Witajcie Moje Drogie! :)
I jak minęły Wam Święta? Jesteście zadowolone z ich przebiegu czy może coś przebiegło inaczej niż byście chciały?
Mi Święta minęły w dość spokojnej atmosferze. Jeśli oczywiście można mówić o spokojnych Świętach, gdy po mieszkaniu biega mnóstwo dzieci :)
Temat mojego postu będzie mało świąteczny, ale czas na kolejną recenzję kosmetyczną. Czas na dokładne przyjrzenie się emulsji do higieny intymnej Intimea, którą można znaleźć w każdej możliwej Biedronce. Czy produkt typowo dyskontowy nie zaszkodzi kobiecym wrażliwym miejscom? A może sprawdzi się wręcz doskonale?
Emulsja ma delikatną, białą konsystencję o przyjemnym zapachu. Zapach utrzymuje się, nawet jak produkt stoi na półce i jest nie używany przez miesiąc. Gorzej z jego konsystencją, która po kilku tygodniach zaczyna się robić wręcz glutowata i nieprzyjemna w dotyku.
Produkt otwiera się za pomocą otwarcia typu "klik", które posiada wyprofilowane miejsce na palec. Ułatwia nam to jego codzienną aplikację, co jest dużym plusem.
Kosmetyk zawiera w sobie kwas mlekowy, ekstrakt z rumianku oraz alantoinę, które powinny chronić nas przed różnymi podrażnieniami, infekcjami, utrzymywać odpowiedni poziom pH oraz wzmacniać naszą naturalną barierę ochronną. Tutaj mogę zgodzić się z producentem. Produkt nie uczulił mnie w żaden sposób oraz nie odczuwałam żadnych nieprzyjemnych dolegliwości w miejscach intymnych.
Emulsja jest bardzo wydajna, może nawet zbyt bardzo. Jak już wcześniej wspomniałam, po pewnym czasie zmienia swoją konsystencję i zaprzestaję jej używać. I tak oto kolejny kosmetyk trafia do śmieci.
Kosmetyk kosztował mnie bodajże niecałe 4 zł i jest to cena niska jak na produkt tego rodzaju.
Po raz kolejny przekonałam się, że produkt dyskontowy jest nie tylko tani, ale również sprawdza się to, co obiecuje nam producent.
A jak jest w Waszym przypadku? Kupujecie produkty typowo dyskontowe? Jakie macie o nich zdanie?
Pozdrawiam! :)

