Pokazywanie postów oznaczonych etykietą peeling do ciała. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą peeling do ciała. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Let's Celebrate! Czyli co nieco o nowej serii peelingów do ciała marki Farmona.

    Jestem maniaczką wszelakich peelingów - czy to tych do ciała, czy to tych do twarzy. Im ostrzejsze drobinki posiadają i im mocniej masują one skórę, tym bardziej jestem z nich zadowolona. Za słabymi "zdzierakami" nie przepadam, więc na pewno nie zagoszczą one w mojej łazience.

    Jakiś czas temu skusiłam się na peelingi do ciała z nowej serii marki Farmona - "Let's Celebrate". Z tego co wiem dostępne są w 4 wariantach zapachowych i każdy z nich ma pod względem zapachowym przypominać inny drink. Ja skusiłam się na 3 kosmetyki tego typu - "Mojito", "Pinacoladę" oraz "Sunrise".

    Każdy z nich znajduje się w plastikowym, przezroczystym opakowaniu o pojemności 100 ml. Na buteleczkach przyklejone są nalepki ze składem kosmetyku, jego działaniem, sposobem użycia. A na przodzie każdego z nich widnieje inna pani, która jest charakterystyczna dla danego waiantu zapachowego.

    Jeżeli chodzi o zapach kosmetyków - rzeczywiście może kojarzyć się on z drinkami alkoholowymi ;) Wersja "Mojito" pachnie jak drink Sobieskiego zamknięty w szklanej buteleczce. "Pinacolada" to idealne połączenie mleczka kokosowego z sokiem z ananasów. Zaś "Sunrise" to apetyczna mieszanka owoców cytrusowych z tymi egzotycznymi. Mi osobiście najbardziej przypadł do gustu wariant ostatni :)

   O dziwo, każda z wersji tego produktu różni się od siebie ilością, jak i ostrością drobinek ścierających. Najgorzej wypada tutaj wersja "Pinacolada", która tych drobinek ma najmniej, a do tego są one delikatne dla skóry. Myślę, że kosmetyk ten bardziej przypadł by do gustu osobom, które wolą żele peelingujące. Na drugim miejscu umieściłabym peeling "Mojito", który ma nieco więcej drobinek niż jego poprzednik, ale nadal zbyt słabo masują one me ciało. 


    Jak możecie zauważyć - moim ulubieńcem stała się wersja "Sunrise". Posiada ona bardzo dużo drobinek ścierających i to nie byle jakich! Są one ostre, więc mocno masują skórę. Nie bójcie się, nie podrażnia przy tym ciała, o nie ;)

    Każdy z peelingów łatwo spłukuje się z ciała i żaden z nich nie pozostawia na nim tłustej czy też nieprzyjemnej warstwy. Może i ich skład nie jest zachwycający czy naturalny, ale przyjemnie było je stosować. Sama polecam wariant "Sunrise", który nie tylko kusi egzotycznym zapachem, ale i intensywnym masowaniem, peelingowaniem.


A może któraś z Was miała peeling z tej serii? Co o nim / o nich myślicie?


Miłego wieczoru, Wasza A.

środa, 22 października 2014

Przeciętniaczek z Isany.

    Jak wiecie - uwielbiam wszelakie peelingi do ciała. Im mocniej masują one ciało, tym bardziej je lubię. Jakiś czas temu skusiłam się na jeden kosmetyk tego typu marki Isana. Z informacji zawartych na opakowaniu wnioskuję, iż jest to produkt limitowany. Możliwe, iż za jakiś czas nie będzie już dostępny w sieci drogerii Rossmann.


    Peeling znajduje się w plastikowej tubce o pojemności 200 ml. Jego wygląd jest miły dla oka. Tubka charakteryzuje się białymi oraz zielonymi odcieniami, a znajduje się na niej plasterek limonki oraz kwiat jabłoni. Dodatkowo, na jej tylnej stronie umieszczona jest krótka informacja na temat produktu oraz jego skład.


    Kosmetyk posiada średnio gęstą konsystencję o lekko zielonym zabarwieniu. W całej jego objętości znajduje się mnóstwo małych i delikatnie ostrych drobinek. A co do zapachu produktu - jest typowo kwiatowy. Nie wyczuwam w nim ani odrobiny limonki. A szkoda...

     Peeling z łatwością rozprowadza się po skórze, lecz trzeba nieco postarać się, aby dokładnie zmyć ciała nawet najmniejszą drobinkę. 



     Co do samego działania kosmetyku - miłośniczki mocno zdzierających peelingów nie będą zadowolone z tego pana powyżej. Niby ma on w swojej objętości sporo małych drobinek, jednakże nie są one ostre i tylko delikatnie masują ciało. Wygładzenie, jakie daje, jest niewielkie i raczej niezadowalające. Jego jednym z niewielu plusów jest fakt, iż nie wysusza on skóry i nie wyrządza jej jakiejkolwiek krzywdy.

     Jego cena również jest przystępna. Bez promocji wynosi ona 4,99 zł. Myślę, że jest to jeden z tańszych peelingów, które są chwilowo dostępne na polskim rynku. Szkoda tylko, że jego działanie nie jest takie, jakie bym oczekiwała...



Lubicie stosować peelingi? Jaki jest Wasz ulubiony?

Miłego wieczoru, A.

czwartek, 31 lipca 2014

Peelingi do ciała - Bania Agafii.

     Jakiś czas temu ( a nawet baaardzo spory czas temu ;) ) zrobiłam "małe" zamówienie w sklepie internetowym Skarby Syberii. Wybrałam właśnie to miejsce, bo można w nim znaleźć wiele ciekawych , rosyjskich kosmetyków w atrakcyjnej cenie. Wśród moich zakupów znalazły się dwa peelingi z serii Bania Agafii, o których chciałam Wam dzisiaj opowiedzieć.



OPAKOWANIE:

    Każdy z peelingów znajduje się w 100 ml saszetce. Na każdym z nich została przyklejona mała, biała karteczka z krótką informacją na temat danego produktu.

     Na samej górze opakowania znajduje się czarna, mała nakrętka. Dzięki niej, jak i miękkiej saszetce, możliwe było wydobycie produktu do samego końca.



KONSYSTENCJA I ZAPACH:

     Skusiłam się na dwa peelingi z serii Bania Agafii - odżywczy peeling do ciała "5 zbóż" oraz peeling do ciała masujący "5 olejków". Każdy z nich posiada średnio gęstą konsystencję. Rzekłabym, iż taką w sam raz :)

     Pierwszy z nich, czyli wersja "5 zbóż", posiada ciemno żółty odcień. W jego konsystencji zatopione są ziarna zbóż, które ( o dziwo! ) dość dobrze masują ciało. Jednakże zapach owego produktu - nie jest zbyt zachwycający. Nie wiem czemu, ale mam wrażenie, że wyczuwam w nim ostrą nutę alkoholu w połączeniu z czymś mdłym. 

     Drugi z nich, wersja "5 olejków", ma kolor lekko różowy. W swojej objętości posiada jakby drobinki malinowe. I jego zapach jest o wiele przyjemniejszy i ciekawszy niż jego poprzednika. Jest owocowy, a dokładnie jakby malinowy :)




APLIKACJA:

     Bezproblemowa! Na dłoń wyciskamy odpowiednią ilość produktu i masujemy nią ciało. Jedyny problem to zakręcenie otworu - możliwy jest dopiero po kąpieli. Chyba, że ktoś da radę to zrobić mokrą dłonią ;)


WYDAJNOŚĆ:

     Określiłabym ją jako przeciętną. Każda saszetka wystarczyła mi na, mniej więcej, cztery użycia. Cóż mogłam oczekiwać po 100 ml saszetce? ;)



DZIAŁANIE:

     Jestem zadowolona z działania obu peelingów. Każdy z nich przyjemnie masował skórę, przy czym w ogóle jej nie podrażniał. Nie zaliczyłabym ich do grona mocnych "zdzieraków", nad czym nieco ubolewam ;) Jednakże osoby ze skórą wrażliwą powinny być z nich bardzo zadowolone.

   Po zastosowaniu tych produktów skóra jest miła, miękka i delikatna w dotyku. Jednakże nie powiedziałabym by była ona w jakiś sposób odżywiona czy bardzo ujędrniona :)

     Peelingi nie wysuszają skóry, ale również jej nie nawilżają. Po ich zastosowaniu raczej konieczne jest zastosowanie jakiegoś mazidła do ciała. 


SKŁAD:

Peeling do ciała masujący "5 olejków"

Odżywczy peeling do ciała "5 zbóż"


CENA:

5,90 zł za sztukę w sklepie Skarby Syberii


MOJA OCENA:

Peeling "5 zbóż" - 4 / 5

Peeling "5 olejków" - 4,5 / 5


*****


     Przyznam, że o wiele bardziej przypadła mi do gustu wersja peelingu "5 olejków". Zapewne domyślacie się, że chodzi tutaj o zapach ;) Gdybym miała oceniać działanie - trudno byłoby mi wskazać faworyta, ponieważ oba kosmetyki dobrze się u mnie spisywały.


A może któraś z Was miała peelingi z serii Bania Agafii? Jeśli tak to co o nich sądzicie?


Buziaki, Wasza A.

wtorek, 1 lipca 2014

Ulubieńcy - czerwiec 2014.

     Na samym początku chciałabym przeprosić Was za moją tak długą nieobecność. Przyznam, iż nie miałam czasu i weny na pisanie jakichkolwiek postów na blogu. Złożyło się na to sporo czynników. Po pierwsze, przeprowadzałam się do nowego mieszkania. Dodatkowo, razem z moim W., zdecydowaliśmy się nieco je "odświeżyć" i zrobiliśmy w nim mały remont. Wiadomo - tego typu sprawy zajmują dużo czasu. Po drugie, za 2 tygodnie czeka mnie obrona pracy magisterskiej. A wiąże się to z intensywną i długotrwałą nauką, niestety. I najważniejszy - mój "stary" laptop padł. A dokładnie - zepsuł mi się monitor. Byłam zmuszona zakupić nowy sprzęt, a przy moim niezdecydowaniu - trochę to trwało ;)
 
     Od dzisiaj postaram się częściej zaglądać na bloga. Przynajmniej 2 razy w tygodniu. Po obronie wszystko wróci do starego porządku ;)
 
     Dzisiaj chciałabym przedstawić Wam moich kosmetycznych ulubieńców. Nie jest ich dużo - tylko 5. W czerwcu mało produktów w jakikolwiek sposób mnie zachwyciło.
 
 
     Pierwszym moim ulubieńcem jest masło do ciała z olejem arganowym, masłem shea i witaminą E ze Starej Mydlarni. Jest to produkt o gęstej, treściwej konsystencji, która ( o dziwo! ) szybko wchłania się w skórę. Kosmetyk nie pozostawia na skórze tłustej czy też lepkiej warstwy. Jego zapach jest intensywny, dość ciężki i można by rzec, iż zimowy. Jednakże ja zakochałam się w nim! I co najważniejsze - masło idealnie nawilża i odżywia skórę, pozostawiając ją delikatną i gładką w dotyku. Cudo!
 
    Za jakiś czas napiszę recenzję na jego temat - wtedy dowiecie się o nim nieco więcej :)
 


 
     Peeling do ciała o zapachu arbuzowym marki Bielenda zachwycił mnie przede wszystkim swoim zapachem. Jest cudownie owocowy i długo utrzymuje się na skórze. Dodatkowo, produkt ten dobrze masuje skórę i w żaden sposób jej nie podrażnia. Z tego co wiem - można go jeszcze znaleźć w Biedronce za cenę 4 zł. Polecam! ;)
 
 

 
     Wśród moich ulubieńców nie mogło zabraknąć kredki do powiek marki NYX w kolorze 604 - Milk. Stosuję ją jako typową bazę pod cieni i w tej roli spisuje się doskonale! Przedłuża trwałość kosmetyków kolorowych, podbija ich kolor i zapobiega ich gromadzeniu się w załamaniu powieki. Używam jej od ponad miesiąca i jestem zachwycona jej wydajnością. Z tego co kojarzę, jest ona dostępna również w innych wariantach kolorystycznych. Zapewne za jakiś czas skuszę się na nią ponownie ;)
 
 


 
     Na samym końcu chciałabym przedstawić Wam dwa produkty, które pochodzą ze sklepu Alle Paznokcie. Jest to odżywka do paznokci oraz typowy top coat. Obydwa te kosmetyki stosuję za każdym razem, gdy maluję paznokcie. Pierwszy z nich bardzo dobrze wpłynął na wygląd moich paznokci, które mniej się łamią czy pękają. Zaś top coat wydłuża trwałość każdego możliwego lakieru o minimum 2 - 3 dni oraz przyspiesza wysychanie produktów aplikowanych na płytkę paznokcia. Czego chcieć więcej, prawda? ;)
 
 
 
A może któraś z Was miała jakikolwiek z powyższych kosmetyków? Jeśli tak - to co o nim / o nich sądzicie?
 
Buziaki, Wasza A.


niedziela, 27 października 2013

Owocowy zawrót głowy!

      Jeszcze półtora roku temu do mycia swego ciała używałam jedynie żeli pod prysznic. Produkty, jakimi są peelingi, były dla mnie obce. Jednakże pewnego razu w Super-pharmie skusiłam się na jednego okaziciela tego gatunku o zapachu oliwkowym z Joanny. I... zakochałam się w tym kosmetyku! Od tego czasu stosuję peelingi mniej więcej raz na 3 dni :)

     Ostatnimi czasy zaczęłam używać peelingów w mniejszych objętościach. Dlaczego? Z prostego powodu - uwielbiam często zmieniać zapachy kosmetyków do mycia ciała. I tak oto skusiłam się na dwa peelingi z Farmony.


OPAKOWANIE:

     Każdy z nich znajduje się w plastikowej, przezroczystej buteleczce o pojemności 120 ml. Na samej górze opakowania znajduje się czarna nakrętka z otwarciem typu "klik". Powracając do buteleczki - jest ona wykonana z dość twardego tworzywa, więc gdyby nie dość lejąca się konsystencja peelingu to miałabym zapewne dość duże problemy z jego wydobyciem do końca ;)


KONSYSTENCJA I ZAPACH:

     Wariant "wiśnia i porzeczka" bardzo przypadł mi do gustu. Jego zapach jest słodki, intensywny i długo utrzymuje się na ciele. Jak dla mnie pachnie jak wiśniowy dżem, mniam! :)

     Niestety, peeling w wersji "melon i arbuz" nie spodobał mi się pod względem zapachowym. Jak jeszcze w buteleczce kosmetyk ten pachnie jak lemoniada arbuzowa to na ciele przypomina prędzej sfermentowanego melona... 

       Konsystencja obu produktów jest taka sama. Są one dość lejące, jednakże nie wylewają się z dłoni. I zatopione jest w nich mnóstwo kolorowych drobinek :)



APLIKACJA:

     Aplikacja kosmetyku jest w miarę bezproblemowa. Jednakże radziłabym uważać przy jego wylewaniu na dłoń - łatwo jest wydobyć go w zbyt dużej ilości ;)
  
     Peeling z łatwością rozprowadza się na ciele i tak samo łatwo się go zmywa.


WYDAJNOŚĆ:

     Ich wydajność mogę określić jako przeciętną. Jedna sztuka kosmetyku wystarczyła mi na mniej więcej 3 tygodnie stosowania, przy czym używałam je raz na 3 dni ( jak wcześniej wspominałam ;) ).


DZIAŁANIE:

     Peelingi te mogę zaliczyć do tych mocniejszych zdzieraków. W swojej objętości posiadają mnóstwo niepozornie wyglądających drobinek, które na ciele, podczas masowania, przeistaczają się w trące bestie ;) A tak na poważnie, kosmetyk bardzo dobrze masuje ciało, usuwa zbędny naskórek. Dzięki nim moja skóra była wyraźnie wygładzona i delikatna w dotyku. 

     Ich zapach dość długo utrzymuje się na skórze, co jest plusem tylko w przypadku peelingu wiśniowo - porzeczkowego ;)

SKŁAD:



CENA:

ok. 5 zł / w promocji 3,50 zł

*****

     Bardzo polubiłam te małe, niepozornie wyglądające, peelingi. Chwilowo używam ich tak samo drobnego zamiennika w postaci peelingu z Joanny. Ciekawe czy firma zmieniła tylko wygląd ich opakowania... ;)

Stosowałyście kiedyś peelingi z tej serii? Co o nich sądzicie?

Wasza A.

niedziela, 27 stycznia 2013

Recenzja peelingu wygładzającego do ciała z ekstraktem z oliwek z firmy Joanna

Witajcie Moje Drogie! :)

     Kilka godzin temu wróciłam z 4 - dniowego pobytu u moich rodziców - jestem strasznie rozleniwiona, ale czas nadrobić zaległości w blogowaniu ;)
     Dzisiaj bliżej przyjrzę się jednemu z peelingów do ciała, które oferuje firma Joanna. Tym razem chodzi o wygładzający peeling do ciała z ekstraktem z oliwek z serii " Z Apteczki Babuni ". 


     Kosmetyk ten zakupiłam już jakiś czas temu i, niestety, zalegał w mojej szafce i czekał na lepsze dni. Te dni nareszcie nadeszły i zaczęłam używać go regularnie - raz na 3 dni. Szczerze? Uzależniłam się od niego :)
     Peeling znajduje się w dość pokaźnym opakowaniu o wadze 300 gram. Od razu mogę tutaj zaznaczyć, iż kosmetyk jest w miarę wydajny ( uwierzcie, za każdym razem używałam dość dużą jego ilość ). Mi wystarczył on na miesiąc i myślę, że jest to odpowiedni czas użytkowania tego typu produktu :) Jedynym minusem tego opakowania jest fakt, iż nie posiada ono żadnej folii zabezpieczającej. 


    Pierwsze co mnie zachwyciło po odkręceniu nakrętki to intensywnie zielony kolor peelingu oraz jego przepiękny zapach. Nie powiedziałabym, że jest to zapach oliwek, ale mimo wszystko - spodobał mi się :) Jego konsystencja jest w sam raz - ani za rzadka, ani za gęsta. Po nabraniu kosmetyku na ręce nie musimy martwić się, że jakakolwiek ilość wyleje się do wanny / prysznica.


     Kosmetyk jest dość silnym zdzierakiem. W jego masie znajduje się mnóstwo grubych drobinek peelingujących, które bardzo dobrze masują i oczyszczają nasze ciało. Po zastosowaniu tego peelingu moja skóra jest delikatna, gładka i pięknie pachnąca. Osoby, które posiadają wrażliwą skórę, raczej nie muszą się martwić o jakiekolwiek podrażnienia. Moja siostra również stosowała ten kosmetyk i nie narzekała na jego jakiekolwiek negatywne działanie. Od razu tutaj zaznaczę, iż A. ma skórę wrażliwą i skłonną do podrażnień :)
     

     Peeling wygładzający do ciała udało mi się zakupić w drogerii Superpharm za nie całe 11 zł. Jak już wspomniałam - było to jeszcze w zeszłym roku i zapewne obecnie już nie ma tej promocji. Jednakże mimo wszystko polecam rozejrzeć się za tym kosmetykiem. Warto! :)

     Miałyście kiedyś styczność z powyższym peelingiem do ciała? A może miałyście inne kosmetyki firmy Joanna?

Pozdrawiam i życzę miłej nocki! :)

poniedziałek, 14 stycznia 2013

Szarlotkowy zawrót głowy, czyli masło i peeling do ciała o zapachu szarlotki firmy Farmona


Witajcie Moje Kochane! :)

     Jakiś czas temu miałam przyjemność otrzymać w ramach testowania zestaw szarlotkowy firmy Farmona, a dokładnie masło i peeling do ciała. A wszystko to dzięki portalowi Bangla.pl :)


     Samo czekanie na przesyłkę nie było zbyt przyjemnie. Listonosz nie zostawił jej u mnie, lecz u moich sąsiadów. Jak wiadomo - jako studentka, raz do roku, przeprowadzam się w inne miejsca i nie znam za dobrze ludzi mieszkających w tym samym bloku. Tych sąsiadów również nie znałam. Tym bardziej byłam zirytowana, gdy udało mi się odzyskać przesyłkę dopiero po kilkukrotnym dobijaniu się do ich drzwi ( a słyszałam kroki dochodzące do nich i ... nic ). Z tego co wiem, nie można dawać przesyłek poleconych osobom nie spokrewnionym - chyba, że zgłoszę sama pisemną zgodę. No, ale! Pomarudziłam - przejdźmy do rzeczy :)

     Masełko znajduje się w 225 ml opakowaniu, które już na pierwszy rzut oka wygląda smakowicie. Szarlotka z bitą śmietaną, wokoło jabłka - któż nie zrobiłby się głodny? :) Kosmetyk był zabezpieczony folią, co bardzo mi się spodobało. Co do składu - zdjęcie zamieszczam poniżej.


     Po zerwaniu wieczka zabezpieczającego - oniemiałam z zachwytu! Zapach kosmetyku idealnie odzwierciedla szarlotkowe ciasto. Nawet teraz, gdy o nim myślę, robię się głodna ;) Zapach jest przepiękny, a co najważniejsze - długo utrzymuje się na skórze. Co do konsystencji produktu, to wydaje się być zbita. Jednakże po zetknięciu z naszą ciepłą skórą - robi się bardziej miękka i nie sprawia problemu podczas smarowania masełkiem naszego ciała :)


     Tutaj od razu przestrzegam dziewczyny, które są dość niecierpliwe jeżeli chodzi o wchłanianie się jakiegokolwiek kosmetyku do pielęgnacji ciała - niestety, ten wchłania się dość opornie. Jednakże wynagradza nam to jego działanie. Masło bardzo dobrze nawilża i odżywia naszą skórę. I piszę to ja - dziewczyna, która od lat boryka się z przesuszoną skórą :)


     Czas na kosmetyk nr 2 - czyli peeling do ciała. To właśnie on bardziej zaintrygował mnie niż jego poprzednik. Posiadałam już jeden peeling z Farmony ( z serii Tutti Frutti ) i sprawdzał się prędzej jako żel peelingujący. Tym milsze było moje zaskoczenie, kiedy wskoczyłam pod prysznic i użyłam owego kosmetyku.


     Konsystencja peelingu jest ani nie za gęsta, ani nie za rzadka - jest w sam raz :) Jego kolor jest jakby cynamonowy, przez które przebijają się ciemno brązowe drobinki peelingujące. I tutaj było moje zaskoczenie - peeling należy do tych mocniejszych zdzieraków. Dlatego też osoby z wrażliwą skórą powinny uważać przy jego zastosowaniu, by nie nabawić się podrażnień :)



     Kosmetyk bardzo dobrze wygładza i ujędrnia skórę, pozostawiając ją przy tym gładką i delikatną w dotyku. Oczywiście, nie radzę stosować go codzienne - jest to wręcz nie wskazane. Ja używam go na zmianę z innym peelingiem z firmy Joanna, czyli raz w tygodniu :)

     Miałyście kiedyś do czynienia z tymi kosmetykami? Jakie macie o nich zdanie? :)

     Przy okazji zapraszam na moje rozdanie TU :)


Pozdrawiam i życzę miłego dnia! :)

niedziela, 6 stycznia 2013

Peeling do mycia ciała 'Kiwi i karambola' z Farmony

Witam serdecznie w niezbyt ciekawą pogodowo niedzielę! :)


     Jeszcze rok temu nie miałam na swoim koncie ani jednego zużytego peelingu. Może to dziwić, ale tolerowałam wyłącznie żele pod prysznic i to najbardziej te o konsystencji kremowej. Od kilku miesięcy moje zdanie uległo zmianie, kiedy po raz pierwszy użyłam jeden z peelingów do ciała firmy Joanna. Teraz - nie wyobrażam sobie życia bez jakiegokolwiek "zdzieraka" :)
     Peeling do mycia ciała o zapachu kiwi i karamboli z serii Tutti Frutti firmy Farmona zauważyłam przypadkiem, gdy szukałam innego kosmetyku tego typu również tej firmy z serii Sweet Secret ;) Produkt ten był wtedy na promocji, więc skusiłam się i go zakupiłam.


     Peeling znajduje się w dość zgrabnym opakowaniu o pojemności 200 ml. Na początku myślałam, że objętość tego typu jest wystarczająca na chociażby 2 - miesięczne stosowanie, jednak trochę się przeliczyłam. Nie nazwałabym tego kosmetyku typowym peelingiem. Jedyne określenie, jakie się do niego nadaje, to żel peelingujący. Produkt ma dość rzadką konsystencję i posiada mało wyczuwalne drobinki. Jestem nieco tym zawiedziona, ponieważ preferuję peelingi o dość dużych i ostrych drobinkach.


    W małym stopniu wynagradza to jego zapach, który nie jest ani odrobinę chemiczny i idealnie odzwierciedla zapach kiwi. Nie wiem jak pachnie karambola, więc trudno jest mi określić czy ona również jest tutaj wyczuwalna ;)
     Przy nakładaniu kosmetyku na dłoń trzeba nieco uważać, by nie przelał się nam przez ręce - trzeba pamiętać o tym, że jest dość rzadki. Peeling dość dobrze pieni się na skórze i delikatnie masuje nasze ciało. Dużym plusem jest, że szybko spłukuje się z naszej skóry i w żaden sposób jej nie podrażnia ani uczula.
     Jego przeogromnym plusem jest fakt, iż zapach kiwi bardzo długo utrzymuje się na naszej skórze. Trudno jest mi stwierdzić czy utrzymuje się on do samego rana, ponieważ po 3 - 4 godzinach od prysznicu - wsmarowuję w siebie balsam ( urok wiecznie przesuszonej skóry :( ).


     Peeling do ciała udało mi się kupić w Drogerii Naturze w cenie promocyjnej, która wynosiła mniej więcej 7 - 8 zł. Z tego co wiem - jego standardowa cena może wynosić nawet 12 zł. Dlatego też myślę, że warto poczekać na promocje tego kosmetyku :)
     Jak wiecie, jakiś czas temu dokupiłam inny wariant zapachowy tego peelingu - "Liczi i rambutan". Mimo tego, iż kosmetyk nie jest dobrym zdzierakiem, to jednak dobrze oczyszcza skórę i bosko pachnie. A zapach liczi i rambutanu na tyle mnie zauroczył, że zakupiłam sobie również ten peeling :)

     A jakie są Wasze ulubione peelingi do ciała? :)

    Pozdrawiam serdecznie! :))

środa, 2 stycznia 2013

Żel peelingujący o zapachu arbuza firmy Joanna

Witajcie Moje Kochane! :)

     Jakiś czas temu wspominałam Wam o nowościach kosmetycznych, które zostały wprowadzone na polski rynek przez firmę Joanna. Mowa tutaj o żelach peelingujących, o których pisałam w TEJ notce :) Kiedy zobaczyłam te produkty - stwierdziłam, że muszę je przetestować. Moim celem stał się ten o zapachu arbuza. Szukałam go w różnego rodzaju sklepach w dwóch miastach - i nic.
     W ramach współpracy z serwisem Bangla.pl i przynależności do Klubu Kejt miałam możliwość przetestowania jednego z pięciu dostępnych żeli peelingujących z Joanny. Oczywiście wybrałam ten o zapachu arbuza :) Dawno nie byłam aż tak podekscytowana przy testowaniu jakiegokolwiek produktu. A jakie jest moje zdanie o nim?


     Kosmetyk znajduje się w dość wysokiej, ale poręcznej buteleczce o pojemności 300 ml. Jest  ona przezroczysta, co umożliwia nam kontrolowanie jego ilości. Na jej tylnej stronie znajdziemy informacje na temat działania, sposobu używania i składu żelu.


     Po dostaniu owego żelu peelingującego - pierwsze co musiałam zrobić to sprawdzić czy naprawdę pachnie jak arbuz. Na początku, po otwarciu opakowania, byłam nieco rozczarowana. Żel zdawał się pachnieć owocowo i ładnie, ale na pewno nie wyczuwałam w nim nuty arbuzowej. Dlatego też przeżyłam dość duże zaskoczenie podczas brania prysznicu. To właśnie wtedy, po nałożeniu kosmetyku na ciało i myciu się, jego prawdziwy zapach - ujawnił się. I muszę przyznać, że nie jest on ani trochę chemiczny i naprawdę przypomina zapach arbuza :)
     Jego konsystencja jest dość gęsta i ma różowy kolor. Oprócz tego żel peelingujący zawiera w sobie delikatne, czarne drobinki, które kojarzą mi się z pestkami z arbuza :)


     Jestem nie tylko zauroczona jego zapachem, ale również działaniem. Żel peelingujący można stosować na dwa różne sposoby - jako zwyczajny żel pod prysznic ( przy delikatnym masowaniu ciała ) oraz jako peeling do ciała ( przy mocniejszym pocieraniu ). Kosmetyk bardzo dobrze oczyszcza ciało i usuwa tak zwany zbędny naskórek. A jego zapach utrzymuje się na ciele jeszcze na długi czas po wyjściu z łazienki :)


     Żel dobrze się pieni i łatwo się spłukuje. I przede wszystkim - nie zostawia tłustej warstwy na naszym ciele. Jest to dla mnie duży plus, ponieważ jestem maniaczką balsamowania się po kąpieli ( oczywiście - w jakimś odstępie czasowym :) ). Ważna informacja dla dziewczyn z wrażliwą skórą - produkt nie podrażnia i nie uczula :)
     Jak widzicie - jestem zachwycona owym produktem. Żel peelingujący nie tylko pięknie pachnie, ale również wspaniale działa. A do tego ma niską cenę - można go znaleźć w sklepach nawet za 7 zł. Myślę, że jest to niska cena jak za 300 ml opakowanie :)

Kosmetyk do testów otrzymałam od serwisu bangla.pl w ramach współpracy z Klubem Kejt.



     A Wy spotkałyście już kiedyś w sklepach żele peelingujące z Joanny? A może któraś z Was już go stosowała? :)

Pozdrawiam! :)

wtorek, 25 grudnia 2012

Przedświąteczny haul zakupowy :)


     Witajcie Moje Kochane!

     I jak minęła Wam Wigilia? Co pysznego pojawiło się na Waszym stole? I oczywiste pytanie - co ciekawego dostałyście pod choinkę? :)
     Jak dla mnie - Święta mijają za szybko. Jeszcze wczoraj siedziałam przy wigilijnym stole, a dziś kończy się pierwszy dzień Świąt. Na stole dalej goszczą pyszności - cały czas kusi mnie ciasto "krówka" i maminy bigos :)
     A ja przyszłam do Was z trochę mało świątecznym postem :) Jako, że już od jakiegoś czasu miałam kupione prezenty dla swojej rodziny i narzeczonego, czas było kupić coś dla siebie. I tak oto wybrałam się na kosmetyczne zakupy i wyszłam ze sklepu z pełną torbą różności :)


     Część z tych rzeczy jest mi zupełnie niepotrzebna, ale gdy tylko je powąchałam bądź zobaczyłam promocję - nie mogłam się im oprzeć i wrzucałam je do zakupowego koszyka. Chyba potrzebny jest mi jakiś odwyk, bo niedługo zabraknie mi miejsca na własne, studenckie rzeczy :)


     Dwa powyższe szampony zakupiłam w Biedronce, ponieważ trafiłam na ich promocję. Szampon wzmacniający Garnier Fructis kosztował mnie niecałe 9 zł za pojemność 400 ml, a Garnier Ultra Doux z drożdżami piwnymi i owocem granatu - 5,39 zł. Jako, że dość szybko zużywam szampony, te na pewno mi się nie zmarnują :)


     Tak jakoś się złożyło, że przed przyjazdem do mojego rodzinnego domu, skończył mi się mój balsam nawilżający o zapachu kiwi z Joanny. I musiałam znaleźć dla niego godnego zastępcę :) Wybrałam dwa balsamy do ciała - jeden z nich jest to kosmetyk rozświetlająco - nawilżający firmy Soraya, a drugi truflowo - migdałowy z serii Sweet Secret firmy Farmona. Na balsam z Farmony czaiłam się już od pewnego czasu, ponieważ uwielbiam ich kosmetyki z serii Tutti Frutti. Kosmetyk Soraya kupiłam w ramach zapasu :) Różowe cudeńko kosztowało mnie ok. 11-12 zł, a migdałowy balsam - 10 zł.


     Czas na peelingi do ciała! Obydwa z nich są produktami firmy Farmona - pierwszy jest z serii Sweet Secret i pachnie słodkim cappucino oraz tiramisu. Drugi z nich to peeling do ciała z liczi i rambutanem z serii Tutti Frutti. Posiadam jeszcze jeden kosmetyk tego typu o zapachu kiwi i karamboli - nie jest to typowy peeling, bardziej sprawdza się jako żel pod prysznic :) Ceny obydwu kosmetyków wynosiły ok. 10 zł.


     Kolejnymi kosmetykami, które zagościły u mnie w ostatnim czasie są - żel pod prysznic o zapachu Pearl Garden z C-thru oraz chusteczki do higieny intymnej z AA. Pierwszy z nich zakupiłam, ponieważ byłam ciekawa czy żel pod prysznic może tak samo pachnieć jak woda toaletowa o tym samym zapachu. A chusteczki AA będą idealne w czasie wszelakich podróży :)


     Czas na ostatnie produkty, które kupiłam w przedświątecznym szale. Krem do rąk firmy Kamill kupiłam z prostego powodu - jestem uzależniona od kremów do rąk. Moja skóra bardzo źle znosi chlorowaną wodę, która płynie w wodociągach w moim mieście. Dlatego też muszę bardzo często nawilżać moje dłonie, co skutkuje dużym zużyciem kremów do rąk. Ten kosmetyk kosztował mnie ok. 5 - 6 zł. Eyeliner w pisaku jest produktem pochodzącym z tzw. "Chińczyka". Używam go nie po raz pierwszy i mogę spokojnie stwierdzić, że sprawdza się on doskonale! Kosztuje mało, bo tylko 6 zł

     Zakupy były udane i ich łowy umilają mi pobyt w rodzinnym domu. Nawet moje siostrzenice ciągle koło nich węszą, by je móc wypróbować :)

     A ja życzę Wam Wesołych Świąt! I zmykam na spotkanie rodzinne :)

środa, 24 października 2012

Współpraca z firmą Joanna - Testowanie peelingu myjącego o zapachu gruszki

Jakiś czas temu udało mi się nawiązać współpracę z firmą kosmetyczną Joanna. Firma ta jest znana z szerokiej gamy kosmetyków do pielęgnacji ciała i włosów, które można spotkać w wybranych sklepach. Jeżeli chcecie zapoznać się bliżej z produktami Joanny odsyłam Was do strony głównej firmy, jej profilu na facebooku oraz sklepu - jeżeli któraś z Was wyraziłaby chęć zakupienia wymarzonego kosmetyku :)


Już na samym początku zastrzegam, że moja opinia jest obiektywna i fakt, iż dostałam ten kosmetyk na bazie współpracy z firmą Joanna, nie wpływa na moją opinię o tym produkcie.

A teraz czas przejść do produktu, który dostałam w ramach współpracy z firmą. Spośród szerokiej gamy peelingów do ciała wybrałam ten o zapachu gruszki.

Peeling znajduje się w przezroczystej buteleczce o pojemności 100 ml. Może się wydawać, iż pojemność kosmetyku jest zbyt mała, jednakże nie wpływa to na jego wydajność. Nawet jego codzienne stosowanie pozwala używać go przez długi okres czasu. Zakrętka peelingu jest poręczna, nie miałam zbyt dużych problemów by otworzyć opakowanie i móc użyć kosmetyku. Jednakże najbardziej w opakowaniu podoba mi się fakt, iż jest ono przezroczyste. Dzięki temu nie tylko będziemy wiedzieć jak dużo zostało nam kosmetyku, ale również możemy podziwiać wszelakie drobinki peelingujące które się w nim znajdują. Oprócz tego na tylnej części opakowania można znaleźć krótką notkę od firmy, która opisuje nam sposób używania kosmetyku, jakie ma działanie oraz jego skład. Wszystko jest ładnie i czytelnie przedstawione :)
Nie trzeba nawet użyć kosmetyku by móc poczuć jego zniewalający, owocowy zapach. Wystarczy otworzyć buteleczkę, a już spowije nas słodki, intensywny aromat wybranego rodzaju owoców. W moim przypadku była to gruszka. Stosując peeling o tym właśnie zapachu miałam wrażenie jakbym znalazła się w owocowym raju bądź w sadzie mojej babci :) Miłe wspomnienia.
Peeling ma gęstą, ziarnistą konsystencję o kolorze jasno zielonym. Po delikatnym roztarciu go na zwilżonej skórze łatwo jest wyczuć drobinki peelingujące, które się w nim znajdują. Kosmetyk bardzo dobrze się pieni i wystarczy jego niewielka ilość, by móc użyć go na całym ciele. 
Jak peeling wygląda w rzeczywistości i na skórze lekko zwilżonej?


A jaki jest efekt stosowania peelingu do ciała? Wręcz zniewalający! Jest to mój drugi peeling z tej serii i jestem tak samo nim zachwycona jak ostatnio. Wystarczy jednokrotne użycie kosmetyku by już poczuć różnicę skóry w dotyku. Staje się ona bardziej delikatna i nawilżona. Oczywiście bardzo ładnie pachnie, a zapach utrzymuje się na skórze bardzo długo.
Myślę, że to nie jest mój ostatni kosmetyk z tej serii. Jestem nim zauroczona - nie tylko estetycznym opakowaniem, bajecznym i trwałym zapachem, ale również doskonałym peelingującym działaniem, dzięki któremu moja skóra staje się być gładka i miła w dotyku.

Bardzo dziękuję firmie Joanna za możliwość przetestowania tego kosmetyku. Była to dla mnie słodka przyjemność :)