Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Eveline. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Eveline. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 14 maja 2015

Kwietniowy projekt denko - 2015.

   Zeszły miesiąc minął mi nie tylko na robieniu zbyt dużej ilości zakupów, ale również na denkowaniu kosmetyków. I przyznam, że zebrałam dość sporo pustych opakowań. Oczywiście, są to główne buteleczki po produktach do kąpieli, no ale - ostatnio zużywam i kupuję je w nadmiernej ilości ;)

    O dziwo, udało mi się zużyć dość sporo kosmetyków z działu "kolorówka". Chyba mogę być z siebie dumna, prawda? ;)



1. Płyn do kąpieli "Diamentowa kąpiel" marki Apart. - Kolejny dobry płyn owej marki. Ma przyjemny zapach, wytwarza dość dużą ilość piany. Szkoda tylko, że jego cena jest prawie 2 - krotnie wyższa niż standardowego kosmetyku tego typu. A jakość - taka sama...

2. Tabletki koloryzujące wodę o zapachu jagodowym z Lilliputz. - Jestem bardzo zawiedziona tym produktem. Barwił nie tylko wodę, ale również wannę. Jego zapach był nijaki, na pewno nie skojarzyłby mi się z jagodami. Ba! W ogóle nie przypominał aromatu jakiegokolwiek owocu. Spodziewałam się po nich czegoś innego...

3. Płyn do kąpieli "Sweet Macaroons" marki Luksja. - Produkt ten posiada intensywny, waniliowo - ciasteczkowy zapach. Nie każdej z nas, kobiet, przypadnie do gustu. Ja byłam z niego zadowolona, ale do moich ulubionych aromatów - nie zaliczę go ;) Kosmetyk wytwarza dużą ilość piany, nie wysusza skóry, jest wydajny. A do tego, bardzo często, można znaleźć go w cenie promocyjnej.

4. Sól do kąpieli "Amazonia" z Bingo Spa. - Cóż, określę go mianem przeciętnego kosmetyku. Wytwarza minimalną ilość piany ( choć producent obiecuje coś wręcz przeciwnego ), barwi wodę na dość nieprzyjemny kolor, a do tego ma raczej nijaki zapach. Produkt - nie dla mnie.



5 i 6. Peelingi z serii "Let's Celebrate" marki Farmona. - Ich zbiorcza recenzja znajduje się tutaj.

7. Żel pod prysznic o zapachu owocu granatu marki Yves Rocher. - Kosmetyk ma przyjemny, owocowy zapach, nie wysusza skóry, nie wywołuje alergii. Jest średnio wydajny - jak to wszystkie żele z tej serii. Jednak i tak nie pobił wersji kawowej czy tej o zapachu orzechów macadamia ;)



8. Balsam o zapachu jabłkowym z Lirene. - Kosmetyk o cudownym, cukierkowo - jabłkowym zapachu, ale o przeciętnym działaniu. Balsam niby nawilżał skórę, ale efekt ten zanikał już następnego ranka. Może w okresie letnim spisałby się o wiele lepiej, ale zimą czy na początku wiosny - moja skóra pragnęła więcej nawilżenia.

9. Olejek do opalania Aile. - Aż wstyd przyznać się - ile ten kosmetyk ma lat! Kupiłam go na pierwszym roku studiów, czyli pięć lat temu. Jednak od prawie samego początku leżał na półce, prawie nieużywany ;) Nie lubię oleistych konsystencji, więc zrezygnowałam z tego produktu na rzecz standardowego kremu do opalania.

10. Żel do golenia "Satin Care - Olay" marki Gilette. - Przyznam, jest to dobry jakościowo produkt. Jednak spisuje się tak samo dobrze jak, np. pianki do golenia z Isany. A myślę, że nie warto przepłacać w tego typu kwestii ;) Co do żelu - dobrze zmiękcza włoski, ułatwia ich usuwanie. Nie podrażnia skóry, jest dość wydajny.

11. Żel antybakteryjny do rąk "Fresh Picked Apples" z Bath & Body Works. - Wiecie, że uwielbiam żele owej marki. Są małe, poręczne, wydajne, a do tego mają cudowne zapachy! Szkoda, że sklepy owej marki są tylko w Warszawie. Inaczej bardzo często bym do nich zaglądała ;)



12. Peeling i maska 2 w 1 "Ryż z ogórkiem" marki Ava Laboratorium. - Za jakiś czas napiszę osobny post na temat tego produktu. A w skrócie - peeling dość dobrze oczyszczał pory, ale nie był to efekt wow. Był wydajny, nie zapychał porów, nie wywoływał alergii. Jednak jak za cenę prawie 30 zł - mógł okazać się nieco lepszy.

13. Krem pod oczy marki Belea. - Możecie o nim poczytać w tym poście.

14. Krem matujący marki Balea. - Jego recenzja znajduje się w tym poście.

15. Żel - krem do mycia twarzy marki Nivea. - Kolejny przeciętniaczek. Raczej średnio oczyszcza skórę, a do tego pozostawia na niej nieprzyjemną, wyczuwalną warstwę. Dodatkowo, produkt ten nie jest zbyt bardzo wydajny.



16. Chusteczki nawilżane z Babydream. - Jak się okazuje - mniejsze opakowanie owych chusteczek jest lepsze jakościowo niż te większe. Przy 30 sztukach - są one lepiej nawilżone, nie przedzierają się, wolno wysychają. Jestem na tak :)

17. Maseczka w płacie z ekstraktem z jagód. - Kolejny, maseczkowy ulubieniec. Płat maski jest dobrze nasączony, ale nie zsuwa się z twarzy. Dobrze nawilża i odżywia skórę, która po jej zastosowaniu jest przyjemna i miła w dotyku. Uwielbiam produkty tego typu dostępne na stronie E-bay :)

18. Maseczka "Gorąca czekolada i olejek pomarańczowy" marki Montagne Jeunesse. - Zakochałam się w tym produkcie! Ze względu na jego apetyczny zapach ( pachniał jak delicje pomarańczowe ), miłe uczucie ocieplenia skóry, oczyszczenie i wygładzenie, jakie dawał. Dodatkowo, maseczka była bardzo wydajna i łatwo spłukiwało się ją z twarzy. Cudo!

19. Kokosowa, nawilżająca maseczka z masłem Shea z Beauty Formulas. - Dość dobra maseczka - ale na pewno nie nawilżająca. Moim zdaniem, lepiej matuje i oczyszcza skórę. Niestety, jest dość kiepsko wydajna. A to dlatego, iż po otwarciu w dość ekspresowym tempie wysycha w saszetce.



20.  Woda perfumowana "Heat Rush" od Beyonce. - Jej recenzja znajduje się w tym poście.

21. Antyperspirant Neo "Fruity Flower" marki Garnier. - Kolejny bubel z kwietniowego projektu denko. Jedyną jego zaletą był przyjemny zapach. Niestety, produkt kiepsko chronił przed potem, po paru godzinach zaczął kleić się pod pachami, co nie było przyjemne. Chyba nie dla mnie są antyperspiranty owej marki ;)

22. Antyperspirant "Aloe Vera" z Rexona. - Bardzo lubię produkty tego typu owej marki. Są przystępne cenowo, wydajne i dobrze chronią przed potem. Możliwe, iż ta wersja spisałaby się nieco gorzej latem, przy wyższych temperaturach. Jednak wiosną - byłam z niej zadowolona.



23. Wygładzająca baza marki Hean. - Choć zostało jej dość dużo w opakowaniu - jej czas przydatności dobiegł końca. Wolę nie używać przeterminowanej bazy pod makijaż ;) A jej recenzja znajduje się tutaj.

24. Pomadki "Elixir" marki Wibo. - O tej szmineczce możecie przeczytać w tym poście porównawczym.

25. Kredka do oczu "Eye Max Precision" z Eveline Cosmetics. - Jej recenzja znajduje się tutaj.

26. Tusz do rzęs "Scandaleyes" marki Rimmel. - Jego recenzję znajdziecie w tym poście.

27. Puder "Skin Match" marki Astor. - Jego recenzja znajduje się w tym poście.

28. Próbka kremu CC marki Bell z serii hypoalergicznej. - Próbka ta wystarczyła mi tylko na 2 razy, a mimo to zaciekawiła mnie na tyle, że w przyszłości na pewno skuszę się na ten produkt. Kosmetyk wyrównał koloryt skóry, lekko ją zmatowił. Może nie dawał zbyt dużego krycia, ale na lato - będzie to jak najbardziej w porządku :)


A jak prezentuje się Wasz kwietniowy projekt denko?

Buziaki, Wasza A.

środa, 8 kwietnia 2015

Marcowy projekt denko.

    Obiecałam sobie, że postaram się zużywać tyle samo kosmetyków - ile ich kupuję w rzeczywistości. Cóż, obietnica ta raczej nie zostanie spełniona. Przynajmniej nie w przypadku kosmetyków pielęgnacyjnych, których ilość rozrasta mi się w ekstremalnie szybkim tempie. Za to kolorówka powoli znika z moich półek. Uff :)

     W marcu udało mi się zużyć dość sporą ilość kosmetyków - z każdej dziedziny. O dziwo, wykończyłam też trzy kosmetyki kolorowe. Z czego jestem bardzo zadowolona. Jednak nie przedłużam i zapraszam Was na co miesięczny projekt denko!


1. Aktywny tonik nawilżający z serii Mezo Power marki Bielenda. - Kosmetyk ten znalazł się w ostatnich ulubieńcach. Dobrze oczyszczał i odświeżał skórę. Łagodził uczucie ściągnięcia oraz delikatnie niwelował podrażnienia znajdujące się na twarzy. Był dość wydajny, a jego cena zapewne będzie przystępna dla większości z nas.

2. Aktywny krem nawilżający z serii Mezo Power marki Bielenda. - Jego recenzja znajduje się tu.



3. Płyn micelarny marki Delia. - Pokochałam ten kosmetyk z całego serducha! Niesamowicie dobrze i zarazem delikatnie usuwa makijaż z całej twarzy. Nadaje się również do demakijażu oczu - w ekspresowym tempie pozbywa się tuszu i cieni do powiek. Nie wywołuje podrażnień czy też łzawienia oczu. Dodatkowo, jest bardzo wydajny i dostępny w przystępnej cenie. Sama zakupiłam go w Drogerii Natura za ok. 7 zł, bodajże.

4. Matujący żel do mycia twarzy z Beauty Formulas. - Przeciętny kosmetyk do pielęgnacji twarzy, ot co. Niby dość dobrze ją oczyszczał, ale przy okazji wysuszał, powodował uczucie ściągnięcia. Dodatkowo, posiadał zbyt rzadką konsystencję co powodowało, iż był słabo wydajny. 



5. Arganowa maska do włosów 8 w 1 marki Eveline Cosmetics. - Jej recenzja znajduje się tu.

6. Mgiełka podnosząca włosy u nasady "Extra Volume" marki Sessio. - Jej recenzja znajduje się tu.

7. Nabłyszczający szampon marki Alverde. - Skusiłam się na niego podczas styczniowej wizyty w niemieckim DM-ie. Wątpię bym zrobiła to ponownie, ponieważ nie wywarł on na mnie jakiegoś spektakularnego wrażenia. Szampon jak szampon. Dobrze oczyszczał włosy, może delikatnie je nabłyszczał. Nic więcej. Jak dla mnie - w polskich sklepach można znaleźć sporo kosmetyków tego typu o podobnym działaniu :)


8. Żel pod prysznic o niebiańskim zapachu z Isany. - Cóż, każdy ma inne wyobrażenie nieba. Dla mnie ten kosmetyk na pewno nie pachnie niebiańsko ;) Za to kojarzy mi się z jakimiś damskimi, intensywnie ( może nawet dusząco ) pachnącymi perfumami. Mi średnio przypadł mi do gustu. Nie licząc zapachu - produkt nie wysuszał skóry, był dość wydajny. Jak to żel z Isany ;)

9. Peeling do ciała z serii "Let's Celebrate" w wersji "Mojito" od Farmony. - Przyznam, iż pod względem zapachowym przypomina drinka Mojito. Jednak nie takiego wykonanego na bazie rumu, a tego tak zwanego "gotowca" zamkniętego w szklanej buteleczce ( Sobieski ma takie drinki ;) ). Co do działania - kosmetyk dość dobrze masował skórę, wygładzał ją, lecz nie podrażniał. Jednak bardziej przypadła mi do gustu wersja z pomarańczą, która posiadała o wiele ostrzejsze drobinki ścierające.

10. Żel pod prysznic "White Passion" od Balea. - Kolejny, przyjemny żel marki Balea. Posiadał kwiatowy, dość delikatny zapach, nie wysuszał skóry. Jego cena również jest przystępna - sama kupiłam go w niemieckim DM-ie, ale w sklepikach z chemią niemiecką można go dostać nawet za 5 zł.


11. Żel do golenia "Blueberry Love" marki Balea. - Jego zapach był identyczny jak płynu do kąpieli marki Luksja ;) Jego działanie było w porządku, lecz na pewno nie idealne. Niby ułatwiał poślizg maszynkom do golenia, ale zdarzało się, iż po goleniu i tak moja skóra była podrażniona i lekko poraniona. Nie zawsze, ale jednak. Jego wydajność również określiłabym jako przeciętną, niestety.

12. Sól do kąpieli "Dzika orchidea i jedwab" marki Verona. - Kosmetyk ten posiadał przyjemny, kwiatowy zapach, którzy utrzymywał się w łazience jeszcze kilka godzin po kąpieli. Sól była wydajna, dość szybko rozpuszczała się w wodzie. Jej cena również nie jest wygórowana - można ją dostać już za około 4 - 5 zł.

13. Płyn do kąpieli "Blueberry Muffin" marki Luksja. - Jest to nie pierwszy i nie ostatni płyn owej marki, jaki zagości w mojej łazience. Duża butla tego kosmetyku wystarcza na 2 - 3 tygodnie codziennego stosowania. Dodatkowo, produkt posiada przyjemny zapach - jakby połączyć ciasteczka z dżemem jagodowym.


14. Kule do kąpieli marki Yves Rocher. - Jak dla mnie - dość drogi bubel. Jedna kulka kosztowała mniej więcej 1,50 zł - 2 zł, a nic ciekawego nie dawała. Ani przyjemnie nie pachniała, ani olejek w niej zawarty nie nawilżał skóry. Nie polecam ich zakupu, ot co.


15. Dezodorant z serii "Anarchy" od Axe. - Przyznam szczerze, iż produkt ten działał lepiej niż niejeden antyperspirant! Dobrze chronił przed potem, nie brudził ubrań, miał przyjemny, dość ciężki zapach. Był również wydajny, co miło mnie zaskoczyło. Tylko szkoda, iż tak trudno go dostać w stacjonarnym sklepie...

16. Mus do ciała "Czerwone owoce" marki L'arisse. - Jedno z ciekawszych mazideł, jakie używałam w ostatnim czasie. Dobrze nawilżało skórę, łagodziło podrażnienia, szybko wchłaniało się w skórę. Do tego miało przyjemny, cukierkowy zapach, który długo utrzymywał się na skórze.


17. Krem do rąk z masłem mango z Be Beauty. - Jest to chyba moja największe rozczarowanie ostatniego miesiąca! Jedyną zaletą tego kosmetyku był jego zapach. Krem w ogóle nie nawilżał i nie odżywiał skóry, był niewydajny, a jego pompka nie działała już po 2 - 3 zastosowaniach. Szkoda, bo tubka mająca pojemność 30 ml kosztowała ok. 7,50 zł. Dość dużo jak na tak małą pojemność i tak kiepskie działanie...

18. Nawilżający krem do rąk i paznokci marki Lirene. - Kosmetyk niby nawilżał skórę, ale na krótki okres czasu. Po około 20 - 30 minutach byłam zmuszona ponownie go zastosować. Takie błędne koło... Niby dobrze wchłaniał się w skórę i miał przyjemny zapach, ale jego kiepskie działanie oraz wydajność - na dobre zniechęciły mnie do niego.


19. Chusteczki nawilżane Dada. - Tanie i dobre jakościowo chusteczki. Zużyłam je głównie w podróży oraz w domu - do przecierania kurzu, resztek kosmetyków z dłoni.

20. Maska do twarzy w płacie z ekstraktem z jagód marki Foodaholic. - Uwielbiam maski owej marki! Są wygodne w użyciu, nie zsuwają się z twarzy. Dodatkowo ( i co najważniejsze! ), dobrze zmiękczają i nawilżają skórę. Trzymam je na twarzy około 20 - 30 minut - wtedy potrafią zdziałać cuda ;)

21. Maseczka oczyszczająco - wygładzająca marki Ava Laboratorium. - Jest to jeden z niewielu kosmetyków owej marki, jaki miałam i jaki przypadł mi do gustu. Maska dobrze oczyszczała skórę, delikatnie ją matowała. Nie podrażniała skóry ani nie zapychała porów. Niestety, dość szybko wysychała w opakowaniu. Szkoda...

22. Maska czekoladowa zakupiona w DM-ie. - Kosmetyk o przyjemnym zapachu, aczkolwiek nie działający w jakiś sensowny sposób na skórę. Oczyszczała skórę w sposób delikatny, za to w ogóle jej nie nawilżała. Jedyne co zauważyłam po jej zastosowaniu to zmiękczenie skóry. Nic więcej.


23. Pogrubiający tusz do rzęs marki Eveline Cosmetics. - Jakoś nie mogłam przekonać się do tego kosmetyku. Prawdopodobnie było to spowodowane jego grubą, standardową szczoteczką, którą dość trudno malowało mi się rzęsy. Jeśli chodzi o efekt, jaki dawał ten tusz - rzęsy były dość dobrze pogrubione, lekko wydłużone, ale jednocześnie potrafiły być posklejane. Z tego też względu rzadko kiedy nakładałam na nie dwie warstwy tego produktu. Lubię tusze do rzęs marki Eveline Cosmetics, ale tylko te z silikonową szczoteczką. Niestety.

24. Szminka L'oreal z serii "Rouge Caresse". - Jej recenzja znajduje się tu.

25. Podkład "Affinitone" marki Maybelline. - Na jego temat możecie poczytać w tym poście.



A jak prezentuje się Wasze marcowe denko?


Buziaki, Wasza A.

piątek, 6 lutego 2015

Zdenkowani - styczeń 2015.

   Luty rozpoczął się dla mnie natłokiem pracy i wyjazdami w rodzinne strony. Z obu tych powodów dość rzadko zaglądam na bloga, wybaczcie mi to. Może od przyszłego tygodnia moja sytuacja nieco się poprawi i będę mogła częściej się tu pojawiać ;)

   A dzisiaj przychodzę do Was z projektem denko - w wersji styczniowej. Coraz lepiej idzie mi zużywanie kosmetyków kolorowych. Może niedługo zredukuję ich ilość do minimum? Ach, te marzenia ;)


1. Peeling do ciała "Jeżyna & Malina" z Farmony. - Kosmetyk posiadał bajeczny zapach - podobny do malinowej Mamby ;) Bardzo dobrze masował skórę, może nawet lekko ją podrażniał. Nie pozostawiał na ciele tłustej warstwy, aczkolwiek dość trudno spłukiwało się go z jej powierzchni. I nie wiem czemu - trafiło mi się jakieś twarde, niewygodne opakowanie, które utrudniało mi wydobycie peelingu do końca...

2. Żel pod prysznic w wersji "Marakuja" marki Isana. - Kolejny tani i przyzwoity żel pod prysznic owej marki. Miał przyjemny, owocowy zapach, który umilał mi codzienne branie kąpieli. Nie wysuszał skóry, był dość wydajny. Jestem z niego zadowolona :)

3. Żel pod prysznic "Cookies" od Be Beauty. - Typowy przeciętniak. Miał ciekawy, słodki zapach, ale krótko utrzymywał się on na skórze. Miał nie szczelne opakowanie, przez co część produktu wylewała się podczas jego aplikacji na dłoń. Niby nie wysuszał skóry i nie zrobił mi żadnej krzywdy. Jednak jakoś nie przekonał mnie do siebie ;)


4. Płyn do kąpieli "Migdał i kokos" marki Apart. - Mój ulubieniec! Posiadał cudowny, migdałowy zapach, a do tego wytwarzał bardzo dużą ilość piany. Ach! Idealny produkt do brania dłuższych, aromatycznych kąpieli :)

5. Olejek pod prysznic "Jeżyna & Malina" z Farmony. - Mój kolejny ulubieniec ;) Tak jak peeling - posiadał zapach malinowej mamby. Wytwarzał bardzo dużą ilość piany, a jego zapach unosił się w łazience jeszcze kilka godzin po branej kąpieli. Cudo!

6. Sól do kąpieli o zapachu owocu granatu marki Balea. - Cóż, określiłabym ją jako przeciętną. Wystarczyła mi tylko na jedną kąpiel, choć jest jej dość dużo w opakowaniu. Zabarwiła wodę na czerwono, przez kilka minut można było wyczuć przyjemny, owocowy zapach. Niestety, potem on zanikł i pozostała mi tylko kolorowa woda ;)


7. Olejki do kąpieli w różnych kapsułkach. - Każda z kapsułek zawierała olejek o innym zapachu. Niebieskie pseudo słoneczko pachniało jak męskie perfumy, zielony królik - jak jabłuszko, czerwone serduszko i złota gwiazdka - jak różowa guma Orbit dla dzieci. Ich zapach krótko utrzymywał się w powietrzu, a sam olejek w ogóle nie nawilżał skóry. Szkoda...

8. Płyn do higieny intymnej marki Ziaja. - Uwielbiam produkty tego typu owej firmy. Są łagodne dla skóry, nie podrażniają i nie wysuszają. Do tego są bardzo wydajne i można je dostać w prawie każdym w sklepie w niskiej cenie.

9. Pianka do golenia "Sensitive" marki Isana. - Jakiś czas temu znalazła się wśród ulubieńców. I nic w tym dziwnego! Daje dobry poślizg golarce, dzięki czemu skóra nie jest podrażniona po goleniu. Nie wysusza skóry, ma przyjemny zapach, jest wydajna. Chwilowo używam wersji jabłkowej owego produktu i również jestem z niego zadowolona :)


10. Szampon nadający objętość "Volume Sensation" marki Nivea. - Określiłabym go jako kosmetyk nie wyróżniający się w tłumie. Niby dobrze oczyszczał włosy, ale nic więcej. Nie miały one większej objętości, nie były nabłyszczone czy też jakoś super wygładzone. Jego zapach również określiłabym jako przeciętny. Mi kojarzył się z... trawą.


11. Szampon pielęgnacyjny Hipp. - Bardzo lubię ten kosmetyk. Nie wywołuje łupieżu, łagodzi podrażnienia znajdujące się na skórze głowy, nie powoduje plątania włosów. Jest wydajny, ma przyjemny zapach. Szkoda tylko, że dość trudno znaleźć go w takich drogeriach jak Rossmann czy Drogeria Natura.

12. Antyperspirant "Intensive Ultra Dry" marki Adidas. - Nie polubiłam się z tym produktem. Nie chronił dobrze przed potem, potrafił brudzić ubrania, a jego zapach był dość duszący. W przyszłości na pewno do niego nie powrócę.

13. Maska do stóp Exclusive Cosmetics. - Przyjemny produkt do stosowania w ramach domowego SPA. Dawał lekki efekt chłodzenia, co zimą raczej nie należy do najprzyjemniejszych odczuć. Co do samego działania kosmetyku - lekko nawilżył skórę, ale nic poza tym. Myślę, że trzeba by było stosować taką maskę minimum 3 razy w tygodniu, by zobaczyć jakieś spektakularne efekty.


14. Masło do ciała "Papaya" z The Body Shop. - Jego recenzja znajduje się tu.

15. Regenerujący krem do rąk z Be Beauty. - Na jego temat możecie poczytać w tym poście.


16. Żel pod oczy ze świetlikiem i herbatą marki Flos-lek. - Jego recenzja znajduje się tutaj.

17. Nawilżające serum do twarzy "Super Power Mezo Serum" z Bielendy. - Na jego temat poczytacie tutaj.

18. Tonik bio aloesowy marki Ziaja. - Był to przyjemny kosmetyk, ale nie dorastał do pięt tonikowi ogórkowemu tej samej marki. Dość dobrze odświeżał skórę, lekko ją nawilżał. Jest wydajny i dostępny w przystępnej cenie. Myślę, że bardziej spisze się w przypadku osób z cerą tłustą czy mieszaną niż z suchą ;)


19. Żel do mycia twarzy z olejkiem pomarańczowym marki Ava Laboratorium. - Jego recenzję znajdziecie tutaj.

20. Płyn micelarny do cery naczynkowej z Lirene. - Jak dla mnie to bubel. Kiepsko usuwał makijaż z twarzy, a tym bardziej z okolic oczu. Do całkowitego demakijażu zużywałam minimum 4 lub 5 płatków! Jedynym jego plusem był fakt, iż nie podrażniał skóry. I był dość tani.

21. Maseczka peel - off marki Balea. - Jedna z gorszych maseczek tego typu, jakie testowałam w swoim życiu. Dość mocno pachniała alkoholem, a do tego wysuszała moją skórę. To przez nią nabyłam się dość sporej ilości suchych skórek w okolicach nosa. Nie polecam jej kupna, o nie.


22. Puder do twarzy Baby Face Pore Powder marki It's Skin. - Więcej na jego temat przeczytacie w tym poście.

23. Krem BB z serii Good Afternoon marki Skinfood. - Jego recenzja znajduje się tutaj.

24. Podkład matująco - rozświetlający Glam & Matt marki Lirene. - Po pierwsze, kosmetyk ten w ogóle nie matuje skóry. Ba! Po jego zastosowaniu świeci się ona jak bombka! Po drugie, kolor nr 02, czyli niby naturalny, jest dość ciemny i w okresie zimowym musiałam rozjaśniać go innym podkładem. Niby dość dobrze krył, ale po mniej więcej 5 - 6 godzinach znikał z twarzy w tempie ekspresowym. Nie polubiłam się z nim, niestety.

25. Tusz do rzęs "Magnetic Look" z Eveline Cosmetics. - Na jego temat możecie poczytać tutaj.


****


Stosowałyście któryś z powyższych kosmetyków? Jeśli tak to co o nich sądzicie?



Miłego wieczoru, Wasza A.

środa, 7 stycznia 2015

Ulubieńcy wczesnozimowi 2014.

   Już od jakiegoś czasu trudno jest mi zebrać się w sobie i pisać notkę o ulubieńcach kosmetycznych raz na miesiąc. Tym bardziej, że bywa i tak, iż polubię tylko dwa czy trzy produkty. A wtedy chyba nie ma sensu ich przedstawiać ;) Z tego też względu postanowiłam publikować tego typu post raz na dwa miesiące. W takim okresie na pewno uda mi się zebrać dość sporą ilość kosmetyków, które moim zdaniem są warte zakupu :) 


   Jestem wielką fanką gorących i aromatycznych kąpieli - tym bardziej w okresie zimowym. Z tego też względu co chwilę zakupuję wszelkiego rodzaju płyny do kąpieli. I to właśnie jeden z nich stał się moim ulubieńcem. A mowa tutaj o płynie do kąpieli "Migdał i kokos" marki Apart. Produkt ten wytwarza niesamowicie dużą ilość kremowej i przyjemnej w dotyku piany. A jego zapach jest wręcz oszałamiający! Jak dla mnie - kojarzy się on nieco z migdałowymi ciasteczkami. Mniam! ;) Jest słodki, otulający, wręcz idealny na zimę. Cena kosmetyku również jest przystępna - ja znalazłam go w Rossmannie za 6, 29 zł w promocji.

   Kolejnym ulubieńcem jest pianka do golenia w wersji "Sensitive" marki Isana. Jest to pierwszy produkt tego typu owej marki, jaki zakupiłam. Kosmetyk ten posiada bardzo ładny zapach, który umila konieczność dość częstego golenia się ;) Samo jego działanie również jest zadowalające. Produkt daje dobry poślizg golarce, dzięki czemu nie musimy martwić się o jakiekolwiek podrażnienia czy powstanie ranek. Pianka nie wysusza skóry, nie wywołuje alergii, a do tego ma przystępną cenę. W kolejce czeka na mnie jej wersja jabłkowa ;)

   Chyba nikogo nie zdziwi, że pokochałam również jeden z peelingów z serii Tutti Frutti marki Farmona. W moim przypadku jest to wariant "Brzoskwinia & Mango". Bodajże rok ( a może dwa lata temu? ) miałam mus do ciała z tej samej serii i również przypadł mi on do gustu. Co do samego peelingu - jest to kosmetyk cukrowy, o mocnej sile masowania ciała. Po jego zastosowaniu moja skóra jest przyjemnie miękka w dotyku, a do tego cudownie pachnąca. Jego zapach długo się utrzymuje i, o dziwo, przesięka nim również moja pidżama ;)


   Tak, tak - polubiłam również masło do ciała "Papaya" z The Body Shop. Dokładną notkę na jego temat znajdziecie w tym poście. A w skrócie - kosmetyk bardzo dobrze nawilża i odżywia ciało. Nie pozostawia na niej tłustej i nieprzyjemnej warstwy, nie podrażnia, nie wywołuje alergii. Jest wydajne, aczkolwiek jego standardowa cena jest dość porażająca. Myślę, że nie wydałabym 69 zł za mazidło do ciała ;)

   Jakoś do pewnego czasu nie byłam przekonana do masek w formie płatu tkaniny. Myślałam, że będzie ona zsuwała się z mojej skóry, a większość substancji pozostanie na materiale a nie na skórze. No cóż, po zastosowaniu maseczki ogórkowej ( zamówionej na stronie E-bay ) - jestem pozytywnie zaskoczona! Kosmetyk ten nie tylko dobrze nawilżył moją skórę, ale dodatkowo ją zmiękczył. Nie spowodował wysypu krostek na mojej twarzy, nie uczulił mnie. Do tego dostępny jest w przystępnej cenie ( 6 - 8 zł ) za 3 maski w pakiecie. Jestem ciekawa innych wariantów tego produktu :)

   Do moich ulubieńców zaliczam również żel pod oczy ze świetlikiem i herbatą marki Flos-lek. Jego recenzję znajdziecie w tym poście. Kosmetyk ten dobrze nawilża skórę, nie powoduje pieczenia oczu, nie wywołuje alergii. Myślę, że jest to dobry kosmetyk dla dziewczyn, które chcą zacząć swoją przygodę z produktami pod oczy :)


   Czas na ulubieńców z działu kolorówka. A wśród nich nie mogło zabraknąć podkładu "Affinitone" marki Maybelline w odcieniu nr 14 "Creamy Beige". Już od dłuższego czasu zastanawiałam się nad jego kupnem, aż wreszcie wylądował w zakupowym koszyku podczas promocji "1 + 1" w Rossmannie. Kosmetyk ten, o dziwo, dobrze matuje moją skórę, lecz nie podkreśla przy tym suchych skórek. Nie tworzy na twarzy efektu maski, wręcz bardzo dobrze dopasowuje się do naturalnego koloru mojej skóry. Może i ma lejącą konsystencję, która nieco utrudnia jego aplikację, ale i tak go lubię ;)

   Puder marki It's Skin nie należy do ideałów. Ba! Rzekłabym, iż jest nawet przeciętny. Jednakże w połączeniu z poprzednim kosmetykiem - działa cuda! Po pierwsze, niesamowicie matuje skórę. I to na wiele, wiele godzin. Nie raz dziewczyny pytały się mnie jakiego pudru używam, że moja skóra jest tak matowa. Wiadomo - nie każdemu ten efekt może się spodobać ;) Po drugie, bardzo dobrze utrwala podkład. I to nie tylko ten marki Maybelline. Nie podkreśla również suchych skórek, nie zapycha porów. Szkoda tylko, że tak dobrze spisuje się tylko z podkładem "Affinitone"...

   Kolejnym ulubieńcem jest brązowa kredka z Eveline Cosmetics. Mam ją już od kilkunastu miesięcy i chyba powinnam ją wyrzucić ;) Ale! Idealnie sprawdza się do... podkreślania brwi! Ma ładny, brązowy odcień, bez rudych tonów. Dzięki temu nie wygląda sztucznie. Łatwo aplikuje  i zmywa się ją z brwi. Co najdziwniejsze - pierwotnie, według producenta, kredka powinna być stosowana jako produkt do oczu, czyli głównie do wykonywania kresek czy też podkreślania linii wodnej. Cóż, w tej kwestii jej nie polecam ;)

   Ostatnim ulubieńcem jest róż marki Astor. Jest to mój pierwszy kosmetyk owej firmy, jaki zakupiłam. Jest dobrze napigmentowany, przez co trzeba nieco uważać podczas jego aplikacji na skórę. Może robić plamy, ale tylko przy jego nieumiejętnym nakładaniu. Róż bardzo ładnie podkreśla kości policzkowe i długo się na nich utrzymuje ( ok. 6 - 8 godzin ). Nie zapycha porów skórnych, nie uczula. Jego cena może i być dla niektórych dość wysoka ( prawie 38 zł ), ale jest to wydajny kosmetyk i myślę, że raz na jakiś czas można się na niego skusić ;)



A jak prezentują się Wasi zimowi ulubieńcy?


Buziaki, A.

piątek, 19 grudnia 2014

Nieudane mazidło od Eveline Cosmetics - Body Glam Argan.

    W listopadowym projekcie denko wspomniałam Wam co nieco o luksusowym jedwabiu do ciała ze złocistym pyłkiem marki Eveline Cosmetics. Jak może kojarzycie - kosmetyk ten nie za bardzo przypadł mi do gustu. I to pod względem działania, i to pod względem efektu na ciele, jaki widziałam po jego zastosowaniu. 


   Może zacznijmy od początku. Kosmetyk znajduje się w plastikowej, nieprzezroczystej buteleczce o pojemności 245 ml. Posiada wbudowaną pompkę, która niby powinna ułatwiać nam wydobycie jedwabiu na zewnątrz. Niestety, kiedy pozostaje nam mniej więcej 1/3 opakowania tego produktu - pompka w niczym nam nie pomaga. Trzeba wyjąć ją i jej końcówką wydobywać resztki balsamu. 

    Na tylnej stronie butelki znajdziemy krótki opis działania produktu, jego zastosowanie oraz skład.


    Kosmetyk posiada dość rzadką konsystencję. W jego całej objętości możemy zobaczyć dużą ilość małych, błyszczących i złotych drobinek. Co do zapachu produktu - jest raczej średnio wyczuwalny, delikatnie słodki. Jednak nie określiłabym to jako słodycz jakiegoś owocu. Jego aromat kojarzy mi się z jakimiś kwiatami, ot co.


    Co do samej aplikacji kosmetyku - mogłaby wydawać się bezproblemowa. Przecież posiada on dość rzadką konsystencję, którą z łatwością się aplikuje. Dodatkowo, jedwab szybko wchłania się w skórę. Niestety, jeżeli nałożymy zbyt dużą jego ilość - na ciele pozostaną nam nieestetyczne mleczne smugi. Jak dla mnie - problemem są również drobinki w nim zawarte. Wiem, wiem - jest to produkt typowo nabłyszczający skórę. Szkoda tylko, że większość tych złotych drobinek pozostaje na dłoniach lub na ubraniach. Po zastosowaniu tego kosmetyku czułam się jak Edward ze "Zmierzchu" ;)


    Niestety, jego działanie również mnie nie zadowoliło. Moja skóra, tym bardziej w okresie jesienno - zimowym, jest dość mocno przesuszona. Z tego też względu oczekuję od wszelakich mazideł do ciała, iż będą mocno je nawilżać i regenerować. Cóż, w przypadku tego jedwabiu z Eveline Cosmetics - tego nie doświadczymy. Już po kilkunastu, maksymalnie kilkudziesięciu, minutach od jego aplikacji moje ciało dalej jest "spragnione" dużej dawki nawilżenia. A mazianie się tego typu kosmetykiem raz na godzinę po prostu nie ma sensu...

     Kosmetyk ten ani nie nawilża skóry, ani jej nie regeneruje. Poza przyjemnym zapachem i szybkim wchłanianiem się w skórę - nie widzę jego żadnych pozytywów. Mam wrażenie, że w polskich drogeriach jest mało produktów z drobinkami, które nie tylko ładnie rozświetlałyby skórę, ale również dobrze by ją nawilżały...


A może któraś z Was zna i poleca jakiś dobry balsam rozświetlający?


Miłego weekendu, Wasza A.


piątek, 5 grudnia 2014

Projekt denko - listopad 2014.

    Czas na co miesięczny projekt denko. Mam wrażenia, że im bliżej końca roku, tym mniej zużywam kosmetyków. Naprawdę, nie wiem z czym to jest związane! Może w grudniu będzie lepiej? ;)


1. Płyn micelarny marki Garnier. - Jest to jeden z moich ulubieńców. Dobrze usuwał makijaż, nie podrażniał skóry i nie pozostawiał na niej tłustej warstwy. I co ważne - nie powodował pieczenia oczu. Jedyne czego w nim nie lubię to jego kiepskiej wydajności. Produkt zużyłam bodajże w półtora miesiąca. Mniej więcej.

2. Tonik ściągająco - oczyszczający marki Garnier. - Notka o nim znajduje się tutaj.



3. Żel do golenia dla skóry wrażliwej marki Isana. - Jakiś czas temu przeczytałam na jednym z blogów, iż męskie produkty do golenia spisują się w tej kwestii lepiej niż te damskie. Stwierdziłam - a czemu nie! Wypróbuję jakiś kosmetyk i wyrobię sobie zdanie w tej kwestii. Cóż, nie trafiłam za dobrze. Żel marki Isana był mało wydajny, nie dawał zbyt dobrego poślizgu podczas golenia. Określiłabym go mianem - przeciętniak.

4. Peeling w wersji "Marakuja" marki Joanna. - Kosmetyk ten spisał się u mnie tak dobrze jak wariant jabłkowy. Przyjemnie masował skórę, nie pozostawiał na niej tłustej warstwy, nie wysuszał jej i miał ładny zapach. Czego chcieć więcej? :)

5. Płyn do kąpieli "Jedwab i noni" marki Apart. - Nie wiem czemu wcześniej nie zwróciłam uwagi na kosmetyki z tej serii. Mają cudowne zapachy i wytwarzają przeogromną ilość piany! Już mam kolejny wariant "w obiegu" ;)



6. Jaja do kąpieli z Biedronki. - Nie wiem co mnie podkusiło do ich kupna, skoro babeczki z tego samego sklepu w ogóle się u mnie nie spisały. Kosmetyki miały słabo wyczuwalny zapach, wręcz nijaki. W ogóle nie umilały kąpieli...



7. Olejek łopianowy z czerwoną papryką z Green Pharmacy. - Jak dla mnie jest to niewypał! Produkt ten niesamowicie podrażnił i wysuszył skórę na mej głowie, "dzięki" czemu nabawiłam się łupieżu. Jego resztkę ( tja, 1/3 opakowania ) musiałam wylać...

8. Szampon "Wyrazisty kolor" marki Timotei. - Kosmetyk ten stosowałam wyłącznie na połowę moich włosów. W tym przypadku - ładnie je nabłyszczał, wygładzał, nie powodował ich plątania. A do tego miał przyjemny zapach :)

9. Odżywka do włosów w spray'u dodająca objętości marki Gliss Kur. - Jak wiecie - lubię odżywki z tej serii. Może nie odżywiają zbyt dobrze włosów, ale ułatwiają ich rozczesywanie i nie obciążają ich. Dodatkowo, są bardzo wydajne i często można dostać je w promocji.



10. Mgiełka do ciała "Rome HoneySuckle Amore" z Bath & Body Works. - Jej recenzja znajduje się tu

11. Luksusowy jedwab do ciała ze złocistym pyłem z Eveline Cosmetics. - Za jakiś czas napiszę osobną notkę na jego temat. A w skrócie - produkt nie przypadł mi do gustu, niestety. Nie nawilżał zbyt dobrze skóry. Za to pozostawiał na niej bardzo dużo złotego pyłku, który był dość oporny w zmywaniu.



12. Podkład "Satin Look" marki Vipera. - Odcień niby najjaśniejszy z całej gamy, ale dla mnie i tak był za ciemny. A szkoda, bo kosmetyk posiadał dobre krycie, nie tworzył na skórze efektu maski, dość dobrze matował. Jego jedną z niewielu wad był fakt, iż podkreślał suche skórki. Zużyłam go mieszając z jaśniejszym podkładem.

13. Róż do policzków marki Essence. - Jeden z moich ulubieńców! Był dobrze napigmentowany, ładnie podkreślał kości policzkowe i długo się na nich utrzymywał. Dostępny jest w kilku wariantach kolorystycznych, więc każda z nas powinna znaleźć odcień idealny dla siebie :)



14. Maska nawilżająca marki Ziaja. - Dobry kosmetyk, ale nie tak samo jak wersja z glinką szarą. Ten dość dobrze nawilżał skórę, zmiękczał ją. Jednak nic poza tym.

15. Maska do twarzy z ekstraktem z ogórka. - Maska ta miała postać kawałka materiału nasiąkniętego różnego rodzaju substancjami. Produkt ten dobrze trzymał się skóry, nie zsuwał się z niej. Po 20 - 30 minutach ściągałam go i po prostu wyrzucałam do śmieci ;) Po zastosowaniu kosmetyku moja twarz była miękka i miła w dotyku, a do tego nawilżona.

16. Oliwkowa maseczka do twarzy marki Verona. - Zaliczyłabym ją do grona przeciętniaków. Niby nawilżała skórę, ale efekt ten zanikał po krótkim czasie. Na szczęście, nie zauważyłam by zapychała ona moją skórę.



17. Krem do twarzy przeciwzmarszczkowy z serii "Arnica" marki Flos-lek. - Zużyłam mnóstwo próbek tego kosmetyku i byłam z niego zadowolona. Dobrze nawilżał i odżywiał skórę, niwelował wszelakie suche skórki. Dodatkowo, nie zapychał skóry, nie podrażniał jej. Nie jest to jednak krem matujący, więc część z dziewczyn mogłaby być niezadowolona z lekkiego nabłyszczenia, jakie pojawia się na skórze po jego zastosowaniu.



*****


A jak prezentują się Wasze listopadowe zużycia?


Miłego weekendu, Wasza A.


środa, 3 grudnia 2014

Ile warta jest moja twarz?

    Jakiś czas temu zostałam zaproszona do TAG-u "Ile warta jest moja twarz?" przez Lilę z bloga Kobieca Strefa. Już od jakiegoś czasu zastanawiałam się nad zrobieniem takiego postu u siebie, a Lila przyspieszyła wdrożenie tego pomysłu w życie. Dziękuję! ;) ;**


    Celem tego TAG-u jest przedstawienie kosmetyków kolorowych, jakie stosujemy u siebie. Zauważyłam, że dość sporo dziewczyn pokazuje wszystkie produkty kolorowe, jakie używała w ostatnim czasie. Ja jednak postanowiłam nieco ograniczyć ich ilość i przedstawię Wam tylko te, jakie stosuję najczęściej. Czyli codziennie lub prawie codziennie ;)



    Makijaż twarzy rozpoczynam od nałożenia bazy. Oczywiście, nie stosuję jej codziennie. Po pierwsze, na co dzień nie potrzebuję maksymalnego utrwalenia makijażu. Po drugie, bałabym się, że mogłaby ona zapchać moją skórę. Chwilowo stosuję bazę marki Jane Iredale ( 195 zł ), o której napisałam oddzielną notkę ( klik ). Następnie na twarz nakładam podkład. Od 10 listopada non stop stosuję ten marki Maybelline - "Affinitone" ( 27 zł ). Może i ma rzadką konsystencję, ale dość dobrze kryje drobne niedoskonałości, matuje skórę, lecz jej nie wysusza.

    Do tuszowania niedoskonałości stosuję dwa produkty - podkład Dermacol ( 15 zł ) oraz korektor "Under Eye Brightener" marki Missha ( ok. 25 zł ). Oba te kosmetyki recenzowałam, więc więcej na ich temat możecie poczytać w podlinkowanych przeze mnie notkach :) W skrócie - pierwszy z nich stosuję głównie jako korektor na niedoskonałości. Jego krycie jest bardzo dobre ( potrafi ukryć nawet pieprzyki na twarzy ). Jednakże stosowany na całą twarz potrafi stworzyć efekt maski. Korektor marki Missha stosuję tylko pod oczy. Maskuje on cienie na dobrym poziomie, długo utrzymuje się na skórze, nie wysusza jej. 

    Do utrwalenia makijażu stosuję puder "Babyface powder" od It's Skin ( ok. 30 zł ). Na początku nie byłam zadowolona z owego produktu. Jakoś nie potrafił współpracować z podkładami, jakie używałam w październiku czy na początku listopada. Jednak sytuacja zmieniła się, gdy zakupiłam kosmetyk marki Maybelline. Razem z pudrem It's Skin stworzyły zgrany duet! Makijaż jest dobrze utrwalony, skóra zmatowiona. Czego chcieć więcej? ;)

     Muszę stwierdzić, iż chyba mam szczęście do kupowanych przeze mnie róży. Większość z nich dobrze się u mnie spisywała, dzięki czemu mogły one znaleźć się w ulubieńcach danego miesiąca. Zapewne kosmetyk marki Astor również się tam znajdzie ;) Róż z serii "Skin Match" ( 38 zł ) zakupiłam podczas ostatniej promocji w Rossmannie i już jestem z niego bardzo zadowolona. Pięknie podkreśla kości policzkowe, jest dobrze napigmentowany i długo utrzymuje się na skórze. Tworzy bardzo udany duet z rozświetlaczem marki Technic - "High Lights" ( 10 zł ). 



    Mój makijaż oczu wygląda codziennie prawie tak samo. Zapewne dla większości z Was okaże się on nudny czy zwyczajny, ale ja nie lubię malować się zbyt wyzywająco do pracy ;) 


    Od kilku miesięcy męczę dwie palety cieni - marki MUA ( 20 zł ) oraz Lovely ( 12 zł ). Jak możecie zauważyć - przez prawie półtora roku udało mi się wykorzystać dość sporą ilość kosmetyków. Na całą powiekę nakładam zazwyczaj beże lub jasną szarość, a w zewnętrzny kącik ciemne brązy lub rzadziej czerń. Myślę, że cienie z obu paletek są dobrze napigmentowane, bez problemowo blendują się ze sobą i z bazą długo utrzymują się na powiekach.



    Do podkreślenia linii rzęs stosuję czarną kredkę marki Lovely ( 7 zł ). Mimo niskiej ceny - nie jest taka zła. Jest miękka, nie rani skóry, dość długo się na niej utrzymuje. Jednak nie jest wodoodporna - uprzedzam ;) Jeśli chodzi o bazę na powieki - chwilowo jest nią dla mnie mleczna kredka marki NYX ( ok. 20 zł ). Jeżeli pamiętacie - jakiś czas temu znalazła się ona w moich ulubieńcach. Dalej ją lubię i zastanawiam się nad kupnem innych jej odcieni :)



    Obecnie moim ulubionych, a do tego tanim, tuszem do rzęs jest "Magnet Look" z Eveline Cosmetics ( 12 zł ). Jego pierwsze opakowanie nie zrobiło na mnie zbyt dużego wrażenia. Jednak przy drugim - zakochałam się w nim! Ładnie wydłuża i podkręca rzęsy, lekko je pogrubia, nie osypuje się, nie podrażnia oczu. Cudo! :)

     Do podkreślenia brwi stosuję... kredkę do oczu, również z Eveline Cosmetics ( 11 zł ). Według producenta - powinna ona nadawać się do rysowania kresek na powiekach. Jednak w tym przypadku nie spisuje się ona dobrze. Co innego jak użyję ją do podkreślenia brwi ;) Uzyskany efekt wygląda naturalnie i nie nachalnie, czyli tak jak lubię.


    Czas na ostatni etap w makijażu dziennym, czyli malowanie ust. Jest to jedyny dział, gdzie nie umiałam wybrać tylko jednego produktu ;) Wśród "wybrańców" znalazł się tint w odcieniu nr 1 marki Bell ( 11 zł ), szminka w kolorze J62 marki Joko Cosmetics ( 20 zł ) oraz szminka z serii Rouge Caresse w odcieniu "Dating Coral" marki L'oreal ( 43 zł ). Na dole przedstawiłam jak ich kolory prezentują się na dłoni ( kolejność taka sama jak je wymieniałam ;) ).



Podsumowując - ile warta jest moja twarz?

469 zł


    Czy to dużo, czy mało - oceńcie same ;) Większa część tej kwoty to cena bazy Jane Iredale, którą stosuję kilka razy w tygodniu. Reszta produktów należy do średniej i niskiej półki cenowej. Nie zawsze tanie znaczy złe :)


A do TAG-u zapraszam :






Ile warta jest Wasza twarz? ;))