Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Apart. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Apart. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 14 maja 2015

Kwietniowy projekt denko - 2015.

   Zeszły miesiąc minął mi nie tylko na robieniu zbyt dużej ilości zakupów, ale również na denkowaniu kosmetyków. I przyznam, że zebrałam dość sporo pustych opakowań. Oczywiście, są to główne buteleczki po produktach do kąpieli, no ale - ostatnio zużywam i kupuję je w nadmiernej ilości ;)

    O dziwo, udało mi się zużyć dość sporo kosmetyków z działu "kolorówka". Chyba mogę być z siebie dumna, prawda? ;)



1. Płyn do kąpieli "Diamentowa kąpiel" marki Apart. - Kolejny dobry płyn owej marki. Ma przyjemny zapach, wytwarza dość dużą ilość piany. Szkoda tylko, że jego cena jest prawie 2 - krotnie wyższa niż standardowego kosmetyku tego typu. A jakość - taka sama...

2. Tabletki koloryzujące wodę o zapachu jagodowym z Lilliputz. - Jestem bardzo zawiedziona tym produktem. Barwił nie tylko wodę, ale również wannę. Jego zapach był nijaki, na pewno nie skojarzyłby mi się z jagodami. Ba! W ogóle nie przypominał aromatu jakiegokolwiek owocu. Spodziewałam się po nich czegoś innego...

3. Płyn do kąpieli "Sweet Macaroons" marki Luksja. - Produkt ten posiada intensywny, waniliowo - ciasteczkowy zapach. Nie każdej z nas, kobiet, przypadnie do gustu. Ja byłam z niego zadowolona, ale do moich ulubionych aromatów - nie zaliczę go ;) Kosmetyk wytwarza dużą ilość piany, nie wysusza skóry, jest wydajny. A do tego, bardzo często, można znaleźć go w cenie promocyjnej.

4. Sól do kąpieli "Amazonia" z Bingo Spa. - Cóż, określę go mianem przeciętnego kosmetyku. Wytwarza minimalną ilość piany ( choć producent obiecuje coś wręcz przeciwnego ), barwi wodę na dość nieprzyjemny kolor, a do tego ma raczej nijaki zapach. Produkt - nie dla mnie.



5 i 6. Peelingi z serii "Let's Celebrate" marki Farmona. - Ich zbiorcza recenzja znajduje się tutaj.

7. Żel pod prysznic o zapachu owocu granatu marki Yves Rocher. - Kosmetyk ma przyjemny, owocowy zapach, nie wysusza skóry, nie wywołuje alergii. Jest średnio wydajny - jak to wszystkie żele z tej serii. Jednak i tak nie pobił wersji kawowej czy tej o zapachu orzechów macadamia ;)



8. Balsam o zapachu jabłkowym z Lirene. - Kosmetyk o cudownym, cukierkowo - jabłkowym zapachu, ale o przeciętnym działaniu. Balsam niby nawilżał skórę, ale efekt ten zanikał już następnego ranka. Może w okresie letnim spisałby się o wiele lepiej, ale zimą czy na początku wiosny - moja skóra pragnęła więcej nawilżenia.

9. Olejek do opalania Aile. - Aż wstyd przyznać się - ile ten kosmetyk ma lat! Kupiłam go na pierwszym roku studiów, czyli pięć lat temu. Jednak od prawie samego początku leżał na półce, prawie nieużywany ;) Nie lubię oleistych konsystencji, więc zrezygnowałam z tego produktu na rzecz standardowego kremu do opalania.

10. Żel do golenia "Satin Care - Olay" marki Gilette. - Przyznam, jest to dobry jakościowo produkt. Jednak spisuje się tak samo dobrze jak, np. pianki do golenia z Isany. A myślę, że nie warto przepłacać w tego typu kwestii ;) Co do żelu - dobrze zmiękcza włoski, ułatwia ich usuwanie. Nie podrażnia skóry, jest dość wydajny.

11. Żel antybakteryjny do rąk "Fresh Picked Apples" z Bath & Body Works. - Wiecie, że uwielbiam żele owej marki. Są małe, poręczne, wydajne, a do tego mają cudowne zapachy! Szkoda, że sklepy owej marki są tylko w Warszawie. Inaczej bardzo często bym do nich zaglądała ;)



12. Peeling i maska 2 w 1 "Ryż z ogórkiem" marki Ava Laboratorium. - Za jakiś czas napiszę osobny post na temat tego produktu. A w skrócie - peeling dość dobrze oczyszczał pory, ale nie był to efekt wow. Był wydajny, nie zapychał porów, nie wywoływał alergii. Jednak jak za cenę prawie 30 zł - mógł okazać się nieco lepszy.

13. Krem pod oczy marki Belea. - Możecie o nim poczytać w tym poście.

14. Krem matujący marki Balea. - Jego recenzja znajduje się w tym poście.

15. Żel - krem do mycia twarzy marki Nivea. - Kolejny przeciętniaczek. Raczej średnio oczyszcza skórę, a do tego pozostawia na niej nieprzyjemną, wyczuwalną warstwę. Dodatkowo, produkt ten nie jest zbyt bardzo wydajny.



16. Chusteczki nawilżane z Babydream. - Jak się okazuje - mniejsze opakowanie owych chusteczek jest lepsze jakościowo niż te większe. Przy 30 sztukach - są one lepiej nawilżone, nie przedzierają się, wolno wysychają. Jestem na tak :)

17. Maseczka w płacie z ekstraktem z jagód. - Kolejny, maseczkowy ulubieniec. Płat maski jest dobrze nasączony, ale nie zsuwa się z twarzy. Dobrze nawilża i odżywia skórę, która po jej zastosowaniu jest przyjemna i miła w dotyku. Uwielbiam produkty tego typu dostępne na stronie E-bay :)

18. Maseczka "Gorąca czekolada i olejek pomarańczowy" marki Montagne Jeunesse. - Zakochałam się w tym produkcie! Ze względu na jego apetyczny zapach ( pachniał jak delicje pomarańczowe ), miłe uczucie ocieplenia skóry, oczyszczenie i wygładzenie, jakie dawał. Dodatkowo, maseczka była bardzo wydajna i łatwo spłukiwało się ją z twarzy. Cudo!

19. Kokosowa, nawilżająca maseczka z masłem Shea z Beauty Formulas. - Dość dobra maseczka - ale na pewno nie nawilżająca. Moim zdaniem, lepiej matuje i oczyszcza skórę. Niestety, jest dość kiepsko wydajna. A to dlatego, iż po otwarciu w dość ekspresowym tempie wysycha w saszetce.



20.  Woda perfumowana "Heat Rush" od Beyonce. - Jej recenzja znajduje się w tym poście.

21. Antyperspirant Neo "Fruity Flower" marki Garnier. - Kolejny bubel z kwietniowego projektu denko. Jedyną jego zaletą był przyjemny zapach. Niestety, produkt kiepsko chronił przed potem, po paru godzinach zaczął kleić się pod pachami, co nie było przyjemne. Chyba nie dla mnie są antyperspiranty owej marki ;)

22. Antyperspirant "Aloe Vera" z Rexona. - Bardzo lubię produkty tego typu owej marki. Są przystępne cenowo, wydajne i dobrze chronią przed potem. Możliwe, iż ta wersja spisałaby się nieco gorzej latem, przy wyższych temperaturach. Jednak wiosną - byłam z niej zadowolona.



23. Wygładzająca baza marki Hean. - Choć zostało jej dość dużo w opakowaniu - jej czas przydatności dobiegł końca. Wolę nie używać przeterminowanej bazy pod makijaż ;) A jej recenzja znajduje się tutaj.

24. Pomadki "Elixir" marki Wibo. - O tej szmineczce możecie przeczytać w tym poście porównawczym.

25. Kredka do oczu "Eye Max Precision" z Eveline Cosmetics. - Jej recenzja znajduje się tutaj.

26. Tusz do rzęs "Scandaleyes" marki Rimmel. - Jego recenzję znajdziecie w tym poście.

27. Puder "Skin Match" marki Astor. - Jego recenzja znajduje się w tym poście.

28. Próbka kremu CC marki Bell z serii hypoalergicznej. - Próbka ta wystarczyła mi tylko na 2 razy, a mimo to zaciekawiła mnie na tyle, że w przyszłości na pewno skuszę się na ten produkt. Kosmetyk wyrównał koloryt skóry, lekko ją zmatowił. Może nie dawał zbyt dużego krycia, ale na lato - będzie to jak najbardziej w porządku :)


A jak prezentuje się Wasz kwietniowy projekt denko?

Buziaki, Wasza A.

wtorek, 5 maja 2015

Szał zakupów - kwiecień 2015.

    Tegoroczny kwiecień na pewno wyróżni się u mnie ilością zakupów, jakie poczyniłam. Nagle wszystko zaczęło mi się kończyć, wzrosła ilość moich kosmetycznych zachcianek. Przyznam, że źle odbiło się to na moim portfelu ;) Parę razy zahaczyłam o Rossmann, udało mi się nawet zajść do Hebe. Jednak to nie wszystko - przez co ilość moich zakupów jest dość przerażająca. Jednak nie przedłużam - zaczynajmy!

    Jeszcze pod koniec marca zahaczyłam o sklep Yves Rocher. Dzięki ulotce, jaką otrzymuję od firmy raz w miesiącu, mogłam zakupić jeden wybrany przez siebie produkt tańszy prawie o połowę, a do tego otrzymałam krem do rąk w ramach gratisu. Jako że skończył mi się mój krem na noc - skusiłam się na żel nawilżający z serii Hydro Vegetal. I stał się on moim ulubieńcem ;)


    Na samym początku maja dwukrotnie skusiłam się na zakupy w drogerii Rossmann. Za pierwszym razem do zakupowego koszyczka dodałam tylko dwa produkty, a mianowicie bronzer do twarzy marki Bell ( ok. 15 zł ) oraz nowy żel pod prysznic marki Isana ( 2,99 zł ). Do tej pory nigdy nie stosowałam produktów brązujących twarz. Z tego też względu stwierdziłam, iż czas przełamać się, kupić jakiś bronzer i nauczyć się nim konturować. Na razie użyłam go tylko raz, ups ;)


    Za drugim razem uzupełniłam swój zapas płynów do kąpieli. Wybrałam "Diamentową kąpiel" od marki Apart ( 9,99 zł ) oraz kosmetyk tego typu od Isany ( ok. 4 - 5 zł ). Dodatkowo, zakupiłam chusteczki oczyszczające marki Tami. Nie widziałam ich w innych drogeriach kosmetycznych, więc możliwe, iż jest to nowość. W małym, plastikowym opakowaniu znajdowała się próbka kremu CC od Bell. Zapłaciłam tylko za ten podróżny słoiczek :)


   Udało mi się dostać również nowe żele pod prysznic marki Balea. Każdy z nich kosztował 5,00 zł. Jeżeli jesteście z Wrocławia - znajdziecie je na Hali Targowej "Gaj" :)



    Jeszcze zanim było wiadomo o wielkiej promocji na kolorówkę w takich drogeriach jak Rossmann czy Natura - skusiłam się na parę tego typu produktów w Hebe. Do mojego zakupowego koszyczka wpadł m. in. żel do brwi oraz kredka marki Catrice ( koszt nie większy niż 8 zł, chyba ;) ), tusz do rzęs "Maximum Definition" ( ok. 12 - 13 zł ) od Essence i róż "Illuminating Blush" również marki Catrice ( ok. 15 zł ). Chwilowo używałam pierwsze 3 kosmetyki i z każdego jestem zadowolona - w mniejszy lub większy sposób ;)

    Oprócz kolorówki, skusiłam się też na produkty pielęgnacyjne. Z podkulonym ogonem wróciłam do odżywek w spray'u marki Gliss Kur ( ok. 10 zł ). Ta od Shaumy nie zrobiła niczego dobrego z moimi włosami. Dodatkowo, zakupiłam dwa peelingi - jeden do twarzy, enzymatyczny ( ok. 10 zł ), marki Purederm, a drugi do całego ciała, ananasowy, od Joanny ( ok. 9 zł ). Krem nawilżający marki Ziaja ( ok. 10 zł ) kusił mnie już od dłuższego czasu. Wiele osób go zachwalało, więc i ja chciałam przekonać się o jego działaniu. A chusteczki nawilżane Tami ( ok. 4 zł ) zakupiłam, standardowo, do przecierania kurzu czy resztek makijażu z ręki ;)



    Mniej więcej w połowie miesiąca ponownie wybrałam się do sklepu Rossmann. Tym razem zakupiłam kosmetyki, które naprawdę były mi potrzebne. Tj. ich następcy albo wylądowali już w denkowej torbie, albo byli na wykończeniu. Jedynym dodatkiem do tych zakupów okazał się być matujący krem marki Bielenda, który kosztował mnie... 5,49 zł. I to tylko przez uszkodzenie kartonika, w który był zapakowany. Reszta jest w porządku, a data przydatności - aż do 2017 roku.

    Nie licząc tego produktu, zakupiłam najnowszy krem pod oczy marki AA z serii Hydro Algi ( ok. 14 zł ), żel do mycia twarzy z Lirene ( ok. 10 - 11 zł ), piankę konwaliową do golenia ( ok. 5 zł ) oraz dwupak antyperspirantów z Dove ( 13,99 zł ).



    Jakiś czas temu w sklepie Carrefour można było dostać maseczki Montagne Jeunesse w cenie 3,99 zł za sztukę. Nie byłabym sobą, gdybym nie kupiła choćby kilku sztuk ;) Wybrałam 4, aczkolwiek wszystkie czekają na swoje użycie. Dodatkowo, skusiłam się na jeden z najnowszych wariantów antyperspirantu Fa ( 5,99 zł ) o zapachu zielonej herbaty.



        Jako wielka fanka wosków Yankee Candle - wybrałam się po ich nowości z najnowszej serii. Udało mi się dostać je w cenie 6 zł za sztukę. Dodatkowo, wybrałam jedną tartę z Craft and Beauty ( 8 zł ) o zapachu pudrowych cukierków.



    W drugiej połowie miesiąca ponownie wybrałam się do Hebe. Głównym celem tych zakupów były gumki do włosów Invisibobble. Wiele blogerek, jak i moje koleżanki z pracy, bardzo je zachwalały, więc postanowiłam skusić się na ich zestaw ( 15 zł za 3 gumki ). Serum do twarzy z L'biotici oraz antyperspirant marki Nivea kupiłam za namową pani kasjerki. Przy zakupie dwóch produktów znajdujących się przy kasach - otrzymywało się torebeczkę upominków od marki Hebe. Cóż, myślałam, że znajdę w niej coś ciekawego. A w jej wnętrzu znalazłam... tylko próbki kremów i perfum. Tak, jestem zawiedziona ;) Przynajmniej wiem na przyszłość, by nie ulegać tego typu promocjom. 


    Zakup kolorówki w Rossmannie, jak i moją wizytę w salonie Kiko opiszę Wam w kolejnym poście. Na dzisiaj - chyba już wystarczy tych nowości ;)


Miałyście któryś z powyższych kosmetyków? Co o nich sądzicie?



Miłego dnia, Wasza A.

piątek, 6 lutego 2015

Zdenkowani - styczeń 2015.

   Luty rozpoczął się dla mnie natłokiem pracy i wyjazdami w rodzinne strony. Z obu tych powodów dość rzadko zaglądam na bloga, wybaczcie mi to. Może od przyszłego tygodnia moja sytuacja nieco się poprawi i będę mogła częściej się tu pojawiać ;)

   A dzisiaj przychodzę do Was z projektem denko - w wersji styczniowej. Coraz lepiej idzie mi zużywanie kosmetyków kolorowych. Może niedługo zredukuję ich ilość do minimum? Ach, te marzenia ;)


1. Peeling do ciała "Jeżyna & Malina" z Farmony. - Kosmetyk posiadał bajeczny zapach - podobny do malinowej Mamby ;) Bardzo dobrze masował skórę, może nawet lekko ją podrażniał. Nie pozostawiał na ciele tłustej warstwy, aczkolwiek dość trudno spłukiwało się go z jej powierzchni. I nie wiem czemu - trafiło mi się jakieś twarde, niewygodne opakowanie, które utrudniało mi wydobycie peelingu do końca...

2. Żel pod prysznic w wersji "Marakuja" marki Isana. - Kolejny tani i przyzwoity żel pod prysznic owej marki. Miał przyjemny, owocowy zapach, który umilał mi codzienne branie kąpieli. Nie wysuszał skóry, był dość wydajny. Jestem z niego zadowolona :)

3. Żel pod prysznic "Cookies" od Be Beauty. - Typowy przeciętniak. Miał ciekawy, słodki zapach, ale krótko utrzymywał się on na skórze. Miał nie szczelne opakowanie, przez co część produktu wylewała się podczas jego aplikacji na dłoń. Niby nie wysuszał skóry i nie zrobił mi żadnej krzywdy. Jednak jakoś nie przekonał mnie do siebie ;)


4. Płyn do kąpieli "Migdał i kokos" marki Apart. - Mój ulubieniec! Posiadał cudowny, migdałowy zapach, a do tego wytwarzał bardzo dużą ilość piany. Ach! Idealny produkt do brania dłuższych, aromatycznych kąpieli :)

5. Olejek pod prysznic "Jeżyna & Malina" z Farmony. - Mój kolejny ulubieniec ;) Tak jak peeling - posiadał zapach malinowej mamby. Wytwarzał bardzo dużą ilość piany, a jego zapach unosił się w łazience jeszcze kilka godzin po branej kąpieli. Cudo!

6. Sól do kąpieli o zapachu owocu granatu marki Balea. - Cóż, określiłabym ją jako przeciętną. Wystarczyła mi tylko na jedną kąpiel, choć jest jej dość dużo w opakowaniu. Zabarwiła wodę na czerwono, przez kilka minut można było wyczuć przyjemny, owocowy zapach. Niestety, potem on zanikł i pozostała mi tylko kolorowa woda ;)


7. Olejki do kąpieli w różnych kapsułkach. - Każda z kapsułek zawierała olejek o innym zapachu. Niebieskie pseudo słoneczko pachniało jak męskie perfumy, zielony królik - jak jabłuszko, czerwone serduszko i złota gwiazdka - jak różowa guma Orbit dla dzieci. Ich zapach krótko utrzymywał się w powietrzu, a sam olejek w ogóle nie nawilżał skóry. Szkoda...

8. Płyn do higieny intymnej marki Ziaja. - Uwielbiam produkty tego typu owej firmy. Są łagodne dla skóry, nie podrażniają i nie wysuszają. Do tego są bardzo wydajne i można je dostać w prawie każdym w sklepie w niskiej cenie.

9. Pianka do golenia "Sensitive" marki Isana. - Jakiś czas temu znalazła się wśród ulubieńców. I nic w tym dziwnego! Daje dobry poślizg golarce, dzięki czemu skóra nie jest podrażniona po goleniu. Nie wysusza skóry, ma przyjemny zapach, jest wydajna. Chwilowo używam wersji jabłkowej owego produktu i również jestem z niego zadowolona :)


10. Szampon nadający objętość "Volume Sensation" marki Nivea. - Określiłabym go jako kosmetyk nie wyróżniający się w tłumie. Niby dobrze oczyszczał włosy, ale nic więcej. Nie miały one większej objętości, nie były nabłyszczone czy też jakoś super wygładzone. Jego zapach również określiłabym jako przeciętny. Mi kojarzył się z... trawą.


11. Szampon pielęgnacyjny Hipp. - Bardzo lubię ten kosmetyk. Nie wywołuje łupieżu, łagodzi podrażnienia znajdujące się na skórze głowy, nie powoduje plątania włosów. Jest wydajny, ma przyjemny zapach. Szkoda tylko, że dość trudno znaleźć go w takich drogeriach jak Rossmann czy Drogeria Natura.

12. Antyperspirant "Intensive Ultra Dry" marki Adidas. - Nie polubiłam się z tym produktem. Nie chronił dobrze przed potem, potrafił brudzić ubrania, a jego zapach był dość duszący. W przyszłości na pewno do niego nie powrócę.

13. Maska do stóp Exclusive Cosmetics. - Przyjemny produkt do stosowania w ramach domowego SPA. Dawał lekki efekt chłodzenia, co zimą raczej nie należy do najprzyjemniejszych odczuć. Co do samego działania kosmetyku - lekko nawilżył skórę, ale nic poza tym. Myślę, że trzeba by było stosować taką maskę minimum 3 razy w tygodniu, by zobaczyć jakieś spektakularne efekty.


14. Masło do ciała "Papaya" z The Body Shop. - Jego recenzja znajduje się tu.

15. Regenerujący krem do rąk z Be Beauty. - Na jego temat możecie poczytać w tym poście.


16. Żel pod oczy ze świetlikiem i herbatą marki Flos-lek. - Jego recenzja znajduje się tutaj.

17. Nawilżające serum do twarzy "Super Power Mezo Serum" z Bielendy. - Na jego temat poczytacie tutaj.

18. Tonik bio aloesowy marki Ziaja. - Był to przyjemny kosmetyk, ale nie dorastał do pięt tonikowi ogórkowemu tej samej marki. Dość dobrze odświeżał skórę, lekko ją nawilżał. Jest wydajny i dostępny w przystępnej cenie. Myślę, że bardziej spisze się w przypadku osób z cerą tłustą czy mieszaną niż z suchą ;)


19. Żel do mycia twarzy z olejkiem pomarańczowym marki Ava Laboratorium. - Jego recenzję znajdziecie tutaj.

20. Płyn micelarny do cery naczynkowej z Lirene. - Jak dla mnie to bubel. Kiepsko usuwał makijaż z twarzy, a tym bardziej z okolic oczu. Do całkowitego demakijażu zużywałam minimum 4 lub 5 płatków! Jedynym jego plusem był fakt, iż nie podrażniał skóry. I był dość tani.

21. Maseczka peel - off marki Balea. - Jedna z gorszych maseczek tego typu, jakie testowałam w swoim życiu. Dość mocno pachniała alkoholem, a do tego wysuszała moją skórę. To przez nią nabyłam się dość sporej ilości suchych skórek w okolicach nosa. Nie polecam jej kupna, o nie.


22. Puder do twarzy Baby Face Pore Powder marki It's Skin. - Więcej na jego temat przeczytacie w tym poście.

23. Krem BB z serii Good Afternoon marki Skinfood. - Jego recenzja znajduje się tutaj.

24. Podkład matująco - rozświetlający Glam & Matt marki Lirene. - Po pierwsze, kosmetyk ten w ogóle nie matuje skóry. Ba! Po jego zastosowaniu świeci się ona jak bombka! Po drugie, kolor nr 02, czyli niby naturalny, jest dość ciemny i w okresie zimowym musiałam rozjaśniać go innym podkładem. Niby dość dobrze krył, ale po mniej więcej 5 - 6 godzinach znikał z twarzy w tempie ekspresowym. Nie polubiłam się z nim, niestety.

25. Tusz do rzęs "Magnetic Look" z Eveline Cosmetics. - Na jego temat możecie poczytać tutaj.


****


Stosowałyście któryś z powyższych kosmetyków? Jeśli tak to co o nich sądzicie?



Miłego wieczoru, Wasza A.

środa, 7 stycznia 2015

Ulubieńcy wczesnozimowi 2014.

   Już od jakiegoś czasu trudno jest mi zebrać się w sobie i pisać notkę o ulubieńcach kosmetycznych raz na miesiąc. Tym bardziej, że bywa i tak, iż polubię tylko dwa czy trzy produkty. A wtedy chyba nie ma sensu ich przedstawiać ;) Z tego też względu postanowiłam publikować tego typu post raz na dwa miesiące. W takim okresie na pewno uda mi się zebrać dość sporą ilość kosmetyków, które moim zdaniem są warte zakupu :) 


   Jestem wielką fanką gorących i aromatycznych kąpieli - tym bardziej w okresie zimowym. Z tego też względu co chwilę zakupuję wszelkiego rodzaju płyny do kąpieli. I to właśnie jeden z nich stał się moim ulubieńcem. A mowa tutaj o płynie do kąpieli "Migdał i kokos" marki Apart. Produkt ten wytwarza niesamowicie dużą ilość kremowej i przyjemnej w dotyku piany. A jego zapach jest wręcz oszałamiający! Jak dla mnie - kojarzy się on nieco z migdałowymi ciasteczkami. Mniam! ;) Jest słodki, otulający, wręcz idealny na zimę. Cena kosmetyku również jest przystępna - ja znalazłam go w Rossmannie za 6, 29 zł w promocji.

   Kolejnym ulubieńcem jest pianka do golenia w wersji "Sensitive" marki Isana. Jest to pierwszy produkt tego typu owej marki, jaki zakupiłam. Kosmetyk ten posiada bardzo ładny zapach, który umila konieczność dość częstego golenia się ;) Samo jego działanie również jest zadowalające. Produkt daje dobry poślizg golarce, dzięki czemu nie musimy martwić się o jakiekolwiek podrażnienia czy powstanie ranek. Pianka nie wysusza skóry, nie wywołuje alergii, a do tego ma przystępną cenę. W kolejce czeka na mnie jej wersja jabłkowa ;)

   Chyba nikogo nie zdziwi, że pokochałam również jeden z peelingów z serii Tutti Frutti marki Farmona. W moim przypadku jest to wariant "Brzoskwinia & Mango". Bodajże rok ( a może dwa lata temu? ) miałam mus do ciała z tej samej serii i również przypadł mi on do gustu. Co do samego peelingu - jest to kosmetyk cukrowy, o mocnej sile masowania ciała. Po jego zastosowaniu moja skóra jest przyjemnie miękka w dotyku, a do tego cudownie pachnąca. Jego zapach długo się utrzymuje i, o dziwo, przesięka nim również moja pidżama ;)


   Tak, tak - polubiłam również masło do ciała "Papaya" z The Body Shop. Dokładną notkę na jego temat znajdziecie w tym poście. A w skrócie - kosmetyk bardzo dobrze nawilża i odżywia ciało. Nie pozostawia na niej tłustej i nieprzyjemnej warstwy, nie podrażnia, nie wywołuje alergii. Jest wydajne, aczkolwiek jego standardowa cena jest dość porażająca. Myślę, że nie wydałabym 69 zł za mazidło do ciała ;)

   Jakoś do pewnego czasu nie byłam przekonana do masek w formie płatu tkaniny. Myślałam, że będzie ona zsuwała się z mojej skóry, a większość substancji pozostanie na materiale a nie na skórze. No cóż, po zastosowaniu maseczki ogórkowej ( zamówionej na stronie E-bay ) - jestem pozytywnie zaskoczona! Kosmetyk ten nie tylko dobrze nawilżył moją skórę, ale dodatkowo ją zmiękczył. Nie spowodował wysypu krostek na mojej twarzy, nie uczulił mnie. Do tego dostępny jest w przystępnej cenie ( 6 - 8 zł ) za 3 maski w pakiecie. Jestem ciekawa innych wariantów tego produktu :)

   Do moich ulubieńców zaliczam również żel pod oczy ze świetlikiem i herbatą marki Flos-lek. Jego recenzję znajdziecie w tym poście. Kosmetyk ten dobrze nawilża skórę, nie powoduje pieczenia oczu, nie wywołuje alergii. Myślę, że jest to dobry kosmetyk dla dziewczyn, które chcą zacząć swoją przygodę z produktami pod oczy :)


   Czas na ulubieńców z działu kolorówka. A wśród nich nie mogło zabraknąć podkładu "Affinitone" marki Maybelline w odcieniu nr 14 "Creamy Beige". Już od dłuższego czasu zastanawiałam się nad jego kupnem, aż wreszcie wylądował w zakupowym koszyku podczas promocji "1 + 1" w Rossmannie. Kosmetyk ten, o dziwo, dobrze matuje moją skórę, lecz nie podkreśla przy tym suchych skórek. Nie tworzy na twarzy efektu maski, wręcz bardzo dobrze dopasowuje się do naturalnego koloru mojej skóry. Może i ma lejącą konsystencję, która nieco utrudnia jego aplikację, ale i tak go lubię ;)

   Puder marki It's Skin nie należy do ideałów. Ba! Rzekłabym, iż jest nawet przeciętny. Jednakże w połączeniu z poprzednim kosmetykiem - działa cuda! Po pierwsze, niesamowicie matuje skórę. I to na wiele, wiele godzin. Nie raz dziewczyny pytały się mnie jakiego pudru używam, że moja skóra jest tak matowa. Wiadomo - nie każdemu ten efekt może się spodobać ;) Po drugie, bardzo dobrze utrwala podkład. I to nie tylko ten marki Maybelline. Nie podkreśla również suchych skórek, nie zapycha porów. Szkoda tylko, że tak dobrze spisuje się tylko z podkładem "Affinitone"...

   Kolejnym ulubieńcem jest brązowa kredka z Eveline Cosmetics. Mam ją już od kilkunastu miesięcy i chyba powinnam ją wyrzucić ;) Ale! Idealnie sprawdza się do... podkreślania brwi! Ma ładny, brązowy odcień, bez rudych tonów. Dzięki temu nie wygląda sztucznie. Łatwo aplikuje  i zmywa się ją z brwi. Co najdziwniejsze - pierwotnie, według producenta, kredka powinna być stosowana jako produkt do oczu, czyli głównie do wykonywania kresek czy też podkreślania linii wodnej. Cóż, w tej kwestii jej nie polecam ;)

   Ostatnim ulubieńcem jest róż marki Astor. Jest to mój pierwszy kosmetyk owej firmy, jaki zakupiłam. Jest dobrze napigmentowany, przez co trzeba nieco uważać podczas jego aplikacji na skórę. Może robić plamy, ale tylko przy jego nieumiejętnym nakładaniu. Róż bardzo ładnie podkreśla kości policzkowe i długo się na nich utrzymuje ( ok. 6 - 8 godzin ). Nie zapycha porów skórnych, nie uczula. Jego cena może i być dla niektórych dość wysoka ( prawie 38 zł ), ale jest to wydajny kosmetyk i myślę, że raz na jakiś czas można się na niego skusić ;)



A jak prezentują się Wasi zimowi ulubieńcy?


Buziaki, A.

piątek, 5 grudnia 2014

Projekt denko - listopad 2014.

    Czas na co miesięczny projekt denko. Mam wrażenia, że im bliżej końca roku, tym mniej zużywam kosmetyków. Naprawdę, nie wiem z czym to jest związane! Może w grudniu będzie lepiej? ;)


1. Płyn micelarny marki Garnier. - Jest to jeden z moich ulubieńców. Dobrze usuwał makijaż, nie podrażniał skóry i nie pozostawiał na niej tłustej warstwy. I co ważne - nie powodował pieczenia oczu. Jedyne czego w nim nie lubię to jego kiepskiej wydajności. Produkt zużyłam bodajże w półtora miesiąca. Mniej więcej.

2. Tonik ściągająco - oczyszczający marki Garnier. - Notka o nim znajduje się tutaj.



3. Żel do golenia dla skóry wrażliwej marki Isana. - Jakiś czas temu przeczytałam na jednym z blogów, iż męskie produkty do golenia spisują się w tej kwestii lepiej niż te damskie. Stwierdziłam - a czemu nie! Wypróbuję jakiś kosmetyk i wyrobię sobie zdanie w tej kwestii. Cóż, nie trafiłam za dobrze. Żel marki Isana był mało wydajny, nie dawał zbyt dobrego poślizgu podczas golenia. Określiłabym go mianem - przeciętniak.

4. Peeling w wersji "Marakuja" marki Joanna. - Kosmetyk ten spisał się u mnie tak dobrze jak wariant jabłkowy. Przyjemnie masował skórę, nie pozostawiał na niej tłustej warstwy, nie wysuszał jej i miał ładny zapach. Czego chcieć więcej? :)

5. Płyn do kąpieli "Jedwab i noni" marki Apart. - Nie wiem czemu wcześniej nie zwróciłam uwagi na kosmetyki z tej serii. Mają cudowne zapachy i wytwarzają przeogromną ilość piany! Już mam kolejny wariant "w obiegu" ;)



6. Jaja do kąpieli z Biedronki. - Nie wiem co mnie podkusiło do ich kupna, skoro babeczki z tego samego sklepu w ogóle się u mnie nie spisały. Kosmetyki miały słabo wyczuwalny zapach, wręcz nijaki. W ogóle nie umilały kąpieli...



7. Olejek łopianowy z czerwoną papryką z Green Pharmacy. - Jak dla mnie jest to niewypał! Produkt ten niesamowicie podrażnił i wysuszył skórę na mej głowie, "dzięki" czemu nabawiłam się łupieżu. Jego resztkę ( tja, 1/3 opakowania ) musiałam wylać...

8. Szampon "Wyrazisty kolor" marki Timotei. - Kosmetyk ten stosowałam wyłącznie na połowę moich włosów. W tym przypadku - ładnie je nabłyszczał, wygładzał, nie powodował ich plątania. A do tego miał przyjemny zapach :)

9. Odżywka do włosów w spray'u dodająca objętości marki Gliss Kur. - Jak wiecie - lubię odżywki z tej serii. Może nie odżywiają zbyt dobrze włosów, ale ułatwiają ich rozczesywanie i nie obciążają ich. Dodatkowo, są bardzo wydajne i często można dostać je w promocji.



10. Mgiełka do ciała "Rome HoneySuckle Amore" z Bath & Body Works. - Jej recenzja znajduje się tu. 

11. Luksusowy jedwab do ciała ze złocistym pyłem z Eveline Cosmetics. - Za jakiś czas napiszę osobną notkę na jego temat. A w skrócie - produkt nie przypadł mi do gustu, niestety. Nie nawilżał zbyt dobrze skóry. Za to pozostawiał na niej bardzo dużo złotego pyłku, który był dość oporny w zmywaniu.



12. Podkład "Satin Look" marki Vipera. - Odcień niby najjaśniejszy z całej gamy, ale dla mnie i tak był za ciemny. A szkoda, bo kosmetyk posiadał dobre krycie, nie tworzył na skórze efektu maski, dość dobrze matował. Jego jedną z niewielu wad był fakt, iż podkreślał suche skórki. Zużyłam go mieszając z jaśniejszym podkładem.

13. Róż do policzków marki Essence. - Jeden z moich ulubieńców! Był dobrze napigmentowany, ładnie podkreślał kości policzkowe i długo się na nich utrzymywał. Dostępny jest w kilku wariantach kolorystycznych, więc każda z nas powinna znaleźć odcień idealny dla siebie :)



14. Maska nawilżająca marki Ziaja. - Dobry kosmetyk, ale nie tak samo jak wersja z glinką szarą. Ten dość dobrze nawilżał skórę, zmiękczał ją. Jednak nic poza tym.

15. Maska do twarzy z ekstraktem z ogórka. - Maska ta miała postać kawałka materiału nasiąkniętego różnego rodzaju substancjami. Produkt ten dobrze trzymał się skóry, nie zsuwał się z niej. Po 20 - 30 minutach ściągałam go i po prostu wyrzucałam do śmieci ;) Po zastosowaniu kosmetyku moja twarz była miękka i miła w dotyku, a do tego nawilżona.

16. Oliwkowa maseczka do twarzy marki Verona. - Zaliczyłabym ją do grona przeciętniaków. Niby nawilżała skórę, ale efekt ten zanikał po krótkim czasie. Na szczęście, nie zauważyłam by zapychała ona moją skórę.



17. Krem do twarzy przeciwzmarszczkowy z serii "Arnica" marki Flos-lek. - Zużyłam mnóstwo próbek tego kosmetyku i byłam z niego zadowolona. Dobrze nawilżał i odżywiał skórę, niwelował wszelakie suche skórki. Dodatkowo, nie zapychał skóry, nie podrażniał jej. Nie jest to jednak krem matujący, więc część z dziewczyn mogłaby być niezadowolona z lekkiego nabłyszczenia, jakie pojawia się na skórze po jego zastosowaniu.



*****


A jak prezentują się Wasze listopadowe zużycia?


Miłego weekendu, Wasza A.


niedziela, 30 listopada 2014

"Skromne" zakupy listopadowe.

    Już za 2 godziny ( po opublikowaniu notki - zapewne będzie to z 1,5 godziny ;) ) minie kolejny miesiąc, listopad. Czy tylko ja myślę, że czas mknie nie ubłagalnie? Mam wrażenie jakby jeszcze niedawno było 1 listopada. A to już prawie 1 grudnia...

    W listopadzie raczej nie poszalałam z zakupami. Przynajmniej jeśli chodzi o strefę kosmetyczną ;) Oczywiście, skusiłam się na promocję w Rossmannie, zamówiłam co nieco na E-bay. Miesiąc jak co miesiąc ;)



    Zakupy w ramach promocji "1 + 1" w Rossmannie podzieliłam na dwie raty. A to tylko z tego względu, iż miałam problem ze zdobyciem podkładu Affinitone marki Maybelline w odcieniu nr 14. Poszczęściło mi się w sklepie nieco oddalonym od wszelakich Galerii czy Pasażów. Do pary dobrałam jeden z tuszy do rzęs marki Rimmel ( para za 27,29 zł ), a co. Dodatkowo, w koszyczku wylądował płyn micelarny marki Soraya ( 11,49 zł ) oraz aloesowy tonik firmy Ziaja ( 5,19 zł ). Co do tego pierwszego produktu - jestem bardzo zawiedziona jego wydajnością. Kosmetyk ten mam już na wykończeniu!



    Przy ponownej wizycie w Rossmannie, tym razem w Arkadach, dokupiłam wypatrzony wcześniej róż oraz puder z serii "Skin Match" marki Astor ( para za 37,99 zł ). Jako, że jeden z żeli do golenia miałam już na wykończeniu, to skusiłam się również na piankę do depilacji marki Isana ( ok. 4 zł w promocji ).

     Po peeling do ciała musiałam wybrać się aż do Super - Pharmu ( do którego w ogóle mi nie po drodze ), ponieważ w Rossmannie ( jak dla mnie ) mają ich zbyt mały wybór. Tym razem skusiłam się na kosmetyk marki Joanna z serii Sensual ( ok. 6 - 7 zł ).



    W listopadzie na stronie ebay zamówiłam zestaw trzech maseczek z ekstraktem z ogórka. Paczuszka wyniosła mnie nie całe 13 zł. Oczywiście, nie płaciłam za koszty przesyłki :) Chwilowo użyłam jedną z maseczek i przyznam, że jestem zadowolona z efektu, jaki dała. Po jej zastosowaniu moja skóra była miękka w dotyku oraz dobrze nawilżona.

    W ramach tej serii są dostępne maseczki z m. in. ekstraktem z oliwek, pomidora czy... ziemniaka! ;)



    Na sam koniec ponownie "poszalałam" w Rossmannie ( tak, jestem uzależniona od tego sklepu ;) ). Jedyną moją zachcianką okazały się być patyczki zapachowe w wersji jabłkowej ( 4,99 zł ). Chwilowo czekają na swoją kolej w użytkowaniu, jednak jestem bardzo ciekawa ich zapachu! Z konieczności ( tja, tja ;) ) zakupiłam również szampon do włosów "Volume Sensation" marki Nivea ( 8,49 zł ), odżywkę w spray'u marki Shauma ( 7,99 zł ) oraz płyn do kąpieli o zapachu migdału i kokosu z Apartu( 6,49 zł ).


    I to by było na tyle! W tym miesiącu nie poszalałam na zakupach kosmetycznych. Jednak wiem, że to była cisza przed burzą. Zbliża się grudzień, a w nim m. in. Dzień Darmowej Dostawy ;)


A na co Wy skusiłyście się w ostatnim czasie?


Miłej nocki, Wasza A.

wtorek, 30 września 2014

Wrześniowe nowości.

   Jestem dzielna i już od paru miesięcy kupuję tylko te kosmetyki, które już mi się skończyły albo skończą mi się za jakiś czas. Jedynym wyjątkiem są woski zapachowe, których mam za dużo, a dalej wrzucam je do zakupowego koszyczka ;)


     Pierwsze moje zakupy to taki misz - masz Rossmannowsko - Tescowy, jeśli można to tak ująć ;) Po raz pierwszy skusiłam się na peeling marki Isana ( 4,99 zł ) i nie jestem z niego jakoś szczególnie zadowolona. Ale o nim powstanie osobna notka ;) Antyperspiranty marki Fa ( ok. 6 zł ) kupuję bardzo często. Zmieniam tylko wersje zapachowe. A szampon pielęgnacyjny z Hipp ( ok. 9 zł ) wrzuciłam do zakupowego koszyczka za namową trychologa. Podobno jest najbardziej delikatny wśród innych produktów tego typu przeznaczonych dla dzieci.



     Uwielbiam wszelakie dodatki do kąpieli. Czy to płyny, czy to różnego typu kule, babeczki. Z tego też względu skusiłam się na cztery, czyli wszystkie, warianty zapachowe muffinek do kąpieli ( ok. 4 zł / sztuka ), które były dostępne w sklepach Biedronka. Niestety ( a może stety? ), tylko jedna z nich przypadła mi do gustu... Jednak i o tych produktach powstanie osobna notka :)



     Podczas jednej z Rossmannowskich promocji skusiłam się na 3 produkty marki Garnier. A mianowicie na tonik oraz żel oczyszczający z serii "Czysta skóra" ( każdy po 8,99 zł ) i sławny już płyn micelarny 3 w 1 ( ok. 11 zł ). Chwilowo jestem zachwycona działaniem ostatniego z wymienionych przeze mnie produktów. Tylko mam wrażenie, że ma kiepską wydajność...



    Płyn do kąpieli marki Apart Cosmetics ( 6,49 zł ) oraz peeling do ciała z Joanny ( 8,49 zł ) zakupiłam w Carrefourze. Przyznam, że rzadko kiedy rozglądam się tam za kosmetykami. Zawsze myślałam, że lepszy wybór produktów będzie w typowych drogeriach. A tu takie zdziwienie! ;) Oczywiście, nie byłabym sobą, gdybym nie uzupełniła zapasu pomadki rumiankowej z Alterry ( ok. 4 - 5 zł ), którą używam jako... odżywki do rzęs ;)



     Ostatnio wybrałam się ponownie do Mydlarni Wrocławskiej. Moim celem był zakup prezentu urodzinowego dla mojej przyjaciółki. Jednak nie byłabym sobą, gdybym nie zakupiła czegoś dla siebie ;) Tym razem skusiłam się tylko na dwie rzeczy, a mianowicie na woski Little Hotties w wersji "Czekolada z pomarańczą" oraz "Malina z Rabarbarem". Jedno pudełeczko, w którym znajdują się 4 woski, kosztowało mnie 5 zł.


A jak prezentują się Wasze wrześniowe zakupy?


Miłego dnia, Wasza A.