Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Isana. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Isana. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 5 maja 2015

Szał zakupów - kwiecień 2015.

    Tegoroczny kwiecień na pewno wyróżni się u mnie ilością zakupów, jakie poczyniłam. Nagle wszystko zaczęło mi się kończyć, wzrosła ilość moich kosmetycznych zachcianek. Przyznam, że źle odbiło się to na moim portfelu ;) Parę razy zahaczyłam o Rossmann, udało mi się nawet zajść do Hebe. Jednak to nie wszystko - przez co ilość moich zakupów jest dość przerażająca. Jednak nie przedłużam - zaczynajmy!

    Jeszcze pod koniec marca zahaczyłam o sklep Yves Rocher. Dzięki ulotce, jaką otrzymuję od firmy raz w miesiącu, mogłam zakupić jeden wybrany przez siebie produkt tańszy prawie o połowę, a do tego otrzymałam krem do rąk w ramach gratisu. Jako że skończył mi się mój krem na noc - skusiłam się na żel nawilżający z serii Hydro Vegetal. I stał się on moim ulubieńcem ;)


    Na samym początku maja dwukrotnie skusiłam się na zakupy w drogerii Rossmann. Za pierwszym razem do zakupowego koszyczka dodałam tylko dwa produkty, a mianowicie bronzer do twarzy marki Bell ( ok. 15 zł ) oraz nowy żel pod prysznic marki Isana ( 2,99 zł ). Do tej pory nigdy nie stosowałam produktów brązujących twarz. Z tego też względu stwierdziłam, iż czas przełamać się, kupić jakiś bronzer i nauczyć się nim konturować. Na razie użyłam go tylko raz, ups ;)


    Za drugim razem uzupełniłam swój zapas płynów do kąpieli. Wybrałam "Diamentową kąpiel" od marki Apart ( 9,99 zł ) oraz kosmetyk tego typu od Isany ( ok. 4 - 5 zł ). Dodatkowo, zakupiłam chusteczki oczyszczające marki Tami. Nie widziałam ich w innych drogeriach kosmetycznych, więc możliwe, iż jest to nowość. W małym, plastikowym opakowaniu znajdowała się próbka kremu CC od Bell. Zapłaciłam tylko za ten podróżny słoiczek :)


   Udało mi się dostać również nowe żele pod prysznic marki Balea. Każdy z nich kosztował 5,00 zł. Jeżeli jesteście z Wrocławia - znajdziecie je na Hali Targowej "Gaj" :)



    Jeszcze zanim było wiadomo o wielkiej promocji na kolorówkę w takich drogeriach jak Rossmann czy Natura - skusiłam się na parę tego typu produktów w Hebe. Do mojego zakupowego koszyczka wpadł m. in. żel do brwi oraz kredka marki Catrice ( koszt nie większy niż 8 zł, chyba ;) ), tusz do rzęs "Maximum Definition" ( ok. 12 - 13 zł ) od Essence i róż "Illuminating Blush" również marki Catrice ( ok. 15 zł ). Chwilowo używałam pierwsze 3 kosmetyki i z każdego jestem zadowolona - w mniejszy lub większy sposób ;)

    Oprócz kolorówki, skusiłam się też na produkty pielęgnacyjne. Z podkulonym ogonem wróciłam do odżywek w spray'u marki Gliss Kur ( ok. 10 zł ). Ta od Shaumy nie zrobiła niczego dobrego z moimi włosami. Dodatkowo, zakupiłam dwa peelingi - jeden do twarzy, enzymatyczny ( ok. 10 zł ), marki Purederm, a drugi do całego ciała, ananasowy, od Joanny ( ok. 9 zł ). Krem nawilżający marki Ziaja ( ok. 10 zł ) kusił mnie już od dłuższego czasu. Wiele osób go zachwalało, więc i ja chciałam przekonać się o jego działaniu. A chusteczki nawilżane Tami ( ok. 4 zł ) zakupiłam, standardowo, do przecierania kurzu czy resztek makijażu z ręki ;)



    Mniej więcej w połowie miesiąca ponownie wybrałam się do sklepu Rossmann. Tym razem zakupiłam kosmetyki, które naprawdę były mi potrzebne. Tj. ich następcy albo wylądowali już w denkowej torbie, albo byli na wykończeniu. Jedynym dodatkiem do tych zakupów okazał się być matujący krem marki Bielenda, który kosztował mnie... 5,49 zł. I to tylko przez uszkodzenie kartonika, w który był zapakowany. Reszta jest w porządku, a data przydatności - aż do 2017 roku.

    Nie licząc tego produktu, zakupiłam najnowszy krem pod oczy marki AA z serii Hydro Algi ( ok. 14 zł ), żel do mycia twarzy z Lirene ( ok. 10 - 11 zł ), piankę konwaliową do golenia ( ok. 5 zł ) oraz dwupak antyperspirantów z Dove ( 13,99 zł ).



    Jakiś czas temu w sklepie Carrefour można było dostać maseczki Montagne Jeunesse w cenie 3,99 zł za sztukę. Nie byłabym sobą, gdybym nie kupiła choćby kilku sztuk ;) Wybrałam 4, aczkolwiek wszystkie czekają na swoje użycie. Dodatkowo, skusiłam się na jeden z najnowszych wariantów antyperspirantu Fa ( 5,99 zł ) o zapachu zielonej herbaty.



        Jako wielka fanka wosków Yankee Candle - wybrałam się po ich nowości z najnowszej serii. Udało mi się dostać je w cenie 6 zł za sztukę. Dodatkowo, wybrałam jedną tartę z Craft and Beauty ( 8 zł ) o zapachu pudrowych cukierków.



    W drugiej połowie miesiąca ponownie wybrałam się do Hebe. Głównym celem tych zakupów były gumki do włosów Invisibobble. Wiele blogerek, jak i moje koleżanki z pracy, bardzo je zachwalały, więc postanowiłam skusić się na ich zestaw ( 15 zł za 3 gumki ). Serum do twarzy z L'biotici oraz antyperspirant marki Nivea kupiłam za namową pani kasjerki. Przy zakupie dwóch produktów znajdujących się przy kasach - otrzymywało się torebeczkę upominków od marki Hebe. Cóż, myślałam, że znajdę w niej coś ciekawego. A w jej wnętrzu znalazłam... tylko próbki kremów i perfum. Tak, jestem zawiedziona ;) Przynajmniej wiem na przyszłość, by nie ulegać tego typu promocjom. 


    Zakup kolorówki w Rossmannie, jak i moją wizytę w salonie Kiko opiszę Wam w kolejnym poście. Na dzisiaj - chyba już wystarczy tych nowości ;)


Miałyście któryś z powyższych kosmetyków? Co o nich sądzicie?



Miłego dnia, Wasza A.

środa, 8 kwietnia 2015

Marcowy projekt denko.

    Obiecałam sobie, że postaram się zużywać tyle samo kosmetyków - ile ich kupuję w rzeczywistości. Cóż, obietnica ta raczej nie zostanie spełniona. Przynajmniej nie w przypadku kosmetyków pielęgnacyjnych, których ilość rozrasta mi się w ekstremalnie szybkim tempie. Za to kolorówka powoli znika z moich półek. Uff :)

     W marcu udało mi się zużyć dość sporą ilość kosmetyków - z każdej dziedziny. O dziwo, wykończyłam też trzy kosmetyki kolorowe. Z czego jestem bardzo zadowolona. Jednak nie przedłużam i zapraszam Was na co miesięczny projekt denko!


1. Aktywny tonik nawilżający z serii Mezo Power marki Bielenda. - Kosmetyk ten znalazł się w ostatnich ulubieńcach. Dobrze oczyszczał i odświeżał skórę. Łagodził uczucie ściągnięcia oraz delikatnie niwelował podrażnienia znajdujące się na twarzy. Był dość wydajny, a jego cena zapewne będzie przystępna dla większości z nas.

2. Aktywny krem nawilżający z serii Mezo Power marki Bielenda. - Jego recenzja znajduje się tu.



3. Płyn micelarny marki Delia. - Pokochałam ten kosmetyk z całego serducha! Niesamowicie dobrze i zarazem delikatnie usuwa makijaż z całej twarzy. Nadaje się również do demakijażu oczu - w ekspresowym tempie pozbywa się tuszu i cieni do powiek. Nie wywołuje podrażnień czy też łzawienia oczu. Dodatkowo, jest bardzo wydajny i dostępny w przystępnej cenie. Sama zakupiłam go w Drogerii Natura za ok. 7 zł, bodajże.

4. Matujący żel do mycia twarzy z Beauty Formulas. - Przeciętny kosmetyk do pielęgnacji twarzy, ot co. Niby dość dobrze ją oczyszczał, ale przy okazji wysuszał, powodował uczucie ściągnięcia. Dodatkowo, posiadał zbyt rzadką konsystencję co powodowało, iż był słabo wydajny. 



5. Arganowa maska do włosów 8 w 1 marki Eveline Cosmetics. - Jej recenzja znajduje się tu.

6. Mgiełka podnosząca włosy u nasady "Extra Volume" marki Sessio. - Jej recenzja znajduje się tu.

7. Nabłyszczający szampon marki Alverde. - Skusiłam się na niego podczas styczniowej wizyty w niemieckim DM-ie. Wątpię bym zrobiła to ponownie, ponieważ nie wywarł on na mnie jakiegoś spektakularnego wrażenia. Szampon jak szampon. Dobrze oczyszczał włosy, może delikatnie je nabłyszczał. Nic więcej. Jak dla mnie - w polskich sklepach można znaleźć sporo kosmetyków tego typu o podobnym działaniu :)


8. Żel pod prysznic o niebiańskim zapachu z Isany. - Cóż, każdy ma inne wyobrażenie nieba. Dla mnie ten kosmetyk na pewno nie pachnie niebiańsko ;) Za to kojarzy mi się z jakimiś damskimi, intensywnie ( może nawet dusząco ) pachnącymi perfumami. Mi średnio przypadł mi do gustu. Nie licząc zapachu - produkt nie wysuszał skóry, był dość wydajny. Jak to żel z Isany ;)

9. Peeling do ciała z serii "Let's Celebrate" w wersji "Mojito" od Farmony. - Przyznam, iż pod względem zapachowym przypomina drinka Mojito. Jednak nie takiego wykonanego na bazie rumu, a tego tak zwanego "gotowca" zamkniętego w szklanej buteleczce ( Sobieski ma takie drinki ;) ). Co do działania - kosmetyk dość dobrze masował skórę, wygładzał ją, lecz nie podrażniał. Jednak bardziej przypadła mi do gustu wersja z pomarańczą, która posiadała o wiele ostrzejsze drobinki ścierające.

10. Żel pod prysznic "White Passion" od Balea. - Kolejny, przyjemny żel marki Balea. Posiadał kwiatowy, dość delikatny zapach, nie wysuszał skóry. Jego cena również jest przystępna - sama kupiłam go w niemieckim DM-ie, ale w sklepikach z chemią niemiecką można go dostać nawet za 5 zł.


11. Żel do golenia "Blueberry Love" marki Balea. - Jego zapach był identyczny jak płynu do kąpieli marki Luksja ;) Jego działanie było w porządku, lecz na pewno nie idealne. Niby ułatwiał poślizg maszynkom do golenia, ale zdarzało się, iż po goleniu i tak moja skóra była podrażniona i lekko poraniona. Nie zawsze, ale jednak. Jego wydajność również określiłabym jako przeciętną, niestety.

12. Sól do kąpieli "Dzika orchidea i jedwab" marki Verona. - Kosmetyk ten posiadał przyjemny, kwiatowy zapach, którzy utrzymywał się w łazience jeszcze kilka godzin po kąpieli. Sól była wydajna, dość szybko rozpuszczała się w wodzie. Jej cena również nie jest wygórowana - można ją dostać już za około 4 - 5 zł.

13. Płyn do kąpieli "Blueberry Muffin" marki Luksja. - Jest to nie pierwszy i nie ostatni płyn owej marki, jaki zagości w mojej łazience. Duża butla tego kosmetyku wystarcza na 2 - 3 tygodnie codziennego stosowania. Dodatkowo, produkt posiada przyjemny zapach - jakby połączyć ciasteczka z dżemem jagodowym.


14. Kule do kąpieli marki Yves Rocher. - Jak dla mnie - dość drogi bubel. Jedna kulka kosztowała mniej więcej 1,50 zł - 2 zł, a nic ciekawego nie dawała. Ani przyjemnie nie pachniała, ani olejek w niej zawarty nie nawilżał skóry. Nie polecam ich zakupu, ot co.


15. Dezodorant z serii "Anarchy" od Axe. - Przyznam szczerze, iż produkt ten działał lepiej niż niejeden antyperspirant! Dobrze chronił przed potem, nie brudził ubrań, miał przyjemny, dość ciężki zapach. Był również wydajny, co miło mnie zaskoczyło. Tylko szkoda, iż tak trudno go dostać w stacjonarnym sklepie...

16. Mus do ciała "Czerwone owoce" marki L'arisse. - Jedno z ciekawszych mazideł, jakie używałam w ostatnim czasie. Dobrze nawilżało skórę, łagodziło podrażnienia, szybko wchłaniało się w skórę. Do tego miało przyjemny, cukierkowy zapach, który długo utrzymywał się na skórze.


17. Krem do rąk z masłem mango z Be Beauty. - Jest to chyba moja największe rozczarowanie ostatniego miesiąca! Jedyną zaletą tego kosmetyku był jego zapach. Krem w ogóle nie nawilżał i nie odżywiał skóry, był niewydajny, a jego pompka nie działała już po 2 - 3 zastosowaniach. Szkoda, bo tubka mająca pojemność 30 ml kosztowała ok. 7,50 zł. Dość dużo jak na tak małą pojemność i tak kiepskie działanie...

18. Nawilżający krem do rąk i paznokci marki Lirene. - Kosmetyk niby nawilżał skórę, ale na krótki okres czasu. Po około 20 - 30 minutach byłam zmuszona ponownie go zastosować. Takie błędne koło... Niby dobrze wchłaniał się w skórę i miał przyjemny zapach, ale jego kiepskie działanie oraz wydajność - na dobre zniechęciły mnie do niego.


19. Chusteczki nawilżane Dada. - Tanie i dobre jakościowo chusteczki. Zużyłam je głównie w podróży oraz w domu - do przecierania kurzu, resztek kosmetyków z dłoni.

20. Maska do twarzy w płacie z ekstraktem z jagód marki Foodaholic. - Uwielbiam maski owej marki! Są wygodne w użyciu, nie zsuwają się z twarzy. Dodatkowo ( i co najważniejsze! ), dobrze zmiękczają i nawilżają skórę. Trzymam je na twarzy około 20 - 30 minut - wtedy potrafią zdziałać cuda ;)

21. Maseczka oczyszczająco - wygładzająca marki Ava Laboratorium. - Jest to jeden z niewielu kosmetyków owej marki, jaki miałam i jaki przypadł mi do gustu. Maska dobrze oczyszczała skórę, delikatnie ją matowała. Nie podrażniała skóry ani nie zapychała porów. Niestety, dość szybko wysychała w opakowaniu. Szkoda...

22. Maska czekoladowa zakupiona w DM-ie. - Kosmetyk o przyjemnym zapachu, aczkolwiek nie działający w jakiś sensowny sposób na skórę. Oczyszczała skórę w sposób delikatny, za to w ogóle jej nie nawilżała. Jedyne co zauważyłam po jej zastosowaniu to zmiękczenie skóry. Nic więcej.


23. Pogrubiający tusz do rzęs marki Eveline Cosmetics. - Jakoś nie mogłam przekonać się do tego kosmetyku. Prawdopodobnie było to spowodowane jego grubą, standardową szczoteczką, którą dość trudno malowało mi się rzęsy. Jeśli chodzi o efekt, jaki dawał ten tusz - rzęsy były dość dobrze pogrubione, lekko wydłużone, ale jednocześnie potrafiły być posklejane. Z tego też względu rzadko kiedy nakładałam na nie dwie warstwy tego produktu. Lubię tusze do rzęs marki Eveline Cosmetics, ale tylko te z silikonową szczoteczką. Niestety.

24. Szminka L'oreal z serii "Rouge Caresse". - Jej recenzja znajduje się tu.

25. Podkład "Affinitone" marki Maybelline. - Na jego temat możecie poczytać w tym poście.



A jak prezentuje się Wasze marcowe denko?


Buziaki, Wasza A.

środa, 1 kwietnia 2015

Nowości kosmetyczne - część II, marzec '15.

    Na sam początek - króciutka informacja. Na temat mojej dość długiej i dość częstej nieobecności na blogu. Nawał pracy, przygotowania do ślubu i ( niestety ) brak chęci, weny - wszystko to demotywuje mnie na tyle, iż zaglądam tu tak rzadko, jak mogłyście to zauważyć. I wątpię by w najbliższym czasie zmieniło się to, w jakikolwiek sposób. Z tego też względu informuję, iż posty na blogu będą ukazywać się raz, może dwa razy w tygodniu. Niestety, a może dla niektórych - nareszcie ;)


    A dzisiaj przychodzę do Was z drugą częścią postu zakupowego. Myślałam, iż "poszaleję" nieco bardziej niż przypuszczałam na początku miesiąca. Jednak to dobrze - dla mojego portfela ;)


    Jakiś czas temu w Biedronkach pojawiły się nowe kremy do rąk w opakowaniu z pompką. Byłam bardzo ciekawa jak sprawdzą się u mnie - przynajmniej jeden z nich. Wybrałam wersję z masłem mango ( 7,49 zł ). Dodatkowo, na stoisku z przecenami znalazłam balsam o zapachu jabłkowym z Lirene ( 9,99 zł ).


    Standardowo - zawitałam również do Rossmanna. Tym razem skusiłam się głównie na produkty do golenia, które w tamtym czasie miałam na wykończeniu. Do zakupowego koszyka wrzuciłam maszynki z Isany ( ok. 4 zł ) oraz żel do golenia "Satin Care" marki Gilette w wariancie "Olay" ( ok. 10 - 11 zł ). Dodatkowo, zaciekawiły mnie tabletki musujące do kąpieli z serii dziecięcej Lilliputz. Wybrałam te w wariancie jagodowym ( ok. 5 zł ).



     Na sam koniec - przedstawiam Wam mój mały prezent, jaki otrzymałam od mojego W., który ostatnio zawitał do Warszawy. Poprosiłam go by zakupił dla mnie jedną, najwyżej dwie małe mgiełki z Bath & Body Works. Cóż, Ukochany nieco poszalał i zakupił mi 3 tego typu produkty w wersji największej. Nawet nie wiedziałam, że mgiełki w tej pojemności kosztują obecnie aż 79 zł! Dwa lata temu zapłaciłam za jedną sztukę tylko 49 zł... 



A jak prezentują się Wasze ostatnie zakupy?


Miłej nocki, Wasza A.

poniedziałek, 9 marca 2015

zDENKOwani - luty 2015.

    Mam wrażenie, iż ostatnio czas mija w nieubłaganym tempie. Jeszcze niedawno był chłodny, szaro - bury luty, a teraz mamy ciepły, przyjemny marzec. Ha! A za nie całe 4 tygodnie mamy Święta Wielkanocne, a potem wszystko minie jak z górki - majówka, wakacje...

    Mimo iż czas mija tak szybko - mam wrażenie, że zużywanie kosmetyków idzie mi coraz gorzej. Napoczynam nowe kosmetyki, a "stare" leżą na półce i kurzą się. Czyżby znowu obudziło się we mnie zbieractwo produktów kosmetycznych?


1. Tropical Fruit peeling cukrowy do ciała złuszczająco - wygładzający marki Paloma. - Nie jestem zadowolona z tego kosmetyku, niestety. Zbyt delikatnie masował skórę, a do tego pozostawiał na niej nieprzyjemną i tłustą warstwę. Dodatkowo, mniej więcej po tygodniu jego stosowania, jego zapach zmienił się. Stał się męczący, duszący. Wręcz nie do zniesienia...

2. Peeling do ciała gruboziarnisty "Soczysta Malina" marki Joanna. - Jest to kolejny peeling marki Joanna, który przypadł mi do gustu. W swojej objętości ma dość dużo drobinek, które dobrze masują ciało. Cieszę się, iż nie pozostawia na nim tłustej warstwy. I przede wszystkim - pachnie jak malinowe żelki ;)


3. Płyn do kąpieli "Hibiskus & Kokos" z Isany. - Kolejny płyn owej marki, który zagościł w mojej łazience. Jest tani, wydajny, ma przyjemny zapach. Dodatkowo, wytwarza dużą ilość piany. Czego chcieć więcej od kosmetyku tego typu? ;)

4. Żel pod prysznic z zimowej edycji limitowanej z Isany. - Mój ulubieniec! Pokochałam go za uzależniający, ciepły, otulający zapach. Oprócz tego jest tani i wydajny. I nie wysusza skóry :)

5. Żel pod prysznic "Purple Kisses" marki Balea. - Jakoś nie mogłam przekonać się do tego wariantu zapachowego. Zapach tego produktu był dla mnie za ciężki, za duszący, zbyt perfumowany. Nie licząc tego - żel był tani, wydajny, nie podrażniał skóry.


6. Pianka do golenia o zapachu zielonego jabłuszka z Isany. - Mój kolejny ulubieniec. Kosmetyk dawał lepszy poślizg przy goleniu i łagodził podrażnienia z nim związane. Do tego miał cudowny, jabłkowy zapach, który umilał golenie.

7. Żel do higieny intymnej z wyciągiem z aloesu marki Exclusive Cosmetics. - Żel jak żel, mogłabym rzec. Dobrze i delikatnie mył okolice intymne, nie wysuszał skóry, nie podrażniał jej. Tylko szkoda, że był tak kiepsko wydajny. Takie małe opakowanie wystarczyło mi na 3 użycia.

8. Masło do ciała "Jeżyna & Malina" z serii Tutti Frutti marki Farmona. - Cudo! Dobrze nawilżało i wygładzało skórę, a do tego pozostawiało ją przyjemnie pachnącą - jak malinowa mamba ;) Kosmetyk był wydajny, szybko wchłaniał się w ciało, nie pozostawiał na nim lepkiej czy też nieprzyjemnej warstwy. Polecam jego zakup!


9. Szampon pielęgnacyjny dla niemowląt marki Hipp. - Nie jest to pierwsze i zapewne też nie ostatnie opakowanie tego produktu. Szampon dobrze i delikatnie mył skórę na mej głowie. Podczas jego stosowania na mej głowie nie pojawiał się łupież, nie wzmogło się tempo przetłuszczania włosów. Był wydajny, miał przyjemny zapach. O dziwo, miałam dość spore problemy z kupnem tego kosmetyku ;O

10. Szampon przeciwpłupieżowy Noell. - Cóż, nie zdziałał nic w kwestii mojego łupieżu. Może i był nieco tańszy oraz nieco większy od Nizoralu, jednak spisywał się o wiele gorzej niż on. A szkoda...


11. Woda toaletowa "Axe Anarchy for her". - Jej recenzja znajduje się tu.


12. Mleczko do demakijażu marki Balea. - Można rzec, iż ten kosmetyk jest prawie idealny. Usuwa makijaż w ekspresowym tempie - nawet ten z okolic oczu. Jest wydajny, ma przyjemny zapach. Jest również tani i nie pozostawia na skórze tłustej warstwy. Jednak kosmetyk ten ma jedną, koszmarną wadę - podrażnia oczy! Jakimś cudem - prawie zawsze dostawał się do nich i wywoływał ich pieczenie...

13. Mus do mycia twarzy i demakijażu marki Balea. - Jeden z niewielu kosmetyków owej marki, który nie przypadł mi do gustu. Miał nieprzyjemny zapach, który utrzymywał się na skórze. Oczyszczał ją w stopniu przeciętnym, a do tego powodował uczucie jej ściągnięcia. Niby jest tani, ale już nigdy do niego nie powrócę.



Stosowałyście którąś z powyższych rzeczy? Co o niej / o nich sądzicie?


Miłego wieczoru, Wasza A.

czwartek, 5 marca 2015

Zimowy ulubieńcy kosmetyczny.

    W ostatnim czasie poznałam wiele nowych kosmetyków, jednakże mało który z nich zrobił na mnie na tyle pozytywne wrażenie, bym umieściła go w ulubieńcach kosmetycznych. Do większości testowanych przeze mnie produktów miałam jakieś "ale". Jednak, jakimś cudem, udało mi się zebrać dość skromną gromadkę, która zapewne nie raz zagości w moich kosmetycznych zbiorach.


    Jakiś czas temu, bodajże w grudniu, otrzymałam w pracy dość sporą paczkę kosmetyków marki Bielenda. Wśród nich znalazło się, m. in. serum i tonik z serii nawilżającej, którzy zostali moimi ulubieńcami. Pierwszy z kosmetyków - bardzo dobrze nawilżał skórę, łagodził podrażnienia, a dodatkowo delikatnie ją matował. Po jego zastosowaniu moja twarz była miękka w dotyku, a do tego dobrze odżywiona. Szkoda tylko, że serum to było tak słabo wydajne...

    Moja skóra polubiła również tonik z tej samej serii. Kosmetyk ten odświeżał i zmniejszał uczucie ściągnięcia skóry, jakie mam po zastosowaniu większości żeli do mycia twarzy. Może nie zauważyłam, aby produkt ten jakoś niesamowicie nawilżał skórę, ale na pewno jej nie podrażniał, nie uczulał i był wydajny.


    Wśród moich ulubieńców nie mogło zabraknąć duetu marki Farmona z serii Tutti Frutti. A mowa tutaj o wariancie "Jeżyna i malina". Oba te produkty mają zabójczy zapach. A pachną jak... malinowa mamba! Cudo! Zapach ten długo utrzymuje się na ciele, dzięki czemu przez parę godzin pachniemy słodko i przyjemnie ;)

    Dodatkowo, masło do ciała dobrze nawilża i wygładza skórę, która po jego zastosowaniu jest miękka i przyjemna w dotyku. Za to olejek wytwarza niesamowicie dużą ilość piany i rozprzestrzenia swój cudowny aromat po całej łazience. Nie ma to jak aromatyczna kąpiel z tym produktem :)


    Przypadła mi do gustu również pianka do golenia o zapachu jabłkowym marka Isana. Jak może kojarzycie - w ostatnich ulubieńcach wymieniłam również ten sam produkt, ale w wersji "Sensitive". Ten kosmetyk spisuje się tak samo dobrze jak jego poprzednik. Daje dobry poślizg maszynkom do golenia, łagodzi wszelakie podrażnienia. A do tego ma cudowny, jabłuszkowy zapach.

    Któż nie zna żelu pod prysznic z Isany, który na swoim opakowaniu ma postać uroczego pingwinka? ;) Ja zakochałam się w jego zapachu. Jest typowo zimowy, otulający. Lekko ciężki, ale nie duszący. Może nie jest to typowa wanilia, jak obiecuje nam producent, ale i tak przypadł mi on do gustu ;) Oczywiście, kosmetyk nie wysusza i nie podrażnia skóry.



    Czas na ostatniego ulubieńca, tym razem z kolorówki. W styczniu zawitałam do jednego z niemieckich miast - Goerlitz, gdzie wstąpiłam do znanej wszystkim drogerii DM. I tam oto, m. in. zakupiłam rozświetlacz w kulkach od P2. Niby jest to mały, niepozorny kosmetyk, a niesamowicie rozświetla skórę! Nie jest to "chamski", brokatowy błysk. Określiłabym go jako subtelny, perłowy połysk, który bardzo ładnie podkreśla szczyty kości policzkowych czy obszar nad łukiem brwiowym. Za jakiś czas na pewno napiszę o nim nieco więcej, obiecuję :)


A jak prezentują się Wasi ulubieńcy?


Buziaki, Wasza A.

piątek, 6 lutego 2015

Zdenkowani - styczeń 2015.

   Luty rozpoczął się dla mnie natłokiem pracy i wyjazdami w rodzinne strony. Z obu tych powodów dość rzadko zaglądam na bloga, wybaczcie mi to. Może od przyszłego tygodnia moja sytuacja nieco się poprawi i będę mogła częściej się tu pojawiać ;)

   A dzisiaj przychodzę do Was z projektem denko - w wersji styczniowej. Coraz lepiej idzie mi zużywanie kosmetyków kolorowych. Może niedługo zredukuję ich ilość do minimum? Ach, te marzenia ;)


1. Peeling do ciała "Jeżyna & Malina" z Farmony. - Kosmetyk posiadał bajeczny zapach - podobny do malinowej Mamby ;) Bardzo dobrze masował skórę, może nawet lekko ją podrażniał. Nie pozostawiał na ciele tłustej warstwy, aczkolwiek dość trudno spłukiwało się go z jej powierzchni. I nie wiem czemu - trafiło mi się jakieś twarde, niewygodne opakowanie, które utrudniało mi wydobycie peelingu do końca...

2. Żel pod prysznic w wersji "Marakuja" marki Isana. - Kolejny tani i przyzwoity żel pod prysznic owej marki. Miał przyjemny, owocowy zapach, który umilał mi codzienne branie kąpieli. Nie wysuszał skóry, był dość wydajny. Jestem z niego zadowolona :)

3. Żel pod prysznic "Cookies" od Be Beauty. - Typowy przeciętniak. Miał ciekawy, słodki zapach, ale krótko utrzymywał się on na skórze. Miał nie szczelne opakowanie, przez co część produktu wylewała się podczas jego aplikacji na dłoń. Niby nie wysuszał skóry i nie zrobił mi żadnej krzywdy. Jednak jakoś nie przekonał mnie do siebie ;)


4. Płyn do kąpieli "Migdał i kokos" marki Apart. - Mój ulubieniec! Posiadał cudowny, migdałowy zapach, a do tego wytwarzał bardzo dużą ilość piany. Ach! Idealny produkt do brania dłuższych, aromatycznych kąpieli :)

5. Olejek pod prysznic "Jeżyna & Malina" z Farmony. - Mój kolejny ulubieniec ;) Tak jak peeling - posiadał zapach malinowej mamby. Wytwarzał bardzo dużą ilość piany, a jego zapach unosił się w łazience jeszcze kilka godzin po branej kąpieli. Cudo!

6. Sól do kąpieli o zapachu owocu granatu marki Balea. - Cóż, określiłabym ją jako przeciętną. Wystarczyła mi tylko na jedną kąpiel, choć jest jej dość dużo w opakowaniu. Zabarwiła wodę na czerwono, przez kilka minut można było wyczuć przyjemny, owocowy zapach. Niestety, potem on zanikł i pozostała mi tylko kolorowa woda ;)


7. Olejki do kąpieli w różnych kapsułkach. - Każda z kapsułek zawierała olejek o innym zapachu. Niebieskie pseudo słoneczko pachniało jak męskie perfumy, zielony królik - jak jabłuszko, czerwone serduszko i złota gwiazdka - jak różowa guma Orbit dla dzieci. Ich zapach krótko utrzymywał się w powietrzu, a sam olejek w ogóle nie nawilżał skóry. Szkoda...

8. Płyn do higieny intymnej marki Ziaja. - Uwielbiam produkty tego typu owej firmy. Są łagodne dla skóry, nie podrażniają i nie wysuszają. Do tego są bardzo wydajne i można je dostać w prawie każdym w sklepie w niskiej cenie.

9. Pianka do golenia "Sensitive" marki Isana. - Jakiś czas temu znalazła się wśród ulubieńców. I nic w tym dziwnego! Daje dobry poślizg golarce, dzięki czemu skóra nie jest podrażniona po goleniu. Nie wysusza skóry, ma przyjemny zapach, jest wydajna. Chwilowo używam wersji jabłkowej owego produktu i również jestem z niego zadowolona :)


10. Szampon nadający objętość "Volume Sensation" marki Nivea. - Określiłabym go jako kosmetyk nie wyróżniający się w tłumie. Niby dobrze oczyszczał włosy, ale nic więcej. Nie miały one większej objętości, nie były nabłyszczone czy też jakoś super wygładzone. Jego zapach również określiłabym jako przeciętny. Mi kojarzył się z... trawą.


11. Szampon pielęgnacyjny Hipp. - Bardzo lubię ten kosmetyk. Nie wywołuje łupieżu, łagodzi podrażnienia znajdujące się na skórze głowy, nie powoduje plątania włosów. Jest wydajny, ma przyjemny zapach. Szkoda tylko, że dość trudno znaleźć go w takich drogeriach jak Rossmann czy Drogeria Natura.

12. Antyperspirant "Intensive Ultra Dry" marki Adidas. - Nie polubiłam się z tym produktem. Nie chronił dobrze przed potem, potrafił brudzić ubrania, a jego zapach był dość duszący. W przyszłości na pewno do niego nie powrócę.

13. Maska do stóp Exclusive Cosmetics. - Przyjemny produkt do stosowania w ramach domowego SPA. Dawał lekki efekt chłodzenia, co zimą raczej nie należy do najprzyjemniejszych odczuć. Co do samego działania kosmetyku - lekko nawilżył skórę, ale nic poza tym. Myślę, że trzeba by było stosować taką maskę minimum 3 razy w tygodniu, by zobaczyć jakieś spektakularne efekty.


14. Masło do ciała "Papaya" z The Body Shop. - Jego recenzja znajduje się tu.

15. Regenerujący krem do rąk z Be Beauty. - Na jego temat możecie poczytać w tym poście.


16. Żel pod oczy ze świetlikiem i herbatą marki Flos-lek. - Jego recenzja znajduje się tutaj.

17. Nawilżające serum do twarzy "Super Power Mezo Serum" z Bielendy. - Na jego temat poczytacie tutaj.

18. Tonik bio aloesowy marki Ziaja. - Był to przyjemny kosmetyk, ale nie dorastał do pięt tonikowi ogórkowemu tej samej marki. Dość dobrze odświeżał skórę, lekko ją nawilżał. Jest wydajny i dostępny w przystępnej cenie. Myślę, że bardziej spisze się w przypadku osób z cerą tłustą czy mieszaną niż z suchą ;)


19. Żel do mycia twarzy z olejkiem pomarańczowym marki Ava Laboratorium. - Jego recenzję znajdziecie tutaj.

20. Płyn micelarny do cery naczynkowej z Lirene. - Jak dla mnie to bubel. Kiepsko usuwał makijaż z twarzy, a tym bardziej z okolic oczu. Do całkowitego demakijażu zużywałam minimum 4 lub 5 płatków! Jedynym jego plusem był fakt, iż nie podrażniał skóry. I był dość tani.

21. Maseczka peel - off marki Balea. - Jedna z gorszych maseczek tego typu, jakie testowałam w swoim życiu. Dość mocno pachniała alkoholem, a do tego wysuszała moją skórę. To przez nią nabyłam się dość sporej ilości suchych skórek w okolicach nosa. Nie polecam jej kupna, o nie.


22. Puder do twarzy Baby Face Pore Powder marki It's Skin. - Więcej na jego temat przeczytacie w tym poście.

23. Krem BB z serii Good Afternoon marki Skinfood. - Jego recenzja znajduje się tutaj.

24. Podkład matująco - rozświetlający Glam & Matt marki Lirene. - Po pierwsze, kosmetyk ten w ogóle nie matuje skóry. Ba! Po jego zastosowaniu świeci się ona jak bombka! Po drugie, kolor nr 02, czyli niby naturalny, jest dość ciemny i w okresie zimowym musiałam rozjaśniać go innym podkładem. Niby dość dobrze krył, ale po mniej więcej 5 - 6 godzinach znikał z twarzy w tempie ekspresowym. Nie polubiłam się z nim, niestety.

25. Tusz do rzęs "Magnetic Look" z Eveline Cosmetics. - Na jego temat możecie poczytać tutaj.


****


Stosowałyście któryś z powyższych kosmetyków? Jeśli tak to co o nich sądzicie?



Miłego wieczoru, Wasza A.

poniedziałek, 2 lutego 2015

Nowości kosmetyczne - styczeń 2015.

    Nie licząc mojej pierwszej wizycie w niemieckim DM-ie i poczynionych w nim zakupach - skusiłam się na jeszcze parę innych produktów w naszych polskich drogeriach. Hm, czyżbym była uzależniona od wizyt w tego typu sklepach? ;)


    Po raz pierwszy od bodajże pół roku zawitałam do Drogerii Natura. Zapewne gdybym nie pojechała do mojego rodzinnego miasta to w ogóle bym się w niej nie pojawiła. Cóż, tutaj, we Wrocławiu, mam dość daleko do tego sklepu. Jednak gdy już tam zaszłam to skusiłam się na peeling do ciała o zapachu owoców egzotycznych marki Paloma ( za ok. 10 zł ) oraz płyn micelarny z Delii ( ok. 5,50 zł ).


    Nie byłabym sobą, gdybym nie zakupiła najnowszych żeli pod prysznic marki Isana ( 2,99 zł / sztuka ). Cóż, ten drugi ( umieszczony po środku zdjęcia ) bardziej przypadł mi do gustu. Jak dla mnie pachnie jak... wiśniowe delicje! ;) Dodatkowo, skusiłam się na kolejny płyn do kąpieli tej samej marki ( 4,29 zł ).



    A oto moje kolejne zamówienie na stronie E-bay - zestaw 4 pędzelków do malowania oczu. Służą one albo do podkreślania załamania powieki, albo do rozcierania granic między cieniami. Mają mięciutkie włosie, nie podrażniają skóry. A do tego były przeraźliwie tanie. Zestaw kosztował mnie ok. 5 - 6 zł.


    Na sam koniec miesiąca zakupiłam malinowy peeling do ciała z Joanny ( ok. 8 zł ) oraz ziołowy szampon przeciw wypadaniu włosów Bioxsine ( ok. 37 zł ). Co do tego drugiego produktu mam duże nadzieje... No cóż, zobaczymy jak spisze się na dłuższą metę.


    I oto koniec styczniowych zakupów. Nie licząc wizyty w DM-ie - nie wydałam aż tak dużo pieniędzy na kosmetyki ;) Jednak zamiast mi ich ubywać - ponownie wzrosła ich ilość.


Miałyście któryś z powyższych kosmetyków? Co o nim / o nich sądzicie?


Buziaki, Wasza A.

wtorek, 13 stycznia 2015

Zdenkowani - grudzień 2014.

    Grudzień minął mi w zastraszającym tempie. Ciągłe przesiadywanie w pracy, kupowanie prezentów - zajęły większość mojego wolnego czasu. A potem były już Święta i impreza sylwestrowa... I już mamy połowę stycznia! :) Czas leci, a w denkowej torbie znajduje się coraz więcej pustych opakowań :)

    W poprzednim miesiącu udało mi się zużyć dość sporą ilość produktów do kąpieli. Od kiedy przeprowadziłam się do mieszkania z wanną zamiast prysznica - spędzam tam dość dużo czasu wieczorem ;) Jakimś cudem - zdenkowałam też trzy produkty kolorowe. Jestem z siebie dumna ;)


1. Żel pod prysznic "Festa do Brasil" marki Isana. - Jest to tani, przyjemnie pachnący kosmetyk, który umilał mi codzienną kąpiel. Nie wysuszał skóry, dobrze mył. Jak wiecie - lubię żele Isana i często do nich wracam ;)

2. Kremowe mydło arganowe marki Ziaja. - Myślałam, że nigdy nie zużyję tego produktu ;) Był mega wydajny, nie wysuszał skóry. Mydełko posiadało dość ciężki, intensywny zapach, który idealnie wkomponował się w zimową aurę.

3. Peeling do ciała gruboziarnisty "Olejek arganowy" z Joanny. - Kosmetyk dość dobrze masował skórę, aczkolwiek nie tak mocno jak produkty z serii Tutti Frutti marki Farmona. Miał dość mdlący i słodki zapach, który krótko utrzymywał się na skórze. Był średnio wydajny, ale u mnie wszystkie peelingi kończą się dość szybko ;)


4. Cukrowy peeling "Brzoskwinia & Mango" z serii Tutti Frutti marki Farmona. - Uwielbiam ten peeling! Cudownie, intensywnie masuje ciało, pozostawiając je miłe i gładkie w dotyku. Do tego ma uzależniający, owocowy zapach, który długo utrzymuje się na skórze. Polubiłam go na tyle, że znalazł się  w ulubieńcach wczesno zimowych ;)

5. Płyn do kąpieli z lawendą i wanilią marki Isana. - Kosmetyk ten posiadał dość intensywny, aczkolwiek otulający zapach, który idealnie nadawał się na zimowe wieczory. Po kąpieli z tym produktem czułam się wypoczęta, zrelaksowana i uspokojona ;)

6. Płyn do kąpieli "Cookies" z Be Beauty. - Niestety, płyn ten nie przypadł mi do gustu. Miał przyjemny, słodki, typowo ciasteczkowy zapach, ale tylko w opakowaniu. Po dodaniu go do wody - jego aromat zanikał. A szkoda :( Jedyny jego plus - wytwarzał dość dużą ilość piany.


7. Żel oczyszczający z serii "Czysta skóra" marki Garnier. - Jego recenzja znajduje się tu.

8. Odświeżający płyn micelarny do cery tłustej i mieszanej marki Soraya. - Cóż, określiłabym go jako przeciętniaka. Niby dość dobrze usuwał podkład czy puder. Jednak nie za dobrze radził sobie z demakijażem oczu. Do zmycia eyelinera musiałam zużyć około 3 - 4 płatków, koszmar ;O Na szczęście - kosmetyk nie podrażniał skóry, nie wysuszał jej, nie uczulał.

9. Peeling do mycia twarzy marki Synergen. - Kolejny przeciętniak z denkowej torby. Miał dość gęstą konsystencję, w której zatopiona była bardzo mała ilość ostrych, dość dużych drobinek. Jak dla mnie kiepsko oczyszczał skórę, co najwyżej ją podrażniał. Dość trudno zmywało się go z twarzy, a do tego pozostawiał na niej specyficzną, nieprzyjemną warstwę. Na pewno do niego nie powrócę.


10. Serum "Sebo Vegetal" z Yves Rocher. - Jego recenzja znajduje się tu.

11. Żel pod oczy marki Anatomicals. - Delikatny, aczkolwiek dość dobrze nawilżający żel pod oczy. Nie podrażniał, nie wywołał alergii. Jedyny jego minus - pozostawiał na skórze dość nieprzyjemną, lepką warstwę. Myślę, że będzie to odpowiedni kosmetyk pod oczy dla młodych dziewczyn ;) I nie - nie zlikwidował cieni pod oczami.

12. Olejek arganowy. - Jego recenzja znajduje się tu.


13. Super Power Mezo Maska z Bielendy. - Jest to kosmetyk w formie płatu tkaniny nasączonego dobroczynnymi substancjami. Przyznam, iż nawet byłam zadowolona z tej maski. Po jej zastosowaniu moja twarz była miękka i przyjemna w dotyku. Jednak jakiegoś efektu "wow" - nie zauważyłam ;)

14. Maska ogórkowa zamówiona na stronie E-bay. - Z tych masek jestem zadowolona o wiele bardziej. Dobrze nawilżają i wygładzają skórę. Dodatkowo, dają przyjemne uczucie chłodu i delikatnego mrowienia ;) Można je kupić w pakiecie ( 3 sztuki ) za około 6 - 8 zł. Myślę, że jest to opłacalna oferta :)


15. Szminka Hydra Renew od Rimmel. - Jej recenzja znajduje się tu.

16. Korektor w płynie z serii "Affinitone" marki Maybelline. - Jego recenzję znajdziecie w tym poście.

17. Lakier do paznokci z serii "Nude Glam" od Essence. - Rzadko kiedy zużywam lakiery, ponieważ od paru miesięcy prawie w ogóle nie maluję paznokci. W tym przypadku - pozostała mi jego niewielka ilość na dnie, którą w ogóle nie mogłam wydobyć. A co do samego produktu - miał ładny, delikatny kolor, który idealnie pasował do stosowania na co dzień. Dość szybko wysychał, ale jego trwałość była raczej przeciętna. Produkt utrzymywał się na moich paznokciach około 2 - 3 dni. Jednak za cenę 6 - 7 zł - nie ma co narzekać ;)


18. Próbki, próbeczki.



Miałyście któryś z powyższych kosmetyków? Co o nim / o nich sądzicie?


Miłego wieczoru, A.