Pokazywanie postów oznaczonych etykietą woski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą woski. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 19 maja 2015

"Blackcurrant & Nectarine" czy "Coconut Breeze"? Który wosk bardziej przypadł mi do gustu?

   Ostatnio bardzo rzadko palę woski w kominku. Albo całe dnie przebywam poza domem, albo zwyczajnie o nich zapominam. Czyżbym nie była już od nich tak uzależniona jak jeszcze kilka miesięcy temu? Hm, chyba byłoby to lepsze dla mojego portfela ;)


   Dzisiaj chciałabym przedstawić Wam dwa woski Busy Bee, które nabyłam podczas swojej wizyty w Białymstoku. O matko! To było aż rok temu ;) Wypadałoby odwiedzić to miejsce w najbliższym czasie... Jednak nie o tym będzie dzisiejsza notka ;)


Blackcurrant & Nectarine

    W opakowaniu wosk pachnie słodko, jak ciastko z dżemem porzeczkowym. Może jego zapach jest nawet za słodki, za duszący? Przy dłuższym wąchaniu wosku można wyczuć w nim ledwo wyczuwalną i cierpką nutę. Możliwe, że jest to namiastka aromatu czarnej porzeczki. 

   Po rozpaleniu w kominku - tarta zapachem przypomina nieco nektar porzeczkowy, aczkolwiek w nieco mniej kwaskowatym wydaniu. O dziwo, jest on o wiele mniej intensywny niż wtedy, gdy był zapakowany w folię. I w ogóle nie wyczuwam w nim aromatu nektarynki. A szkoda... Myślę, że wtedy zapach wosku byłby o wiele ciekawszy.



Coconut Breeze

    W opakowaniu, tj. w folii, wosk pachnie świeżo, orzeźwiająco. Moim zdaniem, przypomina on mieszankę nadzienia miętowego z niektórych czekolad z dodatkiem słodkiego kokosu. Jest to aromat typowo letni. Nie jest on duszący czy też męczący. 

    Po rozpaleniu w kominku - jego zapach staje się bardziej słodki, apetyczny. Roztopiona tarta pachnie jak sok wieloowocowy z przewagą mango. Niestety, nie wyczuwam już w nim ani grama kokosa. Intensywność zapachu tej tarty zmienia się z biegiem czasu. Na początku, do około 15 minut po jej rozpaleniu, pachnie delikatne, wyczuwam ją maksymalnie do 1 metra od siebie. Jednak później jej aromat staje się coraz bardziej intensywny i rozprzestrzenia się po całym pomieszczeniu.

****

     Gdybym miała wybrać jedną z powyższych tart - byłaby to wersja "Coconut Breeze". Polubiłam ją za jej intensywny, wieloowocowy aromat. Może nie zaliczyłabym jej do swoich ulubieńców, ale chyba mało który wosk znalazł się do tej pory w tym gronie ;)



Lubicie woski Busy Bee? Co o nich sądzicie?


Buziaki, Wasza A.

środa, 11 marca 2015

Apetycznie pachnące woski z Yankee Candle - Banana Nut Bread oraz Whoopie Pie.

    W zeszłym roku, aż z Białegostoku, dotarły do mnie woski Yankee Candle, które raczej nie są dostępne w Polsce. Przynajmniej nie w typowych mydlarniach czy też stoiskach. Wśród nich znalazły się takie tarty jak "Banana Nut Bread" oraz "Whoopie Pie". Czy ich zapach zauroczył mnie? A może odrzucił?


Banana Nut Bread 

    W opakowaniu, tj. w folii, jego zapach kojarzy mi się z piernikiem i... miodem, za którym nie przepadam, niestety. Ta druga nuta jest jakby bardziej wyczuwalna, przez co jego wąchanie "na sucho" jest dla mnie nieco męczące. Po rozpaleniu tarty w kominku - dalej wyczuwam w nim aromat piernika, aczkolwiek połączony z... karmelizowanymi orzechami ;) Zapach jest o wiele przyjemniejszy dla mojego zmysłu węchu. Może dlatego, iż uwielbiam orzechy - w jakiejkolwiek postaci.

    Jego intensywność raczej nie spodoba się każdemu. Można go wyczuć w każdym zakamarku pokoju i to nawet po kilku godzinach od jego rozpalenia. Niestety, zapach, który pozostaje - jest mało przyjemny. Nie wyczujemy w nim ani grama ciasta czy też orzechów. A szkoda...


Whoopie Pie

   W folii - wosk pachnie słodko, dość intensywnie. Może nie określiłabym tego aromatu jaki może skojarzyć się nam z typową czekoladą. Bardziej przypomina mi on tort czekoladowy z nutą wanilii. Mimo wszystko - tarta pachnie apetycznie ;) Po rozpaleniu w kominku - wosk pachnie o wiele bardziej intensywnie. Po dwóch minutach ( maksymalnie ) czuć go w każdym zakamarku pokoju ( co nie odpowiada mojemu W., oczywiście ;) ). W tym przypadku, jego zapach kojarzy mi się z mleczną, gorącą czekoladą, jaką można wypić w kawiarniach Wedla. Mmm, aż mi ślinka pociekła ;)

    Wosk zaliczyłabym do grona produktów o intensywnym aromacie, przez co nie każda z nas będzie z niego zadowolona. Tym bardziej jak ktoś nie przepada za zapachami typowo słodkimi, które kojarzą się z jedzeniem lub słodyczami.




A jakie aromaty wosków czy też świec Wy preferujecie?



Buziaki, Wasza A.

czwartek, 19 lutego 2015

Tropikalne mango kusi mnie swoim zapachem...

   Jestem maniaczką owocowych zapachów. Gdy wybieram żele pod prysznic, balsamy czy też perfumy  - staram się wybierać te, które pachną słodko, owocowo, tak wakacyjnie. Oczywiście, tyczy się to też wyboru wosków :)

   Podczas mojej zeszłorocznej wizyty w Białymstoku skusiłam się na kolejny wosk Kringle Candle w wersji "Mango". I, jak zapewne domyślacie się, jestem od niego uzależniona :)


Wiernie odwzorowany zapach tropikalnego mango z odrobiną miodu i cytrusów. Poczuj się jak na egzotycznej plaży z aromatycznym drinkiem w dłoni.

    Jest to wosk, który ujmuje swoim zapachem już w opakowaniu! Jak dla mnie pachnie jak jogurt Jogobella o smaku mango. Jest to zapach słodki i jednocześnie rześki, a do tego jak najbardziej apetyczny. Wąchając go - od razu robię się głodna ;) 


   Po rozpaleniu wosku w kominku - mój zmysł węchu jest jeszcze bardziej rozradowany. Nie czuję tu już nieco mlecznego aromatu jak w wersji na sucho. Nagle jego zapach staje się bardziej wyrazisty, nieco ostrzejszy i, o dziwo, lekko kwaskowaty. Kojarzy mi się on i z sałatką owocową z owoców cytrusowych, mango i melona, jak i z egzotycznym drinkiem z syropem mango i sokiem pomarańczowym. Mmm, pycha!

    Zapach tarty jest intensywny i już po kilkunastu sekundach czuć go w każdym zakamarku pokoju. Jednocześnie, nie jest on duszący czy też mulący. Nie wywołuje u mnie bólu głowy czy też nie męczy mnie swoim aromatem. I co najbardziej mnie dziwi oraz cieszy - wosk ten spodobał się mojemu W.! Osobie, która jest jak najbardziej na "nie" w kwestii wosków czy też świec zapachowych. Większość ich aromatów go drażni i męczy. A "Mango" od Kringle Candle polubił :)


    Już nie po raz pierwszy wosk Kringle Candle uwiódł mnie swoim zapachem. Wcześniej miałam wersję tego produktu o aromacie dyniowej latte, która również bardzo przypadła mi do gustu. Coś czuję, iż w przyszłości ponownie skuszę się na tarty owej marki ;)


A jaki jest Wasz ulubiony wosk od KC?


Miłego dnia, Wasza A.

środa, 28 stycznia 2015

Od miłości do nienawiści jeden krok. W rolach głównych - "Cherries on snow" i "Hazelnut Coffee".

   Mam na imię Ala i jestem woskoholiczką. Uwierzcie, gdyby istniał klub "Anonimowych Woskoholiczek" to musiałabym się do niego zapisać ;) Fakt faktem, moja kolekcja nie jest tak duża jak niektórych dziewczyn. Jednak staram się wypalać tarty na bieżąco. By móc skusić się na kolejne wersje zapachowe, ot co.

   Kiedy nadarzyła się okazja by zakupić woski Yankee Candle, które standardowo nie są dostępne w Polsce, nie wahałam się i zamówiłam parę sztuk. Wśród nich znalazły się takie zapachy jak "Hazelnut Coffee" oraz "Cherries on snow". Jeden z nich stał się moim ulubieńcem, a drugi będę omijać szerokim łukiem...


Cherries on snow

   Kiedy po raz pierwszy poczułam zapach tego wosku to wiedziałam, że stanie się on moim ulubieńcem. Jego aromat nieco różni się, gdy wąchamy go "na sucho" ( czyli poprzez folię ) niż gdy wyczujemy go po rozpaleniu w kominku. W pierwszym przypadku zapach tarty kojarzy mi się z... likierem wiśniowym. Nie bójcie się, nie wyczujecie ani odrobiny alkoholu ;) Jednak, jak może kojarzycie, wiśnie tego rodzaju mają intensywny, ujmujący aromat. Sama nie jestem fanką tego typu słodkości ( jeżeli chodzi o ich spożywanie ), jednak nuty zapachowe tego wosku przed rozpaleniem przypadły mi do gustu. 


   Jego aromat zmienia się po rozpaleniu go w kominku. Nie przypomina już likierowych wiśni. O nie! Tarta pachnie jak torcik wiśniowy z odrobiną słodkiej, aromatycznej wanilii. Mniam! Jest to zapach dość słodki, intensywny, aczkolwiek nie duszący. I wyczujemy go w każdym zakamarku pokoju. Mmm :)


Hazelnut Coffee

    Miałam wielkie nadzieje co do tego wosku. Myślałam, że będzie pachniał jak świeżo zmielona, aromatyczna kawa z dodatkiem słodkiego, aczkolwiek nie mulącego syropu orzechowego. Cóż, tarta ta w rzeczywistości okazała się zupełnie inna...

    Już w folii wosk pachnie inaczej niż się tego po nim spodziewałam. Niby można wyczuć w nim nutę kawy, jednak jest to kawa przesłodzona, wręcz nie do "wąchania". W pierwszych minutach po wrzuceniu tarty do kominka - czuć aromat świeżo zmielonej, gorzkiej kawy. Niestety, ten zapach zmienia się po czasie. Zaczyna być bardzo intensywny, przesłodzony, duszący. O zgrozo, wyczuwam w nim jakby... szpitalną nutę! Tak jakby ktoś rozpalił ten wosk w szpitalu, wśród wszelakich lekarstw czy środków dezynfekujących! ;O


    Jeszcze gorzej jest jak zgasimy tealight w kominku, wyjdziemy na jakiś spacer czy zakupy i wrócimy do domu. Już przy wejściu poczujemy intensywny zapach pseudo kawy połączonej z specyficznym zapachem leków. Ja jeszcze jakoś daję radę funkcjonować przy takim aromacie. Jednak mój luby wręcz się nim dusi i otwiera w domu wszelkie możliwe okna...



    Do tarty "Cherries on snow" z chęcią powrócę w przyszłości. Oczywiście, jeżeli będę miała dostęp do produktów zamawanych w USA. Niestety, wosk "Hazelnut Coffee" bardzo mnie rozczarował i nie polecam go nikomu. Chociaż kto wie - może wśród Was znajdzie się osoba, która go bardzo lubi? ;)


Miłego wieczoru, Wasza A.

czwartek, 15 stycznia 2015

A na myśl przychodzą tylko egzotyczne wakacje... ;)

    Uwielbiam wszelakie produkty zapachowe. Nie ograniczam się do kupowania tylko wosków Yankee Candle czy też świec z Biedronki. Uwielbiam testować nowe rzeczy i nie tyczy się to tylko kosmetyków ;) 


    Woski Busy Bee poznałam w grudniu 2013 roku, kiedy skusiłam się na swoje pierwsze zamówienie na stronie Aromatella. Zauroczyły mnie na tyle, że teraz co jakiś czas kupuję nowe ;) Dzisiaj opiszę Wam trzy, które wypaliłam jeszcze w okresie letnim. Cóż, powiedzmy, że będzie to nieco spóźniona recenzja ;)


Mango and papaya smoothie

   W opakowaniu jego zapach jest słodki, lekko cierpki. Określiłabym go jako średnio intensywny i nie duszący. Kojarzy się z egzotycznym drinkiem z klubu / baru Bahama. Hm, mogłabym nieco porównać go do tarty z Yankee Candle - "Bahama Breeze". Może w folii nie pachną identycznie, ale obydwie kojarzą mi się z przepysznymi napojami wysokoalkoholowymi ;) Po rozpaleniu w kominku wosku - jego zapach jest słodszy. Kiedy pomyślę o tym aromacie to na myśl przychodzą mi żelki o smaku tropikalnym lub cukierki owocowe. Dalej jest on średnio intensywny i nie duszący. I, na szczęście, nie mdlący.



Monkey Business

   Ten wosk ulubiłam sobie najbardziej z powyższej trójki. Jak dla mnie jest to idealne połącznie słodkich bananów oraz lekko kwaśnych owoców cytrusowych. Całość tworzy niesamowicie owocowy i orzeźwiający shake. Cudo! I, o dziwo, jego aromat "rozwija się" w czasie. Mniej więcej po 5 minutach ( maksymalnie 10 ) dodatkowo możemy wyczuć delikatną, aczkolwiek ciepłą waniliową nutę zapachową. Tartę określiłabym jako intensywnie pachnącą, aczkolwiek nie duszącą. Nie bójcie się, nie rozboli Was od niej głowa ;) Za to będziecie mogły wyczuć ją w każdym zakamarku pokoju. Mmm :)



Hawaiian High

   Wyobraźcie sobie, że leżycie na hamaku, przy rozgrzanej słońcem plaży i pijecie zimnego, orzeźwiającego, owocowego drinka z palemką. Jednak oprócz słodkiego, ujmującego zapachu owoców czujecie również kuszący i bardzo kobiecy zapach kwiatów, znajdujących się w wazonie na stoliczku... Tak, tak mniej więcej pachnie ten wosk ;) Jest to dość ciekawe połączenie egzotycznych owoców z intensywnie pachnącymi kwiatami. Małe ostrzeżenie - zapach tarty, po rozpaleniu jej w kominku, jest o wiele mocniejszy niż może się wydawać przy wąchaniu go przez folię. Mi to nie przeszkadza - lubię jak w każdym zakamarku pokoju można wyczuć przyjemny, relaksujący aromat.


    Przyznam, iż woski Busy Bee bardzo przypadły mi do gustu. W kolejce czekają kolejne dwa i na pewno, już niedługo, wylądują w moim kominku :)



A co Wy sądzicie o woskach BB?


Buziaki, Ala.

piątek, 9 stycznia 2015

Nowości grudniowe - część 2.

    Grudzień był okropnym miesiącem... dla mojego portfela ;) I nie chodzi tutaj o pieniądze wydane na potrzeby pierwszego stopnia czy też na prezenty. Jednak w zeszłym miesiącu wydałam za dużo na wszelakiego rodzaju kosmetyki, a nawet woski. Co ja teraz z tym wszystkim zrobię?! ;) Dzisiejsza notka jest drugą częścią postu - "Nowości grudniowe - część 1."


    Jak już wspominałam w poprzednim poście - zrobiłam "skromne" zamówienie na stronie Merlin.pl . Dość sporo moich kosmetyków do pielęgnacji twarzy kończyło swój żywot i po prostu musiałam coś kupić w ich zastępstwie. Zdecydowałam się na produkty marki Ava Laboratorium. Dodatkowo, zakupiłam wszystkim znaną i zazwyczaj lubianą szczotkę Tangle Teezer ;)



    Standardowo - złożyłam zamówienie na stronie Ebay. Tym razem wybrałam miniaturową wersję kremu BB Missha "Perfect Cover". Chwilowo leży w koszyczku nie używana. Dodatkowo, dostałam próbkę kremu do twarzy. Miły gest ze strony sprzedawcy :)



    Tak, tak - wybrałam się również do Mydlarni Wrocławskiej i zakupiłam "parę" wosków ;) Każdy z nich kosztował 7 zł. Chwilowo żaden z nich nie wylądował w kominku - najpierw chciałabym wypalić te tarty, które miałam wcześniej. No, przynajmniej część, bo nieco ich mam ;)


    Można rzec, iż druga część zakupów grudniowych "nie powala" tak jak pierwsza. Jest tylko jedna tego przyczyna, a mianowicie... moja wtorkowa wizyta w drogerii DM ;) Jednak o tych zakupach i o mojej wizycie w Goerlitz wspomnę w osobnej notce ;)



Miałyście któryś z powyższych produktów? Co o nich sądzicie?


Miłego wieczoru, Wasza A.

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Letnie orzeźwienie zimą, czyli co nieco o 3 woskach Yankee Candle.

    Zaskoczyła mnie dzisiaj pogoda. Zamiast szaro - burego nieba, które w każdym momencie mogło oddać ziemi nieco deszczu - widzę biały, puszysty śnieg, który powoli pokrywa dachy, trawę, ławki. Po raz drugi w tegoroczną zimę widzę śnieg we Wrocławiu ;) Szkoda tylko, że dość szybko zmieni się on w nieprzyjemną pluchę...


    Jednak dzisiaj nie będzie postu o zimie i o rzeczach z nią związanych. Aby odpędzić to wszechogarniające zimno - wspomnę o paru woskach, których zapachy kojarzą się wyłącznie z latem.


"Pinnaple Cilantro - Tropikalna uczta zapachowa... Świeży, ananas serwowany z odrobiną kolendry, cytrusów i słodkiego kokosa."

    Jeżeli jesteście fankami żelków o smaku tropikalnym z Haribo - ten wosk będzie idealny dla Was! Jego zapach jest słodki, ale nie do przesady. Intensywny, aczkolwiek nie duszący. W parę minut wypełnia każdy zakamarek pokoju - co dla niektórych jest zaletą, a dla innych wadą. Tarta nie pachnie jak ananas wyjęty z puszki czy też świeży, dopiero co pokrojony w plasterki. Mi kojarzy się, tak jak wspomniałam na początku, z żelkami. A ja jestem maniaczką tego typu słodyczy, ot co ;)

    Nie zaliczyłabym go do grona zapachów uniwersalnych - zapewne nie każdej z dziewczyn przypadnie on do gustu. Tym bardziej jak ktoś nie lubi aromatów przypominających jakiekolwiek słodycze. Ja go polubiłam, aczkolwiek wkładałam go do kominka tylko raz na dwa, trzy tygodnie. Nie wiem czemu, ale dość szybko znudził mi się ten zapach.


"Bahama Breeze - Wosk z owocowej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic. Wyczuwalne aromaty: mango, ananas oraz grejpfrut."

    Wosk "Bahama Breeze" określiłabym jako specyficzny, zmienny w czasie. W opakowaniu jego zapach jest niby słodki, owocowy, ale można wyczuć w nim nutę goryczy. Na szczęście - nie jest ona dominująca. Aromat tarty rzeczywiście kojarzy się z drinkiem - z dodatkiem soku ananasowego i syropu mango :) Mniam! Jest intensywny, lecz nie duszący. Po rozpaleniu - jego zapach zmienia się diametralnie! Już po kilkudziesięciu sekundach w całym pomieszczeniu można wyczuć słodki, lekko kwaskowaty aromat wosku ( a gdzie ta gorycz?! :D ). Jest bardziej intensywny, o dziwo, i lekko duszący. Nie przypomina już zapachu drinku, nad czym nieco ubolewam. Bardziej kojarzy mi się z zapachem mieszanki owoców na straganie lub na stoisku w sklepie ;)

    Przyznam, iż bardziej podoba mi się zapach wosku owiniętego folią niż po rozpaleniu go w kominku. Szkoda, bo mógłby znaleźć się w gromadce moich ulubionych tart zapachowych...


"Wild Passion Fruit - Delikatny i egzotyczny owoc passiflory połączony z melonem i mandarynką." 

    Wosk ten, jak "Bahama Breeze", również określiłabym jako ten zmieniający się pod wpływem rozpalenia. W folii jego zapach przypomina mi wybuchową i egzotyczną mieszankę owoców. Tak jakby ktoś wrzucił do miksera marakuję, papaję, pomarańczę i mandarynkę, zmiksował i dał mi do powąchania oraz wypicia. Mmm, cudo! W tym przypadku aromat tarty jest słodki, ale nie przesadnie. Czuć, iż jest to słodycz typowo owocowa i smaczna ;) Cóż, sprawa ma się nieco inaczej, gdy rozpalimy wosk w kominku. Jego zapach przybiera na sile, zaczyna się robić bardziej duszący i intensywny. Dalej przypomina mix owoców egzotycznych, aczkolwiek bardziej perfumowany ;)

    Myślę, że "Wild Passion Fruit" będzie nadawał się do stosowania w okresie wiosennym. Na lato, gdzie temperatura sięga często ponad 20 stopni, może być zbyt ciężki i duszący. Chociaż - co kto lubi ;)



A co Wy sądzicie o tych woskach?

Buziaki, Wasza A.

poniedziałek, 8 grudnia 2014

"Island Spa" czy "Golden Sands"? Który z wosków Yankee Candle bardziej przypadł mi do gustu?

   Jesień i zima to taki okres, gdzie zapewne większość z nas, kobiet, lubi raz na jakiś czas ( a może nawet i codziennie ;) ) zaszyć się w domu, pod kołderką popijać smaczną kawę lub czekoladę i upajać się zapachem świec czy też wosków. Ja uwielbiam takie dni, gdy mogę pozwolić sobie na takie chwile lenistwa. 



    Ostatnio w moim kominku zapachowym zagościły dwa woski - "Golden Sands" oraz "Island Spa". Nie są one raczej dostępne w Polsce. Chyba, że na Allegro. Oba produkty, analizując ich nalepki, mogą nam kojarzyć się z upalnym latem, wylegiwaniem się na plaży i piciem drinków z palemką. Może Was to zdziwić, ale ich zapachy są diametralnie różne.


    Kiedy zamawiałam wosk "Island Spa" myślałam, iż jego zapach będzie świeży i orzeźwiający jak lekka, nadmorska bryza. No cóż, nieco się zdziwiłam, gdy rozpaliłam go w kominku ;) A mianowicie - produkt ten pachnie jak... kisiel cytrynowy! Jego zapach jest tak realistyczny, że aż mam ochotę pobiec do kuchni i przyrządzić sobie małe co nieco ;)


     Jego aromat jest intensywny i już po minucie, najwyżej dwóch wyczuwalny jest w każdym zakątku pokoju. I, niestety, po pewnym czasie zaczyna być męczący. Lubię zapachy cytrusowe, ale bez przesady ;) 



   Drugi wosk, "Golden Sands", jest przeciwieństwem "Island Spa". Nie pachnie cytrusami czy innymi owocami. Ba! Jego aromat w ogóle nie kojarzy mi się z gorącymi, złotymi piaskami! A mianowicie pachnie on jak... damskie, kwiatowe perfumy. Jest to zapach intensywny, kobiecy, rzekłabym, iż nawet seksowny ;) Przyznam, iż sama chciałabym mieć perfumy o takich nutach zapachowych.


     Aromat tego wosku jest urzekający, możliwe, iż jedyny w swoim rodzaju. Trudno byłoby mi go pomylić z zapachem innego wosku. Podobno produkt ten łączy w sobie nuty zapachowe kwiatu pomarańczy i drzewa sandałowego. Może ten duet przypadł do gustu mojemu zmysłu węchu? ;)


    Gdybym miała wybierać pomiędzy tymi dwoma woskami - na pewno wybrałabym "Golden Sands". Jego zapach mnie zachwycił! Poproszę o stworzenie perfum o takich nutach zapachowych ;)


Miałyście te woski? Jakie macie o nich zdanie?

Miłej nocki, Wasza A.

niedziela, 26 października 2014

Delicje pomarańczowe oraz kisiel malinowy, czyli co nieco o woskach Little Hotties.

     Od kiedy odkryłam miejsce, jakim jest Mydlarnia Wrocławska, to bywam w nim bardzo często. Oczywiście, najczęściej kupuję tam woski Yankee Candle. Byłam zdziwiona, że we Wrocławiu można znaleźć sklep z tak szerokim asortymentem tego typu produktów. Nie liczę już ogromu kosmetyków naturalnych, rosyjskich, babeczek do kąpieli Bomb Cosmetics czy lakierów do paznokci Colour Alike.



     Jakiś czas temu, podczas wizyty w Mydlarni Wrocławskiej, skusiłam się na woski z serii Little Hotties. Do tamtej pory nigdy ich nie miałam i nie wiedziałam czego mogę się po nich spodziewać. I przyznam, że miło się zaskoczyłam :)


     Nie byłabym sobą, gdybym nie skusiła się na powyższe zestawienie. Jestem maniaczką czekolady - czy to jej smaku, czy to zapachu. Woski Little Hotties "Czekolada z pomarańczą" pachną dla mnie jak... delicje pomarańczowe! Ich aromat jest apetyczny, intensywny i budzi mój żołądek do życia ;) Tak, robię się przez nie głodna. Nie wyczujemy w nich ani odrobiny chemii.

     Tak jak już wspomniałam - zapach tych wosków jest intensywny, aczkolwiek nie duszący. Po ich roztopieniu - aromat wypełnia każdy zakamarek pokoju. Jednak wiadomo, że im dalej od kominka, tym zapach jest gorzej wyczuwalny.


    Wosk ten nie wywołuje bólu głowy, nie dusi, nie drażni. Przynajmniej mnie :) Moim zdaniem jego zapach jest cudowny, relaksujący. I ciągle ma się wrażenie, że ktoś koło nas zajada się delicjami... Mniam! ;)



     Jako wielbicielka zapachów owocowych - wybrałam również wariant "Malina z rabarbarem". Na początku bałam się tego zestawienia. Że malina z rabarbarem nie jest dobrym połączeniem, że zapach produktu będzie sztuczny. No i miło się zaskoczyłam!

     A z czym kojarzy mi się jego zapach? Z kisielem malinowym, którym uwielbiam się zajadać w okresie zimowym. Jego aromat jest słodki, aczkolwiek możemy wyczuć w nim lekko kwaskowate nuty. Czyżby rabarbaru?


     Zapach powyższego wosku jest nieco mniej intensywny od swojego poprzednika. Z tego też względu będzie idealny dla osób nie tylko preferujących owocowe nuty zapachowe, ale również dla tych, które są wrażliwe na intensywne aromaty.

     Jeżeli lubicie woski, których zapach kojarzy Wam się z jedzeniem, to polecam Wam powyższe dwa produkty Little Hotties. W plastikowym pojemniczku znajdziemy 5 sztuk danego wosku. Ich cena to 5 zł, czyli mniej niż wynoszą Yankee Candle czy Kringle Candle.

     Produkty te dość długo topią się w kominku. Z drugiej strony - dzięki temu ich zapach dłużej utrzymuje się w pomieszczeniu. Ich usunięcie z kominka jest o wiele prostsze niż w przypadku wosków YC.

*****

     Jak widzicie - bardzo polubiłam woski z serii Little Hotties. Są one nieco tańszym odpowiednikiem YC czy KC. Ich zapachy są apetyczne i bardzo realistyczne. Nie wyczujecie w nich ani grama chemii. Przynajmniej w powyższych dwóch wariantach ;)


A może któraś z Was miała inne wersje zapachowe owych wosków? Co o nich sądzicie?

Miłej nocki, Wasza A.

niedziela, 12 października 2014

Owocowe woski YC.

     Jakiś czas temu, dzięki uprzejmości Testerki ( :* ) w moje ręce wpadły woski Yankee Candle, które raczej nie są dostępne w Polsce. Dzisiaj chciałabym bliżej przyjrzeć się dwójce z nim - "Vineyard" oraz "Berry Bramble". 


     Jak wiecie - jestem fanką owocowych zapachów. I chyba nic dziwnego, że dwa powyższe woski posiadają takie, a nie inne, nuty zapachowe ;)

     Pierwszy z nich, "Vineyard", ciekawił mnie jeszcze zanim dostałam go w swoje ręce. Uwielbiam winogrona, z tego też względu byłam prawie pewna, iż jego zapach przypadnie mi do gustu. Szkoda, że jest całkowicie inaczej...


     Zapach tego wosku spodobał mi się wyłącznie wtedy, kiedy znajdował się on jeszcze w folii. Przypominał mi on zapach cukierków musujących o smaku winogronowym. Słodki, aczkolwiek apetyczny. Niestety, nuty te zmieniają się podczas roztapiania wosku w kominku.

      Po kilku minutach jego aromat przybiera na sile, staje się bardziej wytrawny, intensywny i, niestety, lekko duszący. Można go wyczuć w każdym zakamarku... mieszkania! 


     Po parunastu minutach zaczynam mieć dość tego zapachu. Zbyt bardzo mnie przytłacza i męczy. Próbowałam dawać mniej wosku do kominka, jednak sytuacja powtarzała się za każdym razem. Szkoda...


     Drugim woskiem jest "Berry Bramble". Analizując zdjęcie, które było przyklejone do produktu, jego zapach miał przypominać mieszkankę takich owoców jak truskawki, jagody, poziomki. Czy aby tak było w rzeczywistości?


    Przede wszystkim - wosk pachnie landrynkowo, bardzo słodko, można rzec, iż lekko mdło. Nie skojarzył mi się on z mieszanką owocową, ale co najwyżej z mixem cukierków. Jednak wiadomo - co za dużo to niezdrowo. A przy dłuższym wąchaniu owego produktu człowiek ma dość słodyczy na dość długi okres czasu ;)

     Wosk ten jest mniej intensywny niż jego poprzednik, aczkolwiek można go wyczuć w całym pokoju. I to po kilkunastu sekundach od rozpalenia kominka. Myślę, że owy produkt będzie idealny dla osób, które uwielbiają aromaty typowo jedzeniowe czy imitujące zapach słodyczy. Fanki nut owocowych - mogą być zawiedzione.


    Przyznam, iż jestem nieco rozczarowana zapachami powyższych wosków. Miałam nadzieję, że będą one typowo owocowe, umilające powroty z pracy. Jednak nie zraziły mnie one do ich produktów YC i będę kupować je nadal ;)


A może któraś z Was ma / miała powyższe woski? Co o nich sądzicie?


Miłej niedzieli, Wasza A.

wtorek, 30 września 2014

Wrześniowe nowości.

   Jestem dzielna i już od paru miesięcy kupuję tylko te kosmetyki, które już mi się skończyły albo skończą mi się za jakiś czas. Jedynym wyjątkiem są woski zapachowe, których mam za dużo, a dalej wrzucam je do zakupowego koszyczka ;)


     Pierwsze moje zakupy to taki misz - masz Rossmannowsko - Tescowy, jeśli można to tak ująć ;) Po raz pierwszy skusiłam się na peeling marki Isana ( 4,99 zł ) i nie jestem z niego jakoś szczególnie zadowolona. Ale o nim powstanie osobna notka ;) Antyperspiranty marki Fa ( ok. 6 zł ) kupuję bardzo często. Zmieniam tylko wersje zapachowe. A szampon pielęgnacyjny z Hipp ( ok. 9 zł ) wrzuciłam do zakupowego koszyczka za namową trychologa. Podobno jest najbardziej delikatny wśród innych produktów tego typu przeznaczonych dla dzieci.



     Uwielbiam wszelakie dodatki do kąpieli. Czy to płyny, czy to różnego typu kule, babeczki. Z tego też względu skusiłam się na cztery, czyli wszystkie, warianty zapachowe muffinek do kąpieli ( ok. 4 zł / sztuka ), które były dostępne w sklepach Biedronka. Niestety ( a może stety? ), tylko jedna z nich przypadła mi do gustu... Jednak i o tych produktach powstanie osobna notka :)



     Podczas jednej z Rossmannowskich promocji skusiłam się na 3 produkty marki Garnier. A mianowicie na tonik oraz żel oczyszczający z serii "Czysta skóra" ( każdy po 8,99 zł ) i sławny już płyn micelarny 3 w 1 ( ok. 11 zł ). Chwilowo jestem zachwycona działaniem ostatniego z wymienionych przeze mnie produktów. Tylko mam wrażenie, że ma kiepską wydajność...



    Płyn do kąpieli marki Apart Cosmetics ( 6,49 zł ) oraz peeling do ciała z Joanny ( 8,49 zł ) zakupiłam w Carrefourze. Przyznam, że rzadko kiedy rozglądam się tam za kosmetykami. Zawsze myślałam, że lepszy wybór produktów będzie w typowych drogeriach. A tu takie zdziwienie! ;) Oczywiście, nie byłabym sobą, gdybym nie uzupełniła zapasu pomadki rumiankowej z Alterry ( ok. 4 - 5 zł ), którą używam jako... odżywki do rzęs ;)



     Ostatnio wybrałam się ponownie do Mydlarni Wrocławskiej. Moim celem był zakup prezentu urodzinowego dla mojej przyjaciółki. Jednak nie byłabym sobą, gdybym nie zakupiła czegoś dla siebie ;) Tym razem skusiłam się tylko na dwie rzeczy, a mianowicie na woski Little Hotties w wersji "Czekolada z pomarańczą" oraz "Malina z Rabarbarem". Jedno pudełeczko, w którym znajdują się 4 woski, kosztowało mnie 5 zł.


A jak prezentują się Wasze wrześniowe zakupy?


Miłego dnia, Wasza A.

niedziela, 7 września 2014

Prawie zapomniane - dwa woski YC.

     Muszę przyznać, że przez ostatnie parę tygodnie całkowicie zapomniałam o istnieniu jakichkolwiek produktów zapachowych. Od kiedy przeprowadziłam się do nowego mieszkania - w moim kominku nie znalazł się żaden wosk czy też granulki zapachowe. Aż dziwne, prawda? ;)


     Jeszcze przed moją wyprowadzką wypróbowałam dwa różniące się od siebie woski Yankee Candle. Mowa tutaj o "Vanilla Cupcake" oraz "Pink Sands".




Vanilla Cupcake - intensywny, kremowy zapach waniliowych babeczek z nutą cytryny.


     Jak wiecie - jestem fanką wszelakich słodkich zapachów. Z tego też względu założyłam, iż owy wosk na pewno przypadnie mi do gustu. Bo cóż może być lepszego od aromatu ciepłych, waniliowych babeczek?

     Cóż, nieco się przeliczyłam. To nie tak, że "Vanilla Cupcake" nie przypadło mi do gustu. Bo tak nie jest. Jednakże odbiega nieco od tego, co "uroiłam" sobie we własnej głowie ;)


     Zapach wosku przypomina babeczki - jest słodki, waniliowy, otulający. Zaliczyłabym go do grona raczej średnio intensywnych wosków. Nie bójcie się - po jego rozpaleniu nie powinna rozboleć Was głowa :)

      Z drugiej strony - nie wyczuwam w nim ani odrobiny nuty cytrusowej. Ba! Rzekłabym, że momentami miałam wrażenie jakby pachniał trochę sztucznie... Może to było tylko moje wrażenie?




Pink Sands - egzotyczna mieszanka świeżych i soczystych cytrusów, słodkich kwiatów i pikantnej wanilii.


    Wosk "Pink Sands" jest przeciwieństwem "Vanilla Cupcake". Posiada intensywny i kwiatowy zapach, który w przeciągu kilkunastu sekund wypełnia całe pomieszczenie. Jest przyjemny, aczkolwiek dla niektórych dziewczyn może być zbyt duszący.

     Nie wiem czemu, ale zapach tego produktu kojarzy mi się z zapachem jednej z wód toaletowych C-thru. Może któraś z Was też ma takie skojarzenia? ;)


     Gdybym miała wyobrazić sobie miejsce, w którym ulatniałby się zapach owego wosku - byłby to Tajemniczy Ogród ;) Pełen intensywnie pachnących kwiatów, uroku i tajemnicy. Ani trochę nie kojarzy mi się z plażą czy z piaskiem ;)

     

A co Wy sądzicie o powyższych wersjach YC?

Wasza A.