Pokazywanie postów oznaczonych etykietą L'oreal. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą L'oreal. Pokaż wszystkie posty

środa, 8 kwietnia 2015

Marcowy projekt denko.

    Obiecałam sobie, że postaram się zużywać tyle samo kosmetyków - ile ich kupuję w rzeczywistości. Cóż, obietnica ta raczej nie zostanie spełniona. Przynajmniej nie w przypadku kosmetyków pielęgnacyjnych, których ilość rozrasta mi się w ekstremalnie szybkim tempie. Za to kolorówka powoli znika z moich półek. Uff :)

     W marcu udało mi się zużyć dość sporą ilość kosmetyków - z każdej dziedziny. O dziwo, wykończyłam też trzy kosmetyki kolorowe. Z czego jestem bardzo zadowolona. Jednak nie przedłużam i zapraszam Was na co miesięczny projekt denko!


1. Aktywny tonik nawilżający z serii Mezo Power marki Bielenda. - Kosmetyk ten znalazł się w ostatnich ulubieńcach. Dobrze oczyszczał i odświeżał skórę. Łagodził uczucie ściągnięcia oraz delikatnie niwelował podrażnienia znajdujące się na twarzy. Był dość wydajny, a jego cena zapewne będzie przystępna dla większości z nas.

2. Aktywny krem nawilżający z serii Mezo Power marki Bielenda. - Jego recenzja znajduje się tu.



3. Płyn micelarny marki Delia. - Pokochałam ten kosmetyk z całego serducha! Niesamowicie dobrze i zarazem delikatnie usuwa makijaż z całej twarzy. Nadaje się również do demakijażu oczu - w ekspresowym tempie pozbywa się tuszu i cieni do powiek. Nie wywołuje podrażnień czy też łzawienia oczu. Dodatkowo, jest bardzo wydajny i dostępny w przystępnej cenie. Sama zakupiłam go w Drogerii Natura za ok. 7 zł, bodajże.

4. Matujący żel do mycia twarzy z Beauty Formulas. - Przeciętny kosmetyk do pielęgnacji twarzy, ot co. Niby dość dobrze ją oczyszczał, ale przy okazji wysuszał, powodował uczucie ściągnięcia. Dodatkowo, posiadał zbyt rzadką konsystencję co powodowało, iż był słabo wydajny. 



5. Arganowa maska do włosów 8 w 1 marki Eveline Cosmetics. - Jej recenzja znajduje się tu.

6. Mgiełka podnosząca włosy u nasady "Extra Volume" marki Sessio. - Jej recenzja znajduje się tu.

7. Nabłyszczający szampon marki Alverde. - Skusiłam się na niego podczas styczniowej wizyty w niemieckim DM-ie. Wątpię bym zrobiła to ponownie, ponieważ nie wywarł on na mnie jakiegoś spektakularnego wrażenia. Szampon jak szampon. Dobrze oczyszczał włosy, może delikatnie je nabłyszczał. Nic więcej. Jak dla mnie - w polskich sklepach można znaleźć sporo kosmetyków tego typu o podobnym działaniu :)


8. Żel pod prysznic o niebiańskim zapachu z Isany. - Cóż, każdy ma inne wyobrażenie nieba. Dla mnie ten kosmetyk na pewno nie pachnie niebiańsko ;) Za to kojarzy mi się z jakimiś damskimi, intensywnie ( może nawet dusząco ) pachnącymi perfumami. Mi średnio przypadł mi do gustu. Nie licząc zapachu - produkt nie wysuszał skóry, był dość wydajny. Jak to żel z Isany ;)

9. Peeling do ciała z serii "Let's Celebrate" w wersji "Mojito" od Farmony. - Przyznam, iż pod względem zapachowym przypomina drinka Mojito. Jednak nie takiego wykonanego na bazie rumu, a tego tak zwanego "gotowca" zamkniętego w szklanej buteleczce ( Sobieski ma takie drinki ;) ). Co do działania - kosmetyk dość dobrze masował skórę, wygładzał ją, lecz nie podrażniał. Jednak bardziej przypadła mi do gustu wersja z pomarańczą, która posiadała o wiele ostrzejsze drobinki ścierające.

10. Żel pod prysznic "White Passion" od Balea. - Kolejny, przyjemny żel marki Balea. Posiadał kwiatowy, dość delikatny zapach, nie wysuszał skóry. Jego cena również jest przystępna - sama kupiłam go w niemieckim DM-ie, ale w sklepikach z chemią niemiecką można go dostać nawet za 5 zł.


11. Żel do golenia "Blueberry Love" marki Balea. - Jego zapach był identyczny jak płynu do kąpieli marki Luksja ;) Jego działanie było w porządku, lecz na pewno nie idealne. Niby ułatwiał poślizg maszynkom do golenia, ale zdarzało się, iż po goleniu i tak moja skóra była podrażniona i lekko poraniona. Nie zawsze, ale jednak. Jego wydajność również określiłabym jako przeciętną, niestety.

12. Sól do kąpieli "Dzika orchidea i jedwab" marki Verona. - Kosmetyk ten posiadał przyjemny, kwiatowy zapach, którzy utrzymywał się w łazience jeszcze kilka godzin po kąpieli. Sól była wydajna, dość szybko rozpuszczała się w wodzie. Jej cena również nie jest wygórowana - można ją dostać już za około 4 - 5 zł.

13. Płyn do kąpieli "Blueberry Muffin" marki Luksja. - Jest to nie pierwszy i nie ostatni płyn owej marki, jaki zagości w mojej łazience. Duża butla tego kosmetyku wystarcza na 2 - 3 tygodnie codziennego stosowania. Dodatkowo, produkt posiada przyjemny zapach - jakby połączyć ciasteczka z dżemem jagodowym.


14. Kule do kąpieli marki Yves Rocher. - Jak dla mnie - dość drogi bubel. Jedna kulka kosztowała mniej więcej 1,50 zł - 2 zł, a nic ciekawego nie dawała. Ani przyjemnie nie pachniała, ani olejek w niej zawarty nie nawilżał skóry. Nie polecam ich zakupu, ot co.


15. Dezodorant z serii "Anarchy" od Axe. - Przyznam szczerze, iż produkt ten działał lepiej niż niejeden antyperspirant! Dobrze chronił przed potem, nie brudził ubrań, miał przyjemny, dość ciężki zapach. Był również wydajny, co miło mnie zaskoczyło. Tylko szkoda, iż tak trudno go dostać w stacjonarnym sklepie...

16. Mus do ciała "Czerwone owoce" marki L'arisse. - Jedno z ciekawszych mazideł, jakie używałam w ostatnim czasie. Dobrze nawilżało skórę, łagodziło podrażnienia, szybko wchłaniało się w skórę. Do tego miało przyjemny, cukierkowy zapach, który długo utrzymywał się na skórze.


17. Krem do rąk z masłem mango z Be Beauty. - Jest to chyba moja największe rozczarowanie ostatniego miesiąca! Jedyną zaletą tego kosmetyku był jego zapach. Krem w ogóle nie nawilżał i nie odżywiał skóry, był niewydajny, a jego pompka nie działała już po 2 - 3 zastosowaniach. Szkoda, bo tubka mająca pojemność 30 ml kosztowała ok. 7,50 zł. Dość dużo jak na tak małą pojemność i tak kiepskie działanie...

18. Nawilżający krem do rąk i paznokci marki Lirene. - Kosmetyk niby nawilżał skórę, ale na krótki okres czasu. Po około 20 - 30 minutach byłam zmuszona ponownie go zastosować. Takie błędne koło... Niby dobrze wchłaniał się w skórę i miał przyjemny zapach, ale jego kiepskie działanie oraz wydajność - na dobre zniechęciły mnie do niego.


19. Chusteczki nawilżane Dada. - Tanie i dobre jakościowo chusteczki. Zużyłam je głównie w podróży oraz w domu - do przecierania kurzu, resztek kosmetyków z dłoni.

20. Maska do twarzy w płacie z ekstraktem z jagód marki Foodaholic. - Uwielbiam maski owej marki! Są wygodne w użyciu, nie zsuwają się z twarzy. Dodatkowo ( i co najważniejsze! ), dobrze zmiękczają i nawilżają skórę. Trzymam je na twarzy około 20 - 30 minut - wtedy potrafią zdziałać cuda ;)

21. Maseczka oczyszczająco - wygładzająca marki Ava Laboratorium. - Jest to jeden z niewielu kosmetyków owej marki, jaki miałam i jaki przypadł mi do gustu. Maska dobrze oczyszczała skórę, delikatnie ją matowała. Nie podrażniała skóry ani nie zapychała porów. Niestety, dość szybko wysychała w opakowaniu. Szkoda...

22. Maska czekoladowa zakupiona w DM-ie. - Kosmetyk o przyjemnym zapachu, aczkolwiek nie działający w jakiś sensowny sposób na skórę. Oczyszczała skórę w sposób delikatny, za to w ogóle jej nie nawilżała. Jedyne co zauważyłam po jej zastosowaniu to zmiękczenie skóry. Nic więcej.


23. Pogrubiający tusz do rzęs marki Eveline Cosmetics. - Jakoś nie mogłam przekonać się do tego kosmetyku. Prawdopodobnie było to spowodowane jego grubą, standardową szczoteczką, którą dość trudno malowało mi się rzęsy. Jeśli chodzi o efekt, jaki dawał ten tusz - rzęsy były dość dobrze pogrubione, lekko wydłużone, ale jednocześnie potrafiły być posklejane. Z tego też względu rzadko kiedy nakładałam na nie dwie warstwy tego produktu. Lubię tusze do rzęs marki Eveline Cosmetics, ale tylko te z silikonową szczoteczką. Niestety.

24. Szminka L'oreal z serii "Rouge Caresse". - Jej recenzja znajduje się tu.

25. Podkład "Affinitone" marki Maybelline. - Na jego temat możecie poczytać w tym poście.



A jak prezentuje się Wasze marcowe denko?


Buziaki, Wasza A.

środa, 3 grudnia 2014

Ile warta jest moja twarz?

    Jakiś czas temu zostałam zaproszona do TAG-u "Ile warta jest moja twarz?" przez Lilę z bloga Kobieca Strefa. Już od jakiegoś czasu zastanawiałam się nad zrobieniem takiego postu u siebie, a Lila przyspieszyła wdrożenie tego pomysłu w życie. Dziękuję! ;) ;**


    Celem tego TAG-u jest przedstawienie kosmetyków kolorowych, jakie stosujemy u siebie. Zauważyłam, że dość sporo dziewczyn pokazuje wszystkie produkty kolorowe, jakie używała w ostatnim czasie. Ja jednak postanowiłam nieco ograniczyć ich ilość i przedstawię Wam tylko te, jakie stosuję najczęściej. Czyli codziennie lub prawie codziennie ;)



    Makijaż twarzy rozpoczynam od nałożenia bazy. Oczywiście, nie stosuję jej codziennie. Po pierwsze, na co dzień nie potrzebuję maksymalnego utrwalenia makijażu. Po drugie, bałabym się, że mogłaby ona zapchać moją skórę. Chwilowo stosuję bazę marki Jane Iredale ( 195 zł ), o której napisałam oddzielną notkę ( klik ). Następnie na twarz nakładam podkład. Od 10 listopada non stop stosuję ten marki Maybelline - "Affinitone" ( 27 zł ). Może i ma rzadką konsystencję, ale dość dobrze kryje drobne niedoskonałości, matuje skórę, lecz jej nie wysusza.

    Do tuszowania niedoskonałości stosuję dwa produkty - podkład Dermacol ( 15 zł ) oraz korektor "Under Eye Brightener" marki Missha ( ok. 25 zł ). Oba te kosmetyki recenzowałam, więc więcej na ich temat możecie poczytać w podlinkowanych przeze mnie notkach :) W skrócie - pierwszy z nich stosuję głównie jako korektor na niedoskonałości. Jego krycie jest bardzo dobre ( potrafi ukryć nawet pieprzyki na twarzy ). Jednakże stosowany na całą twarz potrafi stworzyć efekt maski. Korektor marki Missha stosuję tylko pod oczy. Maskuje on cienie na dobrym poziomie, długo utrzymuje się na skórze, nie wysusza jej. 

    Do utrwalenia makijażu stosuję puder "Babyface powder" od It's Skin ( ok. 30 zł ). Na początku nie byłam zadowolona z owego produktu. Jakoś nie potrafił współpracować z podkładami, jakie używałam w październiku czy na początku listopada. Jednak sytuacja zmieniła się, gdy zakupiłam kosmetyk marki Maybelline. Razem z pudrem It's Skin stworzyły zgrany duet! Makijaż jest dobrze utrwalony, skóra zmatowiona. Czego chcieć więcej? ;)

     Muszę stwierdzić, iż chyba mam szczęście do kupowanych przeze mnie róży. Większość z nich dobrze się u mnie spisywała, dzięki czemu mogły one znaleźć się w ulubieńcach danego miesiąca. Zapewne kosmetyk marki Astor również się tam znajdzie ;) Róż z serii "Skin Match" ( 38 zł ) zakupiłam podczas ostatniej promocji w Rossmannie i już jestem z niego bardzo zadowolona. Pięknie podkreśla kości policzkowe, jest dobrze napigmentowany i długo utrzymuje się na skórze. Tworzy bardzo udany duet z rozświetlaczem marki Technic - "High Lights" ( 10 zł ). 



    Mój makijaż oczu wygląda codziennie prawie tak samo. Zapewne dla większości z Was okaże się on nudny czy zwyczajny, ale ja nie lubię malować się zbyt wyzywająco do pracy ;) 


    Od kilku miesięcy męczę dwie palety cieni - marki MUA ( 20 zł ) oraz Lovely ( 12 zł ). Jak możecie zauważyć - przez prawie półtora roku udało mi się wykorzystać dość sporą ilość kosmetyków. Na całą powiekę nakładam zazwyczaj beże lub jasną szarość, a w zewnętrzny kącik ciemne brązy lub rzadziej czerń. Myślę, że cienie z obu paletek są dobrze napigmentowane, bez problemowo blendują się ze sobą i z bazą długo utrzymują się na powiekach.



    Do podkreślenia linii rzęs stosuję czarną kredkę marki Lovely ( 7 zł ). Mimo niskiej ceny - nie jest taka zła. Jest miękka, nie rani skóry, dość długo się na niej utrzymuje. Jednak nie jest wodoodporna - uprzedzam ;) Jeśli chodzi o bazę na powieki - chwilowo jest nią dla mnie mleczna kredka marki NYX ( ok. 20 zł ). Jeżeli pamiętacie - jakiś czas temu znalazła się ona w moich ulubieńcach. Dalej ją lubię i zastanawiam się nad kupnem innych jej odcieni :)



    Obecnie moim ulubionych, a do tego tanim, tuszem do rzęs jest "Magnet Look" z Eveline Cosmetics ( 12 zł ). Jego pierwsze opakowanie nie zrobiło na mnie zbyt dużego wrażenia. Jednak przy drugim - zakochałam się w nim! Ładnie wydłuża i podkręca rzęsy, lekko je pogrubia, nie osypuje się, nie podrażnia oczu. Cudo! :)

     Do podkreślenia brwi stosuję... kredkę do oczu, również z Eveline Cosmetics ( 11 zł ). Według producenta - powinna ona nadawać się do rysowania kresek na powiekach. Jednak w tym przypadku nie spisuje się ona dobrze. Co innego jak użyję ją do podkreślenia brwi ;) Uzyskany efekt wygląda naturalnie i nie nachalnie, czyli tak jak lubię.


    Czas na ostatni etap w makijażu dziennym, czyli malowanie ust. Jest to jedyny dział, gdzie nie umiałam wybrać tylko jednego produktu ;) Wśród "wybrańców" znalazł się tint w odcieniu nr 1 marki Bell ( 11 zł ), szminka w kolorze J62 marki Joko Cosmetics ( 20 zł ) oraz szminka z serii Rouge Caresse w odcieniu "Dating Coral" marki L'oreal ( 43 zł ). Na dole przedstawiłam jak ich kolory prezentują się na dłoni ( kolejność taka sama jak je wymieniałam ;) ).



Podsumowując - ile warta jest moja twarz?

469 zł


    Czy to dużo, czy mało - oceńcie same ;) Większa część tej kwoty to cena bazy Jane Iredale, którą stosuję kilka razy w tygodniu. Reszta produktów należy do średniej i niskiej półki cenowej. Nie zawsze tanie znaczy złe :)


A do TAG-u zapraszam :






Ile warta jest Wasza twarz? ;))

niedziela, 6 lipca 2014

Czerwcowy projekt denko.

     Post denkowy miał ukazać się jeszcze przed moją przeprowadzką. Nie chciałam przenosić pustych opakowań z jednego mieszkania do drugiego. Niestety, zapomniałam o zrobieniu im zdjęć i pod koniec czerwca zapakowałam je w osobną torebkę i przetransportowałam do nowego lokum ;)


1. Ziołowy żel do mycia twarzy marki Fitomed. - Niestety, kosmetyk ten nie przypadł mi do gustu. Posiadał zbyt rzadką konsystencję, miałam wrażenie, iż niedokładnie oczyszcza moją skórę, a do tego - przesuszał ją! A niby jest to wersja dla cery wrażliwej...

2. Lekki krem brzozowy marki Sylveco. - Jego recenzja znajduje się tutaj.

3. Łagodzące mleczko oczyszczające marki L'oreal. - Przyznam, że nie jestem zwolenniczką mleczek do demakijażu. Jednak powyższy produkt na tyle przypadł mi do gustu, iż znalazł się nawet w ulubieńcach kosmetycznych miesiąca. Kosmetyk ten bardzo dobrze usuwał makijaż z twarzy, przy czym w żaden sposób jej nie podrażniał. I, co było dla mnie miłym zaskoczeniem, nie pozostawiał na twarzy aż tak bardzo tłustej i nieprzyjemnej warstwy. Ciekawe mleczko, ot co :)

4. Krem - korektor do twarzy z rosyjskiej edycji pudełeczka PinkJoy. - Bardzo żałuję, że wykończyłam ten kosmetyk... Krem bardzo dobrze nawilżał i jednocześnie matował moją skórę, dzięki czemu idealnie nadawał się do stosowania rano, pod makijaż. Nie zapychał porów skórnych, nie wywołał u mnie alergii. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się go znaleźć w jakimś sklepie internetowym :)



5. Intensywnie nawilżający krem do rąk firmy Świt Pharma.- Jest to krem raczej przeciętny. Nie sprawdzi się w przypadku osób, które posiadają bardzo suchą skórę na dłoniach. Daje dość złudne uczucie nawilżenia, które znika po pierwszym kontakcie z wodą. Jakie są jego plusy? Dość szybko wchłania się w dłonie, nie pozostawia na nich lepkiej warstwy. I tyle.

6. Żel do mycia ciała o zapachu melona z Marizy. - Żel jak żel. Miał przyjemny, owocowy zapach, który nawet dość długo utrzymywał się na ciele. Nie wysuszał skóry, lecz też jej nie nawilżał. Taki "zwyklaczek" ;)

7. Peeling do ciała w wersji arbuzowej z Bielendy. - Mój ulubieniec! Wiem, że posiada parafinę wysoko w składzie, ale i tak go uwielbiam. Za zapach, za przyjemne masowanie ciała, za cenę. Szkoda tylko, że jest tak słabo wydajny.

8. Masło do ciała z olejem arganowym, masłem shea i witaminą E ze Starej Mydlarni. - Jeżeli czytałyście mój poprzedni post to wiecie, iż uwielbiam ten kosmetyk ;) W następnej notce napiszę o nim nieco więcej - bądźcie cierpliwe! ;))

9 i 10. Peelingi do ciała z serii Bania Agafii - "Odżywczy" oraz "Masujący". - Za jakiś czas na moim blogu ukaże się recenzja porównawcza obu produktów. Na dzień dzisiejszy zdradzę Wam tylko tyle, iż o wiele bardziej wolę wersję "Masującą" niż "Odżywczą" ;)






11. Tajemnicza odżywka do włosów z testów od serwisu Wizaż.pl - Moim zdaniem 100 ml to za mało by móc ocenić czy dany produkt drastycznie poprawi wygląd naszych włosów. Pomijając to - nie byłam zadowolona z tego kosmetyku. Po jego zastosowaniu moje włosy były obciążone, szybciej się przetłuszczały i nie wyglądały na bardziej "zdrowe"..

12. Szampon do włosów "Czarna kąpiel Agafii". - Przyznam, że polubiłam owy kosmetyk. Dobrze oczyszczał i odświeżał włosy, nie obciążał ich, nie zwiększał ich tempa przetłuszczania się. Może trochę plątał moje kłaki, ale po użyciu odżywki - wszystko wracało do normy :)

13. Odżywka do włosów jasnych marki Pilomax. - Ten produkt z serii spisał się u mnie lepiej niż szampon. Po jego zastosowaniu moje włosy rozczesywały się z łatwością, a do tego były przyjemnie gładkie i błyszczące.

14. Maska stymulująca wzrost włosów z serii Bania Agafii. - Kosmetyk ładnie nabłyszczał i wygładzał moje włosy, nie obciążał ich w żaden sposób. Jednakże nie zauważyłam, aby przyspieszył porost moich włosów czy też żeby na mojej głowie pojawiły się jakieś "baby hair". Szkoda ;)





15. Mgiełka do ciała "Pink Chiffon" z Bath&Body Works. - Kosmetyk ten namiętnie stosowałam w okresie jesienno - zimowym. Mgiełka niby posiada słodki zapach, ale jest on dość intensywny i mocno wyczuwalny. Nie raz usłyszałam od koleżanek pytanie "Czym tak ładnie pachniesz?". Tak, wyczuwały powyższą mgiełkę do ciała :)

16. Antyperspirant marki Dove. - Do produktów owej marki powracam bardzo często. Mają przyjemne zapachy, nie brudzą ubrań i dobrze chronią przed potem. Czego chcieć więcej? ;)





17. Róż do policzków marki Catrice. - Jego recenzję znajdziecie w tej notce.

18. Puder do twarzy "Idealist" marki Ingrid Cosmetics. - Jego recenzję możecie przeczytać w tym poście.



19. Nasienie kozieradki. - Niestety, nie jestem zbyt systematyczna w wcieraniu wywaru z kozieradki. Przez jakiś czas widziałam efekty po jej zastosowaniu. Na mojej głowie pojawiła się dość spora ilość "baby hair", włosy wypadały mi w mniejszej ilości. Jednak wystarczyło kilkudniowe jej odstawienie, a moje kłaki znowu zaczęły lecieć jak szalone...




 20. Krem matujący z serii "Anti Acne" marki Flos-lek. - W zeszłym miesiącu zużyłam 8 saszetek owego produktu,z z czego każda z nich wystarczyła mi na mniej więcej 3 zastosowania. Po 24 dniach stosowania chyba mogę co nieco napisać o tym produkcie ;) Przyznam, że polubiłam go. I to nawet bardzo. Krem ten idealnie nadaje się do stosowania pod makijaż. Dobrze matuje skórę, nie wysusza jej, nie zapycha porów skórnych. W planach mam zakup pełnowymiarowego opakowania tego produktu :)





21. Próbka kremu CC "Live Aura" z TonyMoly. - Zużyłam tę próbkę na 2 razy i nie jestem zadowolona, z efektu jaki dawał ten produkt na twarzy. Podkreślał wszystkie możliwe skórki i pory, nie potrafił dobrze dopasować się do koloru mojej skóry. Jestem na nie.


I to by było na tyle :) Jestem ciekawa jak prezentowały się Wasze projekty denka i czy miałyście któryś z powyższych produktów? ;)

Buziaki, Wasza A.


czwartek, 3 kwietnia 2014

Ulubieńcy marca 2014 r.

     W marcu udało mi się przetestować dość dużą ilość nieznanych mi do tej pory kosmetyków. I część z nich na tyle mi się spodobała, że z chęcią zaliczyłam je do grona ulubieńców ostatniego miesiąca.


     Zacznę od dwóch ulubieńców z działu "pielęgnacja twarzy". Oba produkty miałam okazję wygrać w rozdaniu u Desire25. Łagodzące mleczko oczyszczające marki L'oreal idealnie spisuje się do demakijażu twarzy. Nie podrażnia skóry, nie pozostawia na niej tłustej warstwy i, co najważniejsze, ekspresowo usuwa z niej podkład, puder czy róż. Przyznam, że do tej pory nie przepadałam za mleczkami do demakijażu. A ten oto kosmetyk zmienił nieco moje zdanie na ich temat ;)

     Płyn micelarny z Biodermy stosuję tylko do usuwania makijażu z okolic oczu. I chyba nie jestem jedyną osobą, która była, jest i będzie z niego zadowolona ;) Kosmetyk skutecznie usuwa cienie, tusz do rzęs czy eyeliner. Przy okazji, nie podrażnia przy tym oczu i nie wysusza skóry wokół nich. Szkoda tylko, że jego cena jest dość wysoka...



     Do moich ulubieńców zaliczyłam również szampon z serii "Volume" firmy Chantal. Jest to produkt, który bardzo dobrze radził sobie z oczyszczaniem włosów i zwiększeniem ich objętości. Kosmetyk nie zwiększył tempa ich przetłuszczania się, nie wywołał u mnie łupieżu. Dodatkowo, jego cena jest bardzo przystępna. Jestem ciekawa innych szamponów owej firmy :)



     Polubiłam również odżywkę do włosów "Piwo i pszenica", którą znalazłam w rosyjskim pudełeczku PinkJoy. Kosmetyk ładnie nabłyszczał i wygładzał włosy, a do tego ułatwiał ich rozczesywanie. Szkoda, że jest tak trudno dostępny - z chęcią ponownie bym się na niego skusiła ;)



     Peeling do ciała z Joanny zachwycił mnie swoim cudownym, owocowym zapachem i niesamowitym wygładzeniem skóry. Nie zaliczyłabym go raczej do "mocnych zdzieraków", ale mimo to - nieźle masował skórę i w ogóle jej nie podrażniał. Do tego był nawet wydajny, o dziwo ;)



     Długo zastanawiałam się czy umieszczać tusz z Rimmela wśród moich ulubieńców. Kosmetyk bardzo dobrze wydłuża rzęsy, dość mocno je podkręca. Niekiedy wystarczy mi jedna warstwa owego produktu, by ładnie podkreślić swoje spojrzenie. Jednak trzeba nieco z nim uważać, bo tusz może sklejać rzęsy. Nie licząc tego - polubiłam owy kosmetyk :)



     Na sam koniec zostawiłam pędzelek, który zamówiłam na stronie Ebay. Kto by pomyślał, że takie cudo za 5 zł może tak dobrze się spisać ;) Produkt ten stosuję tylko do blendowania cieni i w tym przypadku radzi sobie doskonale! I piszę to ja, istota, która nie posiada zbyt dużych zdolności w malowaniu się ;)


Oczywiście, w poście nie uwzględniłam tych produktów - ulubieńców, które wymieniałam w poprzednich miesiącach. Nie widzę sensu, by się powtarzać ;)


A jakie kosmetyki Was zauroczyły w marcu?

Buziaki, A.

wtorek, 4 marca 2014

Nowości lutego - część 2.

     W połowie lutego ukazała się pierwsza część postu dotyczącego nowości kosmetycznych ( i nie tylko ), które zagościły w moim domu. Notkę możecie znaleźć tutaj. Dzisiaj przychodzę z drugą jej częścią - nieco krótszą i zwięzłą ;)



     Jakiś czas temu dotarła do mnie wygrana z bloga Desire25. Jeszcze raz dziękuję za paczkę - jest cudowna! Dodatkowo, znalazłam w niej mleczko do demakijażu L'oreal, masę próbek i powyższe ozdoby ( bodajże do paznokci? ;) ). Jestem bardzo zadowolona z zawartości i parę z powyższych produktów zaczęłam już testować.



     W kolejnej paczce, która dotarła do mnie w zeszłym tygodniu, znalazłam 3 kosmetyki do włosów z serii "Volume", które otrzymałam w ramach współpracy z firmą Chantal. Przyznam, iż do tej pory nie słyszałam o tej firmie i jestem miło zaskoczona działaniem owych produktów... Więcej na ich temat napiszę za jakiś czas ;)



     Na sam koniec pokażę Wam moje skromne zakupy. Od jakiś dwóch tygodni zaczęłam stosować wcierkę z kozieradki. Chwilowo nie widzę zbyt dużych efektów, ale dzielnie używam jej dalej :) Nasienie kozieradki możecie znaleźć w prawie każdej aptece. Ja zamówiłam ją na stronie apteki DOZ.



     Ostatnim zakupem jest wielki kubek w serduchami, którego pojemność to bodajże 0,5 l. Zakupiłam go w Empiku za ok. 15 zł. Uwielbiam zaglądać do tego sklepu, gdy są promocje "-50%". Można wtedy wynaleźć takie cudeńka ;)

*****

     I to by było na tyle! Post był krótki, zwięzły i na temat :) Chwilowo ograniczam się z zakupem kosmetyków. Odwiedzam drogerie tylko wtedy, gdy jakiś produkt mi się kończy. Mogę być z siebie dumna ;)

Miałyście któryś z powyższych produktów? Co o nim / o nich sądzicie?

Buziaki, Wasza A.

poniedziałek, 11 listopada 2013

Prawie zapomniani ulubieńcy października ;)

     Tak jakoś wyszło, że prawie zapomniałabym przedstawić Wam moich ulubieńców kosmetycznych zeszłego miesiąca. Chyba nadmiar nauki i robienie projektów robi swoje... Co tam, bez marudzenia - przejdę do rzeczy :)


     O tej odżywce opowiadałam Wam w poprzedniej notce. Nie jest to kosmetyk ideał. Nie zregeneruje nam włosów, nie nawilży ich, jej cena również nie należy do najtańszych. Ale produkt ten idealnie radził sobie z wygładzeniem i nabłyszczaniem moich włosów. Dodatkowo, ułatwiał ich rozczesywanie, które stało się koszmarem podczas stosowania szamponu DeBa...

     
     Nie mogło tutaj zabraknąć luksusowego zmywacza do paznokci firmy Progres Cosmetics. Znajduje się w małym, poręcznym opakowaniu, a do tego niesamowicie radzi sobie ze zmywaniem lakierów. Pod notką na jego temat dość sporo dziewczyn napisało mi, że gąbeczka znajdująca się w opakowaniu zaczyna brudzić palce po jakimś czasie użytkowania produktu. Przyznam szczerze, że jestem tym trochę zdziwiona, bo używam go od ponad 2 miesięcy, zmywałam nim i jasne, i ciemne lakiery, i jeszcze ani razu nie zdarzyło mi się ubrudzić palców przez niego :) Wiadomo jednak, że u każdej z nas dany kosmetyk sprawdza się inaczej. A więcej informacji na jego temat znajdziecie tu.


     A oto pomadka, którą najczęściej używałam w październiku. Szminka "Rouge Caresse" marki L'oreal w odcieniu "Dating Coral" podbiła moje serce już w sierpniu, kiedy testowałam ją w ramach testu pomadek nabłyszczających. Kosmetyk posiada cudny, koralowy odcień, który bardzo ładnie podkreśla i delikatnie nabłyszcza usta. Jeżeli chcecie poczytać o niej więcej - zapraszam na post z porównaniem wszystkich pomadek nabłyszczających, jakie testowałam :)


     Tusz do rzęs marki Eveline Cosmetics miałam w swoich zbiorach od stycznia tego roku. Jednakże dopiero jakiś czas temu zaczęłam go częściej używać. Bardzo podoba mi się efekt, jaki daje na rzęsach. Tusz wydłuża je, delikatnie podkręca i pogrubia. Kosmetyk nie da nam raczej efektu delikatnie podkreślonych rzęs, chociaż nie nazwałabym go również efektem sztucznych rzęs. Jest to coś jakby po środku :)


     I kolejna mgiełka z Bath & Body Works podbiła moje serce! Tym razem polubiłam kosmetyk w wersji mniejszej pod względem objętościowym o zapachu "Twilight Woods". Po zaaplikowaniu tej mgiełki na swoje ciało, miałam wrażenie jakbym pachniała... Redd'sem Sun! ^^ Wiem, dziwne skojarzenie. Po kilkunastu minutach zapach ten stał się bardziej intensywny, nieco cięższy, aczkolwiek nadal bardzo mi się podobał. Kojarzy mi się on z jesiennymi wieczorami, spacerami po ogrodach, gdzie łączą się intensywne zapachy owoców i kwiatów. Nie jest to typowo słodki zapach, więc zapewne niektóre z Was mogą być nim rozczarowane. Ja go pokochałam :)

*****

A jak prezentują się Wasi październikowi ulubieńcy?

Wasza A.

wtorek, 22 października 2013

Moja kolekcja kosmetyków do ust.

Hej dziewczyny!

    Już od wielu lat jestem maniaczką wszelakich produktów do ust. Nie wyobrażam sobie wyjścia z domu bez nałożenia na nie choćby pomadki ochronnej! Takie moje małe uzależnienie ;) Z tego też względu dzisiaj chciałabym przedstawić Wam moją kolekcję kosmetyków „naustnych” ;)


     Od razu, na samym początku, ostrzegam, iż będzie to raczej dłuuugi post. Mam nadzieję, że Was nim nie zanudzę ;)

POMADKI OCHRONNE



1, 2 i 3. Balsamy do ust „Kisses” w trzech wariantach – Chocolate Kiss, Sherbet Kiss oraz Toffee Kiss. - Wszystkie trzy stoją na moim biurku i używam ich zazwyczaj przed pójściem spać – aby dodatkowo nawilżyć usta. Balsamy nie barwią warg, ale delikatnie je nawilżają i przepięknie pachną :)

4. Fruit Lip Balm marki Bell. - No cóż, jest to raczej przeciętny balsamik do ust. Ledwo co je nawilża, pozostawia na nich dziwną warstwę. Nie przekonał mnie do siebie.

5. Balsam do ust „Fruity Shine” w wersji truskawkowej marki Nivea. - Mam go w swojej kolekcji od wakacji, a dopiero kilka dni temu po raz pierwszy go użyłam ;) Nie jest to moja pierwsza pomadka do ust owej marki. Bardzo je lubię ze względu na dobre nawilżenie, jakie dają.

6. Masełko kokosowe do ust z Yves Rocher. - Jak może pamiętacie, kosmetyk ten znalazł się kiedyś wśród moich ulubieńców. Masełko dobrze nawilżało i odżywiało usta. Szkoda tylko, że znajdowało się w słoiczku – nie za bardzo przepadam za takimi opakowaniami :)

POMADKI DO UST


     Do pewnego czasu nie preferowałam tego typu kosmetyków do ust. Większość szminek, jakie posiadałam, strasznie przesuszało moje wargi, a do tego zbierały się one we wszelakie załamania na nich się znajdujące. Dopiero w wakacje przekonałam się, że istnieją jeszcze pomadki spisujące się nieźle na moich ustach :)

POMADKI W ODCIENIACH POMARAŃCZOWYCH / KORALOWYCH



7. Pomadka Rouge Carisse w odcieniu „301 Dating Coral” marki L'oreal. - Już wspominałam o niej w poście na temat pomadek nabłyszczających. Przyznam szczerze, iż z czasem coraz lepiej spisywała się na moich ustach. W tym miesiącu to właśnie ona najczęściej na nich gościła :)

8. Pomadka w kredce Color Boost w odcieniu „03 Orange Punch” z Bourjois. - Nabłyszczająca pomadka w przepięknym, oranżowym kolorku. Uwielbiałam używać ją latem, choć zapewne zimą również do niej powrócę. Ładnie nabłyszcza usta, nie podkreśla suchych skórek – jestem na tak :)

9. Pomadka w odcieniu „61 I'm a lobstar!” z Essence. - Niestety, nie podbiła mojego serca. Trzeba było się namęczyć, aby ładnie prezentowała się na ustach. A do tego bardzo szybko z nich znikała.

POMADKI W ODCIENIACH RÓŻU



10. High Gloss Lipstick w odcieniu „010 Classic Rose” marki Gosh. - Co nieco o tej pomadce znajdziecie tu.

11. Pomadka w odcieniu „02 Sparkling Romance” z Essence. - Mam o niej to samo zdanie, jak w przypadku jej oranżowej koleżanki. Nic specjalnego.

12. Pomadka z serii Nude w odcieniu nr 603 z Celii. - Kosmetyk ten zaczęłam używać dopiero jakieś 2 tygodnie temu, więc jeszcze nie chciałabym jej oceniać. Jedyne co mogę stwierdzić to fakt, iż pozostawia bardzo delikatny kolorek na ustach i ma śliczny, winogronowy zapach :)

13. Pomadka Eliskir w odcieniu 05 z Wibo. - Bardzo lubię tę pomadkę! Ma śliczny beżowo – różowy odcień, ładnie prezentuje się na ustach. Do tego, nie wysusza ust i nie podkreśla suchych skórek :)



14. Pomadka „Glam & Sexy” w odcieniu 42 z Bell. - Jedna z lepszych pomadek, która znajduje się w moich zbiorach. Ładnie podkreśla i nabłyszcza usta, a do tego ma prześliczny zapach.

15. Pomadka do ust w odcieniu nr 540 z Eveline Cosmetics. - Była to moja pomadka nr 1 podczas tegorocznej wiosny. Ma śliczny, intensywnie różowy odcień, który bardzo ładnie podkreśla i uwydatnia usta. A do tego dość długo się na nich utrzymuje.

16. Pomadka Moisture Renew w odcieniu „210 Fancy” marki Rimmel. - A to jedna z gorszych pomadek, które posiadam. Jest twarda, trudno nakłada się ją na usta i potrafi podkreślać suche skórki. Jestem na nie!

17. Pomadka nabłyszczająca w odcieniu „200 Get the Nudes Paper!” z Catrice. - To właśnie tą pomadkę najczęściej używałam w sierpniu. Przepięknie nabłyszczała usta, delikatnie je nawilżała i dość długo się na nich utrzymywała. Bardzo ją polubiłam :)

     Wśród tych pomadek powinna znaleźć się również pomadka z Maybelline oraz z Miss Sporty, o których wspominałam w tym poście. Niestety, pozostawiłam je w swoim rodzinnym domu :(

BŁYSZCZYKI



     Od zawsze lubiłam używać błyszczyków – czy to tych w odcieniach różu, czy tych w odcieniach czerwieni. W swojej torebce zawsze noszę minimum 2 kosmetyki tego typu :) A oto moja skromna kolekcja:

BŁYSZCZYKI W ODCIENIU CZERWONYM



18. Pomadka w płynie Manifesto w odcieniu nr 906 z Paese. - Co do tego kosmetyku mam dość mieszane uczucia. Niby ładnie prezentuje się na ustach, nie podkreśla suchych skórek i dość długo się na nich utrzymuje. Niestety, strasznie barwi usta, schodzi z nich nierównomiernie, a aplikator, który znajduje się w opakowaniu, strasznie utrudnia jego aplikację.

19. Lakier do ust Apocalips w odcieniu „501 Stellar”. - Notkę o nim znajdziecie tu.

20. Lip Tint do ust w odcieniu nr 3 marki Bell. - Tego kosmetyku używam dość rzadko i to głównie z powodu jego ceglastego koloru, który średnio do mnie przemawia. Pomijając ten fakt, lip tint baaardzo długo utrzymuje się na ustach, nie podkreśla suchych skórek, ale nieco wysusza wargi.

21. Błyszczyk Air Flow w odcieniu nr 01 marki Bell. - Tester tego kosmetyku był dołączony do box'a kosmetycznego od Face & Look. Bardzo rzadko go używam, ponieważ błyszczyk ten strasznie podkreśla wszelakie suche skórki przy ustach i zbiera się w załamaniach warg.

BŁYSZCZYKI W ODCIENIU RÓŻOWYM I BEŻOWYM



22. Lip Tint w odcieniu różowym marki Bell. - Mam o nim podobne zdanie, jak o jego ceglastym koledze ;)

23. Błyszczyk do ust z kwasem hialuronowym w odcieniu nr 05. - Błyszczyk ten często nakładam na swoje usta, gdy wychodzę na uczelnię. Posiada on subtelny kolorek, który bardzo ładnie nabłyszcza usta. Szkoda tylko, że tak krótko się na nich utrzymuje...

24. Błyszczyk Magic Gloss Lipgloss 6 w 1 w odcieniu nr 358 marki Eveline Cosmetics. - Pisałam o nim w tej notce.

25. Błyszczyk do ust Glance Shine marki Quiz. - A tutaj znajduje się notka o nim ;)

BŁYSZCZYKI Z DODATKIEM BROKATU



26. Owocowy błyszczyk do ust Fruit Garden bodajże w odcieniu 01 z Eveline Cosmetics. - Przyznam szczerze, iż go nie znoszę. Kosmetyk tworzy na ustach kleistą, nieprzyjemną warstwę, która jakimś cudem roznosi się wraz z brokatem po całej twarzy. Mały koszmarek ;/


27. Holograficzny błyszczyk do ust 3D w odcieniu nr 68 z Eveline Cosmetics. - Tutaj znajduje się notka na jego temat.

******

     Tak oto prezentuje się moja kolekcja kosmetyków do ust. Jest ich dość sporo, ale zapewne część z Was ma tych produktów o wiele więcej ;) Mam nadzieję, że tak długi post Was nie zanudził ;)

Pochwalcie się - jak wygląda Wasza kolekcja produktów do ust? ;)

Buziaki, A.