Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bell. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bell. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 5 maja 2015

Szał zakupów - kwiecień 2015.

    Tegoroczny kwiecień na pewno wyróżni się u mnie ilością zakupów, jakie poczyniłam. Nagle wszystko zaczęło mi się kończyć, wzrosła ilość moich kosmetycznych zachcianek. Przyznam, że źle odbiło się to na moim portfelu ;) Parę razy zahaczyłam o Rossmann, udało mi się nawet zajść do Hebe. Jednak to nie wszystko - przez co ilość moich zakupów jest dość przerażająca. Jednak nie przedłużam - zaczynajmy!

    Jeszcze pod koniec marca zahaczyłam o sklep Yves Rocher. Dzięki ulotce, jaką otrzymuję od firmy raz w miesiącu, mogłam zakupić jeden wybrany przez siebie produkt tańszy prawie o połowę, a do tego otrzymałam krem do rąk w ramach gratisu. Jako że skończył mi się mój krem na noc - skusiłam się na żel nawilżający z serii Hydro Vegetal. I stał się on moim ulubieńcem ;)


    Na samym początku maja dwukrotnie skusiłam się na zakupy w drogerii Rossmann. Za pierwszym razem do zakupowego koszyczka dodałam tylko dwa produkty, a mianowicie bronzer do twarzy marki Bell ( ok. 15 zł ) oraz nowy żel pod prysznic marki Isana ( 2,99 zł ). Do tej pory nigdy nie stosowałam produktów brązujących twarz. Z tego też względu stwierdziłam, iż czas przełamać się, kupić jakiś bronzer i nauczyć się nim konturować. Na razie użyłam go tylko raz, ups ;)


    Za drugim razem uzupełniłam swój zapas płynów do kąpieli. Wybrałam "Diamentową kąpiel" od marki Apart ( 9,99 zł ) oraz kosmetyk tego typu od Isany ( ok. 4 - 5 zł ). Dodatkowo, zakupiłam chusteczki oczyszczające marki Tami. Nie widziałam ich w innych drogeriach kosmetycznych, więc możliwe, iż jest to nowość. W małym, plastikowym opakowaniu znajdowała się próbka kremu CC od Bell. Zapłaciłam tylko za ten podróżny słoiczek :)


   Udało mi się dostać również nowe żele pod prysznic marki Balea. Każdy z nich kosztował 5,00 zł. Jeżeli jesteście z Wrocławia - znajdziecie je na Hali Targowej "Gaj" :)



    Jeszcze zanim było wiadomo o wielkiej promocji na kolorówkę w takich drogeriach jak Rossmann czy Natura - skusiłam się na parę tego typu produktów w Hebe. Do mojego zakupowego koszyczka wpadł m. in. żel do brwi oraz kredka marki Catrice ( koszt nie większy niż 8 zł, chyba ;) ), tusz do rzęs "Maximum Definition" ( ok. 12 - 13 zł ) od Essence i róż "Illuminating Blush" również marki Catrice ( ok. 15 zł ). Chwilowo używałam pierwsze 3 kosmetyki i z każdego jestem zadowolona - w mniejszy lub większy sposób ;)

    Oprócz kolorówki, skusiłam się też na produkty pielęgnacyjne. Z podkulonym ogonem wróciłam do odżywek w spray'u marki Gliss Kur ( ok. 10 zł ). Ta od Shaumy nie zrobiła niczego dobrego z moimi włosami. Dodatkowo, zakupiłam dwa peelingi - jeden do twarzy, enzymatyczny ( ok. 10 zł ), marki Purederm, a drugi do całego ciała, ananasowy, od Joanny ( ok. 9 zł ). Krem nawilżający marki Ziaja ( ok. 10 zł ) kusił mnie już od dłuższego czasu. Wiele osób go zachwalało, więc i ja chciałam przekonać się o jego działaniu. A chusteczki nawilżane Tami ( ok. 4 zł ) zakupiłam, standardowo, do przecierania kurzu czy resztek makijażu z ręki ;)



    Mniej więcej w połowie miesiąca ponownie wybrałam się do sklepu Rossmann. Tym razem zakupiłam kosmetyki, które naprawdę były mi potrzebne. Tj. ich następcy albo wylądowali już w denkowej torbie, albo byli na wykończeniu. Jedynym dodatkiem do tych zakupów okazał się być matujący krem marki Bielenda, który kosztował mnie... 5,49 zł. I to tylko przez uszkodzenie kartonika, w który był zapakowany. Reszta jest w porządku, a data przydatności - aż do 2017 roku.

    Nie licząc tego produktu, zakupiłam najnowszy krem pod oczy marki AA z serii Hydro Algi ( ok. 14 zł ), żel do mycia twarzy z Lirene ( ok. 10 - 11 zł ), piankę konwaliową do golenia ( ok. 5 zł ) oraz dwupak antyperspirantów z Dove ( 13,99 zł ).



    Jakiś czas temu w sklepie Carrefour można było dostać maseczki Montagne Jeunesse w cenie 3,99 zł za sztukę. Nie byłabym sobą, gdybym nie kupiła choćby kilku sztuk ;) Wybrałam 4, aczkolwiek wszystkie czekają na swoje użycie. Dodatkowo, skusiłam się na jeden z najnowszych wariantów antyperspirantu Fa ( 5,99 zł ) o zapachu zielonej herbaty.



        Jako wielka fanka wosków Yankee Candle - wybrałam się po ich nowości z najnowszej serii. Udało mi się dostać je w cenie 6 zł za sztukę. Dodatkowo, wybrałam jedną tartę z Craft and Beauty ( 8 zł ) o zapachu pudrowych cukierków.



    W drugiej połowie miesiąca ponownie wybrałam się do Hebe. Głównym celem tych zakupów były gumki do włosów Invisibobble. Wiele blogerek, jak i moje koleżanki z pracy, bardzo je zachwalały, więc postanowiłam skusić się na ich zestaw ( 15 zł za 3 gumki ). Serum do twarzy z L'biotici oraz antyperspirant marki Nivea kupiłam za namową pani kasjerki. Przy zakupie dwóch produktów znajdujących się przy kasach - otrzymywało się torebeczkę upominków od marki Hebe. Cóż, myślałam, że znajdę w niej coś ciekawego. A w jej wnętrzu znalazłam... tylko próbki kremów i perfum. Tak, jestem zawiedziona ;) Przynajmniej wiem na przyszłość, by nie ulegać tego typu promocjom. 


    Zakup kolorówki w Rossmannie, jak i moją wizytę w salonie Kiko opiszę Wam w kolejnym poście. Na dzisiaj - chyba już wystarczy tych nowości ;)


Miałyście któryś z powyższych kosmetyków? Co o nich sądzicie?



Miłego dnia, Wasza A.

środa, 3 grudnia 2014

Ile warta jest moja twarz?

    Jakiś czas temu zostałam zaproszona do TAG-u "Ile warta jest moja twarz?" przez Lilę z bloga Kobieca Strefa. Już od jakiegoś czasu zastanawiałam się nad zrobieniem takiego postu u siebie, a Lila przyspieszyła wdrożenie tego pomysłu w życie. Dziękuję! ;) ;**


    Celem tego TAG-u jest przedstawienie kosmetyków kolorowych, jakie stosujemy u siebie. Zauważyłam, że dość sporo dziewczyn pokazuje wszystkie produkty kolorowe, jakie używała w ostatnim czasie. Ja jednak postanowiłam nieco ograniczyć ich ilość i przedstawię Wam tylko te, jakie stosuję najczęściej. Czyli codziennie lub prawie codziennie ;)



    Makijaż twarzy rozpoczynam od nałożenia bazy. Oczywiście, nie stosuję jej codziennie. Po pierwsze, na co dzień nie potrzebuję maksymalnego utrwalenia makijażu. Po drugie, bałabym się, że mogłaby ona zapchać moją skórę. Chwilowo stosuję bazę marki Jane Iredale ( 195 zł ), o której napisałam oddzielną notkę ( klik ). Następnie na twarz nakładam podkład. Od 10 listopada non stop stosuję ten marki Maybelline - "Affinitone" ( 27 zł ). Może i ma rzadką konsystencję, ale dość dobrze kryje drobne niedoskonałości, matuje skórę, lecz jej nie wysusza.

    Do tuszowania niedoskonałości stosuję dwa produkty - podkład Dermacol ( 15 zł ) oraz korektor "Under Eye Brightener" marki Missha ( ok. 25 zł ). Oba te kosmetyki recenzowałam, więc więcej na ich temat możecie poczytać w podlinkowanych przeze mnie notkach :) W skrócie - pierwszy z nich stosuję głównie jako korektor na niedoskonałości. Jego krycie jest bardzo dobre ( potrafi ukryć nawet pieprzyki na twarzy ). Jednakże stosowany na całą twarz potrafi stworzyć efekt maski. Korektor marki Missha stosuję tylko pod oczy. Maskuje on cienie na dobrym poziomie, długo utrzymuje się na skórze, nie wysusza jej. 

    Do utrwalenia makijażu stosuję puder "Babyface powder" od It's Skin ( ok. 30 zł ). Na początku nie byłam zadowolona z owego produktu. Jakoś nie potrafił współpracować z podkładami, jakie używałam w październiku czy na początku listopada. Jednak sytuacja zmieniła się, gdy zakupiłam kosmetyk marki Maybelline. Razem z pudrem It's Skin stworzyły zgrany duet! Makijaż jest dobrze utrwalony, skóra zmatowiona. Czego chcieć więcej? ;)

     Muszę stwierdzić, iż chyba mam szczęście do kupowanych przeze mnie róży. Większość z nich dobrze się u mnie spisywała, dzięki czemu mogły one znaleźć się w ulubieńcach danego miesiąca. Zapewne kosmetyk marki Astor również się tam znajdzie ;) Róż z serii "Skin Match" ( 38 zł ) zakupiłam podczas ostatniej promocji w Rossmannie i już jestem z niego bardzo zadowolona. Pięknie podkreśla kości policzkowe, jest dobrze napigmentowany i długo utrzymuje się na skórze. Tworzy bardzo udany duet z rozświetlaczem marki Technic - "High Lights" ( 10 zł ). 



    Mój makijaż oczu wygląda codziennie prawie tak samo. Zapewne dla większości z Was okaże się on nudny czy zwyczajny, ale ja nie lubię malować się zbyt wyzywająco do pracy ;) 


    Od kilku miesięcy męczę dwie palety cieni - marki MUA ( 20 zł ) oraz Lovely ( 12 zł ). Jak możecie zauważyć - przez prawie półtora roku udało mi się wykorzystać dość sporą ilość kosmetyków. Na całą powiekę nakładam zazwyczaj beże lub jasną szarość, a w zewnętrzny kącik ciemne brązy lub rzadziej czerń. Myślę, że cienie z obu paletek są dobrze napigmentowane, bez problemowo blendują się ze sobą i z bazą długo utrzymują się na powiekach.



    Do podkreślenia linii rzęs stosuję czarną kredkę marki Lovely ( 7 zł ). Mimo niskiej ceny - nie jest taka zła. Jest miękka, nie rani skóry, dość długo się na niej utrzymuje. Jednak nie jest wodoodporna - uprzedzam ;) Jeśli chodzi o bazę na powieki - chwilowo jest nią dla mnie mleczna kredka marki NYX ( ok. 20 zł ). Jeżeli pamiętacie - jakiś czas temu znalazła się ona w moich ulubieńcach. Dalej ją lubię i zastanawiam się nad kupnem innych jej odcieni :)



    Obecnie moim ulubionych, a do tego tanim, tuszem do rzęs jest "Magnet Look" z Eveline Cosmetics ( 12 zł ). Jego pierwsze opakowanie nie zrobiło na mnie zbyt dużego wrażenia. Jednak przy drugim - zakochałam się w nim! Ładnie wydłuża i podkręca rzęsy, lekko je pogrubia, nie osypuje się, nie podrażnia oczu. Cudo! :)

     Do podkreślenia brwi stosuję... kredkę do oczu, również z Eveline Cosmetics ( 11 zł ). Według producenta - powinna ona nadawać się do rysowania kresek na powiekach. Jednak w tym przypadku nie spisuje się ona dobrze. Co innego jak użyję ją do podkreślenia brwi ;) Uzyskany efekt wygląda naturalnie i nie nachalnie, czyli tak jak lubię.


    Czas na ostatni etap w makijażu dziennym, czyli malowanie ust. Jest to jedyny dział, gdzie nie umiałam wybrać tylko jednego produktu ;) Wśród "wybrańców" znalazł się tint w odcieniu nr 1 marki Bell ( 11 zł ), szminka w kolorze J62 marki Joko Cosmetics ( 20 zł ) oraz szminka z serii Rouge Caresse w odcieniu "Dating Coral" marki L'oreal ( 43 zł ). Na dole przedstawiłam jak ich kolory prezentują się na dłoni ( kolejność taka sama jak je wymieniałam ;) ).



Podsumowując - ile warta jest moja twarz?

469 zł


    Czy to dużo, czy mało - oceńcie same ;) Większa część tej kwoty to cena bazy Jane Iredale, którą stosuję kilka razy w tygodniu. Reszta produktów należy do średniej i niskiej półki cenowej. Nie zawsze tanie znaczy złe :)


A do TAG-u zapraszam :






Ile warta jest Wasza twarz? ;))

piątek, 14 listopada 2014

Pomadki idealne na jesień.

    Jakiś czas temu na moim blogu pokazałam Wam lakiery oraz cienie, które ( moim zdaniem! ) idealnie nadają się do stosowania jesienną porą. Dzisiaj przedstawię Wam szminki, które najczęściej stosuję o tej porze roku.


    Ponownie wybrałam tylko 3 produkty - co za dużo, to nie zdrowo ;) Wśród "wybrańców" znalazły się pomadki do ust takich firm jak Bell oraz Joko Cosmetics. Jeden z tych kosmetyków jest tak zwanym tintem - czyli pomadką w płynie, której kolor na długo pozostaje na naszych ustach.

     

    Od lewej strony przedstawiłam pomadkę Glam & Sexy marki Bell, szminkę od Joko Cosmetics oraz tint, również marki Bell.


     A jak prezentują się one na ustach?




    Pierwsza pomadka posiada odcień nr 40 i pochodzi z serii "Glam & Sexy" od marki Bell. Jakiś czas temu, a mianowicie we wrześniu 2013 roku, pojawiła się jej recenzja w poście zbiorowym dotyczącym testu szminek nabłyszczających. Notkę można znaleźć pod tym linkiem ;)

     Kolor owej pomadki, w zależności od ilości nałożonych warstw, albo jest delikatnie różowy jak landrynka albo soczysty jak malinka. Kto co lubi :) Szminka bardzo ładnie nabłyszcza usta i w ogóle ich nie wysusza. Nie zbiera się w załamaniach, jednak jej trwałość określiłabym jako przeciętną. Jeżeli ktoś nie lubi poprawiać makijażu ust co godzinę lub dwie ( a koniecznie chce mieć pomalowane wargi ) to raczej odradzam zakup tego kosmetyku.

     Mimo kiepskiej trwałości - jestem zadowolona z efektu, jaki daje owa szminka na ustach. Jest on nienachalny i na pewno nie tandetny. Słowem "tandeta" określiłabym, co najwyżej, jej opakowanie ;)






     Drugą pomadką, która moim zdaniem idealnie nadaje się do stosowania jesienną porą, jest J62 od Joko Cosmetics. Prezentuje się ona na dłoni, jak i na ustach, tak samo. Jak dla mnie - zawiera ona lekko brzoskwiniowe pigmenty. Jest dobrze kryjąca i dość długo utrzymuje się na ustach. Po około 3 - 4 godzinach potrzebne są małe poprawki ;) Dodatkowo, nie podkreśla suchych skórek, nie zbiera się w załamaniach. 

     Według producenta - kosmetyk w swoim składzie zawiera masło shea. I może coś w tym jest? Kiedy mam na ustach ową szminkę to mam wrażenie, że są one nawilżone i zadbane. Ciekawe czy to tylko moje złudne uczucie... ;)

     




   Ostatnim wyróżnionym przeze mnie produktem jest tint marki Bell w odcieniu nr 1. Uwielbiam czerwienie na ustach - obojętnie jaka jest pora roku. Z tego też względu nie mogło jej zabraknąć w dzisiejszym poście ;)

    Spośród wyróżnionej przeze mnie trójki - to właśnie ten kosmetyk charakteryzuje się największą trwałością. Na początku - efekt przypomina raczej zastosowanie błyszczyka. Po jakimś czasie ( czyli po paru gryzach jedzenia czy paru łykach napoju ;) ) nabłyszczenie znika, ale na ustach nadal pozostaje krwisto czerwony odcień. I utrzymuje się on jeszcze przez parę długich godzin ;) Dla potwierdzenia moich słów - popatrzcie na powyższe zdjęcie. Na moim ręku pozostał ślad owego tintu, kiedy robiłam mini sesję zdjęciową do tego postu. I ślad ten pozostał na mojej skórze do wieczora, gdy zastosowałam mocno zdzierający peeling ;)

     Kosmetyk nie wysusza moich ustach, a tym bardziej nie zbiera się w załamaniach. Nie zauważyłam również, aby podkreślał suche skórki, które znajdowały się na moich ustach. Jedyną jego wadą jest fakt, że znika z ust dość nierównomiernie - zaczynając od środka. Fakt faktem, nie widać tego zbyt bardzo, no ale...



Przedstawiłam Wam moje typy szminek idealnych na jesień. Jednak jestem ciekawa - jakie pomadki najczęściej goszczą u Was na ustach?


Miłej nocki, Wasza A.


poniedziałek, 3 listopada 2014

Projekt denko - październik 2014.

   Nawet nie wiem kiedy minął mi październik... Większość czasu spędziłam w pracy, a w dni wolne - w rozjazdach rodzinnych. W międzyczasie starałam się nie szaleć na zakupach i zużywać kosmetyki, jakie posiadam w swoim zbiorze ;) Aby nie przedłużać - zapraszam Was na październikowy "Projekt denko"!


1. Peeling pod prysznic o zapachu kwiatu jabłoni i limonki marki Isana. - Jego recenzja znajduje się tu.

2. Pianka do golenia z ekstraktem z melona i grejpftuta marki Venus. - Jak dla mnie jest to typowy przeciętniak. Produkt posiadał przeciętny zapach, był średnio wydajny i nie dawał zbyt dobrego poślizgu podczas depilacji. Mimo jego zastosowania - moja skóra była lekko podrażniona, niekiedy nawet mnie piekła. Nie powrócę już do tej pianki.

3. Żel pod prysznic "Melon Tango" marki Balea. - Kosmetyk posiadał bardzo przyjemny, owocowy zapach, który kojarzył mi się z aromatem gum owocowych ;) Nie wysuszał skóry, dobrze ją mył. Chociaż nie podbił on mojego serca jak jego kolega z serii o zapachu karamboli.


4. Szampon przeciwłupieżowy Farmed. - W ramach mycia włosów użyłam go tylko raz. Jednak jak zobaczyłam, ile kłaków mi po nim wypadło, a te na głowie przypominają siano - odstawiłam go. Zużyłam go do mycia pędzli oraz jako "wytwórca" piany w wannie podczas kąpieli.

5. Leczniczy szampon przeciwpłupieżowy marki Nizoral. - Drogi, niewielki pod względem ilości, aczkolwiek w miarę dobrze działający produkt. Niestety, nie do końca pomógł mi w walce z łupieżem. Szkoda.

6. Szampon pielęgnacyjny marki Hipp. - Jest to kosmetyk, który na pewno znajdzie się w moich ulubieńcach. Skutecznie i zarazem delikatnie oczyszcza skórę na głowie oraz włosy. Nie wysusza, nie plącze kłaczków. Rzekłabym, iż po zastosowaniu tego szamponu moje włosy są gładkie w dotyku oraz błyszczące. Polecam!

7. Szampon Babydream. - Niestety, ale nie polubiłam tego produktu. Niesamowicie plątał i wysuszał moje włosy. Z tego też względu zużyłam go głównie do mycia pędzli. A w tej roli spisał się bardzo dobrze :)


8. Żel do mycia twarzy z serii Aqua Effect do cery mieszanej i tłustej marki Nivea. - Nie jest to moje pierwsze i na pewno nie ostatnie opakowanie owego kosmetyku. Jak dla mnie - jest to jeden z lepszych oraz tańszych żeli do mycia twarzy, które są dostępne w polskich drogeriach. Produkt dobrze oczyszcza skórę, delikatnie ją matuje i w ogóle jej nie wysusza. Jest średnio wydajny, ale wybaczam mu to ;)


9. Antyperspirant "Floral Protect - Orchid & Viola" z Fa. - Wiecie, że często sięgam po produkty owej marki. Dobrze chronią przed potem i nie brudzą ubrań. Dodatkowo, ten kosmetyk posiadał przyjemny, kwiatowy aromat. Tani i dobry produkt :)

10. Krem do rąk i paznokci o zapachu słodkich migdałów marki Laura Conti. - Kolejny przeciętniaczek w październikowym denku. Krem nawilżał skórę, ale krótkotrwale. Po pół godzinie znowu musiałam zaaplikować produkt na dłonie, bo moja skóra była sucha. Jego zapach był nijaki, wydajność przeciętna. Jedyny plus - szybko wchłaniał się w skórę.


11. Glinka Rhassoul. - Jej recenzja znajduje się tu.

12. Czarne mydło. - Jego recenzja znajduje się w tym poście.

13. Maseczka oczyszczająca pory "Magnesium Pack" z serii Medi Medi marki Holika Holika. - Jej recenzja znajduje się tu.

14. Złote płatki pod oczy z kwasem hialuronowym marki Prestige Cosmetics. - Tak, tak - kolejny przeciętny produkt. Płatki trzymałam pod oczami przez około 30 minut. I jedyne co zauważyłam - skóra była delikatnie nawilżona. Nic więcej.


15. Pomadka ochronna do ust z Alterry. - Kosmetyk ten używam jako... odżywkę do rzęs ;) I w tym przypadku - bardzo dobrze się spisuje. Wzmacnia rzęsy, przyspiesza ich wzrost. Mam już kolejne opakowanie owego produktu :)

16. Tusz do rzęs "Sexy Pulp" z Yves Rocher. - A tu znajduje się moja opinia na jego temat.

17. Podkład "Ideal Face" marki Ingrid Cosmetics. - Jego recenzja znajduje się tu.

18. Pomadka do ust "Glam & Sexy" marki Bell. - Jej recenzja znajduje się tu.

19. Puder bambusowy matująco - wygładzający z Marizy. - Jego recenzja znajduje się w tym poście.


20. Chusteczki nawilżane Linteo Baby. - Chusteczki były dobrze nasiąknięte płynem, dzięki czemu bez problemu usuwały podkład z dłoni, pędzla czy też... kurz z szafek ;)

21. Nawilżane chusteczki odświeżające "Fresh Ice" marki Tami. - Idealnie nadawały się w czasie podróży do wycierania rąk. Małe, poręczne, dobrze nawilżone.

22. Próbki, próbeczki. 


*****

     Jak można zauważyć - staram się zużywać jak najwięcej próbek. Mam jedno pudełko nimi wypełnione - nawet nie wiem skąd ja tyle tego mam?! ;) A wiadomo, nie chcę by którekolwiek z nich mi się przeterminowało. Czyżby szykowała się akcja "Zużywanie próbek"? ;)


A jak prezentują się Wasze październikowe zużycia?

 Miłej nocki, A.

poniedziałek, 22 września 2014

Kosmetyczni ulubieńcy wakacji '14.

     Chociaż wakacje już dawno minęły - ja jeszcze na chwilę do nich powrócę. A mianowicie - przedstawię Wam moich kosmetycznych ulubieńców, czyli produkty, które polubiłam i stosowałam bardzo często w okresie wakacyjnym.


    Chyba nikogo nie zdziwi, że wśród ulubieńców znalazł się produkt wręcz idealny do stosowania w okresie letnim - przyspieszacz do opalania marki Soraya. Stosowałam go za każdym razem, gdy wybierałam się nad jezioro czy też morze. Posiada przyjemny zapach, szybko wchłania się w skórę i, rzeczywiście, przyspiesza proces brązowienia się skóry.

     Przypadł mi do gustu również żel pod prysznic marki Balea z edycji letniej, limitowanej - "Carambola Lambada". Przede wszystkim polubiłam go za jego niesamowicie intensywny i owocowy zapach, który umilał mi codzienne kąpiele. Produkt nie wysuszał mojej skóry, był dość wydajny. Jego cena również jest przystępna. Szkoda tylko, że kosmetyki owej marki są dość trudno dostępne w Polsce :(

     Jeszcze jakiś czas temu nie rozumiałam fenomenu olejków do kąpieli z serii "Tutti Frutti" marki Farmona. A teraz? Sama pokochałam jeden z nich! ;) Urzekł mnie jego intensywny, brzoskwiniowy zapach, który wypełnia całą łazienkę w kilka sekund. Dzięki temu produktowi w mojej wannie powstaje naprawdę duża ilość pianki, której jestem miłośniczką :) Kosmetyk nie wysusza skóry, aczkolwiek nadaje jej bardzo przyjemny oraz owocowy zapach.




     W te wakacje polubiłam również serum do twarzy marki Yves Rocher. O tym kosmetyku powstanie osobna notka. Mimo to - napiszę o nim tutaj parę słów :) Produkt ten idealnie spisywał się w ciepłe, lipcowe oraz sierpniowe dni. Matował skórę, wygładzał ją, lecz jej nie wysuszał. Bardzo szybko wchłaniał się i nie pozostawiał na twarzy lepkiej warstwy. Stosuję go aż do dzisiejszego dnia i nie zdziwię się jak w przyszłości ponownie po niego sięgnę :)

     Hialuronowy płyn micelarny marki Świt - Pharma otrzymałam na Wrocławskim Spotkaniu Blogerek. Zaczęłam go stosować dopiero w okresie wakacyjnym i... żałuję, że nie sięgnęłam po niego wcześniej! Kosmetyk bardzo dobrze usuwa makijaż z twarzy oraz z okolic oczu. Nie podrażnia skóry, nie wysusza jej i nie pozostawia na niej lepkiej, nieprzyjemnej warstwy. Po mniej więcej 3 wacikach możemy cieszyć się czystą twarzą bez makijażu :)




     Przez ostatnie 3 miesiące namiętnie stosowałam jedną ze szminek marki Bell - "Glam & Sexy". Jest to kosmetyk o dość ciemnym kolorze. Jednakże bardzo ładnie i nie nachalnie nabłyszcza on usta, co bardzo mi się w nim podoba. Pomadka może i nie utrzymuje się zbyt długo na moich wargach, ale ładnie się na nich prezentowała - a to jest chyba najważniejsze :)

     W te wakacje zaczęłam stosować drugie opakowanie tuszu do rzęs "Magnetic Look" marki Eveline Cosmetic. I, o dziwo, dopiero teraz zakochałam się w tym kosmetyku ;) Po jego zastosowaniu moje rzęsy są wydłużone, dość dobrze pogrubione oraz podkręcony. Co najważniejsze, produkt nie skleja rzęs oraz nie osypuje się w ciągu dnia. Jestem z niego bardzo zadowolona i może za jakiś czas skuszę się na jego trzecie opakowanie :)

     Ostatnim ulubieńcem z kolorówki jest paleta cieni "Undress Me Too" marki MUA, do której powróciłam w okresie letnim. W jej opakowaniu znajdziemy 10 cieni w odcieniach beżowych, miedzianych czy też brązowych. Można z nich wyczarować nie tylko makijaż dzienny, ale również wieczorowy. Są to cienie dobrze napigmentowane, które dobrze utrzymują się na bazie. Ich cena również jest przystępna - za paletkę zapłacimy ok. 20 zł.




     I oto mój ostatni ulubieniec wakacji - perfumy "Heat Rush" od Beyonce. Jest to zapach typowo owocowy, słodki, idealnie pasujący do letniej aury. Długo utrzymuje się na mojej skórze, a jeszcze dłużej na ubraniach ;) Jest to już moja druga buteleczka owego kosmetyku. To chyba potwierdza jak bardzo lubię owy zapach :)


A jacy są Wasi wakacyjni ulubieńcy?


Buziaki, Wasza A.

środa, 12 marca 2014

zDENKOwani - luty 2014.

     Chyba będę jedną z ostatnich osób z blogosfery, która "pochwali się" swoim projektem denko. Mam czas i wyczucie, nie ma co ;) Ale do rzeczy!


1. Żel myjący, peeling i maseczka 3 w 1 marki Perfecta. - Przyjemny w stosowaniu i mega wydajny kosmetyk. Dobrze oczyszczał twarz, choć robił to w bardziej delikatny sposób. Niestety, powodował lekkie uczucie ściągnięcia skóry. Jest tani i możecie go dostać w bodajże każdej drogerii :) / Cena – ok. 10 zł

2. Tonik matujący marki Nivea. - Jest to już moje drugie opakowanie tego kosmetyku. Bardzo dobrze odświeża skórę, delikatnie ją matuje i wygładza. Do tego ma przyjemny zapach, nie podrażnia twarzy i można dość często znaleźć go w promocyjnej cenie :) / Cena – w promocji ok. 8 zł

3. Pianka oczyszczająca marki Iwostin. - Jej recenzja znajduje się tu. / Cena – w promocji ok. 25 – 27 zł


4. Piernikowy balsam do ciała z Farmony. - Przyznam, iż mam do niego mieszane uczucia. Niby dobrze nawilża skórę i ją odżywia, a do tego można go znaleźć w przystępnej cenie w prawie każdej drogerii. Niestety, pozostawia on na skórze dość lepką warstwę i brudzi ubrania / pidżamę. O wiele bardziej wolę peeling z tej samej serii zapachowej. / Cena – w zestawie z peelingiem i kremem do rąk 22 zł

5. Łagodzący balsam po goleniu i depilacji marki Venus. - Kosmetyk ten posiadał niewiele zalet. Miał przyjemny, owocowy zapach, szybko wchłaniał się w skórę, nie pozostawiał na niej lepkiej warstwy... I to tyle. Niestety, w ogóle nie łagodził podrażnień związanych z depilacją, nawilżał skórę co najwyżej na 1 – 2 godziny. Nie polecam jego zakupu. / Otrzymany na Spotkaniu Blogerek.



6. Żel pod prysznic „Słodkie migdały i biała glinka” z BingoSpa. / Jego recenzja znajduje się tu. / Otrzymany w ramach współpracy z firmą BingoSpa.

7. Żel pod prysznic „Soczyste winogrona” z Lirene. - Przyjemny żel o słodkim, winogronowym zapachu. Kosmetyk nie wysuszał skóry, ale też jej nie nawilżał. Taki zwyklaczek :) / Cena – ok. 5 – 6 zł

8. Peeling pod prysznic „Pomarańcza i owoc granatu” z Wellness Beauty. - Jego recenzja znajduje się tu. / Cena – ok. 4 – 5 zł

9. Peeling myjący z kiwi marki Joanna. - Nie jest to pierwszy i na pewno nie ostatni peeling z Joanny, który będę używać :) Uwielbiam je za zapachy i za wygładzenie skóry, jakie dają. Do tego często można je znaleźć w przystępnych cenach. / Cena – w promocji ok. 4 zł



10. Szampon z olejkiem arganowym „Argan Oil” marki Joanna. - Jak dla mnie jest to jeden z lepszych szamponów owej marki. Ładnie oczyszcza i wygładza włosy, przy czym pozostawia je mięciutkie w dotyku. Po około tygodniu codziennego stosowania zaczął lekko obciążać moje włosy. Kilka dni stosowałam inny produkt do mycia kłaczków, a potem do niego wróciłam. I spisywał się tak samo dobrze jak na początku :) / Cena. - ok. 4,50 zł

11. Szampon „Damage Solutions” marki Dove. - Dzięki niemu przekonałam się, iż szampony owej marki nie są raczej dla mnie. Kolejny produkt do włosów Dove, a na mojej skórze głowy pojawił się łupież i niesamowite swędzenie. Może i dobrze oczyszczał me kłaki, wygładzał jej. Jednak w tym przypadku – już nigdy więcej po niego nie sięgnę. / Cena – w promocji ok. 7 zł



12. Intensywnie regenerująca maseczka do włosów słabych, skłonnych do wypadania Biovax. - Jej recenzję możecie znaleźć w tym poście. / Cena – w promocji ok. 11 zł

13. Odżywka nadająca blask i objętość „Diamond Volume” marki Nivea. - Kosmetyk ten zachwycił mnie tylko swoim zapachem! Niestety, produkt w ogóle nie nawilżał i nie wygładzał włosów. Nie sprawił również żeby lśniły naturalnym blaskiem czy też żeby były pełne objętości. Zużyłam go jako żel pod prysznic ;) / Cena – 1 gr ( dzięki kuponowi z Super-pharmu )

14. Lotion przeciw wypadaniu włosów marki Seboradin. - Jego recenzja znajduje się tu. / Otrzymany w ramach współpracy z firmą InterFragrances.

15. Odżywka w spray'u „Silk Filler” marki Biosilk. - Jej recenzja znajduje się tutaj. / Otrzymana na Spotkaniu Blogerek.



16. Dezodorant „Pink Passion” z Fa. - Kolejne denko i kolejny produkt owej marki ;) Kupuję je prawie cały czas, a zmieniam tylko wersję zapachową. Dobry dezodorant za przystępną cenę. / Cena – ok. 6 zł

17. Antyperspirant „Pro clear” marki Adidas. - Kosmetyk ten nie przypadł mi do gustu. Może i miał przyjemny zapach, ale pozostawiał pod pachną nieprzyjemną, lepką warstwę, która brudziła ubrania. Wolę wersję w spray'u. / Otrzymane w ramach testowania ze strony Wizaż

18. Mgiełka „Twilight Woods” z Bath & Body Works. - Jak dla mnie jest to idealny zapach na jesień czy zimę. Jest intensywny, ciepły, otulający. Można go znaleźć wyłącznie w stacjonarnych sklepach B&BW w Warszawie albo na Allegro. / Cena – ok. 20 zł



19. Trwały fluid matująco – kryjący z aloesem marki Bell. - Jego recenzja znajduje się tu. / Cena – ok. 8 zł

20. Lakier z serii Minimax marki Eveline Cosmetics. - Jego recenzja znajduje się tu. / Otrzymany w ramach współpracy z Klubem Kejt.

21. Tusz do rzęs „Million Calories” marki Eveline Cosmetics. - Uwielbiam ten produkt! Cudownie wydłuża rzęsy i je podkręca. Dodatkowo, dość wyraźnie je pogrubia, przy czym ich nie skleja. Powinnam wyrzucić go do denkowej torby już kilka miesięcy temu, ale zbyt bardzo lubiłam efekt, jaki daje na rzęsach ;) / Wygrana w konkursie.

22. Błyszczyk do ust „3D Holografic” z Eveline Cosmetics. - Jego recenzja znajduje się tu. / Cena – mniej niż 10 zł


23. Nasienie kozieradki. - Na jej temat wypowiem się za miesiąc, dwa. Niestety, efekty nie pojawiają się po 2 – 3 tygodniach stosowania ;) / Cena – ok. 2 zł

24. Próbki, maseczki. - Spośród nich chciałabym wyróżnić 2 próbki kremów BB. Po ich wypróbowaniu na pewno skuszę się na wersje pełnowymiarowe :)



A jak Wam poszło zużywanie kosmetyków w poprzednim miesiącu?

Miłego dnia, Wasza A.

niedziela, 23 lutego 2014

Dobre, bo polskie - część 1.

     W ramach małego urozmaicenia - postanowiłam wprowadzić na moim blogu cykl postów "Dobre, bo polskie". Jak zapewne pamiętacie, jakiś czas temu 'modny' był TAG o tym samym tytule. Ja postanowiłam zrobić z tego serię notek. Myślę, że wiele polskich firm posiada dużo perełek w swoim asortymencie. A ja mam zamiar je wyszukać ;)

     W każdym poście z tej serii będę przedstawiać Wam po 5 kosmetyków ( czy to tych z kolorówki, czy tych z pielęgnacji ), które zachwyciły mnie swoim działaniem. We wrześniu zeszłego roku przedstawiłam już 5 firm kosmetycznych oraz ich produkty, które sprawdziły się u mnie. Jeżeli jesteście ciekawe tych kosmetyków - notka znajduje się tutaj :)

     Dzisiaj przedstawię Wam 5 polskich kosmetyków z działu "kolorówka", które przypadły mi do gustu pod różnymi względami :)

     Podkład ten dokładnie zrecenzowałam w tym poście. Kosmetyk marki Bell idealnie sprawdził się na mojej mieszanej skórze. Matowił ją, lecz nie podkreślał suchych skórek, które się na niej znajdowały. Nie tworzył efektu maski, długo się na niej utrzymywał. Jego cena również zachęca do przetestowania. Za 8 - 10 zł dostaniemy podkład o dobrej jakości :)


     Bazę pod cienie marki Hean zapewne zna prawie każda z nas :) W małym słoiczku znajduje się kosmetyk, który przedłuża trwałość cieni oraz podbija ich pigmentację. Dzięki niej cienie utrzymują się na powiece cały dzień, a ich odcień jest o wiele bardziej intensywny. Baza jest tania i wydajna. Warto się na nią skusić :)



     Do grona moich ulubionych, polskich kosmetyków zalicza się również lakier piaskowy marki Lovely. Posiada on cudowny, intensywny odcień czerwieni, w którym zatopione są brokatowe drobinki. Produkt ten bardzo ładnie prezentuje się na paznokciach - nawet tych krótkich :) Jego cena również jest przystępna, a sam lakier można dostać w różnych wariantach kolorystycznych.



     Na sam koniec przedstawię Wam dwa tusze marki Lovely, które zawładnęły moim serduchem. Kosmetyk "Spectacular Me" dokładnie zrecenzowałam Wam w tym poście. Jak dla mnie - jest to tusz idealny! Ładnie wydłuża i pogrubia rzęsy, wyraźnie je podkręca. Dodatkowo, nie skleja rzęs i nie osypuje się w ciągu dnia. I to za cenę nie większą niż 10 zł ;)



     Drugi tusz marki Lovely, "Volume Booster", również stał się moim ulubieńcem. Tak jak jego poprzednik - bardzo ładnie podkreślał rzęsy. Dzięki niemu były one wydłużone i podkręcone - wyglądały o niebo lepiej niż bez niego! Jeżeli jesteście ciekawe jak tusz prezentuje się na rzęsach - zapraszam Was do tej notki :)

*****

     Jestem ciekawa - co myślicie o tego typu serii postów? Jakie są Wasze ulubione polskie kosmetyki? Podzielcie się swoją opinią :)

Buziaki, Wasza A.