócie opisać zeszły miesiąc. Oczywiście, udało mi się przetestować masę nowych kosmetyków, a szóstka z nich wylądowała wśród ulubieńców :)


     Za parę dni napiszę osobną notkę na temat peelingu do ciała z Love Me Green, więc teraz nie będę się za bardzo rozwodzić na jego temat. Produkt ten bardzo dobrze masuje i wygładza skórę, przy czym pozostawia ją delikatną i miękką w dotyku. Fakt faktem, pozostawia na ciele lekko oleistą warstwę, ale ( o dziwo! ) nie przeszkadza mi ona w ogóle ;) A do tego ten jego cudowny, owocowy zapach... Umila pielęgnację ciała, ot co ;) Szkoda tylko, że jego cena jest dość wysoka, a wydajność - raczej przeciętna. 

     Do tej pory nigdy nie stosowałam pianek do golenia marki Wilkinson. I... żałuję tego! Kosmetyk ten daje niesamowity poślizg podczas golenia, dzięki czemu nawet najtańsza golarka nie zrobi nam krzywdy ( tj. nie porani skóry ;) ). Oprócz tego, pianka ma przyjemny zapach, z łatwością spłukuje się ją z ciała oraz nie wywołuje ona alergii. Myślę, że jak za nie całe 6 zł - jest to produkt wart uwagi :)



     Serum "Sebo Vegetal" marki Yves Rocher zauroczyło mnie już od pierwszego zastosowania. Po pierwsze, ma bardzo przyjemny zapach i delikatną konsystencję. Po drugie, niesamowicie szybko wchłania się w skórę i nie tworzy na niej jakiejkolwiek tłustej warstewki. I po trzecie, najważniejsze, bardzo dobrze matuje skórę. Efekt ten, w połączeniu z dobrym kremem, podkładem i pudrem, utrzymuje się na mojej twarzy nawet do 6 - 8 godzin! Oczywiście, jeżeli temperatura nie jest zbyt wysoka. Przy 25 - 30 stopniach rzadko kiedy jakiś makijaż wygląda nieskazitelnie przez tak długi okres czasu ;)

     Ostatnio coraz częściej sięgam po antyperspiranty marki Dove. Jakiś czas temu zakupiłam chyba jakiś nowy wariant, który ( według producenta ) ma na celu opóźnienie wyrastania włosków pod pachami. Oczywiście, takiego efektu nie zauważyłam ;) Mimo wszystko - produkt niesamowicie dobrze chroni przed potem, nie brudzi ubrań czy też ciała, a do tego ma bardzo ładny i przyjemny zapach. Polecam! :)



     Tusz "Sexy Pulp" marki Yves Rocher mam w swojej kolekcji kosmetyków od bodajże roku. Leżał w koszyczku zapakowany w folię, aż do początku maja. A od tamtej pory używam go prawie codziennie! Kosmetyk ten niesamowicie wydłuża rzęsy oraz dodaje im objętości. Dodatkowo, delikatnie je pogrubia. Przyznam, że nawet jedna warstwa tego tuszu daje zadowalający efekt - przynajmniej dla mnie ;) Fakt faktem, jego cena może być dla części z Was dość wysoka ( ok. 50 zł ). Jest myślę, że raz na jakiś czas można się na niego skusić :)

     W maju na moich paznokciach najczęściej gościł lakier holograficzny nr 05 od Alle Paznokcie. Bardzo podoba mi się efekt, jaki daje w świetle słonecznym - mieni się chyba wszystkimi kolorami tęczy! ;) Jego trwałość również jest zadowalająca - produkt utrzymuje się na moich paznokciach około 5, niekiedy nawet 7 dni. Nie zdziwię się jak to będzie mój ulubiony lakier przez cały okres wakacyjny :)



A jak prezentują się Wasi majowi ulubieńcy?


Buziaki, Wasza A.

piątek, 16 maja 2014

Tak, tak - ulubieńcy kosmetyczni kwietnia ;)

    Jest połowa maja, a ja dopiero teraz przychodzę do Was z ulubieńcami kwietnia. Skleroza nie boli ;) Nie jest to zapewne pierwszy oraz nie ostatni raz, kiedy zapominam o produktach, które polubiłam w danym miesiącu. Chyba muszę zakupić sobie kalendarzyk oraz notować co i kiedy mam pisać na blogu ;) No, ale - zaczynajmy!


   To właśnie krem z rosyjskiej wersji pudełeczka PinkJoy wygrał w walce z kosmetykiem marki Sylveco o tytuł "Ulubionego kremu na dzień miesiąca kwietnia". Produkt ten niesamowicie nawilża skórę, pozostawiając ją delikatną i gładką w dotyku. Dodatkowo, matuje skórę - i to o wiele lepiej niż jego konkurent z Sylveco. I co najważniejsze - współgra z każdym możliwym podkładem. Obojętnie czy zastosuję ciężki i mocno kryjący Dermacol czy lżejszy krem BB marki Holika Holika. Krem spisuje się tak samo dobrze :)



   Przyznam, iż rzadko kupuję żele marki Dove. Jak dla mnie część z nich miała nieprzyjemne zapachy, a kilka, o dziwo, wysuszyło moją skórę. Jednak powyższy egzemplarz - podbił moje serducho ;)

   Kosmetyk, który urzekł moje serce, posiada 500 ml objętości i jest niesamowicie wydajny. Jego kremowa, wręcz aksamitna konsystencja sprawia, iż wystarczy nałożyć na dłoń / gąbkę jego niewielką ilość by umyć nim całe ciało. A jego zapach... to czysta rozkosz! Moim zdaniem jest to połączenie aromatu lodów pistacjowych z kwiatową nutą magnolii. Cudo! :) I, oczywiście, produkt nie wysusza skóry :)



   Peeling do ciała z olejkiem arganowym marki Paloma mogę zaliczyć do grona mocnych 'zdzieraków'. Bardzo dobrze masuje i przy tym wygładza skórę. Nie pozostawia przy tym tłustej i nieprzyjemnej warstwy, co jest jego niewątpliwą zaletą. Kosmetyk nie podrażnił mojej skóry, choć zapewne osoby z wrażliwym ciałkiem mogą być z niego niezadowolone :)

   Jego zaletą jest również dość dobra wydajność oraz zapach. Moim zdaniem jest to idealny produkt do stosowania w okresie jesienno - zimowym :)



   Nigdy nie pomyślałabym, że zapach tego typu przypadnie mi do gustu. Woda toaletowa marki Świt Pharma należy do grona zapachów dość ciężkich, intensywny i, jak nazwa produktu wskazuje, kwiatowych. Jak zapewne wiecie - jestem fanką perfum owocowych, dość słodkich. A mimo to, powyższy kosmetyk, spodobał mi się na tyle, by znaleźć się w ulubieńcach danego miesiąca.

   Woda toaletowa "Zmysłowa Magnolia" zaczarowała mnie od pierwszego powąchania. Jej zapach jest kobiecy, lecz moim zdaniem nadaje się głównie na wieczór. Jej trwałość nie jest aż tak powalająca - kosmetyk utrzymuje się na skórze co najwyżej cztery, w porywach do pięciu godzin. Mimo to - bardzo przypadł mi on do gustu :)




   Na koniec pozostawiłam znaną i, przez znaczną część dziewczyn, lubianą - pomadkę "Eliksir" marki Wibo w odcieniu 05. Posiada ona lekko beżowy odcień, który idealnie nadaje się do stosowania na co dzień czy też wieczorem do ciemnego makijażu oczu. Uwielbiam ten produkt przede wszystkim za przepiękne podkreślenie i nabłyszczenie ust. Pomadka nie wysusza ich, nie wchodzi w załamania. A do tego kosztuje ok. 8 - 10 zł. Aż żal nie skusić się choć na jeden produkt z tej serii ;)


Może miałyście któryś z powyższych produktów? Jeśli tak - to co o nim sądzicie?

Miłego weekendu, Wasza A. :)

czwartek, 3 kwietnia 2014

Ulubieńcy marca 2014 r.

     W marcu udało mi się przetestować dość dużą ilość nieznanych mi do tej pory kosmetyków. I część z nich na tyle mi się spodobała, że z chęcią zaliczyłam je do grona ulubieńców ostatniego miesiąca.


     Zacznę od dwóch ulubieńców z działu "pielęgnacja twarzy". Oba produkty miałam okazję wygrać w rozdaniu u Desire25. Łagodzące mleczko oczyszczające marki L'oreal idealnie spisuje się do demakijażu twarzy. Nie podrażnia skóry, nie pozostawia na niej tłustej warstwy i, co najważniejsze, ekspresowo usuwa z niej podkład, puder czy róż. Przyznam, że do tej pory nie przepadałam za mleczkami do demakijażu. A ten oto kosmetyk zmienił nieco moje zdanie na ich temat ;)

     Płyn micelarny z Biodermy stosuję tylko do usuwania makijażu z okolic oczu. I chyba nie jestem jedyną osobą, która była, jest i będzie z niego zadowolona ;) Kosmetyk skutecznie usuwa cienie, tusz do rzęs czy eyeliner. Przy okazji, nie podrażnia przy tym oczu i nie wysusza skóry wokół nich. Szkoda tylko, że jego cena jest dość wysoka...



     Do moich ulubieńców zaliczyłam również szampon z serii "Volume" firmy Chantal. Jest to produkt, który bardzo dobrze radził sobie z oczyszczaniem włosów i zwiększeniem ich objętości. Kosmetyk nie zwiększył tempa ich przetłuszczania się, nie wywołał u mnie łupieżu. Dodatkowo, jego cena jest bardzo przystępna. Jestem ciekawa innych szamponów owej firmy :)



     Polubiłam również odżywkę do włosów "Piwo i pszenica", którą znalazłam w rosyjskim pudełeczku PinkJoy. Kosmetyk ładnie nabłyszczał i wygładzał włosy, a do tego ułatwiał ich rozczesywanie. Szkoda, że jest tak trudno dostępny - z chęcią ponownie bym się na niego skusiła ;)



     Peeling do ciała z Joanny zachwycił mnie swoim cudownym, owocowym zapachem i niesamowitym wygładzeniem skóry. Nie zaliczyłabym go raczej do "mocnych zdzieraków", ale mimo to - nieźle masował skórę i w ogóle jej nie podrażniał. Do tego był nawet wydajny, o dziwo ;)



     Długo zastanawiałam się czy umieszczać tusz z Rimmela wśród moich ulubieńców. Kosmetyk bardzo dobrze wydłuża rzęsy, dość mocno je podkręca. Niekiedy wystarczy mi jedna warstwa owego produktu, by ładnie podkreślić swoje spojrzenie. Jednak trzeba nieco z nim uważać, bo tusz może sklejać rzęsy. Nie licząc tego - polubiłam owy kosmetyk :)



     Na sam koniec zostawiłam pędzelek, który zamówiłam na stronie Ebay. Kto by pomyślał, że takie cudo za 5 zł może tak dobrze się spisać ;) Produkt ten stosuję tylko do blendowania cieni i w tym przypadku radzi sobie doskonale! I piszę to ja, istota, która nie posiada zbyt dużych zdolności w malowaniu się ;)


Oczywiście, w poście nie uwzględniłam tych produktów - ulubieńców, które wymieniałam w poprzednich miesiącach. Nie widzę sensu, by się powtarzać ;)


A jakie kosmetyki Was zauroczyły w marcu?

Buziaki, A.

czwartek, 6 marca 2014

Ulubieńcy - luty 2014.

     Chyba zaczynam być mistrzynią w pisaniu krótkich i treściwych notek. Ostatni post zakupowy nie należał do najdłuższych. Dzisiejszy również "nie przerazi" Was dużą ilością zapisanych linijek czy też dodanych zdjęć ;)

     W dzisiejszym poście chciałabym przedstawić Wam moich lutowych ulubieńców. Nie jest ich dużo. Ba! Jest ich tylko trzy sztuki. Jednakże każdy z nich podbił moje serducho :)


     Peeling błotny do twarzy marki BingoSpa może odrzucać od siebie nieprzyjemnym zapachem i dość opornym zmywaniem z twarzy. Drobinki peelingujące potrafią "dzielnie" trzymać się skóry i nie jest im straszne płukanie wodą ;) Jednak to, co ten produkt robi z moją twarzą... Dawno nie miałam peelingu, który by tak dobrze oczyszczał i wygładzał skórę. Kiedy po raz pierwszy go zastosowałam - oniemiałam z zachwytu! Moja twarz była oczyszczona, miękka w dotyku i gładka ( jak pupa niemowlęcia ;) ). Kosmetyk ten może nie jest idealny ( o czym dowiecie się w najbliższym czasie w notce na jego temat ), ale i tak podbił moje serce :)

     Kolejnym moim ulubieńcem jest nawilżający krem odprężający z serii "Hydrativ" marki Tołpa. To właśnie on jest moim wybawcą w walce z suchą, podrażnioną skórą. Niekiedy stosowałam go 2 - 3 razy dziennie, kiedy miałam taką potrzebę. Kosmetyk nie zapycha moich porów skórnych, bardzo dobrze nawilża, koi skórę, łagodzi wszelakie podrażnienia, które się na niej znajdują. Może i jest nieco niewydajny ( w miesiąc zużyłam połowę tubki ), ale i tak jestem pewna, że zakupię go ponownie za jakiś czas :)

     Ostatni ulubieniec to nagietkowy tonik marki Ziaja. To dzięki niemu jakimś cudem udało mi się wykończyć piankę oczyszczającą z Iwostinu. A cóż on takiego robi? Kosmetyk ten idealnie koi, odświeża i eliminuje uczucie ściągnięcia skóry. Jedno pociągnięcie wacikiem, który jest nasączony tonikiem, a moja skóra odzyskuje dawny wygląd. Dodatkowo, produkt marki Ziaja jest tani i można go znaleźć w każdej drogerii. Polecam go z całego serducha :)


Miałyście któryś z powyższych kosmetyków? Co o nich sądzicie?

Wasza A.

poniedziałek, 10 lutego 2014

Styczniowi ulubieńcy - 2014.

     Standardowo, jak co miesiąc, przychodzę do Was ze spóźnionymi ulubieńcami kosmetycznymi. Zapewne większość z poniższych kosmetyków jest Wam dobrze znana :) Jestem ciekawa - co o nich sądzicie?


     Już niedługo na moim blogu pojawi się szczegółowa recenzja tego kosmetyku. Na chwilę obecną jest to jeden z lepszych korektorów, które potrafią zatuszować moje fioletowe cienie pod oczami. Produkt ten nie wysusza skóry, długo się na niej utrzymuje i rzadko kiedy zbiera się w zmarszczkach mimicznych ( robi tak głównie wtedy, gdy przez przypadek nałożymy go za dużo ). Uwielbiam go :)



     O tym produkcie wspominałam Wam jakiś czas temu. I nadal bardzo lubię go używać :) To właśnie on najczęściej gościł w styczniu na mojej twarzy. Krem BB marki Holika Holika zapewnia mi dość mocne krycie bez efektu maski, a do tego bardzo ładnie dopasowuje się do koloru mojej skóry. Więcej na jego temat możecie przeczytać tutaj :)



     W peelingu tym zakochałam się od pierwszego użycia! Jego zapach przypomina mi pierniczki, które moja mama upiekła na zeszłoroczne święta :) Oprócz tego, kosmetyk ten bardzo dobrze wygładza skórę i pozostawia ją delikatną i miękką w dotyku. Cudo!



     Zmywacz marki Isana jest znany niejednej blogerce. Ja skusiłam się na niego dopiero miesiąc ( może półtora miesiąca ;) ) temu. I nie żałuję! Produkt ten idealnie zmywał wszelakie lakiery, które gościły na moich paznokciach. Nawet te najciemniejsze. Oczywiście, nie radzi sobie zbyt dobrze z brokatem. Jednakże tego nie wymagam od żadnego zmywacza do paznokci ;)



     Ostatnim styczniowym ulubieńcem jest maść ochronna z witaminą A. Nie wyobrażam sobie zimy bez tego produktu. Maść ta idealnie łagodzi wszelakie podrażnienia, nawilża i odżywia skórę, a do tego przyspiesza regenerację naskórka. Najczęściej stosowałam ją w walce suchymi skórkami, które znajdowały się na mych ustach, oraz jako nawilżacz do dłoni. W obu przypadkach spisała się doskonale :)

*****

A jakie kosmetyki Was zauroczyły w styczniu?

Buziaki, Wasza A.

piątek, 3 stycznia 2014

Ulubieńcy grudnia '13.

     W zeszłym miesiącu post tego typu pojawił się bardzo późno, bodajże w jego drugiej połowie. Nie chcę, aby ta sytuacja się powtórzyła. Tak więc dziś przychodzę do Was z ulubieńcami grudnia :)


     Zacznijmy od kolorówki! W tym miesiącu namiętnie używałam jednego z lakierów piaskowych marki Lovely. Kosmetyk ten posiada intensywny, czerowny kolor, a dodatkowo zatopione jest w nim mnóstwo brokatowych drobinek. Produkt ten wspaniale prezentuje się na paznokciach - oczywiście, moim zdaniem :) Na początku, miałam dość duże problemy z jego zmywaniem. Jednak dzięki bazie "Peel - off" marki Essence - problem ten znikł jak za dotknięciem magicznej różdżki :)


     Wśród ulubieńców znalazł się też róż marki Catrice w cudownym odcieniu "Strawberry Frappucino". Tym kosmetykiem nie da się w ogóle narobić plam - chociaż nie wiem jakbyście się starały :) Jest on dobrze napigmentowany i bardzo ładnie podkreśla kości policzkowe. Tak naturalnie.


     Czas na kosmetyki do włosów! Wśród ulubieńców znalazł się szampon nadający blask i objętość z serii "Diamond Volume" marki Nivea. Już nawet nie będę wspominać o jakie cudownym, owocowym zapachu... ;) Produkt ten bardzo dobrze wpływał na wygląd moich włosów - wygładzał je, nabłyszczał i delikatnie zwiększał ich objętość. Dodatkowo, nie obciążał ich, nie zwiększał ich tempa przetłuszczania się. Szkoda, że wylądował już w denkowej torbie...


     Nie mogło tutaj zabraknąć maski arganowej 8 w 1 z Eveline Cosmetics. Bardzo dobrze spisywała się w połącznie z szamponem z tej samej serii, a z innymi produktami... jeszcze lepiej :) Maska ładnie nabłyszczała moje włosy, które dzięki niej wyglądały na bardziej zdrowe i zadbane. Nie obciążała ich, nie wywoływała łupieżu. Polecam! :)


     A teraz czas na mojego umilacza kąpieli, czyli żel pod prysznic o zapachu czekolady i pistacji z Yves Rocher. W tym przypadku doceniam w nim głównie jego słodki, zbyt rzeczywisty zapach czekolady z pistacją. Przyznam, że gdy go używałam to aż nie mogłam doczekać się wieczornego brania prysznica ;) A dla ciekawskich - żel nie wysuszył mojej skóry.


     Na sam koniec - dwa ulubione produkty marki Eveline Cosmetics. I, o dziwo, dwa peelingi :) Pierwszy z nich służy do pielęgnacji dłoni. Stosuję go mniej więcej raz na trzy dni. I dzięki niemu moja skóra jest gładka i przyjemna w dotyku. A krem ( po zastosowaniu peelingu ) wchłania się w dłonie jak szalony! :)


     A oto mój ostatni ulubieniec - wygładzający peeling do twarzy, również z Eveline Cosmetics. Na dzień dzisiejszy jest to mój ulubiony kosmetyk tego typu. Oczywiście, stoi on na równi z peelingiem do twarzy z Perfecty :) Produkt ten dobrze oczyszcza skórę, delikatnie ją wygładza i matuje. W żaden sposób jej nie podrażnia, chociaż drobinki są dość ostre. 


*****

I to by było na tyle! Jestem ciekawa - jacy są Wasi grudniowi ulubieńcy? :)

Wasza A.

sobota, 21 grudnia 2013

Prawie zapomniani, listopadowi ulubieńcy ;)

     Minęła ponad połowa miesiąca, a ja dopiero teraz przypomniałam sobie, że nie przedstawiłam Wam moich listopadowych ulubieńców. Skleroza nie boli ;) Żeby nie przedłużać - oto oni!


     O trójcy z serii Seboradin pisałam już Wam w tej notce. Uwielbiam te kosmetyki! Bardzo dobrze wpłynęły one na kondycję moich włosów i zmniejszyły ilość wypadających włosów. Żałuję, iż szampon oraz maska do włosów są tak mało wydajne. Jednakże - coś za coś ;) 



     Wśród ulubieńców znalazło się też miniaturowe mydełko do mycia twarzy Clinique. Jako jedyne z serii "3 kroków" sprawdziło się u mnie bardzo dobrze. A mianowicie, dokładnie oczyszczało skórę, nie wysuszało jej, nie powodowało uczucia ściągnięcia. Dzięki niemu moja skóra była matowa i gładziutka w dotyku. Szkoda tylko, że kosmetyk ten jest tak drogi...
 



      A oto maska do włosów z serii "Goodbye Damage!" marki Garnier. Okazała się bardzo dobrym zastępcą maski Seboradin. Kosmetyk bardzo dobrze wygładza włosy i wizualnie poprawia ich wygląd. A jego zapach dłuuuugo utrzymuje się na włosach. Lubię to :)



     No i na sam koniec - babeczka do kąpieli z Bomb Cosmetics! Już sam jej wygląd kusi do kupna, a co dopiero do jej wypróbowania. Sam kosmetyk dość długo rozpuszcza się w wodzie. Jednak wynagradza nam to wspaniałym zapachem, który roznosi się w całej łazience, oraz nawilżeniem ciała, dzięki olejkom znajdującym się w babeczce. Małe cudo!


A jacy są Wasi listopadowi ulubieńcy? 


Wasza A.

wtorek, 10 września 2013

Ulubieńcy sierpnia 2013!

Hej wszystkim!

   Mamy już 10 dzień września, a ja dopiero teraz przypomniałam sobie, że nie przygotowałam dla Was postu w moimi sierpniowymi ulubieńcami. Wstyd! ;)

   W sierpniu polubiłam standardową ( dla mnie ;) ) ilość kosmetyków. Przeważa tutaj pielęgnacja, jak zwykle :)


   Balsam SOS po opalaniu firmy Flos-Lek polubiłam od pierwszego użycia! Kosmetyk bardzo dobrze nawilżał i koił moją skórę, która w sierpniu dość często była poddawana dość intensywnemu opalaniu. Potem, kiedy słoneczka było już mniej, produktu używałam jako zwykły balsam do codziennego użytku. I byłam z niego bardzo zadowolona :)

   Złote serum wyszczuplające z Eveline Cosmetics było dla mnie niezastąpionym produktem w trakcie sierpniowych upałów. Kosmetyk idealnie chłodził moje ciało, co przy temperaturze 30 stopni było dla mnie zbawieniem :)


   W ulubieńcach nie mogło zabraknąć dwufazowego płynu do demakijażu oczu marki Flos-lek. Jest to jedyny produkt tego typu, który się u mnie sprawdził. Płyn idealnie zmywał makijaż ( nawet ten wodoodporny ), nie podrażniał moich oczu i nie pozostawiał na powiekach tłustej warstwy. Czyżby ideał? ;)


   Lakier MiniMax od Eveline Cosmetics w przepięknym, intensywnie malinowym odcieniu polubiłam tak bardzo, iż zabrałam go w swoją podróż do Londynu. Uwielbiam go za jego małą pojemność, w miarę oględną trwałość i przepiękny połysk.

   Odżywka Eveline Cosmetics "9 w 1" nie jest ideałem. Jednakże to właśnie dzięki niej moje paznokcie przestały się łamać i rozdwajać tak, jak to było w czasie używania odżywki marki Miss Sporty. 


   A oto mgiełka, w której zakochałam się od pierwszego powąchania - "Rome Honeysuckle Amore" z Bath & Body Works. Mam w planach przygotowanie o niej osobnej notki, więc tutaj nie będę się rozpisywać :) W skrócie, jest to mgiełka idealna na lato - słodka, intensywna i, o dziwo, dość długo utrzymująca się na ciele i ubraniach.



   Na koniec pozostawiłam kolorówkę. W zeszłym miesiącu namiętnie używałam pomadki w kredce marki Bourjois w kolorze 03 "Orange Punch" oraz nabłyszczającej pomadki Catrice w odcieniu 200 "Get The Nudes Paper!". Oba kosmetyki bardzo przypadły mi do gustu - z łatwością rozprowadzały się na ustach i ładnie je podkreślały. 

*****

    A jak prezentują się Wasi sierpniowi ulubieńcy? ;)

Wasza A.

sobota, 3 sierpnia 2013

Ulubieńcy kosmetyczni lipca '13.

Hej dziewczyny!

   Już od trzech dni możemy cieszyć się miesiącem jakim jest sierpień. A ja, standardowo, dopiero teraz przychodzę do Was z postem o moich lipcowych ulubieńcach ;) Aby nie przedłużać - oto oni!

PIELĘGNACJA:


    W lipcu moim serduszkiem zawładnął duet z Joanny do depilacji, który otrzymałam na czerwcowym spotkaniu blogerek. Żel do golenia ma bardzo przyjemną w dotyku konsystencję, dobrze rozprowadza się na wilgotnym ciele i pozwala na precyzyjne usunięcie włosków przy pomocy maszynki. Za to krem - ma przyjemny zapach, bardzo dobrze nawilża skórę i łagodzi wszelaki podrażnienia, które pojawiły się w wyniku depilacji.

   Płyn micelarny z Be Beauty zapewne zna każda z Was ;) Ja skusiłam się na niego dopiero wtedy, gdy dowiedziałam się, iż mają wycofywać go z Biedronki. Kupiłam, użyłam i... jestem nim zachwycona! Kosmetyk dobrze usuwa makijaż ( nawet ten z oczu ), nie podrażnia skóry i nie pozostawia na niej lepkiej warstwy. A do tego jest śmiesznie tani.

   Żel do mycia twarzy marki Nivea udało mi się zakupić za nie całe 9 zł w Biedronce. Kilka lat temu używałam matującego kremu do twarzy z tej samej serii, więc stwierdziłam, iż ten produkt też może się u mnie sprawdzić. I tak właśnie się stało :) Żel dobrze oczyszczał moją skórę z wszelakich zanieczyszczeń i resztek makijażu, nie powodował uczucia ściągnięcia ani wysuszenia skóry. Oprócz tego, moja twarz była dobrze zmatowiona i gładka w dotyku. Szkoda tylko, że jest tak kiepsko wydajny...

   Ostatnim ulubieńcem z pielęgnacji jest peeling do ciała z serii Tutti Frutti marki Farmona. Wybrałam wersję "Figi & daktyle". Jestem pozytywnie zaskoczona działaniem tego produktu! Jest to jeden z lepszych zdzieraków, które miałam możliwość używać do tej pory. Dzięki niemu moja skóra jest gładka i delikatna w dotyku, a do tego bajecznie pachnąca! 

KOLORÓWKA:

   
    O produkcie marki Rimmel wspominałam Wam już w TYM poście. Jeżeli chcecie dowiedzieć się o nim czegoś więcej to zapraszam do recenzji :) 

    Ostatni ulubieniec, czyli matujący podkład marki Bell. Zakupiłam go w Biedronce za nie całe 9 zł i pokochałam od pierwszego użycia. Jest to jeden z niewielu kosmetyków tego typu, który naprawdę matowi moją skórę i to nawet w upalne wieczory. Podkład ładnie dopasowuje się do kolorytu mojej skóry i utrzymuje się na niej niekiedy nawet cały dzień. 

*****

  A jacy są Wasi lipcowi ulubieńcy? :)

sobota, 13 lipca 2013

Ulubieńcy czerwca.

Hej wszystkim!

   Tak, tak - jest już 13 dzień kolejnego, wakacyjnego miesiąca, a ja dopiero teraz piszę o swoich czerwcowych ulubieńcach ;) Post ten ukazuje się nieco później niż na początku zamierzałam - głównie przez mój wyjazd do rodzinnego domu. Nie będę już przedłużać - zaczynamy :)

   Na sam początek chciałabym pokazać Wam 3 produkty, które już niestety wylądowały w moim ostatnim projekcie denko.


   Pierwszym z nich jest żel pod prysznic o zapachu kawy z Yves Rocher. Uwielbiałam go za jego zapach, kremową konsystencję i o lekkie nawilżenie, które dawał mojej skórze. Szkoda tylko, że tak szybko mi się skończył... Mimo wszystko - jeszcze nie raz do niego powrócę :)


   Drugim, zużytym już, ulubieńcem jest peeling gruboziarnisty z Perfecty. Byłam zaskoczona nie tylko jego dość dużą wydajnością ( kosmetyk ten wystarczył mi na ok. 4 - 5 użyć ), ale również jego dobrymi właściwościami peelingującymi. Dzięki niemu moja skóra była bardzo dobrze oczyszczona, wygładzona i matowa przez długi okres czasu.

    W ulubieńcach nie mogło też zabraknąć maseczki z serii "Siarkowa Moc" z Barwy. Może i jej zapach nie należy do najprzyjemniejszych, ale za to jej działanie jest wręcz zachwycające! Produkt bardzo dobrze oczyszcza i matuje skórę. Maseczka ta jest prawie tak samo dobra jak maseczki marki Ziaja ;)


   Czas na część ulubieńców, którzy jeszcze dzielnie stoją na mojej półeczce ;)

     Żel pod prysznic o zapachu nektarynki i kokosa marki Balea znalazł się wśród ulubieńców głównie z powodu swojego przepięknego zapachu. I faktu, iż nie wysusza on skóry tak jak jego poprzednik w wersji tropikalnej.

    Szampon do włosów "Moc i blask" marki Timotei bardzo dobrze oczyszcza włosy, a do tego nadaje im niesamowitej miękkości i gładkości. Oprócz tego, jest niesamowicie wydajny i ma bardzo ładny zapach, który umila mi codzienne mycie moich kłaczków :)

   Do tej pory jakoś nie byłam przekonana do kosmetyków pielęgnacyjnych marki Oriflame. Krem z serii "Oxygen Boost" do cery tłustej zmienił moje zdanie o tych produktach. Kosmetyk bardzo dobrze nawilża i matuje skórę na wiele godzin. Do tego nie zapycha porów skórnych, co jest jego niewątpliwą zaletą :)

    Puder do twarzy "Stay Matte" z Rimmela zakupiłam podczas jednej z rossmanowskich promocji - i nie żałuję tego! Kosmetyk bardzo dobrze matuje skórę, nie ściera się ze skóry i nie podkreśla suchych skórek. Jedyne co mnie martwi to jego już dość duże, widoczne denko. A używam go bodajże tylko od miesiąca...

   Lip Tint marki Bell w odcieniu nr 11 zakupiłam w Biedronce. Z tego co wiem to różni on się nieco od tradycyjnych Lip Tintów tej marki, które można dostać w drogeriach za nieco wyższą cenę. Mimo wszystko - bardzo polubiłam ten produkt. Można ładnie stopniować nim nasycenie koloru na ustach, a do tego jest najtrwalszy z wszystkich błyszczyków i pomadek, które posiadam w swojej kolekcji :)

    Przed ostatnim ulubieńcem jest rozświetlacz w płynie "High Lights" z Technic. Jest to mój pierwszy kosmetyk tego typu, więc nie mam żadnego porównania ;) Mimo wszystko - rozświetlacz bardzo ładnie podkreśla moje kości policzkowe i utrzymuje się na nich przez cały dzień. 

   Wśród ulubieńców nie mogło zabraknąć brzoskwiniowego balsamu do dłoni marki BingoSpa. Już parę razy o nim wspominałam, ukazała się o nim osobna recenzja, więc nie będę Was tutaj 'zanudzać' szczegółami na jego temat ;) Po prostu - uwielbiam go!

*****

   W zeszłym miesiącu dość dużo kosmetyków przypadło mi do gustu - co możecie zauważyć na powyższych zdjęciach. I jestem pewna, że jeszcze nie raz do nich powrócę :)

A jakie kosmetyki Wam przypadły do gustu? ;)

Buziaki, A. :)